WIEŻA CZOŁGOWA FALCON


Czołg Al-Hussein czyli ex-brytyjski Challenger-1 z wieżą czołgową Falcon / Źródło - IST Dynamics

W sposób dość zaskakujący dla przeciętnych świadków wydarzeń na rynku zbrojeniowym, do ścisłego grona liderów techniki pancernej wkroczyła nagle Jordania, kraj do tej pory nie kojarzony z wysoko rozwiniętymi technologiami. Stało się to za sprawą szybkiego i konsekwentnego rozwoju wieży czołgowej Falcon, ujawnionej w dojrzałej postaci podczas targów zbrojeniowych IDEX 2003 w Abu Dhabi. Jednak dla wnikliwszych obserwatorów bliskowschodniej sceny zbrojeniowej nie jest to zaskoczenie. W Jordanii działa Biuro Konstrukcyjno-Rozwojowe im. Króla Abdullaha II-go – King Abdullah II Design and Development Bureau (KADDB).


Wieża Falcon w warsztatach KADDB, widok na prawą stronę - widoczny otwarty właz dowódcy i luk amunicyjny / Źródło - KADDB


Wieża Falcon w warsztatach KADDB / Źródło - KADDB


Wieża Falcon na kadłubie czołgu Al-Hussein (ez-brytyjski Challenger-1) /Źródło - KADDB


Wieża Falcon na kadłubie czołgu Al-Hussein, widoczny brak celownika działonowego z boku wieży nad włazem działonowego / Źródło - KADDB

Ta wojskowo-cywilna placówka badawcza i wdrożeniowa powstała w celu zintegrowania jordańskich projektów technicznych w dziedzinie obronności i położenia technologicznych podwalin własnego przemysłu zbrojeniowego. Została założona w 1999 roku w następstwie dekretu JW Abdullaha II-go Bin Al Husseina, Króla Haszemickiego Królestwa Jordanii. W ciągu zaledwie paru lat KADDB ukończył lub doprowadził do stanu wysokiego zaawansowania wiele ciekawych projektów jak m.in.:

-         SWARM (Stabilised Weapon And Reconnaissance Mount) – samonośne, zdalnie sterowane, stabilizowane stanowisko obserwacyjno-strzeleckie, we współpracy z Thales,

-         Al-Jawad – wielozadaniowy, kulo- i minoodporny samochód 4x4, we współpracy z Jankel,

-         TIV (Tactical Intervention Vehicle) – samochód interwencyjny jednostek antyterrorystycznych, we współpracy z Jankel,

-         PILAR – akustyczny system lokalizacji ognia strzeleckiego, we współpracy z Metravib R.D.S.,

-         Desert Iris (wcześniej Black Iris) – lekki 4x4 wielozadaniowy pojazd terenowy, we współpracy z SHP,

-         Desert Ranger – motocykl terenowy 2x2 przystosowany do warunków pustynnych, we współpracy z Rokon,

-         Phoenix – modernizacja jordańskich czołgów M60 przy zastosowaniu gładkolufowej armaty kal. 120 mm, we współpracy z RUAG Land Systems, Raytheon i General Dynamics Land Systems,

-         Temsah (arab. Krokodyl) – ciężki transporter opancerzony uzyskiwany z przebudowywanych czołgów wycofanych ze służby, we współpracy z General Dynamics Land Systems, MDB, CLS Jordan.

Wiodącym projektem KADDB jest jednak wieża czołgowa Falcon, początkowo znana jako Falcon 1 – projekt AB9C4 a obecnie Falcon 2 – projekt AB9C5.


Wieża Falcon w pierwszej wersji AB9C4 na kadłubie czołgu Tariq (ex-brytyjski zmodernizowany Centurion) /Źródło - KADDB

Rozwój wieży Falcon przebiega w tempie nie znanym w światowym przemyśle pancernym ostatnich lat – od startu projektu pod koniec roku 1999, przez makietę wieży wystawioną w kwietniu 2000 na wystawie SOFEX, zawarcie kontraktów z dostawcami głównych komponentów na początku roku 2002, wykończenie ostatecznej wersji wieży w początkach roku 2003, wystawienie wieży na targach IDEX w marcu 2003 i rozpoczęcie prób ogniowych w kwietniu 2003! Wieża Falon to niskoprofilowa, bezzałogowa wieża czołgowa o nowoczesnej konstrukcji mieszcząca armatę gładkolufową kalibru 120 mm z automatem ładowania. Głównym partnerem KADDB przy opracowaniu wieży Falcon jest południowoafrykańskie biuro konstrukcyjne Mechanology Design Bureau, odpowiedzialne przede wszystkim za strukturalny i mechaniczny projekt wieży. Zaangażowanie MDB i innych firm południowoafrykańskich w projekt Falcon jest obecnie częścią większego planu współpracy między przemysłem obronnym Jordanii i Republiki Południowej Afryki znanego jako Project Merlin. Jest to zaledwie jeden z wielu przykładów na to, że stojące na najwyższym poziomie technologie zbrojeniowe RPA są wobec dotychczasowych głównych światowych dostawców uzbrojenia poważną alternatywą, konkurencyjną technicznie i zapewne cenowo a przy tym wolną od niebezpieczeństwa politycznych nacisków. Jednym z celów przyświecających rozwojowi wieży Falcon było zwiększenie siły ognia jordańskich wojsk pancernych posiadających na uzbrojeniu cztery typy czołgów podstawowych.

Najstarszym z nich jest Tariq, poważnie zmodernizowany brytyjski Centurion uzbrojony w 105mm armatę gwintowaną L7. Drugim amerykański M60A3 z armatą 105 mm M68 będącą wersją brytyjskiej armaty L7. Trzeci to Khalid, czyli wyposażony w mocniejszy silnik, brytyjski czołg Chieftain uzbrojony w gwintowaną armatę kalibru 120 mm L11. Czwartym i najnowszym typem jest Al-Hussein czyli brytyjski Challenger 1, również wyposażony w armatę L11. Armaty kalibru 105 mm z gwintowanymi lufami jak L7 czy M68 znacznie ustępują siłą ognia gładkolufowym armatom kalibru 120 mm i są obecnie zastępowane nimi tam gdzie to możliwe. Taka zamiana jest również przydatna w wypadku armat L11 kalibru 120 mm z gwintowanymi lufami, które to co prawda są tego samego kalibru ale są bronią wcześniejszej generacji, nie tak potężną i strzelającą odmienną amunicją, co wyklucza interoperacyjność z wojskami wyposażonymi w armaty gładkolufowe. Co więcej , armata L11 nie jest dłużej używana przez armię brytyjską i nie produkuje się do niej nowej amunicji. Wszystko to legło u podstawy decyzji wyposażenia wieży Falcon w gładkolufową armatę kalibru 120 mm, mogącą strzelać taką samą amunicją co najnowsze czołgi podstawowe produkcji zachodniej, jak czołgi M1 w służbie Egiptu, Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej oraz czołgi Leclerc Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dla wieży Falcon wybrano armatę 120 mm Compact Tank Gun (CTG) opracowaną przez szwajcarską firmę RUAG Land Systems. Armata CTG jest w tej chwili prawdopodobnie najbardziej zaawansowanym działem czołgowym tego kalibru spośród dział wprowadzonych do produkcji, co wynika z nowoczesnej konstrukcji i wykorzystania najnowszych osiągnięć metalurgii. W CTG użyto stali o dużo wyższej wytrzymałości niż dotychczas, jej współczynnik odporności na rozciąganie wynosi 1.300 MPa w porównaniu  z 1.030 MPa stali używanej w szeroko rozpowszechnionych  armatach gładkolufowych kalibru 120 mm firmy Rheinmetall czy 850 MPa stali armat L7. W efekcie uzyskano potężną armatę kalibru 120 mm o masie i wymiarach niewiele większych niż armat kalibru 105 mm L7 czy M68. Stąd armata CTG mogła być zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem z powodzeniem użyta do zastąpienia armat 105 mm w ograniczonej przestrzeni wież szwajcarskich czołgów Pz 68 czy ostatnio do zakończonej sukcesem zamiany armat M68 w jordańskich czołgach M60A3. Pierwotnie lufa armaty nie miała wylotowego hamulca odrzutu lecz później została wyposażona w takowy o skuteczności 35-45% z którym lufa posiada długość 50 kalibrów.


Porównanie wieży Falcon z wieżą konwencjonalną czołgu Al-Hussein (Challenger-1) Źródło - KADDB

Efektywność hamulca wylotowego oraz stosunkowo długi suw odrzutu o drodze 480 mm znacznie redukują impuls odrzutu pozwalając na montaż nawet w wozach bojowych klasy 25 ton. Przykładem jest tutaj szwedzki lekki czołg CV90120 o masie 27 ton w którym zainstalowano właśnie armatę CTG. Strzelania z jordańskich czołgów M60A3 czy szwedzkich CV90120 dowiodły niezwykłej celności armaty CTG, zarówno przy ogniu w ruchu jak i spoczynku. Prędkość wylotowa pocisków rdzeniowych (APFSDS) wystrzeliwanych z armaty CTG wynosi 1770 m/s co jest bardzo dobrym rezultatem. Wieża Falcon posiada formę wąskiej, wydłużonej obudowy armaty CTG i umieszczonej za nią komory automatu ładowania posadowionej na płaskiej, dyskokształtnej podstawie. W rezultacie uzyskano wieżę o zminimalizowanej powierzchni czołowej przyczyniającą się do znacznego zmniejszenia pola przekroju czołowego całego czołgu. W konsekwencji, prawdopodobieństwo trafienia czołgu z wieżą Falcon ogniem na wprost jest radykalnie pomniejszone. Dysk podstawy wieży tworzy dach przedziału załogowego umieszczonego we wnętrzu pierścienia osady wieży, co znaczy że załoga wieży przebywa pod działem i mieści się we wnętrzu kadłuba. Załoga wieży składa się z siedzącego po prawej stronie dowódcy i działonowego siedzącego po lewej. Trzeci członek załogi w postaci ładowniczego jest tutaj zbyteczny gdyż wieża zawiera automat ładujący. Ponieważ członkowie załogi są poniżej poziomu armaty, nie są nią przedzieleni i mogą utrzymywać kontakt wzrokowy. Każdy z członków załogi posiada po swojej stronie wieży półokrągły właz w dysku podstawy wieży. Po jednej stronie włazu zainstalowane są peryskopy obserwacyjne zapewniające pole widzenia o kącie 180 stopni, przy czym dowódca posiada 4 peryskopy a działonowy 3 peryskopy i zapasowy celownik peryskopowy. Dla okrężnej obserwacji i identyfikacji celów dowódca dysponuje panoramicznym celownikiem o niezależnej stabilizacji pionowej i poziomej, który zamontowany jest na górze obudowy działa. Celownik zawiera jednokanałowy termowizor i trójkanałową dzienną kamerę TV (w wersji rozwojowej celownik ma zawierać nowy dwukanałowy termowizor).


Grafika komputerowa pokazująca m.in. umieszczenie celowników dowódcy i działonowego na rożnych płaszczyznach wieży, górnej i bocznej  Źródło - KADDB

Działonowy posiada własny niezależnie stabilizowany celownik zamontowany z boku obudowy działa ponad swoim włazem. Celownik ten składa się z dwukanałowego termowizora i trójkanałowej dziennej kamery TV oraz bezpiecznego dla wzroku dalmierza laserowego. Obydwa celowniki zostały opracowane przez południowoafrykańską firmę 4-Sight (dawniej Vernelli). Obraz z każdego z celowników może być widziany zarówno na wyświetlaczu dowódcy jak i działonowego – dowódca albo przekazuje swój obraz działonowemu albo pobiera jego obraz w zależności od potrzeby. Wyświetlacze i panele ich sterowania są u dowódcy i działonowego takie same, panelem sterowania można wybrać kolorowy obraz z kamery TV lub monochromatyczny z termowizora oraz wyświetlać różne funkcje balistyczne i systemowe. Celowniki są częścią zintegrowanego systemu kontroli ognia mogącego pracować w trybie łowca-zabójca (ang. hunter-killer) polegającym na tym, że dowódca lokalizuje i identyfikuje cel i po podjęciu decyzji o jego zniszczeniu przekazuje jego uchwycony obraz na wyświetlacz działonowego, który dalej namierza go dokładnie i odpala do niego. Posiadanie trybu łowca-zabójca jest cechą wyróżniającą najnowocześniejsze czołgi. Co więcej, system kontroli ognia wieży Falcon posiada funkcję auto-trackingu czyli automatycznego śledzenia zaznaczonego celu, spotykaną dotąd w zaledwie dwóch czy trzech najbardziej zaawansowanych technicznie czołgach ostatnich wersji. Funkcja auto-trackingu jest tutaj dostępna dla dowódcy i działonowego, stąd dowódca może przekazywać cel uchwycony w auto-trackingu do dalszego śledzenia działonowemu.

Dodatkowo, oprócz tych dwóch zaawansowanych celowników optoelektronicznych, wieża posiada zapasowy celownik optyczny. To prosty, dzienny celownik peryskopowy umieszczony przy włazie działonowego, który jest połączony mechanicznie z urządzeniem podniesienia armaty i umożliwia celowanie z działa w przypadku kiedy oba celowniki główne są zniszczone lub uszkodzone. Dla umożliwienia zwalczania celów w trakcie jazdy, wieża Falcon jest stabilizowana w poziomie a jej armata w pionie. W celu zminimalizowania błędów nakierowania armaty, oprócz żyroskopów wychyleń bocznych i pionowych użyto tutaj jeszcze żyroskopów kompensujących ruch postępowy. Napędy podniesienia armaty i obrotu wieży są w pełni elektryczne. Zostały one opracowane przez szwajcarską firmę Curtiss-Wright, a cały system kontroli ognia i kierowania armaty został zintegrowany przez południowoafrykańską firmę IST, która wyposażyła go dodatkowo w odbiornik GPS połączony z masztem czujników meteorologicznych zamocowanym na dachu tylnej komory wieży. Automat ładujący armaty został opracowany przez brytyjską firmę FHL Division of Claverham Ltd (dawniej Fairey Hydraulics) na bazie doświadczeń nabytych podczas rozwoju eksperymentalnych automatów ładujących dla 120 mm i 140 mm armat czołgowych dla Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii i dla 105 mm armaty wozu LAV 105 Assault Gun dla US Marine Corps. Skrzyniowy automat ładujący został tutaj jak w dotychczasowych konstrukcjach również umieszczony w tylnej komorze wieży, ale dla zachowania niewielkiego pola przekroju czołowego wieży ma on innowacyjną konfigurację wewnętrzną i składa się z 6-nabojowego bębna i 4-nabojowego zakrzywionego regału. W rezultacie szerokość tylnej części wieży mieszczącej automat to jedynie 1,4 m. Z 1 nabojem w rurze dosyłacza, automat ładujący mieści 11 naboi. To mniejsza ilość niż 22 naboje w karuzelowym automacie ładującym czołgów rodziny T-72  czy również 22 naboje w skrzyniowym automacie ładującym francuskiego czołgu Leclerc. Nie ma jednak jednoznacznego wyznacznika ile naboi powinna wynosić część jednostki ognia  pierwszej gotowości. Analitycy w większości twierdzą, że na polu walki najbliższej przyszłości działania jednostek pancernych będą przybierać formę intensywnych ale krótkich bojów spotkaniowych pozwalających na odnawianie gotowości bojowej przed następnymi starciami. W takim wypadku ilość 11 naboi pierwszej gotowości wydaje się w zupełności wystarczająca.


Rysunek nowego automatu ładowania dla wieży czołgowej Falcon III (wersja rozwojowa) o pojemności 17 naboi / Źródło - FHL Claverham

Trzeba tutaj dodać, że nawet ilość 22 naboi w automatach ładowania czołgów rodziny T-72 czy czołgu Leclerc to przecież też nawet nie połowa wobec 50 naboi automatu ładowania leciwego już szwedzkiego czołgu bezwieżowego Strv-103 a z drugiej strony 11 naboi automatu ładowania wieży Falcon to prawie tyle samo co 12 naboi w skrzyniowych automatach ładujących takich czołgów jak francuski AMX-13 czy austriacki Kurassier, używanych przez długi okres z powodzeniem w wielu armiach. Oraz więcej niż 10 naboi w magazynie półautomatu ładowania w najnowszym izraelskim czołgu Merkava 4 czy 8 naboi automatu ładowania amerykańskiego kołowego 8x8 wozu wsparcia Stryker MGS. Wieża produkowana seryjnie – oznaczona prawdopodobnie Falcon III – będzie mogła przy zwiększeniu szerokości tylnej części wieży z 1,4 m do 1,875 m pomieścić nowy automat ładowania zaprojektowany przez FHL Claverham. Automat ten oparty o dwa bębny amunicyjne będzie zawierał 17 naboi, z 1 nabojem w rurze dosyłacza i 1 załadowanym do armaty uzyska się jednostkę ognia pierwszej gotowości 19 naboi a więc ilość zbliżoną do 22 naboi w automacie ładowania T-72. Naboje są ładowane do armaty poprzez rurowy dosyłacz którego chwytak obraca się na spodzie automatu i otwierając się jak muszla małża nasuwa się na żądany nabój i wyciąga go z bębna lub regału w zależności od rodzaju naboju. Przed umieszczeniem naboju w komorze nabojowej armata ustawiana jest w pozycji 0 stopni w celu dopasowania z rurą dosyłacza. Nominalna szybkostrzelność armaty wynosi 8 strz/min, lecz dzięki cyklowi załadowania 4,5 s w przypadku 1 naboju umieszczonego już w komorze nabojowej i 1 naboju pozostającego w rurze dosyłacza, pierwsze 2 strzały można oddać w 3 s a pierwsze 3 strzały w 10 s. Automat ładujący może być doładowywany z wnętrza kadłuba czołgu gdzie w zależności od rodzaju kadłuba można umieścić około 15-25 naboi lub z zewnątrz poprzez luk załadunkowy w tylnej ścianie wieży. W takim wypadku automat dzięki swoim czujnikom od razu rozpoznaje rodzaj wprowadzanego naboju i odpowiednio przyjmuje go na stan. Rozpoznanie odbywa się na zasadzie określania kształtu naboju i porównywania pozycji głowicy pocisku w stosunku do łuski naboju przez co da się odróżnić naboje z pociskami rdzeniowymi APFSDS od naboi z pociskami kumulacyjno-odłamkowymi HEAT/MP (dwa podstawowe typy amunicji, nie ma jednak problemu z użyciem innych typów). Unika się tutaj bardziej problematycznych sposobów rozpoznawania rodzajów amunicji np. poprzez stosowanie kodów paskowych na nabojach i czytnika kodów w automacie ładowania. Poza ładowaniem nabojów do armaty, automat ładujący potrafi rozładować z armaty i usunąć na zewnątrz niewypał. Automat posiada napęd elektryczny i może pracować w trybie cichym korzystając z baterii. Dla ochrony załogi przed skutkami eksplozji amunicji w automacie ładowania, komora automatu  jest oddzielona od reszty wieży pancerną przegrodą przez którą przechodzi jedynie rura dosyłacza otwierana tylko na czas załadowywania naboju. Komora automatu posiada w dachu łatwo zrywalne od środka panele ukierunkowujące drogę ewentualnej eksplozji do góry na zewnątrz. Oprócz uzbrojenia głównego w postaci gładkolufowej armaty kal. 120 mm, wieża Falcon posiada współosiowy z armatą karabin maszynowy kal. 7,62 mm. W ramach systemu samoosłony wieża posiada zespół ostrzegania przed opromieniowaniem laserem opracowany przez firmę Avimo (obecnie Thales) oraz zestawy 8 granatów dymnych kal. 66 mm produkcji firmy Helio (obecnie Thales) po każdej stronie tylnej komory. Wieża jest silnie opancerzona dzięki solidnemu szkieletowi ze stali pancernej i nakładanym modułom pancerza kompozytowego. Jeden z modułów tworzy ostry czub obudowy armaty a dwa pozostałe umieszczone są po  boku. Moduły są wymienne i mogą być w każdej chwili wymienione na nowsze, zawierające skuteczniejszy pancerz. Obecne moduły zostały opracowane przez południowoafrykańską firmę Armscor która intensywnie przetestowała podczas prób ogniowych ich odporność na pociski kumulacyjne i rdzeniowe. Wieża zawiera nadciśnieniowy system ochrony przed skażeniami NBC dostarczony przez brytyjską firmę CLA która odpowiedzialna jest również za instalację elektryczną wieży. Wieża posiada też automatyczny system przeciwpożarowy dostarczony przez firmę Graviner. Oprócz tego wieża posiada dodatkowy generator prądu (APU) oparty na małym silniku diesla, klimatyzator i wygodny, ergonomicznie urządzony przedział załogowy. Wyposażenie dopełnia system pozycjonująco-nawigacyjny, system nadzoru sytuacji i system trenażera pokładowego pozwalający na częściowy trening symulacyjny w samym czołgu. Wieża jest funkcjonalnie samoistna i jej instalacja polega na prostej czynności wsadzenia w kadłub o odpowiedniej średnicy pierścienia wieży – 2.159 mm, jaką posiadają czołgi Al-Hussein (Challenger-1), M48 i M60. Kadłuby o innych średnicach pierścienia wieży wymagałyby jedynie jego dostosowania, co wiązałoby się z przebudową o stosunkowo niedużym zakresie. W podsumowaniu można stwierdzić, że wieża czołgowa Falcon to konstrukcja niezwykle udana, nowoczesna i wnosząca nową jakość w dziedzinie broni pancernej.  Czołg wyposażony w wieżę Falcon będzie charakteryzował się następującymi cechami:

-         zminimalizowane pole przekroju czołowego wieży i zmniejszone całego czołgu obniżające wykrywalność czołgu środkami optoelektronicznymi i radarowymi i znacznie utrudniające skuteczne wycelowanie do niego i trafienie ogniem na wprost, praktycznie prawie że niemożliwe w przypadku okopania czołgu lub ukrycia za zasłoną terenową i wystawienia jedynie wieży,

-         bardzo dobra ochrona balistyczna przedziału załogowego umieszczonego w całości wewnątrz kadłuba i dodatkowo chronionego od góry silnie opancerzoną wieżą, zapewniająca bardzo wysokie prawdopodobieństwo przeżycia załogi w przypadku bezpośredniego trafienia, nawet w wypadku trafienia z góry, co jest słabym punktem dotychczasowych konstrukcji przy wzrastającym zagrożeniu broniami atakującymi górne powierzchnie czołgów,

-         duża odporność wieży na trafienie dzięki zastosowaniu silnego, nowoczesnego kompozytowego opancerzenia modułowego oraz zmniejszone ryzyko zniszczenia jednym trafieniem celowników dowódcy i działonowego poprzez umieszczenie ich na dwu różnych płaszczyznach wieży, górnej i bocznej, przy posiadaniu jeszcze rezerwowego celownika peryskopowego,

-         zdolność do uzyskania przewagi w wymianie ogniowej nad każdym dotychczasowym rodzajem czołgu dzięki połączonemu zastosowaniu nowej gładkolufowej armaty kalibru 120 mm o bardzo dobrych parametrach, automatu ładowania zapewniającego bardzo wysoką szybkostrzelność przy pierwszych kilku strzałach i nowoczesnego systemu obserwacyjno-celowniczego umożliwiającego pracę w trybie hunter-killer oraz w trybie autotrackingu,

-         zdolność do skutecznego śledzenia i namierzania wolno latających celów powietrznych jak śmigłowce dzięki trybowi autotrackingu,

-         możliwość stosowania poza podstawową amunicją z pociskami rdzeniowym APFSDS i kumulacyjno-odłamkowymi HEAT/MP także innych pocisków zwiększających zasięg i zakres niszczenia celów jak np. nowe pociski izraelskie – kierowany pocisk LAHAT do niszczenia dalekich celów pancernych i śmigłowców w locie czy programowany pocisk APAM do niszczenia siły żywej i lekko opancerzonego sprzętu nawet w ukryciu za zasłonami terenowymi,

-         dostosowanie do pracy w trybie „cichym” z wyłączonym silnikiem dzięki posiadaniu całkowicie elektrycznych napędów wieży oraz dodatkowego generatora prądu (APU) i akumulatorów automatu ładowania, co umożliwia skuteczną walkę z zasadzek ogniowych,

- posiadanie funkcji trenażera-symulatora pokładowego, pozwalającego - dzięki komputerowo generowanym realistycznym obrazom pola walki - na podstawowy trening dowódcy i działonowego bez zużywania drogiej amunicji ćwiczebnej czy bojowej,

-         łatwość zainstalowania na wieży dodatkowych urządzeń obserwacyjnych, obronnych, dodatkowego uzbrojenia lub innych instalacji dzięki posiadaniu dużych wolnych powierzchni na dachu wieży,

Jak więc widać wieża Falcon ma bardzo wiele zalet i wszystko wskazuje na to, że może zrobić dużą karierę na rynku czołgowym. Należy z pokorą przyjąć nagłe pojawienie się nowego gracza na tym rynku – Jordanii.
 

FALCON A SPRAWA POLSKA

Tak szybkie i zakończone sukcesem opracowanie wieży czołgowej Falcon przełamuje światowe tradycje pewnej ociężałości i długotrwałości wprowadzania nowych produktów przemysłu pancernego i jest prztyczkiem w nos dotychczasowych potentatów w tej dziedzinie. Dla polskich kręgów polityczno-wojskowych jest to już nie tyle prztyczek w nos co fakt niezwykle zawstydzający. Jordania, co by nie mówić i nic jej nie ujmując, jest krajem o dużo mniejszym niż Polska  potencjale naukowo-technicznym, przemysłowym i finansowym. W odróżnieniu od Polski nie ma też żadnych tradycji przemysłowych, zwłaszcza w dziedzinie produkcji uzbrojenia. I ta Jordania zaczynając od zera potrafiła w ciągu 4 lat opracować kilkanaście udanych projektów uzbrojenia na czele z wieżą czołgową Falcon i doprowadzić je wszystkie do etapu wdrożenia. Tymczasem Polska, kraj o kilkakrotnie większym potencjale i wspaniałych tradycjach w produkcji uzbrojenia, zdobył się w ciągu lat 14 (licząc od roku 1989) na opracowanie niewiele większej liczby projektów, z których do etapu wdrożenia dotarło na dobrą sprawę zaledwie kilka. Oczywiście powstają wspaniałe polskie projekty, dzieła talentu polskich inżynierów, ale potem giną grzęznąc w polskim bagnie zaniechań, zaniedbań i niemożności. Cała dotychczasowa klasa polityczna i wszystkie dotychczasowe ekipy rządowe - może z wyjątkiem rządu Jana Olszewskiego który zaistniał na parę miesięcy i szybko upadł, zdaje się dlatego, że chciał coś naprawdę zmienić – ponoszą winę za fatalną w skutkach antynarodową politykę rozbrajania kraju, gdyż tak właśnie, po imieniu, trzeba nazwać postępującą redukcję ilościową i jakościową Wojska Polskiego. Temu rozbrajaniu towarzyszyła zawsze wymówka o braku realnych zagrożeń i braku środków finansowych. Teraz polska opinia publiczna zdaje się już dostrzegać fakt, że tak naprawdę pieniędzy w kraju jest dużo, Polska jest krajem w miarę bogatym, tylko że ogromne kwoty giną w czarnych dziurach afer, defraudacji i marnotrawstwa. Co do braku zagrożeń, bezpieczeństwa dzięki członkostwu w NATO i innym ogranych haseł tego typu, ujmijmy to tak: członkostwo Polski w NATO w roku 2003 jest tak samo pewnym sposobem uzyskania sojuszniczej pomocy jak w roku 1939 Gwarancje Francusko-Brytyjskie. Ni mniej ni więcej. Jak się tamte gwarancje zakończyły, wiadomo. Co do sytuacji międzynarodowej, rzekomo jest stabilna i przewidywalna i żaden duży konflikt Polsce nie grozi w najbliższych latach. Twierdzą tak ludzie którym do głowy nie przyszło w roku 1988, że w ciągu 3 lat dojdzie do upadku systemu komunistycznego, RWPG i Układu Warszawskiego, rozpadu Związku Radzieckiego, Jugosławii i Czechosłowacji oraz połączenia Niemiec. Co może się stać w ciągu jakichś następnych 3 lat gwałtownych zmian na świecie? Praktycznie wszystko. A wtedy Polsce mogą być potrzebne uzbrojone po zęby dywizje zdolne do krwawej walki a nie kompanie honorowe czy bataliony misji pokojowych. Trzeba przejrzeć na oczy, dopóki na świecie nie zapanuje era powszechnego pokoju i harmonii, Polską racją stanu jest posiadanie jak najsilniejszej i jak najlepiej uzbrojonej armii. Do tej pory władze RP w praktyce prowadziły politykę wręcz przeciwną do tej racji stanu, ocierającą się o obłąkańczy pacyfizm z jednej strony a sługusostwo obcym interesom z drugiej. Haniebnych przykładów działania władz państwowych na szkodę polskiej obronności jest aż nadto. Od mających miejsce jeszcze w PRL negocjacji traktatu rozbrojeniowego CFE w których władze polskie godzą się na przyjęcie zaniżonych w stosunku do wszystkich innych państw limitów uzbrojenia – np. z liczbą czołgów 1730 wobec 1435 (!) czołgów dla dużo mniejszej i mającej dużo lepsze położenie geostrategiczne ówczesnej Czechosłowacji – po najnowsze  redukcje jednostek wojskowych i stanów uzbrojenia, destrukcyjne działania wobec zakładów zbrojeniowych, blokowanie możliwych zbrojeniowych kontraktów eksportowych czy fakty utrącania obiecujących projektów uzbrojenia. Jakże symboliczny w swojej wymowie był przed laty fakt tryumfalnego ogłoszenia w mediach, że Polska jako pierwszy kraj zniszczyła trwale swój ostatni nadwyżkowy czołg ponad limit CFE. Podkreślmy, czołgi niszczono trwale – dosłownie wypełniając wymogi CFE - w bardzo wydajny sposób przy pomocy urządzenia spuszczającego z dużej wysokości kilkutonową stalową kulę. W całej swojej naiwności spodziewano się przy tym, że inne państwa zgłoszą się do nas po tę metodę dla niszczenia swoich czołgów, jednak jakoś nikt się nie zgłosił... Po latach można się było dowiedzieć, że w innych krajach nie stosowano się tak ściśle do wymogów traktatu i nadwyżkowy sprzęt często demontowano w sposób pozwalający na powtórne wykorzystanie wielu jego elementów. Jakoś też obecnie nie wiadomo na pewno, czy wszystkie państwa rozliczyły się ze swoich zobowiązań traktatowych... Zniszczone bezpowrotnie polskie czołgi T-55 nadawały się tak ładnie na przeróbkę na ciężkie transportery piechoty typu izraelskiego Achzarita czy rosyjskiego BTRT i na wiele innych pożytecznych rzeczy... Ciekawe co się stanie z ostatnią partią ok. 800 sztuk wycofanych niedawno ze służby T-55...Obecnie, w ostatecznej wersji traktatu CFE, władze polskie obniżyły nasz maksymalny pułap czołgów do ilości 1.577 sztuk deklarując jednocześnie, że nie będą korzystać z prawa do uzasadnionego podwyższenia pułapu! Wszystko to przy limitach Niemiec – 4.166 szt, Ukrainy – 4.080 szt, Białorusi - 1.800 szt!!! (Razem 10.046 szt !!!) Ja się pytam o co tu chodzi!?!

Niestety winą za to, że nie wdrożono wielu wspaniałych projektów nowego uzbrojenia, nie można obciążyć wyłącznie polityków i ich procederu cięć ilościowo-finansowych w armii. Z prawdziwą przykrością należy stwierdzić, że do tragicznych losów wielu projektów w znacznym stopniu przyczyniło się też wielu wyższych dowódców Wojska Polskiego. Co robili kolejni dowódcy wojsk lądowych od roku 1986 kiedy to w zasadzie ukończono prototyp lekkiego granatnika automatycznego kal. 40 mm  Pallad-M? Podkreślmy, że na owe czasy była to broń rewelacyjna i rewolucyjna, wyprzedzająca o całą epokę konkurencyjne konstrukcje które na dobrą sprawę dopiero teraz zaczynają powstawać na świecie. Wtedy, w roku 1986, amerykańskie stowarzyszenie AUSA pracowało dopiero nad koncepcją podobnej broni, zakładając wprowadzenie jej na uzbrojenie armii USA w latach po roku 2000 a tymczasem broń taka była już gotowa w Polsce. Co zrobiono żeby wdrożyć do produkcji ten granatnik i szeroko wprowadzić go na uzbrojenie pododdziałów piechoty zwiększając drastycznie ich siłę ognia?  Nic nie zrobiono, mamy już rok 2005, granatnik Pallad-M nazywany teraz GM obchodzi już swoje 19 urodziny i dalej nie jest wprowadzony na uzbrojenie. Bo niektórzy panowie generałowie z sobie wiadomych przyczyn nie darzą go uznaniem. Tutaj o braku środków nie może być mowy, wdrożenie produkcji lekkiego granatnika to akurat kwestia do załatwienia w każdym dotychczasowym budżecie MON. Przecież MON wydaje dużo poważniejsze kwoty na różne „ważne” cele, weźmy za przykład sztandarowy zakup jednego byłego szefa sztabu WP – kilkaset samochodów terenowych Mercedes-G. Jak wiadomo niektóre generalskie siedzenia są zbyt delikatne żeby wozić je krajowymi Tarpanami Honkerami, tu potrzeba tej odrobiny luksusu którą może zapewnić jedynie irracjonalnie drogi Mercedes-G...

Spójrzmy na inną sprawę. W roku 1990, dotrzymując kroku najnowszym ówczesnym projektom lekkich samolotów szturmowych jak brytyjski projekt SABA czy amerykański ARES, wytwórnia lotnicza PZL Warszawa-Okęcie opracowała lekki dwusilnikowy turbośmigłowy samolot szturmowy PZL-230 Skorpion. Doskonały lekki samolot przeciwśmigłowcowy i bezpośredniego wsparcia, o właściwościach krótkiego startu i lądowania, o prędkości maksymalnej 640 km/h i udźwigu 2.000 kg uzbrojenia. Ze względu na stosunkową prostotę i taniość samolotu projekt ten był jak najbardziej technicznie i finansowo realny i dający polskiemu wojsku potencjalnie bardzo efektywną broń o znaczeniu niemal strategicznym w przypadku szerokiego wprowadzenia. Tymczasem po zapoznaniu się z projektem, w roku 1991, pewien były dowódca WLiOP i jego świta, decydują o tym, że potrzebują samolotu o udźwigu 4.000 kg uzbrojenia i prędkości maksymalnej 1.000 km/h. Dlaczego akurat 4.000 kg zamiast 2.000 kg i 1.000 km/h zamiast 640 km/h pozostaje ich słodką tajemnicą, najpewniej wzięto te wymogi z powietrza bez żadnych analiz porównawczych i symulacji. Ktoś spojrzał pewnego dnia w błękit nieba, doznał olśnienia i zakrzyknął: 1.000 km/h i 4.000 kg! A to że do zadań do których Skorpion był przeznaczony czyli do wysokomanewrowego operowania nad polem  walki udźwig 4.000 kg był zbyt duży a prędkości maksymalnej 1.000 km/h w żaden sposób nie można by wykorzystać, przy czym samolot dodatkowo tracił własności krótkiego startu i lądowania, to już mniejsza z tym. Zamiast małego realnego samolotu turbośmigłowego zażądano ponad dwukrotnie cięższego, supernowoczesnego samolotu turbowentylatorowego lub odrzutowego o właściwościach stealth... Siłą rzeczy samolotu kilka lub kilkunastokrotnie droższego. Tak powstał projekt PZL-230 F, i cóż, nie był już to projekt realny... Skończyło się na makiecie. Z równą skutecznością dowództwo WLiOP mogło zażądać kosmolotu. A była szansa na dysponowanie już od kilku lat nowoczesnym lekkim samolotem bojowym - dużo wcześniej niż inni, gdyż z różnych przyczyn niż w Polsce również projekty SABA i ARES nie zostały zrealizowane do końca. Tymczasem obecnie, po kilkunastu latach od polskiego projektu Skorpion, nowa amerykańska firma zbrojeniowa Stavatti zaczyna dynamicznie wchodzić na rynek ze swoim projektem samolotu SM-27S Machete będącego jakby uproszczoną, jednosilnikową wersją Skorpiona. Projekt ten ma duże szanse na sukces na rynkach światowych w najbliższych latach, firma planuje produkcję przynajmniej 700 szt samolotu! A PZL Okęcie został oddany hiszpańskiej firmie lotniczej CASA w ramach podejrzanej transakcji typu „kupujemy od Hiszpanów samoloty za ciężkie pieniądze, ale w zamian za to dajemy im jeszcze wytwórnię lotniczą”.

No cóż, omawiany dowódca WLiOP zasłynął również z tego, że ilekroć za granicą dano mu popilotować jakiś myśliwiec wielozadaniowy, to nasz dzielny generał-pilot zaraz twierdził z całym przekonaniem, że właśnie ten samolot jest najlepszy dla polskiej armii... Jest on też odpowiedzialny za decyzję o nie modernizowaniu polskich MIG-ów 21 i zwlekanie z jakąkolwiek decyzją co do modernizacji Su-22. W efekcie do momentu wycofania samolotów MIG-21, WLiOP dysponowało kilkunastoma sprawnymi maszynami MIG-29 (ile jest naprawdę sprawnych to tajemnica) i kilkudziesięcioma w miarę sprawnymi lecz nie mającymi już żadnej wartości bojowej MIG-ami 21, które w razie współczesnej wojny mogłyby jedynie grać rolę „latających trumien”. Posiadane kilkadziesiąt Su-22 nadaje się jeszcze do niektórych działań szturmowych ale ich wartość szybko spada. Kontrakt na F-16 zawarto, ale to sprawa jeszcze paru ładnych lat o ile nie będzie jakichś problemów. W przypadku gdyby w ostatnim czasie doszło do wojny a ów generał dalej służyłby w WLiOP, mogłoby dojść do sytuacji, że siedziałby sobie bezpieczny w Centrum Dowodzenia chroniony kilkoma metrami betonu i obserwował na ekranach przedstawiających sytuację powietrzną, jak jeden po drugim gasną światełka oznaczające nasze nie zmodernizowane MIG-i 21. Każde gasnące światełko oznaczałoby przeważnie śmierć naszego dzielnego ale pozbawionego szans pilota. Byłby to tragiczny finał mającego u nas miejsce nieodpowiedzialnego szafowania życiem żołnierzy. Dowództwo WLiOP potrafi przy tym być bardzo stanowcze w niektórych swoich wątpliwych decyzjach. Dzięki wieloletniemu wysiłkowi i kosztem około 600 mln złotych opracowano w kraju samolot szkolno-bojowy I-22 Iryda. Konstrukcja ta jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych była określana jako wyśmienita i perspektywiczna, dzisiaj jest oceniana, w większości przez tych samych wyższych oficerów, jako beznadziejna i w żaden sposób nie spełniająca wymagań wojska. Co się nagle zmieniło? Iryda jest jaka jest, jeśli posiada jakieś wady, to na pewno da się je usunąć i z pewnością nie jest samolotem wyraźnie gorszym od brytyjskiego Hawka czy czeskiego L-159 (zwłaszcza L-159 - ostatnio z 58 dostarczonych już czeskiemu lotnictwu samolotów L-159 zdolnych do lotu było zaledwie 14 z powodu licznych usterek) A przewijały już się różne pomysły żeby Irydę zastąpić rzekomo lepszymi a to Alphajetem, a to Hawkiem a to L-159. Ostatnio Mig AT. Czy chodzi może o to, że nie wolno nam mieć własnego, polskiego samolotu? Czy może WLiOP znowu oczekuje kosmolotu? Ale dowództwo WLiOP potrafi być stanowcze, Iryda jest be i koniec. Kropka. Rozwój projektu zarzucono.

Przy innych projektach których rozwój i obecne obumieranie Czytelnicy mogą śledzić, jak samobieżna armatohaubica 155 mm Krab czy system przeciwlotniczy Loara, do braku wsparcia ze strony kręgów politycznych i niejednoznacznej postawy kręgów dowódczych WP dochodzi też, jak się wydaje, pewne rozminięcie się zespołów konstrukcyjnych z hierarchią rzeczywistych potrzeb. Jest w tej chwili oczywiste, że zamiast opracowania nowej, ciężkiej armatohaubicy na podwoziu gąsienicowym i jej produkcji w małych ilościach 24-48 szt jak się gdzieniegdzie jeszcze zakłada, bardziej efektywny byłby program modernizacji posiadanych 111 szt kołowych armatohaubic Dana do kalibru 155 mm i radykalne podniesienie wartości bojowej posiadanych 533 lekkich samobieżnych armatohaubic kal. 122 mm Hiacynt przez opracowanie do nich nowej dalekosiężnej amunicji, takiej jak choćby irańska amunicja o zasięgu 29 km (wobec dotychczasowego zasięgu 19 km). Również zamiast opracowywania od podstaw artyleryjskiej wersji Loary, bardziej efektywne byłoby zmodernizowanie wszystkich posiadanych Szyłek i ewentualne pozyskanie z Niemiec darowanych Gepardów (jak uczyniła to Rumunia), broni ciągle bardzo skutecznej. A jeśli już rozpoczęto program Loara, to warto było przeanalizować, czy w pierwszej kolejności nie byłaby bardziej potrzebna jej wersja rakietowa.

Przykładem jeszcze innej sytuacji jest polski lekki, pływający pojazd 6x6 Lewiatan. Ten niezwykle udany i potrzebny armii pojazd spotkał się z zerowym zainteresowaniem kręgów wojskowych. Nie wiedzieć czemu, nie zainteresował się nim nawet, jak to się mówi, pies z kulawą nogą. Na wystawie w Kielcach, rzekomo wystawie wojskowej, nagradzano jakieś kurtki z podpinką i wozy strażackie czy inny niezwykle bojowy sprzęt, nie przyznając żadnej nagrody Lewiatanowi, konstrukcji najbardziej znaczącej owego roku na wystawie...

Zmierzając do finału trzeba się zająć polskim programem pancernym. A raczej jego brakiem. Gdyż nie ma w tej chwili żadnego rozsądnego planu dotyczącego broni pancernej w Polsce. Chyba że chodzi o w swej istocie zbrodnicze i zdradzieckie plany lobby rozbrojeniowego, dążącego do dalszego zredukowania liczby czołgów w polskim wojsku do pułapu 400 sztuk! Takie plany, owszem, istnieją!!! Od wielu lat w krajowej branży pancernej dzieją się różne nieskoordynowane ruchy przypominające drgawki przedagonalne. Bo jak się wydaje branża pancerna była właśnie w stanie przedagonalnym do czasu kontraktu malezyjskiego. Brak większych zamówień krajowych i wieloletnia sytuacja, że jeden interwencyjny telefon do Ministra Spraw Zagranicznych RP wykonany przez młodszego sekretarza ambasady zaprzyjaźnionego kraju (USA), a może nawet nie sekretarza tylko ogrodnika albo sprzątaczkę, może zablokować wielomiliardowy kontrakt eksportowy na kilkaset czołgów do kraju nie objętego żadnym oficjalnym embargiem ONZ (Iran), lub odwrotnie –  jak we wrześniu 1996 kiedy USA poprosiły Polskę o sprzedaż kilkudziesięciu czołgów T-72 do Bośni za pieniądze NATO z funduszu programu “Train and Equip” a rząd polski odmówił (rzekomo z powodu polityki równego dystansu do stron konfliktu – czytaj równego dystansu do kata i ofiary), w rezultacie czego USA sprzedały do Bośni swoje czołgi M60A, doprowadziły tę branżę na krawędź upadku. Mamy tu do czynienia z podejmowanymi chyba czasem z rozpaczy wyskokami jak odświeżony ostatnio pod inną nazwą bombastyczny projekt czołgu nowej generacji Goryl oraz z pragmatycznym z kolei projektem PT-91 Twardy, który utknął w pół drogi. PT-91 Twardy nadaje się jak najbardziej do dalszej kontynuacyjnej modernizacji polskimi siłami. Czołg ten przy pozostawieniu armaty kal. 125 mm ale z nową lufą o lepszych parametrach balistycznych wykorzystującą nowe technologie izraelskie lub szwajcarskie, lub z chińską samodzielnie opracowaną (nie na technologii sowieckiej) armatą 125 mm o energii kinetycznej wystrzeliwanych pocisków podkalibrowych większej o 30% od posowieckich armat 125 mm, z w pełni elektrycznymi napędami wieży i armaty oraz wydajnym systemem stabilizacji, nową amunicją podkalibrową kal. 125 mm produkcji rosyjskiej, izraelskiej czy chińskiej wykorzystującą rdzenie ze zubożonego uranu czy produkcji polskiej z rdzeniami wolframowymi, z rosyjskimi lub ukraińskimi czołgowymi ppk, krajowym systemem obserwacyjno-celowniczym Drawa T-2, systemem samoosłony Obra, pancerzem reaktywnym Erawa, być może systemami aktywnej obrony jak rosyjska Arena czy nowy ukraiński Zasłon, lub chociaż chiński laserowy ZM-87 i nowym silnikiem PZL-Wola o mocy 1000 KM, nagle okazuje się potężną bronią mogącą jeszcze długie lata stawać do boju z wszelkimi współczesnymi typami czołgów. Ale tu nagle pojawia się problem tzw, standardu NATO czyli gładkolufowej armaty kal. 120 mm. Tego standardu w istocie nie ma, nie mamy żadnej formalnej konieczności wymiany kalibru 125 mm na 120 mm. Co więcej, biorąc pod uwagę czynniki ilościowe, to wśród europejskich członków NATO najwięcej jest chyba czołgów z armatami kalibru 125 mm. Jeśli ktoś chce więc narzucić gwałtownie pełną interoperacyjność wojsk pancernych NATO to niech przezbroi państwa zachodnie w kaliber 125 mm. Można to powtarzać w kółko ale do niektórych osób to nie dociera. Używa się przy tym nieuczciwego argumentu o słabych osiągach armat kal. 125 mm biorąc za podstawę parametry balistyczne słabej jakości luf produkcji słowackiej. Jak się niestety wydaje, w kręgach decyzyjnych jednak już zapadła decyzja, że nasze czołgi, przynajmniej w części, poddane zostaną „NATOizacji” czyli wymianie armaty na kal. 120 mm. Podchwyciły to nasze biura konstrukcyjne proponując różne projekty modernizacyjne. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że przedstawione projekty nie wychodzą poza schematyczne plany „leopardyzacji” lub „leclercyzacji” czyli oparcia się na komponentach niemieckiego Leoparda-2 lub francuskiego Leclerca, we współpracy odpowiednio z firmami Rheinmetall lub Giat. Trzeba tutaj stanowczo stwierdzić, że takie projekty nie wnoszą żadnej nowej jakości technicznej a polegają na wyprodukowaniu za duże pieniądze mniejszego i gorszego Leoparda-2 lub Leclerca na kadłubie T-72. Taka jest prawda. Prowadzą przy tym do niebezpiecznego uzależnienia od koncernów pochodzących co prawda z państw nominalnie sojuszniczych, ale państw które ostatnio udowodniły swoją gotowość do wszelkiej nielojalności i wrogich aktów. Ze względu na polityczne bezpieczeństwo, obecnie żaden większy polski program zbrojeniowy nie powinien być oparty na dostawcach z Francji i Niemiec! Jest to oczywiste. W grę mogą wchodzić dostawy od naszych głównych obecnych sojuszników czyli USA i Wlk. Brytanii i stabilnych państw neutralnych i niezaangażowanych jak Szwecja, Finlandia, Szwajcaria czy RPA. Na szczęście jako kraj mamy tu jeszcze prawo wyboru, dopóki sami się go nie pozbawimy. Autorzy planów modernizacyjnych powinni w końcu dostrzec, że poza produktami niemieckimi czy francuskimi istnieją jeszcze inne, częstokroć wyraźnie lepsze. Świat nie kończy się na firmach niemieckich czy francuskich. A polscy konstruktorzy branży pancernej powinni mieć – jak inni polscy twórcy - ambicje tworzenia czegoś najlepszego na świecie, a nie poprzestawać na praktykach ciągłego naśladowania i gonienia zachodnich rozwiązań zastępowanych już tam rozwiązaniami nowszej generacji. Trzeba w końcu wykorzystać lukę i przeskoczyć od razu do rozwiązań najnowszej generacji.

I tu spotykamy się z jordańską wieżą czołgową Falcon, wykorzystującą najnowsze technologie firm południowoafrykańskich, szwajcarskich i brytyjskich. Wieża Falcon posadowiona na dostosowanym kadłubie T-72 wyposażonym w zmodernizowany układ napędowy i jezdny (lub kadłubie nowoopracowanym) dałaby  w rezultacie czołg mogący konkurować z najnowszymi wersjami Leoparda-2 czy Leclerca a nie, jak w przypadku obecnych planów modernizacyjnych, będący ich ubogim krewnym. Czołg taki prezentowałby  nową jakość w stopniu ochrony balistycznej załogi i efektywności ognia armatniego a nie tylko zbliżał się nieco do obecnych standardów. Panowie, pora uruchomić samodzielne myślenie i wyciągnąć wnioski z jordańskiego sukcesu jakim jest wieża Falcon.

Na zakończenie wypada zastanowić się nad szerszym spostrzeżeniem, czy aby ten jordański sukces nie jest związany z tym, że panuje tam monarchia a krajem włada światły monarcha ( Król Jordanii, JW. Abdullah II Bin Al Hussein, ma osobisty wpływ na cały jordański program zbrojeniowy jak i w szczególności na projekt Falcon, który w dużym stopniu sam zainspirował, król jest również pilotem wojskowym).

A polskie porażki związane z tym, że panuje u nas rzekomo najlepszy ustrój na świecie – demokracja.

 

Wojciech Wachowski

ARTYKUŁ JEST PEŁNĄ, ZAKTUALIZOWANĄ AUTORSKĄ WERSJĄ ARTYKUŁU PIERWOTNIE OPUBLIKOWANEGO W NR 9/2003 MAGAZYNU WOJSKOWEGO “RAPORT WOJSKO-TECHNIKA-OBRONNOŚĆ”.

WYKORZYSTYWANIE TEKSTU W CAŁOŚCI LUB FRAGMENTACH BEZ UZGODNIENIA Z AUTOREM I WYKORZYSTYWANIE ZDJĘĆ BEZ POZWOLENIA ICH WŁAŚCICIELI – ZABRONIONE.

ostatnia modyfikacja: 01.07.2005   

Copyright 2004 - 2005:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Autorzy serwisu SPECOPS nie ponoszą odpowiedzialności za wykorzystanie, prawidłowe lub nie, zawartych tu informacji. Wszystkie operacje w terenie niosą ze sobą element ryzyka. Informacja jest prezentowana tylko dla celów edukacyjnych. Informacje i wiadomości zamieszczone na serwisie SPECOPS pochodzą wyłącznie z ogólnodostępnych źródeł: książek, opublikowanych podręczników wojskowych oraz Internetu. SPECOPS nie reprezentuje jakichkolwiek poglądów politycznych, nacjonalistycznych lub religijnych. SPECOPS nie reprezentuje jakiejkolwiek organizacji, stowarzyszenia, służby mundurowej lub grupy paramilitarnej. SPECOPS nie wyraża opinii przedstawiających oficjalną doktrynę i politykę Armii Australijskiej lub jakiejkolwiek innej organizacji lub służby mundurowej.  Opinie i poglądy wyrażane na forum dyskusyjnym SPECOPS nie są poglądami Autorów. Kontakt: email: specops_pl@tlen.pl
Logo "SPECOPS First to Fight" jest własnością SPECOPS AUSTRALIA. Projekt logo "SPECOPS" - Virtual Suspects.

Hit Counter