Wysłany: 28-11-2011, 05:27 Amerykanie zabili 26 pakistańskich żołnierzy
W czasie nocnego, lotniczego ataku na dwa posterunki graniczne, poległo 26 pakistańskich żołnierzy. 11 zostało rannych. Incydent wywołał oburzenie Islamabadu.
Według oficjalnych informacji pakistańskich sił zbrojnych, do ataku na dwie placówki graniczne w dystrykcie Mohmand, na północ od drogi Dżalalabad-Kabul, doszło w nocy, ok. 2:00 czasu miejscowego (w piątek o 22:00 czasu polskiego). Wzięły w nim udział przynajmniej dwa śmigłowce i samolot sił ISAF.
Nieoficjalnie przedstawiciele pakistańskich sił zbrojnych precyzowali, że w obu miejscach przebywało łącznie ok. 40 żołnierzy. W wyniku ataku 26 z nich poległo lub zmarło z ran. 11 innych odniosło obrażenia. Poinformowano jednocześnie, że pozostali odpowiedzieli ogniem. Jeden ze zniszczonych obiektów był położony 2,5 km od granicy.
Przedstawiciele ISAF potwierdzili, że w nocy przeprowadzono ataki na wezwanie jednostek lądowych. Wcześniej w tym rejonie ujęto grupę osób przekraczających granicę. Afgańska policja określiła ich jako talibów, pochodzących jednak z innych państw, głównie Pakistanu. Nie podano żadnych dodatkowych szczegółów.
Incydent wywołał oburzenie władz Pakistanu. Premier Jousuf Raza Gilani nazwał go skandalicznym i zwołał posiedzenie rządu. Równie zdecydowanie wystąpili najwyżsi rangą wojskowi, określając wespół z politykami tragiczne wydarzenia jako atak na pakistańską suwerenność. Zapowiedzieli oni weryfikację stosunków z USA, ponieważ – wszystko na to wskazuje – to ich statki powietrzne zaatakowały posterunki graniczne.
Przedstawiciele ISAF ograniczyli się do złożenia kondolencji, przeprosin i obiecali wdrożyć w tej sprawie postępowanie wyjaśniające.
Zabicie 26 pakistańskich żołnierzy było drugim i najkrwawszym incydentem z udziałem amerykańskich śmigłowców i samolotów. Do pierwszego doszło 30 września ubiegłego roku, kiedy zabito dwóch żołnierzy. W odpowiedzi Islamabad zamknął granicę na prawie dwa tygodnie.
Pakistan występował również konsekwentnie przeciwko amerykańskim uderzeniom lotniczym na domniemanych talibów, przebywających na przygranicznym terytorium, traktując je jako łamanie suwerenności państwa (zadanie zwalczania partyzantów przypada własnym formacjom wojskowym i policyjnym). Doprowadziło to do kolejnego zamknięcia granicy, tym razem na 3 dni, począwszy od 22 kwietnia bieżącego roku.
Stosunki między obu państwami pogorszyły się zdecydowanie po udanej akcji amerykańskich sił specjalnych, które doprowadziły do zabicia Osamy bin Ladena, ukrywającego się w pobliżu Islamabadu (zobacz: Zginął Osama bin Laden, Tajemniczy śmigłowiec US Navy SEAL). Nie była ona uzgodniona z muzułmańskim sojusznikiem.
W konsekwencji obie strony zdecydowały się na szereg ostrych posunięć. Amerykanie np. zapowiedzieli ograniczenie swojej obecności wojskowej w tym kraju, zawiesili przekazanie 800 mln USD bezzwrotnej pomocy militarnej, a we wrześniu oskarżyli Pakistan o wspieranie części zbrojnych ugrupowań typu milicyjnego w Afganistanie. Policja afgańska oskarżyła natomiast sąsiada o ostrzelanie terytoriów przygranicznych pociskami rakietowymi i artyleryjskimi. Islamabad zaprzeczył obu oskarżeniom.
W ostatnich tygodniach wzajemne relacje zaczęły się poprawiać. Ostatni atak pogorszy je na powrót, być może w jeszcze większym stopniu.
Pakistan, oferując jedyne dostępne połączenie lądowe z Afganistanem, odgrywa kluczową rolę w zaopatrzeniu ISAF i sił rządowych. Zamknięcie granicy doprowadziłoby do konieczności ograniczenia liczebności i aktywności tych wojsk, uniemożliwiając skuteczne działania przeciwko partyzantom. Scenariusz taki, nawet przy otwartej politycznej konfrontacji między Waszyngtonem a Islamabadem, jest jednak mało prawdopodobny.
Pomógł: 1 raz Wiek: 35 Dołączył: 13 Lis 2011 Posty: 122 Skąd: zachód
Wysłany: 28-11-2011, 07:31
Amerykanie przez pomyłkę zabili prawie 30 pakistańskich żołnierzy. W odwecie Islamabad kazał wynieść się z kraju oficerom CIA i zagroził rewizją stosunków z Waszyngtonem. A bez tego sojuszu USA i zachodnia koalicja nie wygra wojny w Afganistanie
To niedopuszczalne pogwałcenie naszej suwerenności i Pakistan dłużej tego nie będzie znosił. Jesteśmy wściekli - oznajmiła szefowa pakistańskiej dyplomacji Hina Rabbani Char w niedzielnej rozmowie telefonicznej z Hillary Clinton. Amerykańska sekretarz stanu przepraszała za tragiczny incydent, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę, gdy wezwane na pomoc amerykańskie śmigłowce i samoloty zrównały z ziemią dwa pakistańskie posterunki wojskowe na granicy z Afganistanem.
Pakistańczyków to nie przekonuje. Wojskowi twierdzą, że żołnierze na posterunkach spali i nie sprowokowali Amerykanów do ataku. Zapewniają też, że w tym roku przekazali siłom USA mapy, by polując na afgańskich partyzantów na pograniczu, wiedzieli, gdzie mieszczą się pakistańskie posterunki.
Rząd w Islamabadzie jeszcze w niedzielę kazał zamknąć do odwołania granicę dla ciężarówek z zaopatrzeniem dla zachodnich wojsk w Afganistanie (wędruje tędy połowa lądowych dostaw). Dał też Amerykanom dwa tygodnie, by wynieśli się z bazy wojennej w Szamsi, skąd oficerowie CIA dowodzili nalotami bezzałogowych samolotów na kryjówki partyzantów na afgańsko-pakistańskim pograniczu. Islamabad zapowiedział również, że dokona rewizji całości stosunków z Ameryką: wojskowych, wywiadowczych, gospodarczych i dyplomatycznych.
"Amerykanie zadali nam kolejny cios w plecy" - napisała w niedzielę pakistańska gazeta "Daily Times", a wszystkie stacje telewizyjne transmitowały pogrzeb zabitych żołnierzy w przygranicznym garnizonie w Peszawarze. "Trudno sobie wyobrazić, by sprawy między Amerykanami i Pakistańczykami mogły się mieć jeszcze gorzej" - uznał Paul Beaver, brytyjski analityk zajmujący się sprawami bezpieczeństwa.
O USA i Pakistanie mawia się, że są skazane na przyjaźń. W tym roku jednak zachowują się wobec siebie jak nienawistni wrogowie. Islamabad ma powyżej uszu afgańskiej wojny, narzuconej mu przez prezydenta George'a Busha, który po atakach 11 września 2001 r. na Nowy Jork i Pentagon postawił ówczesnego pakistańskiego dyktatora Perweza Muszarrafa przed wyborem: jesteś ze mną czy przeciwko mnie?
Sojusz z Ameryką i wypowiedzenie przyjaźni afgańskim talibom, rządzącym w latach 1996-2001, ściągnęły na Pakistan tsunami terrorystycznych zamachów i wojnę domową na pograniczu. Mimo to Waszyngton nigdy nie przestał podejrzewać, że Pakistańczycy udają tylko, że walczą z afgańskimi partyzantami, a w rzeczywistości wspierają ich po cichu, by ustanowić w Kabulu przyjazny sobie rząd, gdy Afganistan opuszczą już Amerykanie. Nieufni Pakistańczycy podejrzewali zaś Stany Zjednoczone, że tak naprawdę chcą im jedynie wykraść atomowe arsenały.
Nieufność i podejrzenia przerodziły się w otwarte oskarżenia i awantury, gdy w maju amerykańscy komandosi, nie uprzedzając Pakistańczyków, dokonali zbrojnego rajdu na miasteczko Abbottabad, gdzie wytropili i zabili szefa Al-Kaidy Osamę ben Ladena. Pakistańczycy zatrzęśli się z gniewu nad bezceremonialnością Amerykanów, Amerykanie zaś wściekli się, że pakistańscy wojskowi ukrywali przez lata Osamę.
Sprawy zaszły tak daleko, że ambasador Pakistanu w Waszyngtonie, serdeczny przyjaciel wspieranego przez USA prezydenta Asifa Alego Zardariego, błagał Amerykanów, by obronili go przed generałami szykującymi zamach stanu.
Wojskowi mają za złe Zardariemu, że pozwala siłom USA bombardować pakistańskie wioski na afgańskim pograniczu i utrzymywać w Pakistanie armię oficerów CIA. We wrześniu odchodzący na emeryturę przewodniczący połączonego kolegium szefów sztabów admirał Mike Mullen oskarżył wprost oficerów pakistańskiego wywiadu wojskowego ISI nie tylko o sekretne wspieranie afgańskich partyzantów, ale też o współudział w zamachach bombowych i zbrojnych atakach na ambasadę USA w Kabulu.
Amerykanie są skazani na sojusz z Pakistanem, bo bez przyjaźni z tamtejszymi wojskowymi, sprawującymi rzeczywistą władzę w Islamabadzie, nikt nie jest w stanie wygrać afgańskiej wojny. Mając bezpieczne kryjówki i bazy w Pakistanie afgańscy partyzanci wykrwawili w latach 80. Armię Radziecką. Dziś w ten sam sposób próbują wygrać wojnę na wyczerpanie z Zachodem.
Ale na sojusz z USA skazany jest też Pakistan, całkowicie uzależniony od pomocy gospodarczej Waszyngtonu. "Amerykanie robią u nas co chcą, a my jesteśmy od nich tak uzależnieni, że możemy tylko udawać, że nic nie widzimy, i robić dobrą minę do złej gry" - napisała w niedzielę pakistańska gazeta "Express Tribune".
Przynajmniej na razie, bo pakistańscy generałowie, usiłując uwolnić się z krępujących ich sojuszniczych więzów, próbują zastąpić bogatych Amerykanów Chińczykami.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum