Ma 85 lat i tak imponujący życiorys, że nie musi opowiadać o swoim patriotyzmie. Jego mocne słowa o dewiantach politycznych wywołały burzę w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Najbardziej cool mężczyzna według jury Coolbrands. "Gali" mówi o przyzwoitości, wyborach życiowych i zaletach kobiet.
fot. Ons
Błyskotliwe puenty, wyborne anegdoty, niezawodna pamięć. Wesoły starszy pan? Potrafi być pryncypialny, ostry, nawet apodyktyczny. W ostatniej kampanii wyborczej nie żałował mocnych słów. "Nie wierzcie frustratom i dewiantom politycznym" - grzmiał na konwencji PO w Krakowie. W odwecie Jarosław Kaczyński zarzucił mu styl polityczny "kłaniania się w pas". "Jestem gotowy ufundować nagrodę 5 tysięcy euro z własnej kieszeni emeryta temu, kto pokaże mnie kłaniającego się w pas komukolwiek oprócz Jana Pawła II i Benedykta XVI. W pas się nie kłaniam, mimo że przy wzroście 1,84 muszę się czasem pochylić. To z szacunku dla ludzi niższych"- ripostował Władysław Bartoszewski. Nie pierwszy raz reaguje tak ostro. Kilka lat temu protestujących przeciw uroczystościom upamiętniającym mord w Jedwabnem nazwał półanalfabetami. Należy do grona katastroficznych optymistów. "Sytuacja jest poważna, ale nie beznadziejna" - tak rozpoczynał wykłady w Monachium. Gdy są kłopoty, powtarza żonie Zofii, że w Oświęcimiu było gorzej. Na ripostę, czy musi wszystko porównywać do Oświęcimia, odpowiada: "Nie, ale nie zaprzeczysz, że tu nie ma komór gazowych". Poczucie humoru doceniła nawet konfidentka bezpieki w styczniu 1964 roku. W raporcie z wykładu Bartoszewskiego w Poznaniu zaznacza, że zorganizowany przez KIK odczyt nosił tytuł "Wrażenia z podróży do Ziemi Świętej" i przyszło ponad sto osób: "Red. Bartoszewski mówił niezwykle ciekawie, tylko tak prędko, że trzeba było ogromnego skupienia, aby podążać za nim myślami". Zgromadzone dziś w IPN materiały dotyczące Bartoszewskiego liczą 15 metrów bieżących. Od 1945 do końca 1989 roku inwigilowało go łącznie 418 mundurowych ubeków, esbeków, funkcjonariuszy prokuratury wojskowej i sądownictwa wojskowego oraz 56 konfidentów (tajnych współpracowników).
GALA: Czego się pan dorobił?
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Trzech tysięcy książek. Nigdy nie miałem samochodu, nie jeździłem na drogie wakacje. Od blisko 40 lat żyjemy z żoną w tym samym mieszkaniu. Nie skarżę się. Jestem człowiekiem raczej pogodnym, wesołym, kontaktowym, chętnie gdzieś kogoś zaproszę, jak mam za co.
GALA: Jak pan zarobił pierwsze pieniądze?
W.B.: Pierwszej wojennej zimy odczuliśmy boleśnie zubożenie. Nasz dom na Opaczewskiej, częściowo zburzony, został ograbiony przez ludzi z okolicy. Znaleźliśmy pokój przy Chłodnej. Sąsiad, pan Majzuls, kupiec, miał sporo damskiej bielizny. Przed wojną prowadził zakład pasmanteryjno-konfekcyjny. Zaczęły się już prześladowania Żydów, zapytał, czy się tym nie zajmę. To było bardzo po mojej myśli, bo co innego mogłem robić z moją znajomością literatury, historii i geografii? Stawałem przy rogu, na Żelaznej lub Chłodnej, otwierałem walizkę z koszulami, majtkami i biustonoszami.
GALA: Panie profesorze, czy zdarza się panu pomyśleć o Polsce...
W.B.: Zaraz, zaraz... Przecież mieliśmy rozmawiać o kobietach! Do tego tematu gruntownie się przygotowałem!
GALA: I o to pytam. Czy Polska jest kobietą?
W.B.: O patriotyzmie nie myślałem raczej w kategoriach płciowych. Ale faktycznie, cała literatura, na której się wychowałem, traktowała ojczyznę jako matkę. I nie jest to bezsensowne, bo patriotyzm jest przecież poczuciem ścisłej i zobowiązującej więzi z najbliższymi.
GALA: Słowem - rodzina?
W.B.: Rodzina, bo przecież prawdziwy patriotyzm zaczyna się od najbliższego zakątka, pejzażu, swojskości - sentymentu do małej ojczyzny. Taką ojczyzną - weźmy znakomity przykład - było dla Józefa Tischnera Podhale. Nie jest to jedynie nasza specyfika. Wystarczy pojechać do Włoch, cóż za różnorodność i jakie poczucie odrębności w poszczególnych regionach!
GALA: A gdzie tu miejsce dla warszawiaka?
W.B.: Jestem warszawiakiem, ale moją małą ojczyznę bezpowrotnie straciłem. Mojej Warszawy już nie ma... Nigdy nie zdecydowałem się z Warszawy wynieść, ale kiedy wróciłem do jej zgliszcz po wojnie, już miałem przeczucie, że to przestało być moje miasto. Zniknęły moje miejsca, zginęli ludzie... Zjechała nowa władza, jacyś aparatczycy. Jestem patriotą Warszawy, ale tej nieistniejącej - wirtualnej. Nie jestem zaś patriotą obecnej stolicy i gdybym był o 20 lat młodszy, to wyniósłbym się stąd do miejsc związanych z ciągłością polskości - Krakowa, Poznania. O patriotyzmie nie powinno się mówić. Jest sprawą wstydliwą i piękną zarazem. Nie znam przecież żadnego normalnego człowieka, który by chodził po mieście i powtarzał: Ja kocham moją mamę, ja kocham moją mamę, ja kocham moją mamę... Czym się tu chwalić? Najczęściej w gadaniu o patriotyzmie jest jakiś komponent obłudy, ostentacji albo i manipulacji. Widać to znakomicie we współczesnej Polsce. Wystrzegam się używania tego słowa. Wolę w miarę sił i możliwości je praktykować.
GALA: Jaka była pana matka?
W.B.: Uczuciowa i spontaniczna. Byłem jedynakiem, dość wątłym zresztą, więc mama skupiała na mnie większość swoich uczuć i niepokojów. Myślała o mojej przyszłości, snuła plany, ale w 1939 roku - wszystkie wzięły w łeb.
GALA: Ojciec? W rozmowie z pisarzem Michałem Komarem wspomina pan jego rady.
W.B.: Był raczej powściągliwy, lekko oschły, typowy urzędnik. Pracował w Banku Polskim, wprowadzał złotego, awansował, rósł z państwem i był z tego dumny. Miałem 10 lat, gdy zacząłem dostawać kieszonkowe, ojciec powiedział: "Możesz wydać, na co chcesz, ale zapisuj, ile poszło na książki, a ile na cukierki. Żeby wiedzieć, jakie są proporcje wydatków. Nie będę cię sprawdzał, ale spytam". Powtarzał też: "Synku, nie kłam, kto kłamie, może ukraść, kto ukradnie, może zabić. Nigdy niczego lekkomyślnie nie podpisuj. Podpiszesz się na pustej kartce, która potem zamieni się w weksel, który trzeba spłacać do końca życia". Przydało się, nigdy nic bezpiece nie podpisałem. I jeszcze jedna rada. Gdy na ulicach przedwojennej Warszawy trwały awantury antyżydowskie, ojciec komentował gniewnie: "Głupoty! Nieważne Żyd czy Turek, byle był wypłacalny i rzetelny. Jedyną miarą człowieka jest uczciwość".
GALA: A rówieśnice?
W.B.: Nie miałem nawet ciotecznych sióstr. Do szkół chodziłem męskich, które uczyły patriotyzmu, poszanowania dla innych poglądów, ale nie rozwijały kontaktów z rówieśnicami. W gimnazjum byłem od wszystkich rok młodszy. Koledzy zaczęli palić papierosy, zaczepiać dziewczyny, a ja byłem jakiś spóźniony. Dokuczali mi. Ale lubiłem tę moją odrębność. Do obozu koncentracyjnego trafiłem w 1940 roku, mając 18 lat. Chudy, wysoki okularnik, nawet nie całowałem jeszcze dziewczyny.
GALA: A kobiety podczas wojny, w konspiracji?
W.B.: Oczywiście rolę dowódczą pełnili dowódcy, oficerowie. Ale przecież były formacje kobiece, harcerskie i pomocnicze, w których poznałem wiele wspaniałych dziewczyn o imponującym charakterze. Gdybym nie napotkał na swej drodze Zofii Kossak, inicjatorki powstania Rady Pomocy Żydom, wielu najważniejszych w moim życiu decyzji pewnie bym nie podjął. Stałem się kimś w rodzaju jej asystenta i sekretarza przez mniej więcej rok. Poznałem przez nią wiele innych wybitnych pań w wieku mojej matki lub starszych. Pani Wanda Krahelska jako studentka dokonała zamachu bombowego na rosyjskiego gubernatora wojskowego w Warszawie w 1906 roku. Jej bratanica Krystyna Krahelska pozowała do rzeźby Syrenki Warszawskiej i była autorką pieśni "Hej chłopcy, bagnet na broń!" - poległa w pierwszej godzinie Powstania, opatrując rannego kolegę, który zresztą przeżył. To były panie!
GALA: Jak Hanna Czaki, młoda sąsiadka z Żoliborza, okrutnie torturowana przez gestapo, nie zdradziła nikogo z konspiracji.
W.B.: Kobiety w konspiracji były dużo pewniejsze! Odporniejsze na tortury i więzienia. W Komendzie Głównej AK pracowały na ogół przedwojenne instruktorki Przysposobienia Wojskowego Kobiet albo pracownice Instytutu Piłsudskiego. Miały często wspaniałe cechy przywódcze. Przypominały w postawie i charakterze panią Zofię Kernową, teściową mojego wielkiego przyjaciela z Krakowa, redaktora "Tygodnika Powszechnego" Jerzego Turowicza. Była pułkownikiem i jedyną osobą na świecie, której Jerzy - człowiek nieulękły - się bał. Pan sobie wyobraża? Teściowa pułkownik!
GALA: Kiedy pracował pan już w wolnej Polsce jako minister spraw zagranicznych, miał pan do czynienia z kobietami w dyplomacji?
W.B.: Przed 1989 rokiem kobiety nie odgrywały w polskiej dyplomacji większej roli. Jestem jedynym ministrem spraw zagranicznych w wolnej Polsce, który miał 50 procent kobiet w gronie wiceministrów! Najlepszym polskim ambasadorem w Meksyku była Joanna Kozińska-Frybesowa, a w Brazylii Katarzyna Skórzyńska. A państwa Ameryki Południowej należą do krajów trudnych do pracy dla kobiet - wiadomo, kultura macho.
GALA: Obawiał się pan wysyłać je w te rejony?
W.B.: Proszę pana! Skórzyńska była tak dynamiczna, że odgrywała wiodącą rolę wśród tamtejszego korpusu dyplomatycznego! Przy tym młoda i ładna. Słali się przed nią dywanikiem! Teraz pewnie zostanie ambasadorem w Portugalii. Wiele jest znakomitych kobiet w dyplomacji. Mówię o tym, bo być może dzisiejsza sytuacja skłania niektórych do uogólnienia, że kobieta i dyplomacja słabo się ze sobą godzą. Otóż nie! Pani Grażyna Bernatowicz, dziś ambasador Polski w Madrycie, Barbara Tuge, ambasador w Wielkiej Brytanii mianowane były przeze mnie. Nasza ambasador w Austrii Irena Lipowicz jest do dziś w Wiedniu legendą. Zasłużoną znakomitą opinię ma w Watykanie ambasador Hanna Suchocka. Mogę wymienić jeszcze kilkadziesiąt nazwisk!
GALA: To były podwładne. Podobno uwielbiał pan zawsze rozmawiać ze starszymi paniami...
W.B.: Powiedział panu mój przyjaciel Krzysztof Kozłowski? On miał "ciocię Manię od kartofli".
GALA: Od czego?
W.B.: Od kartofli. Była profesorem w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego ze specjalizacją ziemniaczaną właśnie. Mogłem z nią rozmawiać godzinami. Tak, miałem wielką przyjemność spotkań ze starszymi paniami. Zostało mi to pewnie z dawnych lat. Bo na ogół miałem o wiele wyższe notowania u matek moich koleżanek niż u ich córek. Matki były mną zachwycone, uważały, że jestem nadzwyczajny, a córki - niekoniecznie. Brało się to z moich zainteresowań historią Polski niepodległej. Rozmowa z osobą, która uczestniczyła w procesie powstawania naszego państwa po 1918 roku, była czystą rozkoszą! Później bywało tak w czasach, kiedy historia mówiona była jedyną dostępną formą niezafałszowanej pamięci! Biografie rodzin, świadectwa - to w kobiecej pamięci zachowuje się wspaniale. Wiele im zawdzięczam, również jako autor książek historycznych.
GALA: Czy jest profesja, która nierozerwalnie kojarzy się panu z kobietą?
W.B.: Wie pan, Bóg dał, że w moim życiu nigdy nie chorowałem. Ale dentystki! Zawsze preferowałem kobiety w tym zawodzie! Stomatolog znaczy dla mnie - kobieta!
GALA: Zazdroszczę panu energii i optymizmu.
W.B.: Zawsze byłem człowiekiem ruchliwym, szybko mówiącym i chodzącym. Może nawet trochę za szybko. Żyję ponadprzeciętnie długo, ale nic z tego nie wynika. Tylko refleksja, czy żyło się sensownie, czy nie. Optymiści i pesymiści żyją tak samo długo, tylko optymiści - weselej. Dlaczego mam żyć smutniej? Wystarczy nie krzywdzić i nadmiernie nie narzekać.
GALA: W życiu często myślimy, że wybierając prawdę, dobro, ryzykujemy.
W.B.: Nigdy nie pociągało mnie ryzyko. Raz w życiu zagrałem w totka. Wygrałem tyle, że starczyło na garnitur. Niemal przez całe życie byłem przytłaczany przez sytuacje, na które nie miałem wpływu. O moim losie zadecydował przypadek: urodziłem się w Warszawie, w przeciętnej katolickiej rodzinie. Nie moja to zasługa. Bóg daje nam wolną wolę, jedyny oręż w walce z przypadkiem. A co robić z wolnością? Nie robić świństw, to nie wymaga heroizmu. 1 września 1939, ranni na ulicach Warszawy, więc wziąłem nosze i idę pomagać. Wybieram jakiś los. Wciąż uważam, że mam rację. A wtedy nie dam sobie przerwać. Warto być przyzwoitym, powtarzam, choć nie zawsze się opłaca.
Napisze jedno. Gdyby nakręcić film o przygodach pana Bartoszewskiego to film trwałby kilkanaście godzin, kosztował miliardy dolarów za same gwiazdy i zgarnąłby wszystkie oskary. poprostu człowiek legenda.
_________________ "Zresztą nieważne. Jest jak jest lepiej nie będzie. Potrenujemy."
Sierżant T. Tomczak
Pomógł: 13 razy Wiek: 12 Dołączył: 13 Sie 2006 Posty: 746 Skąd: Centrum
Wysłany: 17-11-2007, 19:27
I stanowi świetne potwierdzenie przysłowia: "Krowa która dużo ryczy mało mleka daje". Zwykły, skromny człowiek który wiele w życiu dokonał i pozostał autorytetem, których nam teraz tak mocno brakuje. Na drugim końcu jest większość polityków, którzy notorycznie szafują wielkimi hasłami: Polska, ojczyzna, flaga, honor, patriotyzm, zdjęcia na tle flagi, a jednocześnie niczym się nie wykazali, tylko wycierając sobie nimi gębę.
_________________ Watch your corner and bring your men back alive.
Kawaleria wciąż utrzymuje pozycje ;)
Mnie nachodzą czasem takie czarne myśłi... jeszcze tylko kilku takich jak On zostało, inni tak szybko "się kończą" jeszcze kilka lat i jakaś taka pusta ta Polska bedzie bez ludzi pokroju Andersza, Malińskiego (Oni przychodza mi na myśł z racji mojego hopla w kierunku lotnictwa) Jednym z naprawdę ostatnich Wielkich jest Bartoszewski.
Niestety nie widzę żadnego następcy na horyzoncie.... :(
Thor_ może dlatego że zostalismy wychowani na etosie wielkich patriotów bojowników niezłomnych a w dzisiejszych czasach herosem dzieciarni jest jakiś gangsta z wvdeoklipu amerykańskiego? A moze tacy ludzie poprostu żyją ale nie żyją w równie "ciekawych" czasach jak lata 30-ste i 40-ste dwudziestego stulecia które wyzwalały w ludziach ten tytaniczny wręcz heroizm?? Któż to wie.
A co do filmu to pewnie poza Polakami i może Niemcami wszyscy uznaja to z absolutną i niemożliwą do spełnienia w realnym świecie fikcję. I będą się pytali co to za pisarz ten Bartoszewski co takie przygodny opisał w pamiętnikach.
_________________ "Zresztą nieważne. Jest jak jest lepiej nie będzie. Potrenujemy."
Sierżant T. Tomczak
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 18-11-2007, 11:14
Nie miałbym żadnego ale.. gdyby nie to że Bartoszewski zaangażował się w kampanię wyborczą. Szlachectwo zoobowiązuje. tutaj troszkę wyszedł ze swojego formatu.
Dobrze że się zaangażował. Zadaniem elit jest uczestniczenie w każdej płaszczyźnie życia społecznego, B. ma do tego pełne prawo, powiem że nawet w pewnym sensie obowiązek.
Nie zawsze wystarczy pisać komentarze i eseje, czasem trzeba walczyć bezpośrednio.
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 18-11-2007, 15:36
Właśnie o to mi chodzi. Potężny dorobek dziennikarsko-pisarski, a nie komentował medialnej nagonki i wyjątkowej nierzetelności dziennikarzy, bo uderzała w ludzi z którymi był w jakiś tam sposób skonfliktowany. Włączył się natomiast do kampanii wyborczej i niejako firmuje konkretną opcję polityczną, która wykorzystała go jako swoją twarz, po czym powołała technokratyczny rząd.
Zgadzam się że elity powinny uczestniczyć w różnych płaszczyznach życia społecznego, ale nie pasuje mi do osoby tego kalibru "machanie chorągiewką" na wiecach jakiejś partii politycznej.Niejako potwierdził obraz Polski stojącej nad przepaścią przed wyborami, co jak sobie pewnie zdawał sprawę nie było zgodne z rzeczywistością.
Mało zostało ludzi podobnego formatu. Poprzednia ekipa go niedoceniła i olała. Obecna wykorzystała do doraźnych celów politycznych i zaraz też pewnie oleje. Szkoda.
Czy to znaczy że nie wolno mu mieć preferencji politycznych? Okazywać ich, udzielać się politycznie?
Jan Nowak - Jeziorański też wyraźnie popierał jedne ugrupowania czy partie, a inne nie. I co? czy mu to umniejsza zasług? Raczej nie...
Pozdr
Robal2pl
_________________ "Na świecie jest bardzo dużo różnej broni i bardzo mało tolerancji i to jest powód dla którego cała ta broń jest potrzebna" S.Bidziński
Pomógł: 52 razy Wiek: 32 Dołączył: 03 Maj 2005 Posty: 1395 Skąd: Warszawa
Wysłany: 18-11-2007, 16:06
Szczep - pozwolę sobie na małą manipulację, niegodnie wypaczając Twe słowa mą obłudną interpretacją:
"Nie miałbym żadnego ale.. gdyby nie to że Bartoszewski zaangażował się w kampanię wyborczą po stronie partii przeciwnej niż ta którą faworyzuję..."
Tak się składa że właśnie "Noblesse Oblige" - tym bardziej warto i należy się angażować w sprawy swojego kraju, reprezentując opcję, którą uważa się za słuszną. Tym bardziej jeśli jest się uznawanym autorytetem ale jednocześnie obywatelem posiadającym prawo do własnych poglądów.
I doprawdy mając do wyboru ten technokratyczny rząd, wykorzystujący niecnie-a-następnie-olewający biednego niczego nieświadomego Bartoszewskiego, a głęboko humanistyczną, pełną wartości, umiejącą z klasą przegrywać partię popierającą gorącego orędownika społeczeństwa obywatelskiego Bendera... jakoś nie muszę się długo zastanawiać.
Bo takie jak ta powyżej gadki mają w sobie coś w stylu: "Tak, tak to wielki człowiek, ale słyszałem że bije żonę..."
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 18-11-2007, 18:47
Cytat:
Czy to znaczy że nie wolno mu mieć preferencji politycznych? Okazywać ich, udzielać się politycznie?
Zależy jak. Ja uważam że nie powinien angażować się w bieżącą politykę w taki sposób -czyli z wiecu wyborczego jednej partii komentować drugą. Chodzi o formę. Ja nikomu niczego nie zabraniam. Po prostu trochę w ten sposób stracił w moich oczach. To takie subiektywne odczucie.
Cytat:
Jan Nowak - Jeziorański też wyraźnie popierał jedne ugrupowania czy partie, a inne nie. I co? czy mu to umniejsza zasług? Raczej nie...
A kto mówi o umniejszaniu zasług?
Cytat:
Szczep - pozwolę sobie na małą manipulację, niegodnie wypaczając Twe słowa mą obłudną interpretacją:"Nie miałbym żadnego ale.. gdyby nie to że Bartoszewski zaangażował się w kampanię wyborczą po stronie partii przeciwnej niż ta którą faworyzuję..."
Zrobiłeś coś czego nie lubię-dodałeś coś od siebie do mojej wypowiedzi, a potem się do tego odniosłeś. Przynajmniej uprzedziłeś, ale jak tu teraz udowodnić że niejestem wielbłądem. Z góry zakładasz że krytykuję bo poparł PO. Myslisz się.
Cytat:
Tak się składa że właśnie "Noblesse Oblige" - tym bardziej warto i należy się angażować w sprawy swojego kraju, reprezentując opcję, którą uważa się za słuszną. Tym bardziej jeśli jest się uznawanym autorytetem ale jednocześnie obywatelem posiadającym prawo do własnych poglądów
To twój pogląd. Jak dla mnie autorytet moralny nie powinien angażować się w poparcie jakiejś partii przed wyborami, tylko punktować koalicje i opozycje po równo. Inaczej mimo zasług po kilku nie trafionych poparciach może się po prostu zdewaluwować jego siła. Bartoszewskiemu nie jedne media pozwoliły na wypowiedznei się w jakiejkolwiek formie.
Cytat:
I doprawdy mając do wyboru ten technokratyczny rząd, wykorzystujący niecnie-a-następnie-olewający biednego niczego nieświadomego Bartoszewskiego, a głęboko humanistyczną, pełną wartości, umiejącą z klasą przegrywać partię popierającą gorącego orędownika społeczeństwa obywatelskiego Bendera... jakoś nie muszę się długo zastanawiać
Umiejętność przegrywania to nie tylko ich słaba strona. No ale kto teraz pamięta co było 2 lata temu. Skoro wybór sprowadza się dla Ciebie tylko do tego to faktycznie nie miałeś specjalnie opcji. Tylko po co mnie w wątku o Bartoszewskim o tym informujesz?
Cytat:
Bo takie jak ta powyżej gadki mają w sobie coś w stylu: "Tak, tak to wielki człowiek, ale słyszałem że bije żonę..."
Dyskutujemy o Bartoszewskim i autorytetach. Zgadzam się że ich potrzebujemy. Brakło ich bardzo w przeciągu ostatnich dwóch lat gdy byliśmy oczerniani w prasie zagranicznej, a w Polsce dziennikarstwo pokazało swój poziom. Angażowanie się bieżącą politykę moim zdaniem prowadzi do tego że Bartoszewskiemu nikt nie odbierze wielkiego foramtu, ale autorytetu po prostu nie będzie. Takie jest moje zdanie. Jak czegoś, ktoś nie rozumie przez moje skróty myślowe, proszę o nie nadinterpretowanie, tylko kontrargumenty.
Pomógł: 52 razy Wiek: 32 Dołączył: 03 Maj 2005 Posty: 1395 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-11-2007, 03:05
Dobrze, więc możemy pozostać każdy przy swoim zdaniu, dla Ciebie - przynajmniej z tego co piszesz, autorytet ma pozostać jedynie krytykiem (w domyśle obiektywnym) - a więc w jakiś sposób pełnić funkcję li tylko negatywną.
Dla mnie autorytet idzie przed sympatią polityczną - jeśli taki godny szacunku ktoś popiera pewną opcję to jestem bardziej skłonny do wysłuchania jej racji i ewentualnego poparcia. Jeśli krytykuje - staram się zważyć jego argumenty. Ale niezależnie od zgodności czy rozbieżności opinii i sympatii to ten autorytet się dla mnie nie zużywa (zakładamy sytuację pozbawioną ekstremów), właśnie dlatego że jest autorytetem, który swoje zaangażowanie i zasługi już potwierdził.
Zwróć uwagę że to "oczernianie w zagranicznej prasie" i "pokazywanie poziomu przez dziennikarstwo" o których piszesz - to nie były działania tajemniczych wrogich naszemu wizerunkowi sił - tylko raczej efekt nieudolności dyplomacji, operetkowych polityków, szczujących i obrażających ludzi wewnątrz kraju. Autorytety były (wbrew temu co piszesz), ale żaden widać nie chciał firmować tego co robiła pani F. - bo jakoś nie przypominam sobie żeby za czasów Mellera były takie kryzysy wizerunkowe. Bartoszewski był MSZ (którego zasługi były otwarcie kwestionowane przez przegraną obecnie ekpię), był/jest politykiem - uczestniczył czynnie w przemianach po '89 roku - dlaczego miałby nagle wychodzić z roli i nie zajmować stanowiska zgodnego z własnym przekonaniem i doświadczeniem.
Gdybym był zwolennikiem PiSu to bym się zastanawiał nad tym dlaczego działania mojej partii są krytykowane przez kogoś zasługującego na powszechny szacunek, a nie starał się umniejszyć i poddać pod wątpliwość zasługi takiej osoby.
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 19-11-2007, 12:11
Cytat:
Dla Ciebie - przynajmniej z tego co piszesz, autorytet ma pozostać jedynie krytykiem (w domyśle obiektywnym) - a więc w jakiś sposób pełnić funkcję li tylko negatywną.
Krytyk nie musi tylko narzekać prawda? Może chwalić, może uczulać na pewne aspekty, ale powinien zachowywać umiarkowaną bezstronność. Takie jest moje zdanie.
Cytat:
Dla mnie autorytet idzie przed sympatią polityczną - jeśli taki godny szacunku ktoś popiera pewną opcję to jestem bardziej skłonny do wysłuchania jej racji i ewentualnego poparcia. Jeśli krytykuje - staram się zważyć jego argumenty. Ale niezależnie od zgodności czy rozbieżności opinii i sympatii to ten autorytet się dla mnie nie zużywa (zakładamy sytuację pozbawioną ekstremów), właśnie dlatego że jest autorytetem, który swoje zaangażowanie i zasługi już potwierdził.
A takie jest Twoje zdanie.
Cytat:
Zwróć uwagę że to "oczernianie w zagranicznej prasie" i "pokazywanie poziomu przez dziennikarstwo" o których piszesz - to nie były działania tajemniczych wrogich naszemu wizerunkowi sił
Jeszcze byś się zdziwił
Cytat:
efekt nieudolności dyplomacji, operetkowych polityków, szczujących i obrażających ludzi wewnątrz kraju
Poniekąd masz racje. Dodaj haniebne wywiady niektórych polityków dla obcej prasy, zajadłą opozycję, która krytykowała wszystko, łącznie z sukcesami, usilne staranie zaszczepienia poczucia, że popieranie partii rządzącej jest passe (cała jazda z moherami to nie szczucie?), pianie o zagrożeniu demokracji, oczernianie CBA itd. itp.
Cytat:
Autorytety były (wbrew temu co piszesz), ale żaden widać nie chciał firmować tego co robiła pani F. - bo jakoś nie przypominam sobie żeby za czasów Mellera były takie kryzysy wizerunkowe. Bartoszewski był MSZ (którego zasługi były otwarcie kwestionowane przez przegraną obecnie ekpię), był/jest politykiem - uczestniczył czynnie w przemianach po '89 roku - dlaczego miałby nagle wychodzić z roli i nie zajmować stanowiska zgodnego z własnym przekonaniem i doświadczeniem.
Sprowadzanie obrony wizerunku naszego kraju wewnątrz i na zewnątrz do popierania działań Fotygi to uproszczenie czy zwykła ignorancja z Twojej strony? Zgadzam się, że Fotyga to był niewypał. Do bycia MSZ trzeba czegoś więcej, niż odpowiednia wiedza, ale ataki na naszą politykę zagraniczną były mało merytoryczne. Obserwowałem manipulacje mediów z rosnącym zdumieniem i bardzo brakowało mi zabrania głosu przez osobę z powszechnym autorytetem. Nawet moi znajomi zwolennicy PO przyznają, że prasa i telewizja, w szczególności TVN przeginało. Temat na inną dyskusję
Dochodzimy do sedna - jak rozumiemy autorytet. Dla mnie związane jest to z prawdomównością, powszechnym uznaniem zbudowanym na własnych dokonaniach czy życiorysie i umiarkowaną bezstronnością w ocenie wydarzeń i zjawisk. Zaangażowanie się po stronie jakiejś partii oznacza że dla części osób nadal będzie autorytetem moralnym, ale już nie politycznym. Tutaj właśnie sprawdzi się format postaci. Czy będzie krytykował błędy i zaniechania obozu, który poparł czy przemilczy? Pożyjemy zobaczymy, ale moim zdaniem autorytet, który wykorzystuje się do doraźnych celów politycznych szybko ulega erozji. Może nie postacie tego formatu co Bartoszewski, ale dobry jest tu przykład prof. Religi czy Niesiołowskiego.
Cytat:
Gdybym był zwolennikiem PiSu to bym się zastanawiał nad tym dlaczego działania mojej partii są krytykowane przez kogoś zasługującego na powszechny szacunek, a nie starał się umniejszyć i poddać pod wątpliwość zasługi takiej osoby.
Poniekąd masz racje, tylko że ludzi zasługujących na powszechny szacunek jest dużo po obu stronach konfliktu politycznego jaki mamy/mieliśmy. Autorytetów niewiele.
Pomógł: 13 razy Wiek: 12 Dołączył: 13 Sie 2006 Posty: 746 Skąd: Centrum
Wysłany: 19-11-2007, 21:37
Fotyga to był niewypał, pan od sportu i WF też był niewypał, pan od roli i traktorów też był słaby, pan od uczniów i książek też, pan od "izasiadu" i "donaldu tusku" też się nie popisał, ten od peronu w małej miejscowości też szału nie robił, pan od komisji ds. WSI to dopiero dał czadu, pan od wycieczek zagranicznych w Multicamie też błysnął - jedną piosenką i wciąganiem flagi dla WP, a wszystkich cechowało to, że w trudnych czasach głaskali koty pod pierzyną mamy a potem wyszli i zaczęli krytykować tych, co wtedy działali i siedzieli w więzieniach.
Gdyby prof. Bartoszewski poparł PIS, to nie napisałbyś Szczepciu, że stracił w twoich oczach.
_________________ Watch your corner and bring your men back alive.
Kawaleria wciąż utrzymuje pozycje ;)
No i piękna Jola pielęgniarka pocieszała Jarka jak wstrętne PO i spolka coś powiedziało. Ciekawe gdzie dokładnie (hotel sejmowy czy dom Jarka i czy jak w domu Jarka to czy kota i mame wyganiali z domu ;) ).
Panowie wróćmy do sedna sprawy i pana profesora Bartoszewskiego a nie tego kto komu i gdzie w jakimś rządzie zrobił dobrze lub nadepną na palec u nogi. Choć postawa bartoszewskiego mnie nie dziwi. Zwłaszcza po tym jak nazwano go dyplomatołkiem, a potem (choć juz po wyborach) proszono o pomoc w sprawie kierownika muzeum.
_________________ "Zresztą nieważne. Jest jak jest lepiej nie będzie. Potrenujemy."
Sierżant T. Tomczak
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 21-11-2007, 13:17
Nie wmawaj mi takich rzeczy Zenith. Uwierz na słowo że jeśli poparł by PIS w taki sam sposób jak PO to tez bym tak napisał. Autorytet moim zdaniem nie powinien włączać się w bieżącą politykę. Koniec kropka. Ładując się w to po dowolnej stronie zostanie wcześniej czy później popularnym politykiem z ładnym życiorysem. Opozycja będzie musiała po prostu wyżej pluć.
Co do rządu PIS - zgadzam się. Na pewnych odcinkach było bardzo słabo. Na innych wręcz przeciwnie. Czy ktoś sądzi że obecny rząd wystawiony przez PO jest dużo lepszy? Naprawdę nowa jakość? Cudotwórcy? Bez jaj...
Bartoszewski jest wielkim orędownikiem pojedniania z Niemcami. Dostał teraz ten odcinek jako sekretarz stanu i jest to dobre posunięcie.
Za 2 lata ocenimy czy lepszy czy gorszy czy taki sam.
Autorytet nie sedzia na meczu. Moze grac w druzynie ktora mu pasuje. Nic w tym zlego. Dlaczego chcesz autorytetom poglady odebrac? Nie zasluguja na nie?
_________________ Have a character instead of being character.
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 21-11-2007, 15:01
Foka - przez zaanagażowanie polityczne miałem na myśli wystąpienie w barwach jednej partii przeciwko drugiej. Moim zdaniem autorytet Bartoszewskiego akurat nie z tego wynika.
Tom1 -
Cytat:
Autorytet nie sedzia na meczu. Moze grac w druzynie ktora mu pasuje. Nic w tym zlego. Dlaczego chcesz autorytetom poglady odebrac? Nie zasluguja na nie?
Pomógł: 52 razy Wiek: 32 Dołączył: 03 Maj 2005 Posty: 1395 Skąd: Warszawa
Wysłany: 22-11-2007, 08:49
No cóż ale akurat Jeszua to poległ właśnie na swojej deklarowanej apolityczności - bo został użyty jako karta przetargowa pomiędzy administracją rzymską a Żydami nastawionymi niepodległościowo.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum