Szpiedzy byli bezradni
Przed 40 laty Związek Radziecki zdusił Praską Wiosnę
Nieznane dotąd dokumenty dowodzą, że największa operacja wojskowa w Europie po 1945 roku kompletnie zaskoczyła Zachód.
Kiedy już było po wszystkim, zachodni oficerowie czuli się nieprzyjemnie skonsternowani. Z ociąganiem musieli przyznać, że maskowanie przygotowań do inwazji państw Układu Warszawskiego było "dobre", a tempo działań "imponujące". I to, jak Kreml "potajemnie" ściągnął jednostki z zachodnich terenów Związku Radzieckiego. Słowem – przeciwnik odniósł "taktyczny sukces".
Praga: młodzi mieszkańcy Pragi niosący ciało rannego. Zdjęcie zostało zrobione 21 sierpnia 1968 roku - dzień po tym jak Rosjanie i inne kraje Układu Warszawskiego zajęły kraj.
Ta ocena kwatery głównej NATO w Brukseli z 27 sierpnia 1968 roku dotyczyła "Operacji Dunaj", stłumienia legendarnej Praskiej Wiosny. Tydzień wcześniej 27 radzieckich, polskich, węgierskich i bułgarskich dywizji – łącznie około 300 tysięcy ludzi z dwoma tysiącami dział – wtargnęło do niewielkiej Czechosłowacji, by zakończyć eksperyment "socjalizmu z ludzką twarzą". Była to największa operacja wojskowa w Europie od czasu drugiej wojny światowej – i Zachód został nią całkowicie zaskoczony.
A przecież uwaga światowej opinii publicznej od miesięcy skupiona była na Czechosłowacji, gdzie ugrupowanie szefa partii komunistycznej Alexandra Dubčeka stawiało Sowietom coraz to nowe wyzwania – pluralizm opinii i wolność prasy, prawa obywatelskie i plany prywatyzacyjne. W ramach pogróżek kremlowski aparatczyk Leonid Breżniew zarządzał od maja 1968 roku coraz to nowe manewry wojskowe w Czechosłowacji i wokół niej.
Jednak gdy przekształciły się one w rzeczywistą inwazję, okazało się, że Amerykanie, Brytyjczycy i zachodni Niemcy niczego nie widzieli, niczego nie słyszeli i z niczego nie zdawali sobie sprawy. Dowodzą tego dokumenty z archiwum NATO w Brukseli i udostępnione "Spieglowi" tajne materiały wywiadu. "Nie było ani jednego wskazania", które zapowiadałoby dowodzoną przez Sowietów interwencję – ustalił komitet wojskowy NATO, najwyższe militarne gremium sojuszu.
7500 czołgów robiło hałas, do startu przygotowywano ponad tysiąc samolotów, w tym niezliczone maszyny transportowe, które dowiozły do Brna i gdzie indziej oddziały powietrznodesantowe. W całym bloku wschodnim tysiącom oficerów wręczano rozkazy operacyjne – i nikt, żaden zachodni agent nawet tego nie zauważył. Inwazja na Czechosłowację okazała się jedną z największych porażek zachodniego szpiegostwa. (...)
Przy takich rezultatach pracy wywiadowczej nie dziwi fakt, że o sowieckim ciosie kwatera główna NATO dowiedziała się ze źródeł prasowych: informująca o nim depesza agencji Associated Press została odebrana 21 sierpnia o godzinie 2.09 – cztery godziny po rozpoczęciu najazdu. I musiała upłynąć kolejna godzina, zanim w Brukseli zabrzmiały wreszcie dzwonki alarmowe. Tej nocy w centrum operacyjnym NATO wysiadł bowiem dalekopis, czego nikt nie spostrzegł, gdyż oficer dyżurny, w pełnej zgodzie z regulaminem, poszedł już spać.
Jedno niepowodzenie goniło drugie: z tajnych dokumentów wynika, że radzieccy ambasadorzy w Londynie i Paryżu w noc inwazji zawiadomili o niej tamtejsze rządy. Ambasador ZSRR w Waszyngtonie Dobrynin udał się nawet osobiście do prezydenta Lyndona B. Johnsona – Breżniew nie chciał, by Zachód odniósł wrażenie, że interwencja w Czechosłowacji służy przygotowaniom do ataku na NATO
Trzy wielkie mocarstwa zachowały tę wiedzę dla siebie. Dlatego też wojskowi z NATO w ciągu pierwszych 12 godzin byli zdani jedynie na informacje prasowe, jak się z oburzeniem skarżyli. Ten lament był usprawiedliwiony, gdyż na granicy czechosłowacko-zachodnioniemieckiej łatwo mogło dojść do incydentów. Oddziały inwazyjne obsadziły bowiem natychmiast zachodnią granicę CSRS, w kilku miejscach radzieckie czołgi podjechały aż do linii demarkacyjnej. Trudno wyobrazić sobie, co stałoby się, gdyby jakiemuś dowódcy Bundeswehry po drugiej stronie granicy puściły nerwy. Brytyjski ambasador przy NATO tłumaczył wstydliwie, że jego kraj już nie powtórzy takiej polityki informacyjnej.
Później okazało się, że natowska 4. Sojusznicza Taktyczna Flota Powietrzna zauważyła transporty radzieckich wojsk powietrznodesantowych do Czechosłowacji. Skoro jednak kompetentni oficerowi nie widzieli w tym żadnego zagrożenia dla Sojuszu, nie przekazali swojej wiedzy dalej.
Wpadki te muszą zdumiewać jeszcze bardziej, jeśli zważyć, że zachodnioniemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND) była wcześniej w stanie prowadzić całkiem pomyślne rozpoznanie sytuacji. Latem wysłała ona do Pragi wielu agentów i "okazyjnych informatorów". Ekspozytury BND otrzymały ponadto rozkaz meldowania, pod hasłem "Nepomuk", "o wszystkich informacjach dotyczących wojskowych transportów kolejowych i drogowych". Święty Jan z Nepomuka (znany w wielu krajach, w tym w Polsce, jako św. Jan Nepomucen – przyp. Onet) jest patronem Czech – oraz tajemnicy spowiedzi.
Według wewnętrznych dokumentów BND niemieccy agenci w Pradze zdołali również uzyskać "dostęp do ważnych osobistości politycznych, ze ścisłym otoczeniem Dubčeka włącznie". I wiele z tego, o czym donosili przed interwencją, okazało się w retrospektywie całkowicie prawdziwe. Na przykład informacje o przebiegu szczytu w Dreźnie w marcu 1968 roku.
Dubček zniósł właśnie cenzurę i od przywódców partii bratnich państw socjalistycznych musiał wysłuchać zarzutów, że toruje drogę kontrrewolucji. Jak podawała BND, Breżniew groził, iż nie zamierza "bezczynnie przypatrywać się demontowaniu ustroju socjalistycznego", a jeśli Komunistycznej Partii Czechosłowacji "kontrola wymknie się z rąk, będzie interweniował".
W kilka tygodni później – w maju 1968 roku – BND doszła do wniosku, iż "ustalona przez Sowietów granica tolerancji została niemal osiągnięta", a stosunki między tak zwanymi bratnimi partiami z Moskwy i Pragi należy "ocenić jako lodowate".
Takie spostrzeżenie można było zresztą wysnuć również z lektury "Prawdy".
Później BND stwierdziła, że "z wojskową interwencją Moskwy wraz z jej sojusznikami należy liczyć się od połowy sierpnia 1968 roku". BND powiodło się tu zatem wyraźnie lepiej niż CIA. Według ustaleń niemieckiego wywiadu kierownictwo CIA sądziło bowiem, że "wzgląd na światową opinię publiczną zmusi Związek Radziecki do rezygnacji ze zbrojnej interwencji". Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie. (...)
Jak bez żenady stwierdza opracowana post factum analiza BND, w służbach wywiadowczych bywa zwykle tak, że "jedynie w najrzadszych przypadkach udaje się przeniknąć do najważniejszych gremiów decyzyjnych potencjalnego przeciwnika". Autorom tego dokumentu nie przyszło do głowy, że pisząc takie zdanie postawili pod znakiem zapytania sens istnienia swojej organizacji.
Pomógł: 11 razy Wiek: 22 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 944 Skąd: z Polski
Wysłany: 21-08-2008, 14:46
Ot, zobaczył Zachód Maskirowkę i się dziwi. A ci z RFN trochę wykryli, bo kilkadziesiąt lat wcześniej sami padli ofiarą fajnej Maskirowki (operacja Bagration ;) ).
Niedocenianie ZSRR (i Rosji) to wielki błąd.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum