Wysłany: 28-08-2008, 07:35 Prawdziwa historia czy "skandaliczne wymysły"?
"Gazeta Wyborcza": kancelaria Premiera chce, aby Polski Instytut Sztuki Filmowej cofnął dotację dla filmu "Tajemnica Westerplatte". Powstanie tego obrazu może się bowiem okazać wielkim skandalem.
Obietnicę dofinansowania filmu kwotą 3,5 mln zł twórcy otrzymali od instytutu w maju. "Tajemnica Westerplatte" miała być superprodukcją opowiadającą o konflikcie między mjr. Henrykiem Sucharskim a jego zastępcą kpt. Franciszkiem Dąbrowskim.
Scenariusz oprotestował m.in. dr Andrzej Drzycimski, autor biografii mjr. Sucharskiego. - W podtytule autor stwierdza, że to historia oparta na faktach. Zamiast tego mamy koktajl ze skandalicznych fantasmagorii, wymysłów. Według scenariusza dochodziło do licznych przypadków dezercji. Co więcej, schwytani dezerterzy byli zabijani przez oficera i podoficera bez sądu polowego. Nie ma żadnych źródeł historycznych, które by mówiły o choć jednym takim przypadku - mówi Drzycimski.
REKLAMA Czytaj dalej
W scenariuszu pijany obrońca sika na portret marszałka Rydza- Śmigłego. Inni żołnierze w obleśny sposób liżą pornograficzne karty.
Anna Godzisz, rzeczniczka Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, jeszcze w środę rano próbowała bronić prawa artystów do "licentia poetica" i zapowiadała, że to może być film na miarę "Kanału" Wajdy. Po południu zmieniła zdanie: - W związku z zarzutami stawianymi scenariuszowi zwróciliśmy się do historyków o opinie. Chcemy też, by scenarzysta wskazał źródła, na jakich się oparł. Nie dostarczy ich, to film nie powstanie.
Wiek: 22 Dołączył: 16 Maj 2007 Posty: 16 Skąd: Brak Danych
Wysłany: 28-08-2008, 20:45
W wiadomościach bodajże TVP1 była jego wypowiedz na ten temat.
Stwierdzono ,że nie chce gloryfikować obrońców Westerplatte.Wręcz przeciwnie,chce przedstawić ich jako ludzi którzy są zdolni do błędów.
Bynajmniej tak zrozumiałem cały ten reportaż.
Ok, ale co innego pokazac ich takimi jacy byli a co innego wciskac im cos czego zaden historyk nie potwierdza, nikt pod takim "zachowaniami" sie nie podpisuje......
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 29-08-2008, 11:44
Wyborcza już puszcza artykuły które mają zmiękczyć opinie o scenariuszu i jak to u nich zachęcać do otwartego podejścia do narodowych symboli. Polecam lekturę wczroajszej GW i z przedwczoraj Rzepy.
W scenariuszu przewidziano takie atrakcje jak:
- lizanie pornograficznych zdjęć przez Obleśnych Pijanych Obrońców [w skrócie dalej OPO]
- sikanie na portret Rydza-Śmigłego OPO
- tchórzostwo OPO w postaci robienia w spodnie i usiłowania dezercji
- zabijanie dezerterujących OPO przez oficerów, też pijących
Historycznie może nie prawdziwe, ale jakże otwarte podejście do tematu.
Oj Szczepie - z tym rozstrzeliwaniem to akurat coś chyba na rzeczy było. Czy się mylę?
A, że Ci się pozostała licentia poetica filmu nie podoba, świadczy wyłącznie o Twoim braku smaku. Pokoleniu 1968 (oczywiście mam na myśli hippisów ) z Koszernej, zapewne niezmiernie przypadnie on do gustu...
Bereza Panowie, wynajmijmy od Łukaszenki Berezę!
PS A niezorientowanym w temacie Westerplatte (chociaż za moich czasów uczyli o tym w szkole powszechnej...) polecam zorientować się:
a) w przebiegu walk;
b) kryterium doboru obsady składnicy.
Wiek: 22 Dołączył: 16 Maj 2007 Posty: 16 Skąd: Brak Danych
Wysłany: 29-08-2008, 15:41
Z tego co pamiętam, przebieg walk był opisany w bodajże "Gazeta Wojenna"(pierwszej części). Ci którzy zbierali ów gazety mogą potwierdzić ,ze opis był dość "rzetelny"...
Polecam przeczytać.
Z tego co pamiętam, przebieg walk był opisany w bodajże "Gazeta Wojenna"(pierwszej części). Ci którzy zbierali ów gazety mogą potwierdzić ,ze opis był dość "rzetelny"...
Polecam przeczytać.
A ja nie polecam dotykać tego czegoś nawet. Lepiej wybrać się do pobliskiej biblioteki i zapytać miłą panią bibliotekarke czy nie ma czegoś o Westerplatte to raz. Dwa to zaprosic miłą młodą panią bibliotekarkę na kawę ;p
_________________ "Zresztą nieważne. Jest jak jest lepiej nie będzie. Potrenujemy."
Sierżant T. Tomczak
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 01-09-2008, 11:13
Wyborcza jest taka przewidywalna. Dzisiaj wywiad z autorem scenariusza, oczywiście wybielający i notka Żakowskiego sprowadzająca decyzję o odmowie finansowania do najgorszych praktyk cenzorskich PRLu. Klasyka.
Pomógł: 12 razy Wiek: 47 Dołączył: 13 Sie 2005 Posty: 260 Skąd: Shangri - La
Wysłany: 01-09-2008, 18:09
Te "rewelacje" bazują na książce "Wspomnienia z Obrony Westerplatte" kpt. Dąbrowskiego ( był zastępcą Sucharskiego). Tyle, że ubarwiono je rozmaitymi wymysłami. Jego wersję potwierdzili oficerskim słowem honoru min. kpt. Słaby, por. Grodecki i ppor. Kręgielski. Wg Dąbrowskiego Sucharski załamał się już drugiego dnia walki, pewne fakty potwierdzili historycy niemieccy np. w dzienniku Schleswig - Holstein odnotowano fakt wywieszenia białej flagi już 2 września ( zerwał ją Dąbrowski i przejął dowodzenie do 5 września). Są świadkowie którzy słyszeli jak Sucharski obiecywał wyjaśnić całą sprawę po wojnie... Długo by o tym mówić, a ja nie jestem specjalistą w tym zakresie więc nie będę się rozpisywał Konkludując - Sucharski nie był takim bohaterem jak go przedstawiono, jego gloryfikacja była min. związana z faktem, że w odróżnieniu od szlachcica - Dąbrowskiego pochodził z rodziny rzemieślniczej i z tej przyczyny bardzo "pasował" władcom PRL - u. Trudno jednak nazwać tchórzem faceta odznaczonego w czasie wojny polsko - bolszewickiej orderem Virtuti Militarii i Krzyżem Walecznych... Załamanie nerwowe, może coś więcej? Ciężko wyrokować. Nb. w środowiskach historyków już od dawna wiedziano, że "oficjalna" wersja obrony Westerplatte to ściema, jednak z wielu względów do dziś trudno to sprostować. Pisze się książki na ten temat ( np. Mariusz Borowiak "Westerplatte. W obronie prawdy"), ale to margines. Twórcy filmu najwyraźniej postanowili zbić kapitał nie tylko na odbrązowieniu postaci Sucharskiego, ale i obrony Westerplatte w ogólności. W stylu hollywoodzkim.
_________________ C'est grand malheur de ne pouvoir etre seul...
Pomógł: 11 razy Wiek: 22 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 944 Skąd: z Polski
Wysłany: 01-09-2008, 18:26
Ukazanie konfliktu między mjr Sucharskim a kpt Dąbrowskim to nawet dobry pomysł, ale tutaj ktoś chce wylać całe miasto z kąpielą (nie dziecko, całe miasto).... W postaci o jakiej się mówi dofinansowanie jest niedopuszczalne, a ta wersja obrony Westerplatte byłaby gorsza od komunistycznej.
Mnie się marzy wreszcie jakiś Polski film wojenny, prawdziwy, ale na miarę prawdziwych (udokumentowanych) wydarzeń, bez pomysłów zblazowanych"artystów". To co wiemy z różnych źródeł o Wrześniu 1939 jest wystarczająco fascynujące aby stworzyć wiele filmów.
Pomógł: 12 razy Wiek: 47 Dołączył: 13 Sie 2005 Posty: 260 Skąd: Shangri - La
Wysłany: 02-09-2008, 07:55
m4a1 napisał/a:
Ukazanie konfliktu między mjr Sucharskim a kpt Dąbrowskim to nawet dobry pomysł, ale tutaj ktoś chce wylać całe miasto z kąpielą (nie dziecko, całe miasto).... W postaci o jakiej się mówi dofinansowanie jest niedopuszczalne, a ta wersja obrony Westerplatte byłaby gorsza od komunistycznej.
Zgadza się. Ale to biznes, oni zapewniają sobie rozgłos poprzez skandal, jeśli dopną swego, wiele osób pójdzie obejrzeć film, choćby po to, aby ich później zje.ać. I nabiją im kasę.
_________________ C'est grand malheur de ne pouvoir etre seul...
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 02-09-2008, 14:53
Wyborcza nie daje za wygraną. Kolejna notka i to na drugiej stronie o cenzurze prewencyjnej i mini wywiad z producentem. Chyba próba zrobienia skandalu wyszła mu bokiem bo sponsorzy uciekają. Swoją drogą wielka szkoda że przepada szansa na dobry film wojenny [mieli pracować przy nim min. Allan Starski i Jan Kaczmarek] bo wzięła się za to przyjebana ekipa.
Pomógł: 11 razy Wiek: 22 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 944 Skąd: z Polski
Wysłany: 02-09-2008, 20:16
Stopczyk napisał/a:
Ja bym chciał kiedyś doczekać dobrego filmu o wojnie roku 1920. Polskiej - nie radzieckiej, produkcji...
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Ze 2 mc temu widziałem na stronie MON ogłoszenie o konkursie na scenariusz dla filmu ale chyba nic się nie ruszyło.
A poza tym, Kino Polska emitowało niegdyś przedwojenne filmy traktujące o tej wojnie
A ja po poczytaniu paru tekstów o tym filmie, wypraszam sobie, żeby za moje podatki jakiś podrzędny aktorzyna, chcący zabłysnąć w światku filmowym, wycierał sobie mordę historią mojego kraju. A "licentia poetica" niech sobie stosuje w opowieściach na temat swojego dojrzewania płciowego. I nie umieszcza w podtytule "Fabuła oparta na faktach” bo ten scenariusz to taka sama prawda jak to, że Franz miał strzelać do papieża.
Ja wiem, że historia obrony Westerplatte nie do końca jest taka, jak uczyli mnie w szkole. Ale kiedyś przynajmniej uczyli poszanowania historii własnego narodu a nie plucia na wszystkie symbole i świętości. Dzisiaj panowie "artyści" biorą na tapetę Westerplatte, jutro będzie kapitan Raginis czy pułkownik Kozietulski.
Na bohaterów popyt nie minął
Piotr Semka 17-09-2008, ostatnia aktualizacja 18-09-2008 02:54
Obawiam się, że wartościowy film o Westerplatte już nie powstanie. Żaden reżyser nie zechce podjąć spapranego przez Chochlewa tematu. Będzie się bał, że salon uzna to za kapitulację przed politykami – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” Piotr Semka
autor zdjęcia: Bartosz Jankowski
źródło: Fotorzepa
Na Westerplatte
źródło: Rzeczpospolita
Autorzy filmu „Tobruk” nie unikają drażliwych tematów, ale swoich bohaterów traktują z szacunkiem. Nie boją się też pokazać męstwa żołnierzy
+zobacz więcej
W czasie ostatniej wizyty w Czechach wybrałem się na film „Tobruk”, wielce nad Wełtawą reklamowany. W Polsce niewiele osób wie, że w 1941 roku w obronie tej afrykańskiej twierdzy przed hitlerowskim Afrika Korps, obok żołnierzy Imperium Brytyjskiego i Polaków, walczył oddział czechosłowacki. Jak zaznaczają autorzy filmu – dokładnie 779 żołnierzy.
Obraz nie jest może porywający, ma wiele dłużyzn i mętnych metafor, ale traktuje swoich bohaterów z szacunkiem. Czescy i słowaccy ochotnicy zmagają się z lękiem, ale całość nie jest humoreską. Podkreślam to, bo nasi narodowi szydercy uwielbiają powoływać się na czeskie wzory.
Sto lat za Czechami
W „Tobruku” jest pokazane okrucieństwo wojny, ale też film przypomina, że tamta walka miała sens. Że Czesi – których w oblężonym Tobruku było siedem razy mniej niż Polaków – też mieli swój udział w ostatniej wojnie.
Autorzy filmu nie unikają delikatnych tematów. Jeden z bohaterów przedziera się przez pół Europy do czechosłowackiego obozu szkoleniowego w Palestynie, bo wstydzi się własnego ojca – fabrykanta w hitlerowskim Protektoracie Czech i Moraw, który zbija pieniądze na produkcji dla Wehrmachtu. Bez taryfy ulgowej pokazane są antysemickie resentymenty, które w finałowej scenie prowadzą do tragedii. Polskiego widza nie mogą nie ujmować pozbawione patosu, ale sympatyczne sceny polsko-czeskiego braterstwa broni. Oficerowie – czeski i polski – współodpowiedzialni za obronę jednego odcinka wznoszą toast: „śmierć wszystkim nazistom”.
Naiwne? Arcypolskie? A może po prostu normalne?
Przy nieporównanie mniejszym udziale w wysiłku zbrojnym drugiej wojny, Czesi mają już na swoim koncie ciekawy film „Ciemnoniebieski świat” o pilotach walczących w bitwie o Anglię, a teraz przypominają rodakom o żołnierzach z Tobruku.
Tchórze z Westerplatte
Wracam do Polski i czytam o sporach na temat filmu o Westerplatte. Słyszę, że krytyka projektu Pawła Chochlewa to zachęta do porzucenia kina ambitnego na rzecz schematów z filmów Bogdana Poręby. Inni z marsowymi minami pouczają, że krytycy „Tajemnicy Westerplatte” atakują film, choć nie znają jego scenariusza. Zadałem sobie zatem trud, aby do niego dotrzeć. Jestem po lekturze i nie potrafię przestać się zdumiewać, że tak kiepski projekt zdobył uznanie tuzów Instytutu Sztuki Filmowej.
Scenariusz Chochlewa to jakaś dziwaczna psychodrama rozgrywająca się między dwoma dowódcami – z których jeden wariuje ze strachu, a drugi – jako fanatyk – chce terrorem zmusić podwładnych do wytrwania w walce. Wódka leje się strumieniami, ubarwiając pasmo kłótni i awantur. Autor hojną ręką okrasza to wszystko drastycznymi akcentami – psy majora Sucharskiego wygrzebują z ziemi kawał ciała poległego żołnierza. Ptaki rozdziobują trupy hitlerowców, odpędzając roje much. A prości żołnierze umierają ze strachu.
Niemców – poza ciągłym ostrzałem – w tej grotesce nie ma. Doklejone na siłę na końcu filmu cytaty Jana Pawła II o Westerplatte pasują do całości jak kwiatek do kożucha.
Czytałem ten scenariusz ze zdumieniem. Tak sobie wojnę wyobraża mały Jasio zakochany w kreskówkach MTV i filmikach typu „Włatcy móch”. Gdzieś w tle pobrzmiewają odległe echa filmów szkoły polskiej, wyśmiewających bohaterszczyznę, gdzieś indziej doszukamy się fascynacji drastycznością w stylu obrazoburczych sztuk Sarah Kane.
Teraz już rozumiem, dlaczego na łamach „Gazety Wyborczej” kłami i pazurami Chochlewa bronił Roman Pawłowski – obrońca wielu artystycznych chał, które nagromadzeniem wulgaryzmów maskują rozpaczliwy brak talentu i indywidualności. Najważniejsza jest prowokacja – głoszą na łamach "Wyborczej" kuratorzy polskiego pawilonu na weneckim biennale, gdzie Sanktuarium w Licheniu zamienia się w aquapark. Paweł Chochlew podąża tym samym ambitnym szlakiem, zamieniając w swoim scenariuszu Westerplatte w dom wariatów.
Dogmat wolności twórczej
Krytyk filmowy Zdzisław Pietrasik wyśmiewa w „Polityce” „lęk przed zburzeniem mitu niezwyciężonego Westerplatte”. Zadajmy więc pytanie, czy obrońcy Westerplatte byli herosami bez skazy i lęku? Na pewno nie, ale byli dostatecznie bohaterscy, byśmy teraz pokazywali ich z odrobiną szacunku. Bo nic nie zmieni faktu, że wytrzymali napór Niemców przez siedem długich dni.
W scenariuszu Chochlewa zaś więcej jest o szamotaniu się żołnierzy z sobą samymi niż o walce z Niemcami. I na tym polega problem – kwestia proporcji.
Zwykła opowieść o tym, jak trudno było bronić atakowany ze wszystkim stron półwysep, nie wydała się autorom „Tajemnicy Westerplatte” na tyle ciekawa, aby wokół niej zbudować fabułę. Znów słyszę zaklęcia: albo absolutna wolność twórcy, albo patriotyczna czytanka. A czemu nie sięgać po dobre wzorce? „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga nie był czytanką, a jednak potrafił mądrze opowiedzieć językiem współczesnego kina o zwykłym bohaterstwie żołnierzy.
Autorzy „Tajemnicy Westerplatte” zapominają, że nawet twórcy rozprawiający się z bohaterszczyzną filmów z lat 50. i 60., oszczędnie szafowali autoironią czy drastycznością. I nie dlatego, że bali się bogoojczyźnianej cenzury, ale dlatego, że rozumieli, jak łatwo taki temat „przesolić”. Teraz są przywoływani, by bronić scenariusza, który poraża prymitywizmem.
Ale dogmat obrony wolności twórczej jest święty. I w jego imię kiepskiego scenariusza Chochlewa długo jeszcze będą bronić rozmaite sławy z artystycznego panteonu.
Platforma w obronie normalności
Przy okazji dyskusji nad filmem, część środowiska filmowego zdumiała się słowami ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego: „nie podważa się racji stanu za państwowe pieniądze”. Natychmiast rozległy się egzaltowane oskarżenia o wprowadzanie cenzury. A rząd Donalda Tuska zaczęto porównywać do władz PRL.
Aby zrozumieć wyczulenie platformersów, trzeba pamiętać, jak wiele wysiłku obecna ekipa wkłada w przygotowanie przyszłorocznych obchodów rocznicy 1 września. W planach polityków PO film o Westerplatte miał być wyrazistym akcentem obchodów 70-lecia wybuchu II wojny światowej.
I trudno się temu dziwić. Fakt, że Polacy – jako pierwsi – zagrodzili drogę ambicjom Hitlera, słabo tkwi w pamięci dzisiejszego świata. Jako datę wybuchu ostatniej wojny podaje się często rok 1941 – datę agresji na ZSRR, ataku na USA i rozpoczęcia na masową skalę Holokaustu. Co więcej, na nowo odżywają poglądy o sprowokowaniu wojny przez polski upór. Na łamach „Niezawisimoj Gaziety” rosyjski historyk Aleksander Szyrokrad pisze, że w 1939 roku Polska prześladowała niemiecką mniejszość, upierała się przy swoich prawach do Gdańska i prowokowała Hitlera do wojny grupowaniem wojsk, mających uderzyć na Berlin.
Politycy Platformy z Donaldem Tuskiem na czele chcieli zatem, by film o Westerplatte przypominał, że to Polska rozpoczęła walkę z niemieckim nazizmem. Ale zamiast dzieła godnego tej rocznicy urzędnicy Kancelarii Premiera dostali dziwaczny scenariusz, który Piotr Zaremba z „Dziennika” słusznie nazwał receptą na autokompromitację.
Problem w tym, że PO przez ostatnie dwa lata puszczała oko do salonu we wspólnym obrzydzeniu polityką historyczną. Teraz wpadła we własne sidła. Bo co innego potakiwać w obronie wolności artystycznej, a co innego wyobrazić sobie dzień 1 września 2009 roku z dziwacznym dziełem Chochlewa. Dzień, w którym Donald Tusk miałby zaprezentować politykom z całej Europy zgromadzonym w Gdańsku film o skłóconych, pijanych Polakach z Westerplatte z oszalałym dowódcą na czele.
Polska specjalność
Kazimierz Kutz, chcąc dogryźć swoim kolegom z Platformy Obywatelskiej tak wypowiadał się na łamach „GW”: „W Polsce trwa zażarta walka między PiS i PO, również o pomniki. Pierwsi mają Muzeum Powstania Warszawskiego, drudzy chcą Muzeum Westerplatte”.
Te słowa, choć wypowiedziane z ironią, ja akurat przyjmuję z uznaniem. Podobnie jak z szacunkiem przyjąłem słowa Sławomira Nowaka, szefa gabinetu politycznego premiera, że istnieje coś takiego jak szacunek dla bohaterów i honor polskiego żołnierza. Rozumiem to i szanuję, bo to jest normalność. Jest miejsce na artystyczne eksperymenty, ale jest też miejsce dla filmu, który mądrze spuentuje ważną narodową rocznicę. Który uszanuje bohaterstwo, nie zamykając oczu na ludzką słabość czy dylematy wojny.
Ale do tego potrzeba doświadczonego i dojrzałego reżysera, a nie twórcy, który dotąd słynął z komediowych show w rodzaju „13. posterunku”. A Bogdan Chrabota, który na łamach „Newsweeka” ręczy, że „Tajemnica Westerplatte” to „kawał dobrej roboty”, niech chwyta okazję w lot i wyłoży na kontrowersyjne dzieło pieniądze Polsatu, oszczędzając przy tym pieniądze podatników.
Ale żarty na bok. Obawiam się, że kiks z Chochlewem sparaliżuje powstanie wartościowego filmu o Westerplatte. Albo Platforma złamie się i dopuści do produkcji istniejący już projekt oczyszczony z największych absurdów, albo nie powstanie żaden film – bo może być już za późno na inną produkcję na ten sam temat. Żaden reżyser nie zechce podjąć spapranego przez Chochlewa tematu. Będzie się bał, że salon uzna to za kapitulację przed politykami, Chochlew zaś będzie chodził w glorii ofiary nowej cenzury.
A żeby choć w paru scenach zobaczyć odważnych polskich żołnierzy, trzeba będzie pojechać do Pragi na czeski film o Tobruku. Une specialité polonaise.
Na bohaterów popyt nie minął
Piotr Semka 17-09-2008, ostatnia aktualizacja 18-09-2008 02:54
Obawiam się, że wartościowy film o Westerplatte już nie powstanie. Żaden reżyser nie zechce podjąć spapranego przez Chochlewa tematu. Będzie się bał, że salon uzna to za kapitulację przed politykami – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” Piotr Semka
autor zdjęcia: Bartosz Jankowski
źródło: Fotorzepa
Na Westerplatte
źródło: Rzeczpospolita
Autorzy filmu „Tobruk” nie unikają drażliwych tematów, ale swoich bohaterów traktują z szacunkiem. Nie boją się też pokazać męstwa żołnierzy
+zobacz więcej
W czasie ostatniej wizyty w Czechach wybrałem się na film „Tobruk”, wielce nad Wełtawą reklamowany. W Polsce niewiele osób wie, że w 1941 roku w obronie tej afrykańskiej twierdzy przed hitlerowskim Afrika Korps, obok żołnierzy Imperium Brytyjskiego i Polaków, walczył oddział czechosłowacki. Jak zaznaczają autorzy filmu – dokładnie 779 żołnierzy.
Obraz nie jest może porywający, ma wiele dłużyzn i mętnych metafor, ale traktuje swoich bohaterów z szacunkiem. Czescy i słowaccy ochotnicy zmagają się z lękiem, ale całość nie jest humoreską. Podkreślam to, bo nasi narodowi szydercy uwielbiają powoływać się na czeskie wzory.
Sto lat za Czechami
W „Tobruku” jest pokazane okrucieństwo wojny, ale też film przypomina, że tamta walka miała sens. Że Czesi – których w oblężonym Tobruku było siedem razy mniej niż Polaków – też mieli swój udział w ostatniej wojnie.
Autorzy filmu nie unikają delikatnych tematów. Jeden z bohaterów przedziera się przez pół Europy do czechosłowackiego obozu szkoleniowego w Palestynie, bo wstydzi się własnego ojca – fabrykanta w hitlerowskim Protektoracie Czech i Moraw, który zbija pieniądze na produkcji dla Wehrmachtu. Bez taryfy ulgowej pokazane są antysemickie resentymenty, które w finałowej scenie prowadzą do tragedii. Polskiego widza nie mogą nie ujmować pozbawione patosu, ale sympatyczne sceny polsko-czeskiego braterstwa broni. Oficerowie – czeski i polski – współodpowiedzialni za obronę jednego odcinka wznoszą toast: „śmierć wszystkim nazistom”.
Naiwne? Arcypolskie? A może po prostu normalne?
Przy nieporównanie mniejszym udziale w wysiłku zbrojnym drugiej wojny, Czesi mają już na swoim koncie ciekawy film „Ciemnoniebieski świat” o pilotach walczących w bitwie o Anglię, a teraz przypominają rodakom o żołnierzach z Tobruku.
Tchórze z Westerplatte
Wracam do Polski i czytam o sporach na temat filmu o Westerplatte. Słyszę, że krytyka projektu Pawła Chochlewa to zachęta do porzucenia kina ambitnego na rzecz schematów z filmów Bogdana Poręby. Inni z marsowymi minami pouczają, że krytycy „Tajemnicy Westerplatte” atakują film, choć nie znają jego scenariusza. Zadałem sobie zatem trud, aby do niego dotrzeć. Jestem po lekturze i nie potrafię przestać się zdumiewać, że tak kiepski projekt zdobył uznanie tuzów Instytutu Sztuki Filmowej.
Scenariusz Chochlewa to jakaś dziwaczna psychodrama rozgrywająca się między dwoma dowódcami – z których jeden wariuje ze strachu, a drugi – jako fanatyk – chce terrorem zmusić podwładnych do wytrwania w walce. Wódka leje się strumieniami, ubarwiając pasmo kłótni i awantur. Autor hojną ręką okrasza to wszystko drastycznymi akcentami – psy majora Sucharskiego wygrzebują z ziemi kawał ciała poległego żołnierza. Ptaki rozdziobują trupy hitlerowców, odpędzając roje much. A prości żołnierze umierają ze strachu.
Niemców – poza ciągłym ostrzałem – w tej grotesce nie ma. Doklejone na siłę na końcu filmu cytaty Jana Pawła II o Westerplatte pasują do całości jak kwiatek do kożucha.
Czytałem ten scenariusz ze zdumieniem. Tak sobie wojnę wyobraża mały Jasio zakochany w kreskówkach MTV i filmikach typu „Włatcy móch”. Gdzieś w tle pobrzmiewają odległe echa filmów szkoły polskiej, wyśmiewających bohaterszczyznę, gdzieś indziej doszukamy się fascynacji drastycznością w stylu obrazoburczych sztuk Sarah Kane.
Teraz już rozumiem, dlaczego na łamach „Gazety Wyborczej” kłami i pazurami Chochlewa bronił Roman Pawłowski – obrońca wielu artystycznych chał, które nagromadzeniem wulgaryzmów maskują rozpaczliwy brak talentu i indywidualności. Najważniejsza jest prowokacja – głoszą na łamach "Wyborczej" kuratorzy polskiego pawilonu na weneckim biennale, gdzie Sanktuarium w Licheniu zamienia się w aquapark. Paweł Chochlew podąża tym samym ambitnym szlakiem, zamieniając w swoim scenariuszu Westerplatte w dom wariatów.
Dogmat wolności twórczej
Krytyk filmowy Zdzisław Pietrasik wyśmiewa w „Polityce” „lęk przed zburzeniem mitu niezwyciężonego Westerplatte”. Zadajmy więc pytanie, czy obrońcy Westerplatte byli herosami bez skazy i lęku? Na pewno nie, ale byli dostatecznie bohaterscy, byśmy teraz pokazywali ich z odrobiną szacunku. Bo nic nie zmieni faktu, że wytrzymali napór Niemców przez siedem długich dni.
W scenariuszu Chochlewa zaś więcej jest o szamotaniu się żołnierzy z sobą samymi niż o walce z Niemcami. I na tym polega problem – kwestia proporcji.
Zwykła opowieść o tym, jak trudno było bronić atakowany ze wszystkim stron półwysep, nie wydała się autorom „Tajemnicy Westerplatte” na tyle ciekawa, aby wokół niej zbudować fabułę. Znów słyszę zaklęcia: albo absolutna wolność twórcy, albo patriotyczna czytanka. A czemu nie sięgać po dobre wzorce? „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga nie był czytanką, a jednak potrafił mądrze opowiedzieć językiem współczesnego kina o zwykłym bohaterstwie żołnierzy.
Autorzy „Tajemnicy Westerplatte” zapominają, że nawet twórcy rozprawiający się z bohaterszczyzną filmów z lat 50. i 60., oszczędnie szafowali autoironią czy drastycznością. I nie dlatego, że bali się bogoojczyźnianej cenzury, ale dlatego, że rozumieli, jak łatwo taki temat „przesolić”. Teraz są przywoływani, by bronić scenariusza, który poraża prymitywizmem.
Ale dogmat obrony wolności twórczej jest święty. I w jego imię kiepskiego scenariusza Chochlewa długo jeszcze będą bronić rozmaite sławy z artystycznego panteonu.
Platforma w obronie normalności
Przy okazji dyskusji nad filmem, część środowiska filmowego zdumiała się słowami ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego: „nie podważa się racji stanu za państwowe pieniądze”. Natychmiast rozległy się egzaltowane oskarżenia o wprowadzanie cenzury. A rząd Donalda Tuska zaczęto porównywać do władz PRL.
Aby zrozumieć wyczulenie platformersów, trzeba pamiętać, jak wiele wysiłku obecna ekipa wkłada w przygotowanie przyszłorocznych obchodów rocznicy 1 września. W planach polityków PO film o Westerplatte miał być wyrazistym akcentem obchodów 70-lecia wybuchu II wojny światowej.
I trudno się temu dziwić. Fakt, że Polacy – jako pierwsi – zagrodzili drogę ambicjom Hitlera, słabo tkwi w pamięci dzisiejszego świata. Jako datę wybuchu ostatniej wojny podaje się często rok 1941 – datę agresji na ZSRR, ataku na USA i rozpoczęcia na masową skalę Holokaustu. Co więcej, na nowo odżywają poglądy o sprowokowaniu wojny przez polski upór. Na łamach „Niezawisimoj Gaziety” rosyjski historyk Aleksander Szyrokrad pisze, że w 1939 roku Polska prześladowała niemiecką mniejszość, upierała się przy swoich prawach do Gdańska i prowokowała Hitlera do wojny grupowaniem wojsk, mających uderzyć na Berlin.
Politycy Platformy z Donaldem Tuskiem na czele chcieli zatem, by film o Westerplatte przypominał, że to Polska rozpoczęła walkę z niemieckim nazizmem. Ale zamiast dzieła godnego tej rocznicy urzędnicy Kancelarii Premiera dostali dziwaczny scenariusz, który Piotr Zaremba z „Dziennika” słusznie nazwał receptą na autokompromitację.
Problem w tym, że PO przez ostatnie dwa lata puszczała oko do salonu we wspólnym obrzydzeniu polityką historyczną. Teraz wpadła we własne sidła. Bo co innego potakiwać w obronie wolności artystycznej, a co innego wyobrazić sobie dzień 1 września 2009 roku z dziwacznym dziełem Chochlewa. Dzień, w którym Donald Tusk miałby zaprezentować politykom z całej Europy zgromadzonym w Gdańsku film o skłóconych, pijanych Polakach z Westerplatte z oszalałym dowódcą na czele.
Polska specjalność
Kazimierz Kutz, chcąc dogryźć swoim kolegom z Platformy Obywatelskiej tak wypowiadał się na łamach „GW”: „W Polsce trwa zażarta walka między PiS i PO, również o pomniki. Pierwsi mają Muzeum Powstania Warszawskiego, drudzy chcą Muzeum Westerplatte”.
Te słowa, choć wypowiedziane z ironią, ja akurat przyjmuję z uznaniem. Podobnie jak z szacunkiem przyjąłem słowa Sławomira Nowaka, szefa gabinetu politycznego premiera, że istnieje coś takiego jak szacunek dla bohaterów i honor polskiego żołnierza. Rozumiem to i szanuję, bo to jest normalność. Jest miejsce na artystyczne eksperymenty, ale jest też miejsce dla filmu, który mądrze spuentuje ważną narodową rocznicę. Który uszanuje bohaterstwo, nie zamykając oczu na ludzką słabość czy dylematy wojny.
Ale do tego potrzeba doświadczonego i dojrzałego reżysera, a nie twórcy, który dotąd słynął z komediowych show w rodzaju „13. posterunku”. A Bogdan Chrabota, który na łamach „Newsweeka” ręczy, że „Tajemnica Westerplatte” to „kawał dobrej roboty”, niech chwyta okazję w lot i wyłoży na kontrowersyjne dzieło pieniądze Polsatu, oszczędzając przy tym pieniądze podatników.
Ale żarty na bok. Obawiam się, że kiks z Chochlewem sparaliżuje powstanie wartościowego filmu o Westerplatte. Albo Platforma złamie się i dopuści do produkcji istniejący już projekt oczyszczony z największych absurdów, albo nie powstanie żaden film – bo może być już za późno na inną produkcję na ten sam temat. Żaden reżyser nie zechce podjąć spapranego przez Chochlewa tematu. Będzie się bał, że salon uzna to za kapitulację przed politykami, Chochlew zaś będzie chodził w glorii ofiary nowej cenzury.
A żeby choć w paru scenach zobaczyć odważnych polskich żołnierzy, trzeba będzie pojechać do Pragi na czeski film o Tobruku. Une specialité polonaise.
Pomógł: 7 razy Wiek: 35 Dołączył: 04 Gru 2007 Posty: 845 Skąd: Polska
Wysłany: 19-09-2008, 10:52
Semka jest błaznem, reprezentującym w istocie samego siebie. Jego gazeta podupada-sam wyrzucam z każdego egzemplarza wszystko poza żółtymi stronami. Film guzik go obchodzi, ważne jest tylko to, by mieć pretekst do dokopania władzy, która akurat daleka jest od jego (mętnych) sympatii politycznych.
Pomógł: 13 razy Wiek: 12 Dołączył: 13 Sie 2006 Posty: 746 Skąd: Centrum
Wysłany: 19-09-2008, 20:04
"Rozwiązaniem jest wolny rynek. Jakie jest pytanie?"
Zlikwidować abonament radiowo-telewizyjny, producenci filmów niech sami zaczną szukać sponsorów albo wykładać kasę z własnej kieszeni. Skończą się głupie pomysły, marnotrawstwo pieniędzy i filmy na które nikt nie chodzi. Bo na film o bohaterach ludzie by poszli, a na film o "szalonych pijakach" już nie.
_________________ Watch your corner and bring your men back alive.
Kawaleria wciąż utrzymuje pozycje ;)
Gdyby na filmy nie zaganiano uczniów/studentów/żołnierzy to podejrzewam, że żaden polski film, nakręcony w ostatniej dekadzie, nie zarobiłby ani grosza na projekcjach kinowych.
Dokładnie. Dziś najlepszy sposób na zbicie grubej kasy na kiepskim filmie, to nakręcenie adaptacji lektury szkolnej, albo film w stylu "Katynia". Szoły pójdą, wojsko pójdzie, a szary człowiek zapłaci...
A bracia zza południowej granicy popełnili parę lat temu film o swoich pilotach w RAF z 1940 ("Ciemnoniebieski świat"), teraz o Tobruku...
Pozdr
Robal2pl
_________________ "Na świecie jest bardzo dużo różnej broni i bardzo mało tolerancji i to jest powód dla którego cała ta broń jest potrzebna" S.Bidziński
I nie walczyli u onklem Adim, i lepiej wyszli na drugiej wojnie, i zrobiliśmy im braterską wizytę w 68'ym....
Robal nie denerwuj mnie, bo jeszcze przypomnę sobie nie tylko kwestie merytoryczne ale i techniczne. Choćby efekty w ww "Ciemnoniebieskim" i pożal się boże "Ogniem i czymś tam".
Przykro mówić, ale od czasu Potopu, jesteśmy w filmowej dupie, jeśli chodzi o tego typu produkcje. I na zmiany się nie zanosi. Chyba, że na gorsze...
A co do Semki - jeśli się komuś nie podoba, to może sobie poczytać Maleszkę w Koszernej. I w przeciwieństwie do lat 39-45 chłopcy z AK go za to nie oćwiczą. Prawda, że to pięknie żyć w wolnym kraju...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum