Wysłany: 16-06-2008, 20:41 Kierowca ks. Popiełuszki agentem SB
Kierowca ks. Popiełuszki agentem SB
Moje ustalenia wskazywały na "bezsporne związki" Waldemara Chrostowskiego z SB - zeznał w sądzie Leszek Pietrzak, który jako biegły z IPN badał akta SB w śledztwie w sprawie zabójstwa księdza przez SB.
Pietrzak oraz prok. Andrzej Witkowski, który prowadził to śledztwo w IPN, zeznawali w procesie cywilnym, jaki Chrostowski - kierowca i przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki - wytoczył dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu i tygodnikowi "Wprost" za publikacje zarzucające mu współpracę z SB. Domaga się od nich przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprostowania i wpłaty 50 tys. zł na muzeum ks. Popiełuszki.
- Nie zgadzam się z niczym, co napisał Sumliński; to po prostu kłamstwo - powiedział Chrostowski dziennikarzom. - W publikacjach Sumlińskiego nie znalazłem żadnego kłamstwa - zeznawał zaś prok. Witkowski, który nazwał go "sumiennym dziennikarzem". Pozwani mówią, że dochowali należytej rzetelności i wnoszą o oddalenie pozwu. W 2005 r. Sumliński pytał we "Wprost" m.in. "kim naprawdę był Waldemar Chrostowski". Ten kierowca ks. Popiełuszki został porwany wraz z nim 19 października 1984 r. przez trzech oficerów SB, ale wyskoczył z samochodu, którym porywacze go wieźli. Według Sumlińskiego, w lutym 1984 r. Chrostowski został zarejestrowany przez SB w Warszawie jako "zabezpieczenie operacyjne" do sprawy operacyjnego rozpracowania o kryptonimie "Popiel". W grudniu 1989 r. teczka Chrostowskiego została zniszczona "z powodu braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej", ale na karcie ewidencyjnej zachowała się informacja o jego pseudonimie "Desperat" - dodał Sumliński.
"Zarejestrowanie Waldemara Chrostowskiego w ewidencji operacyjnej SUSW w Warszawie nie mogło się ograniczać jedynie do tzw. zabezpieczenia operacyjnego w tak kluczowej sprawie i wysoce prawdopodobne jest, że przybrało ono pełną rangę operacyjnego źródła SB (informator, agent, rezydent, konsultant, kontakt operacyjny)", pisał "Wprost", powołując się na biegłego z IPN Leszka Pietrzaka, który - jak wtedy ujawniono - potwierdził to w rozmowie z reporterami "Wprost" i Polsatu.
Zeznając jako świadek "Wprost", Pietrzak (pracownik IPN do 2007 r.; dziś członek komisji weryfikacyjnej WSI) przyznał, że w 2005 r. potwierdził Sumlińskiemu swe ustalenia jako biegłego ze śledztwa ws. mordu na Popiełuszce. - Moje ustalenia wskazywały na fakt bezspornych związków Chrostowskiego z SB - oświadczył.
Według niego, adnotacja SB o zniszczeniu teczki Chrostowskiego z powodu "braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej", oznacza, że taka osoba "była szczególnie ważna dla SB" i że "chodziło o ukrycie wszystkich szczegółów związanych z daną osobą". Gdy sąd spytał, jak w takim razie SB odnotowywała zniszczenie teczki kogoś, kto był naprawdę nieprzydatny, świadek odparł, że wówczas podawano tylko datę zniszczenia - bez innych adnotacji.
Pełnomocnicy Chrostowskiego pytali świadka, czy wie, że jako biegły nie miał prawa ujawniać informacji ze śledztwa. Pietrzak odpowiedział, że on niczego nie ujawniał, a w rozmowie z Sumlińskim "odnosił się tylko do swych ustaleń".
Mec. Jacek Trela spytał świadka, czy to o nim prasa pisała w maju, że na wpływy u niego oraz innego członka komisji weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka powoływali się b. oficer służb specjalnych PRL Aleksander L. wraz z Sumlińskim (obaj są podejrzani o płatną protekcję przy weryfikacji żołnierza WSI). - Jaki to ma związek? Tamto było pomówieniem - odparł wzburzony Pietrzak. - Chrostowski też jest pomówiony - odparł adwokat, wyjaśniając, że ma prawo do oceny wiarygodności świadka.
- Słowa świadka o powodach zniszczenia akt przez SB dają wystarczające świadectwo jego zeznaniom; on postawił sprawę na głowie - powiedział potem mec. Trela dziennikarzom. Pytany, czy swymi pytaniami sugerował, że Pietrzak popełnił przestępstwo ujawnienia informacji ze śledztwa, adwokat odparł, że to sprawa dla sądu.
Zasłaniając się tajemnicą służbową, Witkowski nie chciał mówić sądowi o szczegółach swego śledztwa (odszedł on z IPN gdy przeniesiono je do innego oddziału IPN).
Proces odroczono do 20 października. "Poczekajmy, aż skończy się ten proces" - tak Chrostowski odparł na pytanie PAP, czy pozwie też TVN, który przed tygodniem powtórzył w programie "Superwizjer" zarzuty Sumlińskiego.
Ks. Popiełuszkę, kapelana podziemnej "Solidarności", porwali i bestialsko zamordowali 19 października 1984 r. trzej funkcjonariusze zwalczającego Kościół IV departamentu MSW Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala. W 1985 r. sąd w Toruniu skazał Piotrowskiego na 25 lat więzienia, Pękalę - na 15 lat, Chmielewskiego - na 14 lat, a ich zwierzchnika Adama Pietruszkę - na 25 lat. Nie odbyli kar w całości. Najdłużej - 15 lat w więzieniu był Piotrowski.
W 1994 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie niejednomyślnie uniewinnił generałów SB Władysława Ciastonia i Zenona Płatka od zarzutu kierowania tą zbrodnią. W pionie śledczym warszawskiego IPN od 2006 r. działa zespół prokuratorów do śledztwa w sprawie działalności "związku przestępczego" w MSW z lat 70. i 80. Chodzi o różne przestępstwa IV departamentu, w tym także o niewyjaśnione wątki zabójstwa ks. Jerzego.
To nieprawdopodobne, że kierowca ks. Popiełuszki wyskoczył z pędzącego samochodu i miał jedynie kilka siniaków. To niemożliwe, żeby w locie spadły mu kajdanki. Po 25 latach w sprawie śmierci ks. Popiełuszki wciąż przybywa niewiadomych.
Reporterzy "Superwizjera" TVN dotarli do nowych okoliczności w sprawie śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Dziennikarskie śledztwo rzuca cień na osobę kierowcy księdza- Waldemara Chrostowskiego.
Kierowca miał zeznać w trakcie śledztwa, a potem podczas procesu, że 19 października 1984 roku esbecy wieźli księdza w bagażniku, podczas gdy on siedział skuty kajdankami na tylnym siedzeniu. Twierdził, że w pewnym momencie po prostu wyskoczył z jadącego 100 km/h samochodu. Podczas skoku miały rozpiąć się jego kajdanki.
Dziennikarze TVN rozmawiali z zawodowym kaskaderem. Powiedział, że skok z samochodu przy takiej prędkości oznacza co najmniej kalectwo. Tymczasem Chrostowski wyszedł z niego jedynie z kilkoma siniakami. Ekspertyzy ubrań kierowcy również pozostawiają wątpliwości. Zdaniem eksperta, zniszczenia ubrania są raczej wykonane jakimś narzędziem i nie przypominają obtarć, które powinny powstać w przypadku wyskakiwania z auta przy dużej prędkości. Na odzieży nie znaleziono też śladów trawy, piasku ani trawy.
Przeszłość Chrostowskiego nie jest przejrzysta. Najpierw pracował na stacji benzynowej w Toruniu, w której na dużą skalę znikało paliwo. Był to lukratywny biznes i trzeba było mieć "plecy", żeby móc dostać tam pracę. Gdy sprawa wyszła na jaw, Chrostowski zniknął. Ktoś go ostrzegł-mówią osoby znające sprawę.
Mimo dwóch wyroków w zawieszeniu, jakie wisiały na Waldemarze Chrostowskim, dostał się do straży pożarnej. Tam przyłączył się do strajku w Wyższej Szkole Pożarnictwa. Istnieje przypuszczenie, że mógł pełnić tam funkcję "kreta".
Strajkujących studentów na duchu wspierał ks. Jerzy Popiełuszko. Tam poznał swojego przyszłego kierowcę. Współpracowali przez trzy lata, aż do chwili tragicznej śmierci Popiełuszki 19 października 1984 roku.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum