Wysłany: 03-03-2011, 15:39 "Byłem egzekutorem" - wyznania żołnierza AK
Cytat:
"Byłem egzekutorem" - wyznania żołnierza AK
- Wywołali go po rosyjsku i (...) wyprowadzili dwa kilometry od domu - tam odczytali mu wyrok i zastrzelili. (...) I ja też strzeliłem... - wyznaje Jan Bohdan Chmielewski. Gdy miał 16 lat przyłączył się do partyzantki, później działał w grupie egzekucyjnej Armii Krajowej. W wywiadzie dla "Polski Zbrojnej" opowiada o swojej walce.
"Polska Zbrojna", Andrzej Wróblewski: Głośno było ostatnio o wydanych pośmiertnie wspomnieniach Stefana Dąmbskiego, który w wieku 16 lat zaczął wykonywać wyroki śmierci w imieniu Polskiego Państwa Podziemnego i który z upływem czasu zaczął w tym znajdować swoistą przyjemność. Czy Pan, również wtedy szesnastolatek i żołnierz AK, spotykał się z podobnymi wynaturzeniami?
Jan Bohdan Chmielewski: Ze wspomnień Dąmbskiego rzeczywiście powiało grozą. Pytanie, jak bardzo są one podkoloryzowane? Czy ich autor chciał odbrązowić Armię Krajową, czy może na swoim przykładzie opowiedzieć bez ogródek o tym, co z człowiekiem może zrobić wojna? Tego już się nie dowiemy - jego intencje pozostaną w sferze domysłów. Nie ulega jednak wątpliwości, że skala tego typu wynaturzeń, którym sprzyja przecież każda wojna, zależała od wielu elementów: od nastawienia miejscowej ludności, od sposobu działania okupanta, a także od morale partyzantów i postawy ich dowódców.
Dąmbski tak opisuje jednego ze swych kolegów: "Gdy tylko zobaczył Ukraińców, oczy wychodziły mu na wierzch (...) i robił wrażenie człowieka, który dostał obłędu. (...) Z niesłychaną wprawą rozpruwał im brzuchy lub podrzynał gardła, aż krew tryskała po ścianach..."
U nas, na Grodzieńszczyźnie i w Puszczy Augustowskiej, takie rzeczy były nie do pomyślenia, bo nie istniały aż takie animozje narodowościowe. Również stosunek do okupanta - czy to sowieckiego, czy niemieckiego - nie był wcale jednoznacznie nienawistny. Byłem świadkiem wielu zdarzeń, które mnie, młodemu wtedy chłopakowi, mogły namieszać w głowie. Widziałem upadek i ucieczkę polskiego wojska, a zaraz potem radość jednych i przerażenie drugich, gdy wchodziła Armia Czerwona. Widziałem ten entuzjazm, gdy po wywózkach na Sybir przyszła, niemal jak wyzwolicielka, armia niemiecka. Minęły kolejne trzy lata i znowu zobaczyłem radość, gdy pojawili się Rosjanie. Nie życzę nikomu, żeby w tak krótkim czasie i w tak młodym wieku musiał się rozeznawać, kto z kim i dlaczego przestaje.
Jaki był stosunek ludności do polskiego podziemia i partyzantów?
Wbrew wielu przekonaniom niekoniecznie zależał od narodowości. Duże znaczenie miało pochodzenie społeczne. Polski patriotyzm kwitł głównie na dworach i wśród miejskiej inteligencji, zwłaszcza tej grodzieńskiej. Natomiast wieś była nastawiona obojętnie lub niechętnie, ale na pewno nie wrogo. Innymi słowy, zawsze ten kawał kiełbasy dostawaliśmy - nie musieliśmy go brać siłą, tak jak to bywało na kresach południowych. I już sam ten fakt powodował, że wojna partyzancka nie miała aż tak brutalnego oblicza. Oczywiście, gdy trafiał się Polak, który administrował jakimś niemieckim majątkiem i nie chciał się podzielić swoimi zapasami, to dostawał po gębie i następnym razem już sam z siebie oferował jakieś jadło. Ale nikomu nie przychodziło do głowy, żeby go za tego typu kolaborację z Niemcami karać śmiercią. Mało tego, nawet gdy robiliśmy najazdy na majątki czy leśniczówki prowadzone przez Niemców, to stawialiśmy ich pod ścianę, zabieraliśmy broń i żywność, ale żadnej krzywdy im nie robiliśmy. Pamiętam nawet, jak któregoś dnia, dobrze uzbrojeni, wyposażeni w granaty, zasadziliśmy się na niemiecki transport, który zaopatrywał posterunki żandarmerii. Starannie przygotowana zasadzka, a tu nagle okazuje się, że za całą ochronę tego transportu robi dwóch niemieckich żandarmów, starszych panów, którzy nie mieliby z nami żadnych szans. No i po prostu ręce nam opadły. Zeszliśmy ze zbocza wąwozu, wzięliśmy co należało, a oni nawet nie próbowali się bronić.
Zabawa w partyzantkę?
No, może nie aż tak, choć zdarzały się i zabawne rzeczy - oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia. Pamiętam, jak pojechałem kiedyś do Grodna i pochwaliłem się tam jednemu z kolegów, że współpracuję z partyzantką. Dwa tygodnie później - a mieszkałem wtedy u ciotki w Dąbrówce, na południowym skraju Puszczy Augustowskiej - przyszedł list, wysłany normalnie wtedy działającą pocztą, w którym tenże kolega pisał, że chciałby wstąpić do partyzantki i liczy na to, że mu w tym pomogę. Aż nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby otworzył go jakiś niemiecki policjant. Ogólnie jednak rzecz biorąc, nie przeprowadzaliśmy żadnych spektakularnych akcji. Z wojskowego punktu widzenia Puszcza Augustowska leżała jakby odłogiem. Nie było tam żadnych szlaków kolejowych, żadnego przemysłu czy nawet magazynów. Nasza działalność polegała głównie na zdobywaniu broni, a nawet nie tyle broni, co amunicji.
W jakich okolicznościach wstąpił Pan do partyzantki? Czy motywem była chęć przeżycia jakiejś przygody?
To pewnie też, ale właściwie nie miałem innego wyjścia. Jesienią 1943 roku przyszedł do naszej chaty sołtys i powiedział, że musi wyznaczyć kontyngent młodych ludzi, którzy wyjadą na roboty do Niemiec. Decyzja była krótka. Znałem wiele osób z partyzantki, więc nie miałem problemu z nawiązaniem z nimi kontaktu i już zimę z 1943 na 1944 rok spędziłem w lesie. To było zgrupowanie Mikaszówka-Brożany. Kwatera w głębokiej puszczy, pośród bagien, tak że nieraz sami mieliśmy trudności, żeby do niej trafić. Warunki były tam straszne: ziemianki przykryte darnią, po jednej stronie prycze, po drugiej stronie prycze, tu dwunastu chłopa i tu dwunastu chłopa. Nie było gdzie się umyć. I jeszcze ten straszliwy odór samogonu i machorki. Nie powiem, żeby była tam tak zwana fala, ale pojawienie się takiego gówniarza stało się okazją do kpin i zaczepek. A pasowaniem na mężczyznę było oczywiście wypicie tego obrzydliwego samogonu i zapalenie śmierdzącej machorki.
Rozprężenie? Brak dyscypliny?
Trzeba zważyć, jacy ludzie wstępowali tam do partyzantki. To nie byli kryształowi patrioci, którzy kierowali się wyłącznie ideowymi motywami. Większość stanowili osobnicy, których do lasu zagnały jakieś kłopoty: ten nielegalnie ubił świnię, tamten musiał się ukrywać, a jeszcze innego podejrzewano o szaber. Jako Polakom trudno było im odmówić udziału w partyzantce. Dostawali broń i stawali się użyteczni.
Często był Pan wyznaczany do zadań bojowych?
Tak samo jak inni. Ale sytuacja zmieniła się już niebawem po przejściu frontu, wiosną 1944 roku. Zginął nasz dowódca i nie bardzo wiedzieliśmy, jak się zachować: czy wyjść z lasu, a jeśli tak, to z bronią czy bez niej. W końcu zdecydowaliśmy, że z bronią. Pamiętam, że natknąłem się na kozacką konnicę. Jeden z żołnierzy zobaczył u mnie pistolet i kazał mi go natychmiast wyrzucić - pewnie wiedział, czym to może grozić. W każdym razie niektórzy z nas uznali, że wojna się skończyła i przeszli "do cywila". Ja należałem do tej grupy, która pozostała w konspiracji.
Czy głównym jej zadaniem była eliminacja tych, którzy zaczęli kolaborować z nowymi władzami?
Nie wiem, czy głównym, choć z mojego punktu widzenia mogło to tak wyglądać. Któregoś dnia - a mieszkałem wtedy u matki, pod Grodnem - łącznik przekazał mi rozkaz, że mam doprowadzić grupę egzekucyjną do domu kolaboranta mieszkającego w sąsiedniej wiosce, na którym miał być wykonany wyrok. Gdy po zmierzchu przybyłem na umówione miejsce, skryty za krzakami, zobaczyłem kilku ludzi ubranych w mundury czerwonoarmiejców. Byłem zszokowany, ale po chwili spostrzegłem umówiony znak. Podprowadziłem ich pod dom tego człowieka, Polaka, który komunizował już przed wojną, a teraz przyjął sołectwo i pewnie za to miał być zlikwidowany. Wywołali go po rosyjsku i, zgodnie z planem, wyprowadzili dwa kilometry od domu - tam odczytali mu wyrok i zastrzelili.
Strzelała jedna osoba?
Nie, co najmniej trzy. I ja też strzeliłem...
Matka się o tym dowiedziała?
Ona jedna w całej rodzinie wiedziała, że nadal jestem w konspiracji, i na pewno się domyśliła. Kiedy nocą wróciłem do domu, nic jej nie mówiłem, ale rano we wsi powstało wielkie poruszenie. Zobaczyła wóz, którym wieźli tego faceta, uczepione do tego wozu czworo czy pięcioro dzieci, lamentującą kobietę i wylegających na drogę, przeklinających ludzi. Zapytała tylko: "To ty?", a ja nie odpowiedziałem ani tak, ani nie. I zobaczyłem w jej oczach okropny żal, jakby z wielkim wyrzutem pytała mnie "dlaczego?"…
Czy Pan też zadawał sobie to pytanie?
Rozterki przyszły trochę później. Wtedy byłem dumny, że mogę uczestniczyć w poważnych zadaniach, że obdarzono mnie tak wielkim zaufaniem. Byłem przekonany, że działam w słusznej sprawie, że istnieje ojczyzna, której trzeba służyć...
Był taki moment, który zadecydował o wycofaniu się z konspiracji?
Nie, chyba nie… To był raczej ciąg zdarzeń i kwestia szybkiego dojrzewania. Na następną taką akcję poprowadziła mnie łączniczka - piękna dziewczyna, której twarz, po latach, starałem się odtworzyć, rzeźbiąc pomnik łączniczki, odsłonięty w 2001 roku w Józefowie pod Warszawą. Przepłynęliśmy wtedy promem na drugą stronę Niemna, gdzie czekało czterech czy pięciu innych konspiratorów. Ci już byli po cywilnemu i wszystko odbyło się tak jak poprzednio. Wiedziałem, że mamy zabić jakiegoś Polaka, ale nie miałem pojęcia dlaczego, i przypuszczam, że oni też nie wiedzieli. Nie pamiętam nawet jego nazwiska ani twarzy, bo było już po zmroku. Gdy wracaliśmy, dziewczyna powiedziała nagle, że to wszystko nie ma sensu, że już całe życie będziemy musieli coś ukrywać, bo przecież nigdy się do tego nie przyznamy. To zasiało wątpliwości: co innego przecież walka partyzancka, a co innego zabijanie z zimną krwią. Zaczęło do mnie docierać, że staję się człowiekiem od brudnej roboty.
A braterska więź z ludźmi, którzy wchodzili w skład tych grup egzekucyjnych?
Nie było między nami żadnej więzi. Konspiracja była tak głęboka, że ja tych ludzi w ogóle nie znałem. Zresztą od początku do tego typu zadań wyznaczano z zasady tych, którzy nie uczestniczyli bezpośrednio w partyzantce. Nie wiem, jakiego pokroju byli to ludzie. Ja znałem tylko jednego, Witka, który akurat przejawiał niezdrowe instynkty i stwarzał wrażenie, jakby zabijanie sprawiało mu przyjemność. Kiedyś, gdy szedł na akcję, natknął się w lesie na sanie, którymi syn naszego sąsiada wiózł rosyjskiego wizytatora szkolnego. Bez żadnego zastanowienia Witek posłał mu serię i ranił przy tym w nogi tego Bogu ducha winnego chłopaka, który na całe życie został kaleką.
Nadal obowiązywała Pana przysięga?
Po rozwiązaniu Armii Krajowej składałem ją po raz drugi w 1945 roku, ale przyznam, że nawet nie pytałem, jakiej to konkretnie organizacji ją składam. Wiedziałem, że jest kontynuatorką AK, ale nie miałem zielonego pojęcia, jakie są jej cele. Wierzyłem, że patriotyczne. I zaraz potem nastąpiły zdarzenia, z którymi już naprawdę trudno było mi się pogodzić. Dowiedziałem się na przykład, że zapadł wyrok śmierci na mojego kolegę z partyzantki tylko dlatego, że przywdział - nie wiem, czy na ochotnika, czy z przymusu - mundur żołnierza ludowego Wojska Polskiego. Innego kolegę rozwalili, bo wrócił do domu, do Lipska, i widywano go ponoć, jak rozmawiał z rządzącymi się już tam komunistami. Zabili nauczyciela, który był w moim zgrupowaniu, ale mieszkał w innej ziemiance, bo chciał wrócić jak najszybciej do swego zawodu i odmówił złożenia ponownej przysięgi. Podobnych przypadków było znacznie więcej. Moja matka uratowała kilku ludzi, zaświadczając, że byli wcześniej w konspiracji, o czym nowa organizacja mogła nie wiedzieć, bo działaliśmy na bardzo rozległym terenie i dość rzadko kontaktowaliśmy się z innymi zgrupowaniami. Do tego jeszcze doszło polowanie ubecji na byłych akowców i przymusowa branka do wojska. W tym narastającym chaosie coraz bardziej stawało się jasne, że trzeba się wycofać.
Ujawnił się Pan?
Nie. Za namową matki poszedłem do gimnazjum w Augustowie, gdzie nikt mnie nie znał, więc mogłem się nie przyznawać. I wytrwałem z tym przez wiele lat…
Rozmawiał Andrzej Wróblewski, "Polska Zbrojna"
Jan Bohdan Chmielewski - artysta rzeźbiarz, emerytowany profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, autor wielu pomników (między innymi Marii Konopnickiej w Suwałkach, Mikołaja Kopernika w Brazylii i USA, Żołnierzy Polskich w Narwiku, Janusza Korczaka w Warszawie). Zaprojektował laskę marszałkowską Sejmu RP. Urodzony w Grodnie, związany z Suwałkami. 18 września 2011 roku skończy 84 lata.
Wiek: 22 Dołączył: 09 Lut 2011 Posty: 298 Skąd: Kanada
Wysłany: 03-03-2011, 17:15
Świetne. Dzięki za wrzut Foka. A Świtek ma racje - to jest prawdziwa "żywa" historia. Dane z podręczników, liczby przedstawiające ofiary zawsze będą odrealnione i pozbawione emocji. Przez to nawet jeśli opisują rzeczy straszne czy godne pochwały i tak będą nieciekawe dla większości. Dopiero taki zapis może wryć się w pamięć.
Stefan Dąmbski, tytułowy egzekutor, trafił do oddziału AK w 1942 jako 17-latek. Przydzielono mu zadanie likwidacji Niemców i konfidentów. Po zajęciu Rzeszowszczyzny przez Sowietów Dąmbski kontynuował działalność konspiracyjną - wykonywał wyroki na przedstawicielach nowej władzy, a także brał udział w akcjach przeciwko Ukraińcom. Opisując te wydarzenia, autor pokazuje zarazem, w jaki sposób - będąc nastolatkiem - nauczył się zabijać i jak to się stało, że polubił to zajęcie. Egzekutor jest więc nie tylko opowieścią z życia partyzanta, ale przede wszystkim studium spustoszenia, jakie w człowieku sieje wojna - nawet, jeśli walczy on po "słusznej" stronie, w obronie ojczyzny. Swoje wspomnienia Dąmbski spisywał pod koniec życia, zdobywając się na niezwykle szczere i przejmujące wyznanie.
Osobiście przeczytałem tą książkę i bardzo polecam.
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 03-10-2011, 16:59
też tą pozycję czytałam jako studentka historii, lecz z czystej ciekawości. Jakoż, iż posiadam odmienne zdanie na temat organizacji AK. Zastanawia mnie fakt w jakim celu autor pisał tą książkę ? Oczekuje rozgrzeszenia za rozstrzeliwanie ludzi. No jestem w stanie zrozumieć, że frakcja ta działała w czasach wojny, no ale nie wybielajmy jej jednak. Mimo wszytko sama pozostaje daleka od popierania czy też akceptowania jej działalności. Byłaby w stanie zaakceptować ją jeśli inne organizacje separatystyczne quasi terrorystyczne nie będą potępiane za swe czyny.
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
A kto tu kogo wybiela? Była wojna, były ofiary - nie wiem co w tym takiego dziwnego.
Niemcy budowali obozy, a alianci przeprowadzali naloty dywanowe. Nikt tu święty nie był ale sorry, nauki chrześcijańskie z nadstawianiem drugiego policzka średnio się w warunkach wojennych sprawdzają.
też tą pozycję czytałam jako studentka historii, lecz z czystej ciekawości. Jakoż, iż posiadam odmienne zdanie na temat organizacji AK. Zastanawia mnie fakt w jakim celu autor pisał tą książkę ? Oczekuje rozgrzeszenia za rozstrzeliwanie ludzi. No jestem w stanie zrozumieć, że frakcja ta działała w czasach wojny, no ale nie wybielajmy jej jednak. Mimo wszytko sama pozostaje daleka od popierania czy też akceptowania jej działalności. Byłaby w stanie zaakceptować ją jeśli inne organizacje separatystyczne quasi terrorystyczne nie będą potępiane za swe czyny.
co tu jest do wybielania??? wojna ma swe reguły... opisał facet kawał dobrej historii... tak się działo i co teraz??? mamy kolesi za to co robili rozliczać???
_________________ BOŻE CHROŃ MNIE OD PRZYJACIÓŁ, Z WROGAMI SAM SOBIE PORADZĘ
Spokojnie. Ocen działalności AK - tak jak wielu innych organizacji jest tyle ile poglądów na ich działalność. Podłożenie bomby na dworcu w Berlinie czy Wrocławiu jest dla nas OK - bo to Polacy walczyli o Polskę z okupantem itd. Natomiast czyn identyczny technicznie ale z innej politycznie bajki dla nas już nie jest OK. A wątpliwości i problemy są podobne lub wręcz te same.
_________________ "Na świecie jest bardzo dużo różnej broni i bardzo mało tolerancji i to jest powód dla którego cała ta broń jest potrzebna" S.Bidziński
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 09-10-2011, 20:49
m4a1 napisał/a:
Derry, czyli nie uznajesz prawa II RP do samostanowienia i posiadania sił zbrojnych jako państwa narodowego?!?!
To, iż posiadam odmienne zdanie na temat działalności AK nie oznacza jeszcze, że całkowicie odrzucam siły zbrojne II RP. A co do wybielania może troszkę przesadziłam lecz to nie zmienia mojego zdania o AK.
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
Spokojnie. Ocen działalności AK - tak jak wielu innych organizacji jest tyle ile poglądów na ich działalność. Podłożenie bomby na dworcu w Berlinie czy Wrocławiu jest dla nas OK - bo to Polacy walczyli o Polskę z okupantem itd. Natomiast czyn identyczny technicznie ale z innej politycznie bajki dla nas już nie jest OK. A wątpliwości i problemy są podobne lub wręcz te same.
dla niemców tamtych czasów AK było wręcz organizacją terrorystyczną choć częściej używano wobec nich określenia "bandyci"
_________________ BOŻE CHROŃ MNIE OD PRZYJACIÓŁ, Z WROGAMI SAM SOBIE PORADZĘ
niestety ZWZ AK wykazał się wieloma akcjami zbrojnymi,które akurat były ok...
Tak samo można ropatrywać akcje Talibów w Afganistanie czy Czeczeńców w Czeczenii...
Tak samo można ropatrywać akcje Talibów w Afganistanie czy Czeczeńców w Czeczenii...
Talibowie w Afganistanie, a Czeczeni w Czeczenii to totalnie odrębne kwestie. Jeżeli już próbować przyrównywać kogokolwiek do działań Armii Krajowej w czasach okupacji niemieckiej, to zdecydowanie bliższą opcją są tu działania partyzantów Czeczeńskich. Elementem łączącym jest (była) walka przeciwko próbie eksterminacji narodu. Pamiętacie jak w roku 94 Rosjanie mówili o Czeczenach? Ja pamiętam... "bandyci". Na świecie mówiło się "Czeczeńscy bojownicy". Teraz, w dobie walki ze światowym terroryzmem są terrorystami. Punkt widzenia zależy zawsze od tego gdzie w danym momencie się stoi. Jak by się określało działalność Armii Krajowej w innych okolicznościach? Pojęcie terroryzmu nie było powszechnym w latach 40-tych i z tego powodu nie trafiało by do ludzi. Propaganda sowiecka używała wobec żołnierzy AK najgorszych określeń takich jak: "faszyści", "hitlerowcy" oraz stworzony na potrzeby tej propagandy "zapluty karzeł reakcji". Na owe czasy terminy bardzo czytelne dla mas, kojarzące się ze wszystkim co najgorsze.
Pomógł: 11 razy Wiek: 22 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 944 Skąd: z Polski
Wysłany: 10-10-2011, 15:21
A ja się tak zapytam, było takie państwo jak Czeczenia (uznawane międzynarodowo)?
AK nazywano zaplutymi karłami reakcji w okresie od 1944 po wejściu wojsk radz. (wcześniej było współdziałanie) do 1956, później były uprawnienia kombatanckie.
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 10-10-2011, 15:53
Mnie tylko denerwuje to, iż w naszym kraju AK jest uważna wręcz za świętą organizację, a gdy już mowa o zagranicznych organizacjach separatystycznych to z góry uzyskują miano terrorystycznych tylko dlatego, że wojna nie została oficjalnie wypowiedziana?
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
Mnie tylko denerwuje to, iż w naszym kraju AK jest uważna wręcz za świętą organizację, a gdy już mowa o zagranicznych organizacjach separatystycznych to z góry uzyskują miano terrorystycznych tylko dlatego, że wojna nie została oficjalnie wypowiedziana?
Taka to specyfika że dana grupa społeczna wbija sie w kulturę danego kraju. Może ciebie to denerwować co nie zmienia faktu że wielu ludzi miało tam swoich bliskich w AK a biorąc pod uwagę że ta organizacja więcej zrobiła dobrego niż złego dla naszego narodu, to jest uzasadnione że taki mit powstał w Polsce. Zawsze możesz przyjąć wersje ukraińską o AK . Nie chcę stawiać żadnych złotych pomników AK ale należy się szacunek tym ludziom że stworzyli tak dobrą organizację.
Co do terrorystów a bojowników o wolność to jest pewna różnica umieszczone w prawie międzynarodowym, najważniejsze jest chyba to że taki partyzant musi nosić widoczną oznakę swojej organizacji. Taka organizacja powinna mieć stopnie wojskowe oraz ludzi odpowiedzialnych za działalność tej całej siatki bojowej. Pisze z pamięci więc mogłem coś pominąć albo przekręcić , jak coś do dopisze później.
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 10-10-2011, 16:59
problem, znany jako "one man's terrorist, another man's freedom fighter", który dyskutujecie, doczekał się wylania morza atramentu - mimo to, nie osiągnięto ostatecznych konkluzji, gdyż należy do problemów nierozstrzygalnych. Zależy jaki jest Wasz cel - jeśli chcecie rzecz rozpatrywać naukowo (historia, politologia itp.), trzeba wyjść od skonstruowania neutralnej etycznie definicji "terroryzmu" i "terrorysty" i analizować kwestie case by case, gdyż każdy jest swoisty. Mam takie przeczucie, że większość organizacji będzie po takiej analizie miało charakter terrorystyczno-partyzancki ...
Jak chcecie uprawiać mitologię narodową (zwykle zwaną "historią"), propagandę itp., to Wasz pogląd bazuje przede wszystkim na osobistej sympatii i antypatii - nie lubię Żydów - Hamas cacy, lubię Żydów - Hamas be, w miejsce Żydów można podstawić Basków, Czeczeńców, Irlandczyków i kogo się tylko chce ...
Myślę, że dużo ponad to nie da się tu powiedzieć ...
p.s.
nie nazywałbym AK organizacją "separatystyczną", bo o ile pamiętam oni nie chcieli oderwać Generalnej Guberni od III Rzeszy.
p.s.2 sugerowałbym zacząć od tego: http://www.ict.org.il/Res...32/Default.aspx
jasne, wiem, perspektywa izraelska, ale jako pkt. wyjścia interesujące ...
_________________ Pierwszą ofiarą wojny jest prawda - Hiram Johnson
Mnie tylko denerwuje to, iż w naszym kraju AK jest uważna wręcz za świętą organizację,...
... i bardzo dobrze
Derry 1972 napisał/a:
... a gdy już mowa o zagranicznych organizacjach separatystycznych to z góry uzyskują miano terrorystycznych tylko dlatego, że wojna nie została oficjalnie wypowiedziana?
... nie prawda. Nie ma tak, że coś jest tylko czarne albo białe. Nie należy uogólniać.
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 10-10-2011, 19:52
Wiesz jeśli poczytasz np. angielskie gazety z lat 70. 80. i 90. to jest tam jednoznacznie napisane, iż członkowie IRA to terroryści, którzy nie mają podstaw do walki. Więc jak ludzie mogą poznać prawdę ?
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 10-10-2011, 22:05
Derry 1972 napisał/a:
Wiesz jeśli poczytasz np. angielskie gazety z lat 70. 80. i 90. to jest tam jednoznacznie napisane, iż członkowie IRA to terroryści, którzy nie mają podstaw do walki. Więc jak ludzie mogą poznać prawdę ?
to jest największe odkrycie, o jakim słyszałem "w tym temacie"
prawdę? ludzie mogą poznać Prawdę, jak przeczytają książkę najlepszego specjalisty od IRA w pl, czyli Kacpra Rękawka "Irish Republican Terrorism and Politics. A Comparative Study of the Official and the Provisional IRA", Routledge, London & New York 2011, pp. 194
Wiesz jeśli poczytasz np. angielskie gazety z lat 70. 80. i 90. to jest tam jednoznacznie napisane, iż członkowie IRA to terroryści, którzy nie mają podstaw do walki. Więc jak ludzie mogą poznać prawdę ?
Chciałbym nawiązać do mojego ostatniego postu. Terrorysta a bojownik wolność - jego przeciwnik czyli dajmy na to Anglia będzie nazywała go terrorystom dla Irlandczyka w USA IRA będzie bohaterem. Zobaczmy np. Czeczenia w Polsce w naszych mediach jest widziana jako bojownicy o wolność bo ogólnie za Rosją nie przepadamy ale z punktu widzenia obywatela Federacji Rosyjskiej wysadzanie jego ziomków jest jednoznacznie widziane jako terroryzm. Czyli wszystko zależy od przysłowiowego punktu siedzenia.
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 11-10-2011, 17:49
JohnnyBravo napisał/a:
Derry 1972 napisał/a:
Wiesz jeśli poczytasz np. angielskie gazety z lat 70. 80. i 90. to jest tam jednoznacznie napisane, iż członkowie IRA to terroryści, którzy nie mają podstaw do walki. Więc jak ludzie mogą poznać prawdę ?
to jest największe odkrycie, o jakim słyszałem "w tym temacie"
prawdę? ludzie mogą poznać Prawdę, jak przeczytają książkę najlepszego specjalisty od IRA w pl, czyli Kacpra Rękawka "Irish Republican Terrorism and Politics. A Comparative Study of the Official and the Provisional IRA", Routledge, London & New York 2011, pp. 194
można jakoś wyguglać namiary na niego, jak kto w potrzebie ...
Mam do tego Pana e mail bo z nim pisałam o IRA, czytałam jego artykuły i książki więc wiem o czym pisze. Ja rozumiem, dla chcącego poznać prawdę to poszuka on jakichś wiarygodnych informacji. Ale przeciętni ludzie którzy słuchają wiadomości tudzież czytają gazety będą uważać za prawdę to co się napiszę
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 11-10-2011, 18:41
Derry 1972 napisał/a:
Mam do tego Pana e mail bo z nim pisałam o IRA, czytałam jego artykuły i książki więc Ale przeciętni ludzie którzy słuchają wiadomości tudzież czytają gazety będą uważać za prawdę to co się napiszę
jak przeciętny człowiek zechce poznać "prawdę", to znajdzie źródła, a jak nie zechce, to niby czemu ktoś miałby się nim przejmować??
_________________ Pierwszą ofiarą wojny jest prawda - Hiram Johnson
Pomógł: 5 razy Wiek: 26 Dołączył: 03 Lut 2009 Posty: 1316 Skąd: nie interesuj sie
Wysłany: 11-10-2011, 18:45
leśny brat napisał/a:
Derry 1972 napisał/a:
Wiesz jeśli poczytasz np. angielskie gazety z lat 70. 80. i 90. to jest tam jednoznacznie napisane, iż członkowie IRA to terroryści, którzy nie mają podstaw do walki. Więc jak ludzie mogą poznać prawdę ?
Chciałbym nawiązać do mojego ostatniego postu. Terrorysta a bojownik wolność - jego przeciwnik czyli dajmy na to Anglia będzie nazywała go terrorystom dla Irlandczyka w USA IRA będzie bohaterem. Zobaczmy np. Czeczenia w Polsce w naszych mediach jest widziana jako bojownicy o wolność bo ogólnie za Rosją nie przepadamy ale z punktu widzenia obywatela Federacji Rosyjskiej wysadzanie jego ziomków jest jednoznacznie widziane jako terroryzm. Czyli wszystko zależy od przysłowiowego punktu siedzenia.
zamach w biesłanie też zależy od punktu siedzenia?
Wiek: 25 Dołączyła: 15 Mar 2010 Posty: 37 Skąd: Śląsk/Zielona Góra
Wysłany: 11-10-2011, 18:47
W sumie masz rację.
[ Dodano: 11-10-2011, 18:49 ]
A przeciętni człowiek oczekuję mimo wszytko, że to właśnie szeroko pojęte media będą właśnie ukazywały im prawdę jaka by ona nie była.
_________________ Dziesięciu ludzi działających razem mogą sprawić, że zadrży sto tysięcy rozproszonych...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum