Pomógł: 11 razy Wiek: 22 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 944 Skąd: z Polski
Wysłany: 24-07-2005, 20:53 Przypadki uzycia broni przez Policje (Milicje) AT w historii
Chcialbym tu opisac przypadki gdzie policja (milicja) AT uzywala broni palnej przeciw przestepcom równiez uzbrojonym w bron palna (nie mówie tu o uzywaniu MW czy Mosberga do odstrzeliwania drzwi).
--- UWAGA !!! PROSZE NIE DZIELIC SIE ZE MNA W ZADEN SPOSÓB INFORMACJA NIEJAWNA A TO CO TU SIE PISZE OPIERAC JEDYNIE NA JAWNYCH ZRODLACH ---
Wiec tak - Magdalenka - sprawa szeroko opisana - uzbrojenie policji i przestepców znane.
Strzelanina na Warszawskim Ursynowie
2 zabitych przestepców, 0 strat AT, uzbrojenie nieznane
Strzelanina w Spale
Regularna wymiana ognia SPAP Lodz z przestepcami.
Kilku rannych policjantów, przestepcy zabici lub zatrzymani
Uzbrojenie AT: PM84P/98, UZI, MP-5A3 (zrodlo Kryminalne Gry)
Jelenia Góra
Odbijanie zakladników w sadzie
przestepcy: pistolety i granaty
AT w standardowym ekwipunku prawdopodobnie w/w PMy (domysly). Potwierdzone zostalo trafienie w kamizelke antyterrorysty; pocisk nie przeszedl
Rambo z Olesnicy
KAT Wroclaw zostalo ostrzelane z G3 i obrzucone granatami. Przestepca postrzelony przez AT i obezwladniony. 0 ofiar smiertelnych wsród AT
Uzbrojenie AT: ponoc AKMS, Astra, RAK, CZ-85
Tyle wiem.
W Krakowie kilka lat temu SPAP Krakow szukal goscia (chyba z Rosji albo Ukrainy, nie pamietam dokladnie). Znalezli go w jednym z mieszkan ukrytego w wersalce. Kiedy atecy otwierali wersalke koles zaczal strzelac z pistoletu. Policjanci odpowiedzieli ogniem zabijajac go na miejscu.
A co do strzelaniny na warszawskim Ursynowie to wydaje mi sie ze tam brali udzial policjanci z wydzialu do walki z terrorem kryminalnym a nie AT.
W Krakowie kilka lat temu SPAP Krakow szukal goscia (chyba z Rosji albo Ukrainy, nie pamietam dokladnie). Znalezli go w jednym z mieszkan ukrytego w wersalce. Kiedy atecy otwierali wersalke koles zaczal strzelac z pistoletu. Policjanci odpowiedzieli ogniem zabijajac go na miejscu.
Cytat:
14 października 99r. kompania antyterrorystyczna zastrzeliła poszukiwanego kilkoma listami gończymi, ukraińskiego bandytę Valeri Bermes pseudo Wowka, który rano ciężko ranił próbującego go zatrzymać policjanta i lekko zranił przypadkowego świadka. O godzinie 19.00 wyważono drzwi mieszkania na jednym z osiedli krakowskich. Przestępca ukrył się w wersalce. Po odkryciu jego kryjówki, Wowka oddał trzy strzały, na co odpowiedzieli antyterroryści - zabijając bandytę.
pzdr
killfranc [Usunięty]
Wysłany: 27-07-2005, 17:57
Na Ursynowie byli zwykli operacyjni z Wydz d/w z TK.
Wysłany: 31-03-2006, 17:09 Re: Przypadki uzycia broni przez Policje (Milicje) AT w hist
m4a1 napisał/a:
Strzelanina w Spale
Regularna wymiana ognia SPAP Lodz z przestepcami.
Kilku rannych policjantów, przestepcy zabici lub zatrzymani
Uzbrojenie AT: PM84P/98, UZI, MP-5A3 (zrodlo Kryminalne Gry)
Bandyci posiadali bron krotka jakis rewolwer i chyba ze trzy pistolety oraz kamizelki kuloodporne, ktorych nie zalozyli. AT dodatkowo kbkAKMS jako bron wsparcia. Ranni policjanci byli dlatego, ze staranowal ich jeden z samochodow przestepcow. Podczas ucieczki bandyci ostrzeliwali sie. Dwoch bandziorow uciekajac przez las oddalo kilka strzalow do tylu w kierunku policjantow z wydz krym. Antyterrorysci slyszac strzaly i widzac jak ich kolega wyladowal pod kolami auta odpowiedzieli ogniem. Bardzo dużą rolę odegrał w tej potyczce nasz poczciwy kałach. Efekt tej strzelaniny znany.
_________________ "W walce na miecze największą sztuką Samuraja jest wiedzieć, kiedy nie dobywać miecza." - Musashi Miyamoto specnazlodz.pl
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 20-11-2007, 19:33
nie znam dokładnej daty,ale w latach 70-tych w okolicach Siedlec i Łukowa działał facet zwany Janosikiem z Podlasia.W trakcie jednego z napadów zastrzelił człowieka.Obława przy użyciu wojska,ZOMO i Wydziału Zabepieczenia KSMO W Warszawie,czyli owczesnego AT zakończyła się otwarciem ognia przez przestępcę i szybka odpowiedź AT-facet trafiony w głowę przeżył,leżał potem na Rakowieckiej.W jakiejś szmatławej stronie internetowej zrobili z niego bohatera walki z komunizmem,a był zwykłym zbójem.Nie pamiętam nazwiska,zaczynało sie na literę K.Mówił o tym w jednym z numerów "Komandosa" Marian Sowiński.
PRYWATNA WOJNA "JANOSIKA PODLASKIEGO" Z KOMUNIZMEM
Urodzony w 1933 roku Józef Korycki całe życie występował przeciwko władzy komunistycznej. Zakładał organizacje antykomunistyczne i walczył o przetrwanie w komunistycznych więzieniach. Jego prywatna wojna z systemem rozpoczęła się w momencie dezercji z obowiązkowej służby wojskowej. Gdy uciekał z jednostki, wziął ze sobą zakładnika, którym był radziecki pułkownik. Miał szczęście, że ucieczka przypadła akurat na postalinowską odwilż. Dostał krótkiwyrok. Kiedy po sześciu miesiącach spędzonych w ziemiance wyszedł na świat, las obsypany śniegiem wydał mu się nierealną bajką. Po wprowadzeniu przez generała Jaruzelskiego stanu wojennego w 1981 roku "Janosik" rozważał wysadzenie ekspresu "Mitropa" relacji Moskwa - Berlin, który przewoził rodziny sowieckiego personelu wojskowego. Zdobył nawet dynamit i zaplanował całą logistykę ataku. Podobno to przyjaciele z Solidarności przekonali go do porzucenia pomysłu masowego terroryzmu. Swoją ostatnią bitwę wydał "Janosik" komunizmowi w roku 1979, miesiąc po opuszczeniu więzienia. Wykorzystał stary pomysł swoich poprzedników z lasu Sherwood i z Podhala, zapracowując sobie tym samym na przydomek. Okradał komunistyczne państwo i rozdawał jego majątek biednym chłopom. Każdą akcję rozpoczynał nieoczekiwaną wizytą u sołtysa znanego z komunistycznych sympatii. Rubaszny olbrzym z kałasznikowem na plecach paradował niedbałym krokiem przez wioskę do sołectwa i żądał komunistycznych pieniędzy. Osobisty majątek sołtysa nie interesował go. Następnie rozdawał zdobyczny grosz rolnikom lub nakazywał im kupić traktor dla całej wioski, figlował z wioskowymi dziewuchami, jadł, pił i znikał. Przed odejściem nakazywał sołtysowi, by złożył rezygnację. Sołtysi potulnie wykonywali jego rozkazy. Nigdy nie musiał składać powtórnej wizyty. "Janosik" starannie planował akcje i długo udawało mu się unikać kłopotów. Rabował na Podlasiu, w biednym regionie wschodniej Polski, gdzie wioski nie miały telefonów, a drogi niewiele zmieniły się od czasów jego imiennika. Komunistyczna milicja nigdy nie zdążała na czas. Chłopi go ubóstwiali i wspierali, jak tylko mogli. Karmili go i dawali broń zakonserwowaną i zakopaną po wojnie "na wszelki wypadek". Pewnego razu delegacja rolników zaoferowała "Janosikowi" sowiecki czołg T-34, starannie ukryty w stodole. Podczas inspekcji okazało się, że czołg był w niezłym stanie technicznym, ale brak amunicji uczynił go bezużytecznym. Po trzech latach ukrywania się gadulstwo przygarniętego chłopaka sprowadziło nieszczęście. Czternastego maja 1982 roku setki milicjantów i żołnierzy w czołgach i helikopterach najechały jego kryjówkę. Gdy pętla zacieśniła się, "Janosik" zdecydował, że nie weźmie na swoje sumienie niczyjej śmierci. Przed kryjówką błądziło po omacku kilku szeregowców, łatwy cel dla jego kałasznikowa. Zamiast do nich strzelać, ukląkł na ziemi, położył kałasznikowa przed sobą, przeżegnał się i palnął sobie w łeb z sowieckiego nagana. Cztery dni później obudził się w szpitalu na Rakowieckiej. Jakimś cudem przeżył. Miał sparaliżowaną lewą stronę ciała, prawą rękę w gipsie, a w głowie tkwiła kula. Podobno milicjanci chcieli go dobić, ale interwencja wojskowego oficera ocaliła mu życie. Ostatni rozdział życia "Janosika" rozegrał się w więziennym szpitalu. Prokurator wraz z "Janosikiem" umieścił w izolatce opóźnionego w rozwoju frajera, któremu obiecał wolność w zamian za uduszenie sparaliżowanego bandyty. Starszyzna grypsujących zareagowała błyskawicznie: ogłoszono, że śmierć "Janosika" będzie oznaczać automatyczną egzekucję jego zabójcy. Frajer zrezygnował i w końcu zaczął nawet pomagać współwięźniowi. Wkrótce obydwaj zostali przeniesieni do zwykłej szpitalnej celi z większością grypsujących. Pielęgniarki karały "Janosika" na swój sposób i ignorowały jego prośby o podanie do łóżka basenu. Ponieważ obie ręce miał niesprawne, oddawał kał i mocz do łóżka. Bieliznę i pościel zmieniano mu raz dziennie. Kod zabraniał grypsującym współwięźniom udzielenia mu pomocy. "Janosik" znał zasady i nie narzekał. Roztrzaskał gips na prawym ramieniu i za pomocą ćwiczeń próbował odzyskać siłę w ręku. Podczas prób lewa, sparaliżowana, ręka zsunęła się z łóżka i złamała. Personel szpitalny nie interweniował i ręka zrosła się powoli sama. Nikt nie usłyszał z jego ust najmniejszej skargi. Żałosna kondycja "Janosika" poruszyła wyobraźnię i serca grypsujących i postawiła przed lokalną starszyzną poważny dylemat. Nikt nie miał wątpliwości, że "Janosik" był wyśmienitym bandytą, zagorzałym antykomunistą, lojalnym koleżką, twardym jak skała. Był ucieleśnieniem wszystkich zmitologizowanych wartości grypsowania. Miał nieskazitelną reputację, potwierdzoną przez liczne relacje telewizyjne i artykuły prasowe. Bez wątpienia zasługiwał na pomoc. Jednak udzielenie skutecznej pomocy oznaczałoby złamanie jednej z najważniejszych norm grypsowania i konieczność dokonania fundamentalnych przewartościowań. Czy grypsujący może wsunąć basen pod sparaliżowane ciało współwięźnia? Czy może umieścić penisa cierpiącego koleżki w kaczce? Czy udzielenie pomocy herosowi zbójów usprawiedliwia złamanie podstawowych norm? Takie pytania zaprzątały umysły grypsujących w więzieniu na Rakowieckiej późną wiosną 1982 roku. Starszyzna z celi "Janosika" nie rozwiązała skomplikowanego dylematu. Nie podołali mu również grypsujący z całego oddziału chirurgicznego. Zawieszenie fundamentalnej normy bez odpowiedniej konsultacji było ryzykowne i mogło przynieść degradację całej celi lub oddziału. W takiej sytuacji przypadek"Janosika" trafił do najwyższej instancji, do debaty przystąpiła cała starszyzna z Rakowieckiej. Przez kilka dni w grypsach wysyłanych przez korytarzowych i przez przebitki omawiano wyłącznie problem "Janosikowego" penisa. W końcu starszyzna z Rakowieckiej jednogłośnie uzgodniła ostateczny werdykt i uchwaliła protokół działania. Zdecydowano, że upokorzenie księcia rabusiów stanowiło większą ujmę dla grypsujących z Rakowieckiej niż złamanie zasady dotykania penisa. Grypsujący z celi "Janosika" otrzymali precyzyjne instrukcje. Jeśli w celi był cwel, grypsujący powinni zmusić go do usługiwania sparaliżowanemu bandycie, w przeciwnym wypadku wyznaczony grypsujący miał obowiązek informować głośno personel szpitala o potrzebie "Janosika". W razie braku reakcji personelu, grypsujący mógł przystąpić do działania. Jeśli grypsujący w celi byli w dobrej formie, przenosili go do kącika, by samodzielnie nakarmił jaruzela. Jeśli grypsujący byli za słabi, jeden z nich przynosił basen. Penisa "Janosika" można było dotknąć przez papier toaletowy. Grypsujący zastosowali się do polecenia starszyzny. Przez kilka miesięcy, do czasu, gdy "Janosikowi" wyzdrowiała prawa ręka, grypsujący z jego celi na zmianę wykonywali obowiązki zastępczych pielęgniarek.
Prof. Marek M. Kamiński
Gry więzienne. Tragikomiczny obraz polskiego więzienia.
Oficyna Naukowa, Warszawa 2006 r.
Tekst znajduje się na str. 258 - 261.
Strona internetowa prof. M. Kamińskiego: [ zobacz ]
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 23-11-2007, 18:16
no wlaśnie m4a1,o to mi chodziło.Gloryfikacja zwykłego bandziora jako "bojownika antykomunistycznego".Brawo dla chłopaków z AT.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 19997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 13-12-2007, 09:51 ]
nie znam dokładnej daty,ani miejsca,ale było to w 1996 lub 1997r.Dwóch policjantów z ówczesnego warszawskiego SPAT-u po cywilnemu osłaniało jakiegoś faceta,od ktorego gangsterzy zażądali okupu i wyznaczyli spotkanie w ustronnym miejscu.facet podjechał,czekał tam na niego samochód z dwoma zbójami ,ktorzy nie bawiąc sie w żadne ceregiele wyciągnęli broń i dali ognia.W tym samym momencie przygotowani na to ukryci w samochodzie pokrzywdzonego atecy odpowiedzieli im i obu bandziorów wywieziono w foliowych workach.Nie wiem,czy pisano o tym gazetach.Żaden z atekow i ani pokrzywdzony nie ucierpiał.
[ Dodano: 30-04-2008, 19:54 ]
W jednym z wywiadow gen.Marian Sowinski opowiadał,że kiedy słuzył jeszcze w Wydziale Zabezpieczenia u Edwarda Misztala,jednostka odbijała zakładnika.Uzbrojony przestępca załonił sie zakładnikiem i otworzył ogień do wkraczających antyterrorystów.Pierwszy strzał trafił w tarcze balistyczną,drugiego juz nie było.Terrorysta zginął trafiony w czoiło,mimo,iż ,jak mówił Sowinski,zza zakładnika widoczne było tylko pół głowy bandziora.
W latach 90-tych krakowscy antyterrosryści w trakcie zatrzymywania Ukraińca,który zranił m.in.policjanta musieli go zastrzelic.Ukryty w wersalce bandyta otworzył do nich ogien z CZ-tki i zginąl,zastrzelony z pistoletow maszynowych antytrerrorystów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum