Wysłany: 05-10-2005, 05:04 Magdalenka - rozpoczęcie procesu
Odpowiedzą za tragedię w Magdalence
Za źle przygotowaną akcję mogą dostać po osiem lat więzienia
Dziś rusza proces trzech wysokich rangą funkcjonariuszy, którzy kierowali akcją w Magdalence. Podczas próby zatrzymania gangsterów zginęli policjanci.
Krystyna Szczucka, mama 36-letniego dowódcy oddziału, który w nocy z 5 na 6 marca 2003 r. szturmował bandycką twierdzę w Magdalence, od dawna czeka na ten proces. Jej syn, Marian Szczucki, był jednym z dwóch policjantów, którzy zginęli w wyniku akcji. W procesie, który ruszy dziś przed warszawskim sądem, będzie występowała w roli oskarżycielki posiłkowej. Do Warszawy przyjedzie z Gliwic.
Szybko zapomniany
Kobieta czuwała przy synu, który umierał w szpitalu przy ul. Wołoskiej. Był w grupie siedmiu pierwszych policjantów, którzy wdarli się na teren posesji przy ul. Środkowej w Magdalence. Właśnie tam ukrywali się poszukiwani przestępcy z gangu „Mutantów”. Został raniony w głowę odłamkiem bomby- -pułapki, nafaszerowanej śrubami i gwoździami. Matka była przy nim dziewięć dni. Cały czas miała nadzieję, że syn odzyska przytomność. – Nie było szans – mówi dziś zrezygnowana. – Straciłam dziecko i nic tego nie zmieni. Liczę, że sąd ustali, kto zawinił tej tragedii – dodaje.
Ma żal do przełożonych Mariana i jego kolegów. – Tyle słyszałam, że był dobrym policjantem – wspomina. – Nikt jednak nawet do mnie nie zadzwonił. Nikt nie zapytał, czy potrzebuję pomocy, czy chcę z kimś porozmawiać. Szybko zapomnieli – mówi przez łzy.
Nieumyślne zarzuty
Przed sądem stanie dziś w tej sprawie były zastępca komendanta stołecznej policji Jan P., była szefowa wydziału do walki z terrorem kryminalnym Grażyna B. i były zastępca dyrektora Centralnego Biura Śledczego Jakub J. Wszyscy odpowiedzą za nieumyślne spowodowanie zagrożenia dla życia i zdrowia policjantów oraz niedopełnienie obowiązków w trakcie przygotowania i przeprowadzenia akcji. Nie przyznają się do winy.
Nalot na bandytów
Akcją w Magdalence dowodził Jan P. Jej celem było zatrzymanie Igora Pikusa i Roberta Cieślaka. Grażyna B. nadzorowała policjanów, którzy mieli ustalić miejsce pobytu bandziorów, Kuba J. miał pod sobą antyterrorystów, którzy mieli ich zatrzymać. Przestępcy niespodziewanie odpalili bombę, a policjanów obrzucili granatami. Doszło do strzelaniny, podczas której oprócz „Mutantów” zginęło dwóch funkcjonariuszy, a 16 zostało rannych.
Jak ustaliła prokuratura, stało się tak z powodu niewłaściwie przygotowanego planu zatrzymania przestępców. Na miejscu akcji nie było snajperów, wystarczającej ilości amunicji ani zabezpieczenia medycznego. Policjanci uczestniczący w akcji nie znali też planu posesji.
Nadal w policji
Oskarżeni nie pracują dziś na zajmowanych w 2003 r. stanowiskach. Jan P. został zawieszony w pełnieniu obowiązków zastępcy komendanta KSP i przebywa na zwolnieniu lekarskim. Bożena B. pracuje w jednym z wydziałów Centralnego Biura Śledczego. Była szefową specgrupy powołanej do rozwiązania sprawy porwań dla okupu, ale od prawie roku przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jakub J., jako jedyny z całej trójki, podał się do dymisji. Odpowiada za bezpieczeństwo w jednej z firm informatycznych i pisze książki poświęcone tematyce bezpieczeństwa.
Piotr Machajski, Bogdan Wróblewski 05-10-2005, ostatnia aktualizacja 04-10-2005 20:38
Pierwszy raz w Polsce przed sądem staną policyjni dowódcy - w tym były szef antyterrorystów - oskarżeni o to, że narazili na śmierć z rąk bandytów swoich podkomendnych. Pierwszy raz w Polsce sąd oceniać będzie akcję antyterrorystów.
Dziś przed warszawskim sądem okręgowym na ławie oskarżonych zasiądą Jan Pol, były zastępca komendanta stołecznego, Kuba Jałoszyński, były szef policyjnych antyterrorystów, oraz Grażyna Biskupska, była naczelnik wydziału do walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej. Prokurator zarzuca im zaniedbanie obowiązków i nieumyślne narażenie na śmierć dwóch, a na utratę zdrowia 16 policjantów podczas próby ujęcia bandytów w podwarszawskiej Magdalence.
Igor Pikus i Robert Cieślak ścigani byli blisko rok za zabójstwo policjanta w podwarszawskich Parolach (marzec 2002 r.). W nocy z 5 na 6 marca 2003 r. podczas szturmu antyterrorystów na ich kryjówkę - dom w Magdalence - zginęli. Ale śmierć okupili krwią policjantów. Minutę po rozpoczęciu szturmu przed drzwiami domu wybuchła bomba-pułapka. Z okna na piętrze poleciały na antyterrorystów granaty. Akcja zamieniła się w regularną bitwę. Zginęli dowódca grupy szturmowej i jeden z policjantów. Ta akcja na zawsze kojarzyć się będzie z tragedią, a nie z sukcesem policji.
Po medialnej, ale i sejmowej krytyce akcja została oceniona przez zespoły ekspertów - komisję powołaną przez komendanta głównego oraz wojskowych specjalistów. Oba raporty były skrajnie różne. Pierwszy wytykał liczne błędy, m.in. brak rozpoznania i przygotowania kilku wariantów szturmu. Drugi bronił zarówno dowódców, jak i samych antyterrorystów, za to krytykował policyjnych decydentów, m.in. za oszczędzanie na sprzęcie i bałagan w przepisach.
Po dwóch latach prokuratura zakończyła śledztwo oskarżeniem trojga oficerów.
- Nie znam podobnej sprawy - komentuje Roman Polko, były szef jednostki GROM. - Na całym świecie funkcjonariusze w takich przypadkach objęci są szczególną ochroną prawną. W Hiszpanii w kwietniu 2004 r. na przedmieściach Madrytu policjanci próbowali zatrzymać terrorystów, jeden z policjantów zginął od wybuchu. Nikt o to nie został oskarżony. Standardem jest, że wnioski z błędów popełnianych w takich akcjach jednostki specjalne wyciągają same.
W przypadku Magdalenki zarzuty są poważne, zagrożone karą do ośmiu lat więzienia. Jana Pola prokuratura oskarża o rozpoczęcie akcji mimo "oczywistego braku należytego jej zaplanowania i przygotowania", a także o to, że sam nie przejął dowodzenia. Grażyna Biskupska odpowiedzieć ma za błędy w rozpoznaniu kryjówki Pikusa i Cieślaka, nieprzekazanie antyterrorystom informacji o determinacji i uzbrojeniu bandytów, brak karetki na miejscu szturmu. Kuba Jałoszyński m.in. za brak snajperów i zapasu amunicji.
Oskarżeni nie przyznają się do winy. Grażyna Biskupska i Kuba Jałoszyński złożyli w śledztwie obszerne wyjaśnienia. Jan Pol (zgodnie z prawem) odmówił ich składania. Domagać się dziś będzie - wiemy ze źródeł sądowych - zwrotu sprawy prokuraturze.
To będzie trudny proces. Czy winni śmierci antyterrorystów są dowódcy, złe prawo, czy brak sprzętu? Czy policjanci mogli wiedzieć, że w kwietniku koło drzwi wejściowych zamontowano zdalnie odpalaną bombę? To od jej wybuchu zmarł dowódca grupy szturmowej Marian Szczucki. Sąd będzie musiał ocenić szturm i wniknąć w gmatwaninę policyjnych przepisów, często nieprecyzyjnych. - Sprawa jest bardzo zawiła, zwłaszcza pod względem prawnym - przyznaje sędzia Wojciech Małek. Stąd decyzja, by badało ją trzech zawodowych sędziów bez udziału ławników.
Dziś obok prokuratora jako oskarżyciel posiłkowy usiądzie matka Mariana Szczuckiego. Po śmierci syna przyznano jej resortową rentę. Teraz domagać się będzie od oskarżonych 80 tys. zł odszkodowania. Ranni w akcji antyterroryści z takimi decyzjami chcą zaczekać do wyroku sądu
Po pierwsze drodzy forumowicze- prosiłbym o zachowanie powściągliwości i zimnej krwi. Nie wypowiadajcie pochopnych sądów i opinii. Czas pokaże, co wyjdzie z tej sprawy.
Artykuł, jak każe dziennikarskie rzemiosło uderza w emocje czytelnika przedstawiając ból matki po stracie syna, a za tło mając szczątkowe przybliżenie faktów z operacji zatrzymania podejrzanych. Dziennikarz w domyśle wskazuje winnych i dziwi się, że jeszcze pracują, a nie siedzą w areszcie w oczekiwaniu na proces. To za mało by przesądzać o winie ludzi. Nieważne, że prokuratura wystosowała przeciwko nim akty oskarżenia. To jeszcze nie oznacza, że są winni! Dziennikarze jeszcze nie są sędziami! Chcieliby zapewne, ale póki, co jeszcze nie są i mam nadzieje, że nie będą nigdy. Na relacje w gazetach i telewizji patrzcie filtrując i oddzielając fakty od bełkotu. Na wnioski i podsumowania jeszcze nadejdzie czas.
To taka mała prośba do inteligentnych ludzi od gliny z pierwszej linii frontu z bandytami, nauczonego doświadczeniem, że rzeczywistość medialna jest jakże często rzeczywistością wirtualną. A mądre i życiowe posty zawsze poczytam, bo po to jest to forum, nie?
Panowie, wyjaśnijcie mi jedną kwestię, której ja nie rozumiem. Realizację w Magdalence robił Zarząd Bojowy CBŚ. Jakim cudem ludzie z komendy stołecznej wydawali im polecenia?
Hakas [Usunięty]
Wysłany: 05-10-2005, 13:43
Magdalenka była kubłem zimnej wody, a za razem testem bojowym Polskich AT . Użycie ładunków wybuchowych do walki przeciw siłą policyjnym było czymś nowym w polskiej rzeczywistości . Błędem jest oskarżanie przełożonych i osobiście podtrzymuję opinię płk Polko co do nie wyciągania konsekwencji przed sądami wobec tych funkcjonariuszy. Rozpoznanie terenu pod względem pirotechnicznym równało by się z dekonspiracjom działań. Każdy kto wstępuje w szeregi takich czy innych sił specjalnych ryzyko ma wpisane w zawód i histeryczne komentarze dla prasy i mediów pt.: „ Ciągnąłem rannego kolegę po śniegu…, to było przerażające itp.” Uważam za niestosowne.
Moim zdaniem odpowiednie organy powinny wyciągnąć wnioski i wprowadzić zmiany co do taktyki. To doświadczenie trzeba to wykorzystać aby śmierć poległych w tej akcji funkcjonariuszy nie poszła na marne.
Hakas
Witam!
Zarzad Bojowy CBS to wtedy bylo po rostu AT Wawa. WTRK byl jednostka zlecajaca do tej realizacji
Pozdr
Robal2pl
Pershing [Usunięty]
Wysłany: 07-10-2005, 23:45
witam
ja porusze jednak temt o rozpoznaniu
Jednym z terrorystow byl komandos odzdzialow specjalnych
I mysle ze gdyby rozpoznanie mailo te informacje to napewno by inaczej D-ca szturmu podszedl do ataku.
Ale czy to byla wina niedokladnego rozpoznania? Nazuca mi sie kolejne pytanie jezeli po caleym zdazeniu doszlo do tego ze jednym z terrorystow byl komandos to mysle ze w trakcie przeprowadzania obserwacji tez mozna bylo sie tego dowiediec (z tym ze moglo to potrwac troche dluzej).
killfranc [Usunięty]
Wysłany: 08-10-2005, 02:18
Prosze, nie piszcie o Pikusie " komandos oddziałów specjalnych" w Rosji Specnazów jest tyle ile psów w schronisku w Celestynowie. Facet był zwykłym bandyta a nie Bóg wie jakim specem. Ze względu na otwartośc Forum nie moge podac szczegółów. Ale był to zwykły leszcz jaki wielu. Jedyne co o nim mozna powiedziec ze był psychopatą i to jest prawda.
Ale wracajac do meritum, na ławie oskarzonych brakuje mi kilku osób. Powinien tam siedziec Z-ca KGP ds logistyki, Dyrekotr Biura Logistyki.
To te ososby sa winne brakom w wyposazeniu oddziałów, niskiej ilości i jakości szkolen.
Ponadto mam nadzieje ze proces ten otworzy oczy Szefom w Policji , ze mozna usiąść na ławie , gdy wydaje sie bezmyslne polecenia.
Jako przykład powiem jedno 3 !!!! dni po Magdalence , dostałem polecenie zatrzymania zleceniodawcy zabójstwa którego ochraniało 3 Czeczeńców ( uczestników dwóch wojen czeczenskich) i budynek ok 300 metrów 2 "zrobilismy" w czterech !!!!!!!!!!!!!!!! czarnych plus ok 4 operacyjnych którzy stali dookoła budynku.
Ktos ma ochote mi cos powiedziec ???? W Magdalecne do domu 100 m2 pojechało 26 facetów i co ??
Chce aby Szefowie w róznych instytucjach przestali nadstawiac karki operatorów, a zatroszczyli sie o wyposazenie, szkolenie i ludzi. Wynik to sprawa drugorzedna.
Ponadto mam dosc facetów którzy wciaż wiedza lepiej.
Rozpoznanie mogło by zobaczyć na przykład fakt rze podejżani zachowywali się bardzo profesjonalnie, prowadząc patrole do okoła swojej posesji, podobno nawet ypiąc popiół w celu wykrycia śladów nieproszonych gości. Jeżeli byli by obserwowani 2-3 dni przed akcją ich zachowanie powinno dać wiele do myślenia. Tyle jeżeli chodzi o gdybanie, nie zawsze obserwcja jest możliwa, ale fakt odbycia służby w Osnazie powinień również dać do myślenia.
Również podejżani mieli konkretny arsenał - gdzieś go musieli kupić ( na marginesie - skąd mieli Glauberyta? Intryguje mnie historia tej broni - mieli wersje cywilna, zapewne kupioną od zawodnika IPSC czy może wyniesioną z jakiejś jednostki.....) wieć na mieście mogła być informacja ze pan X i pan Y kupili/ mają tyle broni.
Kangur bandyci w Polsce maja to co chcą albo raczej to na co ich stac: GLOCKI, CZ, HK USP, TT, P-64, p-83, Jerycho, wszelkiej masci bron amerykanska, a z broni maszynowej równiez HK MP 5 !!! WIec o czym my mówimy. W domu w Magdalence był MAGAZYN grupy Mutantów, stad było tam tyle broni.
A co do popiołów, patroli to wsadzic mozna te opowiesci miedzy Jasia i Malgosie i Bajki Braci Grimm
"Większość uchybień nie wpłynęła na śmierć policjantów"
Większość wskazanych uchybień nie miała bezpośredniego wpływu na śmierć policjantów, którzy zginęli od wybuchu ukrytej przez bandytów bomby podczas akcji w Magdalence - zeznał przed warszawskim sądem Zdzisław Bartula, szef powołanego przez komendanta głównego policji zespołu mającego na celu wyjaśnienie okoliczności tej akcji.
Zespół w swym sprawozdaniu zarzucił planującym akcję oficerom szereg uchybień, m.in. niedokładne rozpoznanie terenu, nieużycie snajperów oraz brak zapasowej amunicji i cięższego uzbrojenia. Teraz troje oficerów zasiadło na ławie oskarżonych w procesie toczącym się przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Prokuratura zarzuciła im nieprawidłowości podczas policyjnej akcji zatrzymania bandytów w 2003 roku w Magdalence. Zginęło wtedy dwóch funkcjonariuszy, a 16 zostało rannych.
Zdaniem Bartuli podczas akcji nie można było wykorzystać snajperów. Uważa on, że śmierci funkcjonariuszy mogło zapobiec "tylko dobre rozpoznanie pirotechniczne".
Jeszcze w środę sąd przesłucha kolejnego członka zespołu. Dalsi świadkowie zeznawać będą w czwartek. (mila)
Ktoś mógł informować jednego z ukrywających się w Magdalence bandytów o działaniach policji - zeznał przed sądem Jacek R., członek policyjnego zespołu badającego okoliczności akcji.
Wiedziałem o próbie zatrzymania Roberta Cieślaka jeszcze przed akcją w Magdalence. Słyszałem, że ktoś go ostrzegł, dlatego bandyta zdążył uciec - wyjaśnił świadek. Powiedział też, że dziś - dysponując większą wiedzą - uważa, że zarzut postawiony oskarżonym przez jego zespół, a dotyczący niewłaściwego zabezpieczenia medycznego był nieuprawniony. Podtrzymał natomiast zarzut zespołu o wykorzystaniu niewłaściwego uzbrojenia przez biorących udział w akcji policjantów.
[...]
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Pomógł: 2 razy Dołączył: 18 Cze 2005 Posty: 95 Skąd: warszawa
Wysłany: 20-10-2005, 09:05
witam!
z mojej strony to przychylam sie do opini plk.polko.to wszstko jest na tak samej pojebanej zasadzie jak w stanach z irakiem wszyscy placza po zabitych synach ktozy pojechali tam by czynic pokoj.smierc kazdego kto nosi mundur jest wieka strata ale wstepujac do sluzby czy jadac na wojne masz swiadomosc ze jedziesz na smierc jak nie jestes tego swiadom i mysliusz w kryteriach no jakos to bedzie ale przywioze troche kaski to nich sie nie pchaja w takie szambo.takie jest moje zdanie a prl-owskie betonowe mozgi ze sztabu nie zrozumia tego ze zle sie dzieje w sluzbach bo to punktowcy po ukladach!puki nie zmieni sie mentalnosc ludzi i kaska bedzie wazniejsza od pozadnej roboty to dalej nasze oddzilay antyterrorystyczne beda sie szkolic na bramkach w dyskotekach a nie na poligonach.
pozdrawiam
_________________ to nie z powodu trudnosci brak nam odwagi!!
to trudnosci pojawiaja sie gdy nam jej brak!!!
uspcomp [Usunięty]
Wysłany: 03-11-2005, 11:13
Z dużym opóźnieniem dołączam do dyskusji /przy okazji pozdrawiam wszystkich/, Ale musze całkowicie poprzeć Cię killfranc. Najwyższy czas zejść na ziemie, schować głęboko chore ambicje i zabrać się do szkolenia. Zmiana mentalności funkcjonariuszy, plus szkolenie połączone z wymianą doświadczeń pozwoli na stworzenie profesjonalistów. Plus oczywiście wyposażenie, słusznie mówisz killfranc,że bandyci maja wszystko, co chcą, może wreszcie i nasi dostana, co powinni. Brak dotychczas godnych przeciwników, uśpił potrzebę ciągłego szkolenia, rozwijania taktyki. Zobaczcie, jakie zmiany zachodzą w wojsku / wiem, że wolno i z oporami, / ale jednak. Wielu z nich nareszcie nauczyło się jak trzymać broń .A to jest reakcja na zagrożenia i realne walki w Iraku. Podziwiam Cię killfranc za pasje, z jaka robisz swoja robotę, i z jaka uczysz się ciągle nowego. Aby wielu było takich. A co do przełożonych … to może powinno się założyć nowy dział
Pozdrawiam
Janusz
Suhy [Usunięty]
Wysłany: 07-11-2005, 14:28
Dzisiejszy artykuł w portalu WP:
Cytat:
Gen. Petelicki: za Magdalenkę odpowiada Janik
Osoby oskarżone w sprawie nieprawidłowości podczas akcji w Magdalence to kozły ofiarne - uważa gen. Sławomir Petelicki, zeznający przed Sądem Okręgowym w Warszawie w charakterze świadka. Za takie operacje na całym świecie odpowiadają politycy - powiedział.
Jedynym odpowiedzialnym za tę akcję jest ówczesny szef MSWiA Krzysztof Janik, który nie zainteresował się, jaki policjanci mają sprzęt i czy mają karetkę w swoim oddziale - powiedział dziennikarzom w przerwie rozprawy Petelicki.
"Polityk nie dowodzi"
Generał Petelicki się myli - odparł na zarzuty b. szef MSWiA Krzysztof Janik w rozmowie z dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej. Nigdzie na świecie polityk nie dowodzi akcjami operacyjnymi policji - powiedział Janik. To byłoby dopiero nieszczęście - dodał.
W jednym się zgadzam z gen. Petelickim - zaznaczył Janik - ten proces nie powinien mieć miejsca.
Tylko współdziałanie wojska i policji zapewniłoby sukces podczas akcji w Magdalence w 2003 roku - skomentował płk Roman Polko, b. dowódca GROM i obecny doradca wiceministra spraw wewnętrznych i adminsitracji. Zaznaczył jednak, że aby taka współpraca była możliwa, potrzebna jest zmiana rozporządzenia. Zdaniem pułkownika, który jest świadkiem w procesie przeciwko dowódcom policyjnym z akcji w Magdalence, do tragedii doszło nie z winy policji, lecz złego wyposażenia funkcjonariuszy.
"Szukanie kozła ofiarnego"
Polko, jako niezależny ekspert opracował pierwszy raport na temat akcji w Magdalence. Źle ocenia w nim ekspertyzę konkurencyjną do jego opinii, powstałą na zlecenie Komendy Głównej Policji i MSWiA kilka dni po wydarzeniach w Magdalence. Według opinii resortu postawiono zarzuty policjantom - Roman Polko uważa, że niesłusznie.
Według niego zespół ten powołano tylko po to, aby znaleźć winnego. W jego przekonaniu osoby, które nie miały wpływu na wyposażenie podległych im ludzi i musiały podejmować trudne decyzje o realizacji akcji, zostały "kozłami ofiarnymi".
Roman Polko zeznał, że jego zdaniem winę za akcję w Magdalence powinni ponieść politycy, a nie zwykli policjanci. Podkreślił, że jako doradca ministra spraw wewnętrznych będzie dążył do zmiany odpowiedniego rozporządzenia tak, by policja w razie w sytuacji realnego zagrożenia terrorystycznego miała wsparcie ze stronu GROM i wojska.
Troje oskarżonych
W stan okarżenia w procesie przeciw dowódcom z akcji w Magdalence postawiono b. wiceszefa stołecznej policji Jana P., byłą naczelnik wydziału do walki z terrorem kryminalnym komendy stołecznej Grażynę Biskupską oraz byłego dowódcę pododdziału antyterrorystów Jakuba Jałoszyńskiego. Prokuratura zarzuca im nieumyślne spowodowanie zagrożenia dla życia i zdrowia policjantów, nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu oraz niedopełnienie obowiązków w trakcie przygotowania i przeprowadzenia akcji. Zarzuty różnią się nieznacznie, w zależności od zakresu kompetencji oskarżonych.
Gen. Petelicki podkreślił, że oskarżeni to osoby, które mają za sobą "wieloletnią nienaganną służbę". Nie widziałem takiej sprawy, by policjanci zasiadali ma ławie oskarżonych, jeśli nie popełnili czynów kryminalnych, tylko za to, że nie udała się operacja tak, jak ją wcześniej planowano - dodał. (mn)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum