2,5 roku więzienia dla byłego milicjanta Edwarda Misztala za pozbawienie wolności pracowników prymasowskiego komitetu pomocy uwięzionym w stanie wojennym.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Dodatkowo dla młodzierzy w celu przypomnienia jak to było przed EoTekiem:
Płk Edward Misztal - Legenda antyterroryzmu
- Misztal, ty już nie żyjesz. Często miałem takie telefony. Odpowiedziałem: skoncentruj się facet i cierpliwie czekaj. Jesteś trzysetny w kolejce.
Andrzej Lek rozmawia z legendarnym dowódcą i organizatorem pierwszych jednostek antyterrorystycznych w Polsce płk. Edwardem Misztalem.
- Panie pułkowniku, jest Pan legendą policyjnych jednostek antyterrorystycznych. Słyszeć nazwisko Edward Misztal wszyscy wyrażają się w samych superlatywach i pochwałach i jednostce, którą Pan organizował i którą Pan dowodził. Jaki był początek jednostki Misztala?
– To się zaczęło w 1976 roku a nawet może trochę wcześniej, bo w 1975 roku. Początkowo lataliśmy i ochranialiśmy załogi i pasażerów w samolotach PLL LOT. Gdy bezpieczeństwo lotów wzrosło na tyle, że nie było już porwań, sekcję ochrony lotów rozwiązano. Ale potrzebna była jednostka, która by weszła szybko do akcji, po cichu wyjęła i obezwładniła przestępcę. Dlatego 15 maja powstała jednostka pod nikomu nic nie mówiącą nazwą „Wydział zabezpieczenia”. Jednostka liczyła początkowo ok. 50 funkcjonariuszy. A mnie powiedziano „Misztal, ty nie istniejesz. Będziesz otrzymywał pensję, awanse i odznaczenia, ale ty i twoja jednostka oficjalnie nie istnieje”. I powstała legenda. Faktycznie, przez pierwsze lata nikt nas nie widział i nie znał. Mówiono tylko, że istnieje taka grupa świetnie wyszkolona, która rozwiązuje szybko nawet najtrudniejsze problemy a przestępcy są błyskawicznie aresztowani. Przez pierwsza lata tylko o nas mówiono, że jest jakiś Misztal, jedni mówili, że jego komandosi są wysocy, a inni, że są niscy. Tak to wyglądało.
Ja do tej jednostki trafiłem jako były żołnierz oraz spadochroniarz 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Byłem wychowankiem generała E. Rozłubirskiego. Zorganizowałem jednostkę i po prostu miałem pomysł jak taka jednostka ma wyglądać, aby spełniała swoje zadania. Zaczęła się ciężka praca szkoleniowa. Z kilkuset chętnych wybraliśmy najbardziej sprawnych i odpornych psychicznie. Dodam, że służba w jednostce komandosów bardzo pomogła mi w szkoleniu oraz nakreśliła ogólny plan i zarys jak powinny przebiegać szkolenia i treningi Wydziału Zabezpieczenia.
- Jak wyglądało szkolenie jednostki. Z tego co się orientuję było bardzo realistycznie.
- Zaczęliśmy pierwsze treningi od skoków spadochronowych. To był pierwszy test na odwagę. Przeszli ten test wszyscy. A potem zaczęła się czysta żywa fizyka. Całymi dniami i nocami kombinowałem aby swoim ludziom utrudnić szkolenie. Co wymyślić, aby w przyszłych akcjach nikt i nic nas nie zaskoczyło.
- Jak wyglądał dzień treningowy?
- Dzień zaczynał się od „piątki”. To znaczy, można było przyjść do pracy nieogolonym lub w brudnych butach ale trzeba było rano przebiec 5 kilometrów. To był elementarz. Były godziny ciężkich treningów i walk na macie. Część walk odbywaliśmy w ciasnej sali 10 na 5 metrów. Walczyliśmy jeden na jednego, dwóch na jednego. Z sali robiliśmy przedział kolejowy lub windę, ucząc się obezwładniać przestępców. Kazałem chłopakom trenować realistyczną walkę na dachach budynków. Dochodziły do tego zajęcia i treningi na basenie. Nie było takiego samego dnia treningowego, tygodnia oraz miesiąca. Nikt nie narzekał na nudę. Nie miał sekundy odpoczynku. Każdy z komandosów miał po około 8 lub 9 tysięcy strzałów na głowę. Rzucaliśmy granatami bojowymi ponieważ ćwiczebnych po prostu nie było. Wszystko było na ostro: amunicja i materiały wybuchowe. I dlatego, że treningi odbywały się z użyciem ostrej amunicji, to nikt nie popełniał tragicznych pomyłek. Funkcjonariusze nawet w nocy potrafili odróżnić rodzaj amunicji. Mieliśmy więcej treningów na poligonach, było ich około 8-9 miesięcy w roku, niż normalnych żołnierz służący w jednostce wojskowej. Ponadto ćwiczyliśmy w kanałach, w wodociągach. Trenowaliśmy przechodzenie z pełnym uzbrojeniem pod mostami. Ćwiczyliśmy zjazdy na linach z wieżowców. Były obozy narciarskie w górach. Chłopaki strzelali na nartach, rzucali granatami na nartach a także zakładali pola minowe na nartach.
- Jakie mieliście uzbrojenie w jednostce? Słyszałem, że do rozbrajania drzwi mieliście na wyposażeniu granatnik i tym granatnikiem perfekcyjnie operowaliście wchodząc do mieszkań aby wyciągać z nich przestępców.
- Trochę śmiać mi się chce, gdyż teraz wszyscy latają z MP5. U nas natomiast był kałasz, kałasz i jeszcze raz kałasz. Mieliśmy także rodzimą produkcję tzw. RAK. Dla tych co potrafili strzelać z niego nazywał się ręczny automat komandosa, natomiast dla tych co nie umieli nim się posługiwać nosił nazwę ręczny automat k...a. Tak to się nazywało. Z broni krótkiej to dysponowaliśmy P64 później P83 a także rewolwerami.
Ten granatnik, o którym pan mówi to był KGN - Kulkowy Granat Nasadkowy. Polecił go nam płk Czepukajtis. Powiedział, że idealnie nadaje się do rozbijania drzwi, gdyż posiada olbrzymią siłę 490 kgm. Osobiście rozbiłem w swojej praktyce około 300 drzwi. Im bardziej drzwi te były opancerzone oraz obite blachą, tym szybciej wypadały. Coś pięknego. Doszliśmy do takiej wprawy, że tylko zaznaczałem długopisem, mówiłem: pozycja stojąc lub klęcząc, gotów, ognia i drzwi nie było.
- Wymagało to nieustających treningów.
- Oczywiście. Jednostka ćwiczyła na okrągło. Ćwiczyła, ćwiczyła i jeszcze raz ćwiczyła. Na wszystkich domach przeznaczonych do rozbiórki ćwiczyliśmy wysadzanie ścian działowych, wysadzanie ścian nośnych, wysadzanie zamków oraz zawiasów. Nie było żadnych umownych historii „tu zobaczymy” itp. Każdy funkcjonariusz musiał to przerobić i znać.
- Czyli operowaliście materiałem wybuchowym jak chirurg lancetem.
- Tak. Abym swojemu funkcjonariuszowi zaliczył wysadzenie kraty, to musiał tak tę kratę wysadzić, aby po wybuchu ta krata stała w oknie. Przychodziłem, dotykałem palcem a krata „fik” i odpadała od okna. Dobrze zrobione – chwaliłem.
- W tamtym czasie było bardzo dużo porwań samolotów. Jako antyterrorysta w kilku akcjach brał udział poseł Jerzy Dziewulski.
- Tak. Z Dziewulskim „robiliśmy” pierwszy samolot porwany na Okęciu. Ja awansowałem wtedy na kapitana a on na porucznika. W samolocie znajdował się porywacz, który mówił, że ma przy sobie nitroglicerynę. Pomyśleliśmy krótko: jak przy lądowaniu nie było wybuchu, to dobrze jest. Weszliśmy przez luki awaryjne oraz drzwi, obezwładniliśmy porywacza i spokój.
Inny przypadek próby porwania samolotu, 5-osobowa grupa ze Śląska. Mieli przy sobie 200 g dynamitu skalnego, zapalnik elektryczny i zakładkę od zapalnika włożoną pomiędzy palce. Porywacze chcieli aby podstawić im na lotnisko samochód, którym zamierzali uciec. Wszedłem wtedy do samolotu przebrany za kapitana LOT i mówię do porywacza, który trzymał bombę w ręku - Zobacz stary jaki podstawiłem wam samochód, super elegancka limuzyna a nie jakiś stary żuk. On spojrzał w tamtą stronę. Błyskawicznie odgiąłem mu drut od zapalnika. Od razu został zneutralizowany i złożył się na ziemi. Wtedy wydałem komendę do wszystkich będących w pobliżu „padnij”. I padli jak pamiętam dokładnie – z-ca komendanta stołecznego, szef granicznej placówki kontrolowali a także bardzo wielu ważnych oficerów. Obszedłem powoli samolot, wróciłem i krzyknąłem do wszystkich – „powstań”. Była chwila ciszy, spojrzeli się na siebie potem na mnie, jeszcze raz na siebie i odezwali się do mnie „Misztal ty k...sie. Ty pułkownikami o ziemię rzucasz”.
- Nietypowe metody szkoleń?
- Wychodziłem kiedyś z jednostki i z daleka widzę jak jeden z moich komandosów skacze przez płot. Znałem doskonale ich sylwetki, więc mówię: „Koliber” – wróć. Był to pseudonim komandosa, gdyż w mojej jednostce wszyscy mieli pseudonimy. I mówię mu albo oddasz beret antyterrorysty albo nauczysz się prawidłowo skakać przez płot. (Z uwagi na to, że ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego pokazałem mu jak wygląda wzorowe i prawidłowe wykonanie takiego skoku). A teraz „Koliber” zrobisz takich skoków przez ten płot trzysta. Stanąłem z boku i przyglądałem się jak skacze. A mój komandos hop, hop i pięknie skacze. Doszedł do dwustu. Następnego dnia o 6 rano dokończył brakujące sto skoków.
Inny przykład: Wyznaczyłem chłopakom zadanie. Mieli dostać się niepostrzeżenie do Żagania tj. około 500 km od Warszawy. Środkiem transportu miały być rowery, które komandosi mieli sobie załatwić we własnym zakresie. Chłopaki załatwili sobie piękne kolarzówki, to ja im mówię: czyście powariowali, przecież to nie jest Wyścig Pokoju. Zorganizujcie sobie takie rowery, jakimi chłopi jeżdżą na pole. Rowery miały być bez lamp i bez błotników. Załatwili sobie takie rowery. Przeprowadziłem im badania w Instytucie Medycyny Lotniczej. Lekarz płk Klukowski wyraził się o nich „zdrowe byki, mogą jechać”. Zamontowałem na te rowery radiostacje, ale musieli jechać dwójkami blisko siebie, gdyż jeden jechał z radiostacją natomiast drugi z akumulatorem. Co godzinę mieli zgłaszać się na krajowej sieci wywoławczej. I tak panowie jechali 5 dni. Potem trenowali przez 14 dni obronę przed uderzeniem pały zrobionej z drutu kolczastego czy zbitej butelki lub obronę przed duszeniem taśmą od erkaemu. Do końca nie wiedzieliśmy kto będzie naszym przeciwnikiem. Po tych 14 dniach przyleciałem śmigłowcem do Żagania. Chłopcy radośnie biegną do mnie i machają. Ja do nich: a gdzie rowery. W drodze powrotnej do jednostki wysadziłem ich pod Tarnobrzegiem, przy moście. Gdy sam wzbijałem się w powietrze pokazałem im na palcach liczbę 5. Oznaczało to: za pięć dni w jednostce. Płynęli do jednostki łodzią desantową, na wiosłach.
- Robiliście ćwiczenia z innymi jednostkami?
- Oczywiście. Braliśmy udział w zawodach z bardzo dobrymi grupami specjalnymi wojskowymi. Na przykład z jednostką specjalną z Dziwnowa. To była bardzo dobra i elitarna grupa. Ale mogę się pochwalić, że z nimi też wygrywaliśmy. Pamiętam, że jako pierwsi do tej jednostki „wskoczyliśmy” na spadochronach. Oni nigdy nie robili takich skoków.
- Czy kobiety również służyły w Pana jednostce?
- Panie także odbywały służbę i nie miały taryfy ulgowej. Wszystkie kobiety w wydziale musiały skakać na spadochronach aby uzyskać tytuł skoczka spadochronowego. Moja żona siedząca tutaj obok nas oddała 12 skoków, w tym kilka na wzburzone morze. Na poligonie w Drawsku żona trenowała z materiałami wybuchowymi i po mistrzowsku odcinała trotylem włazy czołgowe, robiła z luf armatnich „kielichy”. Kobiety przechodziły takie same ćwiczenia jak mężczyźni. Panie zaliczały sprawdziany biegowe na 10 kilometrów natomiast mężczyźni biegli na 20 km. Kobiety pokonywały dystans mając na sobie kamizelki o ciężarze 5 kg, mężczyźni biegli z 16 kg. Ale dodam, że wszystkie przestrzeliny musiały być takie same.
- Jak wyglądały szkolenia w konwojowaniu?
- Bardzo prosto. Brałem żołnierza z innej jednostki. Moi komandosi mieli go konwojować. Celem konwoju była miejscowość położona na drugim końcu Polski. Żołnierzowi mówiłem: „jak im uciekniesz obojętnie gdzie i w jakim miejscu, to od tego czasu masz 14 dni urlopu”. Nikt nie uciekł.
- Każdy chętny do służby w Pana jednostce przychodząc do Pana gabinetu wspinał się po linie przewieszonej przez parapet okna znajdującego się na II piętrze.
- Oczywiście, że tak. Bardzo często zamykałem pokój na klucz mówiłem „nie ma schodów, są spalone i dziękuję”. Któregoś dnia przychodzę do pracy i widzę, że siedzi chłopak pod moim gabinetem. Pytam się: w jakiej sprawie. On odpowiada, że chciałby służyć w mojej jednostce. Raport pan napisał?. On na to tak, napisałem. To tymi drzwiami pan nie wejdzie. Z tamtej strony budynku jest okno i lina, zapraszam za 10 minut z wizytą. Wielokrotnie siedziałem w gabinecie i słyszę, że idzie do mnie po linie chętny do służby. Nagle cichy krzyk i łomot upadku i ciężkie westchnięcie. Wyglądam przez okno i mówię: to chyba nie ta jednostka kolego.
- Mając takich „diabłów” w jednostce miał Pan z nimi kłopoty dyscyplinarne.
- Nie, nie było z nimi kłopotów tego typu. Recepta na dyscyplinę była bardzo prosta. Delikwenta pakowało się do helikoptera i po szybkim locie zostawiało się w Giżycku lub Tarnobrzegu i łodzią desantową, którą mu zostawiłem w ciągu paru dni miał się zameldować na wiosłach w jednostce. Dodam tutaj, że żelazne porcje żywnościowe musieli nienaruszone przywieść ze sobą. Osobiście to sprawdzałem. Jak spotkali na swojej drodze kurę to była kura, jak barana to był baran itp. Wracali do jednostki na kolanach. Był wycisk, wycisk i raz jeszcze wycisk.
- Osobiście nadstawiał głowę oraz ryzykował życiem, osobiście Pan strzelał, obezwładniał terrorystów. A potem swoim chłopakom mówił jak oni mają działać. Był Pan z nimi w bezpośredniej walce oraz akcji. A także przy jednym stole podczas obiadu czy kolacji.
- Byłem z nimi przez cały czas. Funkcjonariusz takiej jednostki potrzebuje odważnego dowódcy. Ja wydałem decyzję, polecenie, ja kazałem, na moją odpowiedzialność. A to się coraz rzadziej zdarza. Po ostatnich wydarzeniach za to wszystko ponoszą odpowiedzialność ci, którzy podnosili szlaban w jednostce, gdyż jak szlaban w jednostce by się nie podniósł, to jednostka nie wyjechałaby z koszar. Ten kto dowodzi taką jednostką musi zdawać sobie sprawę kim dowodzi. To jest jednostka jak wściekły pies spuszczony ze smyczy. I jeżeli się tę jednostkę uruchomi to ona idzie jak rotwailer.
- Obecnie prowadzi pan Agencję Ochrony. Cieszy ona się doskonałą opinią i reputacją. Chronicie najbardziej zagrożone obiekty, restauracje, dyskoteki. Nie boi Pan się podjąć ochrony nawet najbardziej zagrożonej osoby lub obiektu.
- Jesteśmy 13 rok na rynku. W tej ogromnej ilości agencji ochrony nasza pozycja jest mocna oraz cieszy się uznaniem w szerokim kręgu klientów zarówno w kraju, jak i poza granicami. Nie bierzemy tzw. cieciówek. Robimy te roboty gdzie jest duże ryzyko oraz niebezpieczeństwo.
Facet ma racje. Mowi to jako weteran, ktory byl szkolony walczyc wszystkim i wszedzie. Mieli kalacha to dawali rade kalachem. Przeczytaj caly material - nie ma teraz jednostek ktore maja takie szkolenia - a to ze AT nie jest od rzucania granatow na nartach - coz - przynajmiej cos sie dzialo i brak sprzetu nie ograniczal niczyjej wyobrazni w szkoleniu. Ciekawe ile prawdziwych porywaczy neutralizowalo ZOA (nie jest to wyrzut tylko fakt historyczny)
Teraz sie facetowi obrywa za to ze wykonywal polecenia sluzbowe 20lat temu jako oficer prawnie dzialajacego systemu. Idac tym tokiem rozumowania nalezy powiesić Breżniewa. Na marginesie - czy porywacze, których aresztowali ówcześni Milicjanci zostali teraz wszyscy ułaskawieni? Przecież walczyli z systemem.
odchodząc od polityki, w wywiadzie Misztal podkresla tylko jedno: psychika.
Co przez to rozumiesz? Mamy sprzedać MP5, G36, SAKO... Kupić Kałachy i SWD i znimi trenować, bo jakiemuś emerytowi dobrze się znimi pracowało?
KANGUR napisał/a:
Mowi to jako weteran, ktory byl szkolony walczyc wszystkim i wszedzie. Mieli kalacha to dawali rade kalachem.
Ale ja temu nie przecze. Nie podoba mi się stwierdzenie w stylu "teraz to oni nic nie umieją bo mają dobry sprzęt". Myslisz, że gdyby wtedy miał wybór nie wolałby mieć MP5? Jasne, mieli AK to z tym trenowali, trenowali dużo to i dużo potrafili, ale to nie znaczy, że Kałach (i to 7,62mm) jest idealną bronią do działań policyjnych.
KANGUR napisał/a:
nie ma teraz jednostek ktore maja takie szkolenia - a to ze AT nie jest od rzucania granatow na nartach - coz - przynajmiej cos sie dzialo
Hmmm nie bardzo rozumiem. Poza rozrywkową częścią co policjantowi daje umiejętność przykładowo założenia pola minowego na nartach? PO CO im to było? Pomijam tu aspekt psychologiczny i ogólnorozwojowy. Nie lepiej było poświęcić ten czas na zajęcia przydatne w służbie?
KANGUR napisał/a:
i brak sprzetu nie ograniczal niczyjej wyobrazni w szkoleniu.
A teraz ogranicza? Nasze służby też nie mają tego co by chciały tylko to co im kupi resort. Trenują z tym co mają i są dobrzy.
KANGUR napisał/a:
Ciekawe ile prawdziwych porywaczy neutralizowalo ZOA (nie jest to wyrzut tylko fakt historyczny)
A co to ma do rzeczy? Z antyterrorystą jest podobnie jak z administratorem komputerowym - jak siedzi i czyta książkę tzn. że dobrze wykonuje robotę, bo wszystko działa jak należy. Jak biega z rozwianym włosem, to nie znaczy, że jest dobry i zajęt pracownik, tylko coś spieprzył i musi naprawiać. Im antyterroryści mają mniej faktycznej roboty tym lepiej dla społeczeństwa.
KANGUR napisał/a:
Na marginesie - czy porywacze, których aresztowali ówcześni Milicjanci zostali teraz wszyscy ułaskawieni? Przecież walczyli z systemem.
Wcale nie. W większości chcieli lepszego życia dla siebie, więc próbowali uciec na zachód.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Popieram Foke! Swego czasu Polska byla drugim krajem w Swiecie pod wzgledem porwan samolotow, ale porywacze mieli jeden cel - Tempelhoff. Zadne podteksty religijne, zadne wyszkolenie, zadne idee. Procz jednej - zwiac na zachod. Stad wlasnie powstal wydzielony pluton na Okeciu. Fala porwan przelala sie - wiadomo kiedy i takie zdanie jakie mozna wywnioskowac z rozmowy z EM, ze teraz nic nieomal nie robia i maja super sprzet to lekka niedorzecznosc. Pamietajmy - gdyby w latach 70 - 80 zaproponowano EM wyposazenie PSMO w zachodnia bron - to juz dawno bylyby w Polsce MP5. A tak musial kombinowac z tego co mial. Ale jest fachowcem pierwszej kategorii i dla mnie oskarzenie go o taki czyn to... sam nie wiem jak napisac delikatnie... glupota.
Foka, jak pominiemy aspekt psychologiczny to co nam pozostaje?
Na podstawie jakiego stazu chcesz oceniac program szkoleniowy EM? Ile lat, numer jednostki, nazwisko dowódcy?
W wywiadznie Misztal z nikogo sie nie nabija, nie pada zadna krytyka pod katem obecnych jednostek. Różnica pomiędzy szkoleniami teraz a wtedy to temat nie na net.
Co do porywaczy - kogo to obchodzi czego chcieli? Mogli zbierac pieniądze na rzecz wyzwolenia Tybetu - jaką to ma rożnice z perspektywy jednostki AT?
Obecne jednostki po prostu nie mialy operacj w PL z prawdziwymi porywaczami - nie znaczy to ze sa gorsze/lepsze - po prostu jest faktem ze takich operacji w rzeczywistych warunkach nie mialy okazji przeprowadzic.
Na podstawie jakiego stazu chcesz oceniac program szkoleniowy EM? Ile lat, numer jednostki, nazwisko dowódcy?
Ha! Standardowa odpowiedź Kangura... A wskażmi proszę które jednostki policyjne (niekoniecznie w Polsce) odbywają takie ćwiczenia w dzisiejszych czasach? Jak widać to nie tylko moje zdanie.
KANGUR napisał/a:
W wywiadznie Misztal z nikogo sie nie nabija, nie pada zadna krytyka pod katem obecnych jednostek.
Ja właśnie tak zrozumiałem jego (wg mnie) szyderczą) uwagę o Kałachach i MP5.
KANGUR napisał/a:
Co do porywaczy - kogo to obchodzi czego chcieli? Mogli zbierac pieniądze na rzecz wyzwolenia Tybetu - jaką to ma rożnice z perspektywy jednostki AT?
Po pierwsze to Ty zacząłeś ten wątek, mówiąc o walce z ustrojem.
Po drugie... Kangur... Wstydź się... Z Twojej strony nie spodziewałem się takiego pytania. Znaczenie jest kolosalne... Na pewno jest wiele aspektów ale podam Ci najprostrzy - osoby walczące "za sprawę" są zteterminowane i gotowe na wszystko, łącznie ze śmiercią "w imię sprawy". Osoby uciekające do lepszego życia nie mają tej determinacji i nierzadko jeśli okaże się, że pierwotny plan sie nie udał szybko się poddają. Tak, chcą lepszego życia, ale nie chcą ginąć.
O znaczeniu dla AT tych różnic w podejściu do sprawy figuranta chyba nie muszę mówić.
KANGUR napisał/a:
Obecne jednostki po prostu nie mialy operacj w PL z prawdziwymi porywaczami - nie znaczy to ze sa gorsze/lepsze - po prostu jest faktem ze takich operacji w rzeczywistych warunkach nie mialy okazji przeprowadzic.
Na pokładzie samolotu - raczej nie, nic mi o tym niewiadomo. Ale uwolnień zakładników wykonują dość dużo (nie mówię, że co dwa dni, ale kilka/kilkanaście rocznie jest).
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Sledzac wydarzenia i informacje medialne dotyczace jednostek antyterrorystycznych i ludzi z nimi zwiazanych w Polsce martwi mnie to,ze z taka latwoscia sie o tym mowi i naglasnia. Polska jest chyba jedynym krajem gdzie z latwoscia mozna zmieszac z blotem elitarne jednostki. Podobnie bylo z GROMem. Kazda jednostka nie dziala samowolnie tylko wykonuje ewidentne rozkazy z "góry". Ktos powoluje ja do istnienia i wyznacza jej zakres dzialan. Mozna ja porownac do wyszkolonego psa bojowego, ktoremu wlasciciel wydaje polecenie ataku i pies ja wykonuje. Nie jest wina psa, gdy za 10 lat majac juz siwa morde ktos sprawia mu lanie, ze wtedy zle zrobil. Tak samo za 20 lat ktos moze rozliczyc policjantow, ktorzy starli sie z gornikami w Warszawie albo antyterrorystow, ktorzy brali udzial w rozbijaniu blokad rolniczych. Niech odpowiadaja Ci,ktorzy takie decyzje wydali.
_________________ "W walce na miecze największą sztuką Samuraja jest wiedzieć, kiedy nie dobywać miecza." - Musashi Miyamoto specnazlodz.pl
Wyroki dwóch i pół roku i dwóch lat więzienia dla b. milicjantów za najście w 1983 r. na kościół św. Marcina i porwanie pracowników komitetu
- To była zorganizowana akcja przeciwko opozycjonistom, naruszenie podstawowego prawa człowieka - prawa do wolności - ocenił sędzia Mariusz Iwaszko (wówczas dziesięciolatek).
Warszawski sąd nie miał wątpliwości. Edward Misztal, b. naczelnik wydziału zabezpieczenia Komendy Stołecznej MO (prekursorzy antyterrorystów), i kierowca milicyjnego stara w tym wydziale Janusz Smuga są winni. Winni bezprawnego pozbawienia wolności czterech pracowników komitetu i dwojga przypadkowych świadków, wdarcia się do siedziby komitetu, bicia, szarpaniny, gróźb i wywiezienia zatrzymanych nocą do Puszczy Kampinoskiej.
Tak jak chciała prokuratura, sąd uznał ten czyn za zbrodnię komunistyczną według ustawy o IPN i skazał wczoraj Misztala na dwa i pół roku więzienia, a Smugę na dwa lata (już po obniżeniu kar na mocy ostatniej w PRL amnestii o połowę).
- Kowal zawinił, Cygana powiesili. Będziemy apelować. Misztal nie kierował tą akcją, choć jego ludzie zostali w niej użyci - skomentował jego adwokat, mec. Jerzy Jamka. Misztal i Smuga prosili o uniewinnienie. Wczoraj do sądu nie przyszli.
Wieczorem 3 maja 1983 r. w czasie niepodległościowej manifestacji na warszawskiej Starówce grupa funkcjonariuszy MO i SB wtargnęła do kościoła św. Marcina i przylegającego klasztoru ss. Franciszkanek, gdzie mieścił się Komitet. Tego samego dnia odbywały się na pl. Zamkowym państwowe obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. I patriotyczna manifestacja. "Władza nerwowo nie wytrzymała" - mówiła w mowie oskarżycielskiej prok. Maria Grabska-Taczanowska.
Sędzia Iwaszko relacjonował: - Funkcjonariusze MO wtargnęli na teren ogrodu, użyli dużego kamienia, żeby wyważyć drzwi do komitetu, ułamkami mebli bili ludzi. Aby zastraszyć. Zdemolowano aptekę z darami. Cztery osoby pośród krzyków zatrzymano, przeciągnięto je przez płot, doprowadzono do milicyjnego stara, gdzie dalej stosowana była przemoc. Przewiezieni zostali w rejon Starego Miasta, a nocą do Kampinosu. Grożono, że będzie "rozwałka", że wykopane są już doły, grożono śmiercią.
To Misztal wydał Smudze polecenie wywiezienia zatrzymanych w odludne miejsce i wypuszczenia. Porwani zostali Wojciech Sawicki, Włodzimierz Żarnecki, Jacek Sieradzki i Łukasz Kądziela oraz dwoje przypadkowych świadków najścia.
To ich wersji dał wczoraj wiarę sąd. Prezentowane przez oskarżonych i innych milicjantów tłumaczenia (pościg za dwójką młodych ludzi rozrzucających ulotki) uznał za kłamstwa. - Sąd nie ustalił, czy Misztal był pomysłodawcą tego planu, czy też ktoś kazał mu ten plan realizować - przyznał sędzia Iwaszko.
Prok. Grabska-Taczanowska: - Pewnie tego się już nie dowiemy. Na pewno nie chciano pracowników komitetu zatrzymywać oficjalnie, bo już czekaliśmy na pielgrzymkę Jana Pawła II. Ale dla takiej akcji musiało być z góry przyzwolenie.
Włodzimierz Żarnecki, oskarżyciel posiłkowy w procesie, w 1983 r. najciężej pobity, bo broniąc się, rzucił gaśnicą w milicjantów: - To było zorganizowane działanie, już dwa dni wcześniej był atak na pracowników komitetu pod św. Marcinem. Cieszy mnie, że ta sprawa dobiega końca.
I przypomniał, że domagał się i domaga pozbawienia stopni oficerskich oskarżonych, a Edwardowi Misztalowi odebrania koncesji na prowadzenie agencji ochrony.
- Po prawomocnym wyroku będziemy mieli taką możliwość - mówi o odebraniu koncesji Misztalowi wiceszef MSWiA Władysław Stasiak.
Nie bede tego komentował, wykonywal rozkazy i tyle!
Na wstępie zaznaczam, że to co napiszę ma znaczenie bardziej ogólne, a do każdego stanu faktycznego należy podchodzić indywidualnie.
Moim (i nie tylko moim) zdaniem fakt, że ktoś wykonuje rozkazy nie zwalnia go od odpowiedzialności za popełnione czyny. W ten sposób bronili się naziści w Norymberdze, oni także tylko wykonywali rozkazy i było to prawdą, gdyż działali zgodnie z wiążącym ich prawem, ale od odpowiedzialności nie uchroniło.
Jeśli za odmową wykonania rozkazu (szeroko pojętą - prośba zwolnienie ze służby, odmowa wykonania rozkazu sensu stricto, dezercja....) nie stoi naprawdę poważna sankcja (śmierć, długoletnie więzienie....) to osoba, która ten rozkaz wykonała powinna podlegać karze. Wiadomo, że przestępność musi być mierzona inaczej niż w stosunku do zwykłych czynów przestępnych (specyfika służby - "Rozkaz nie gazeta, nie czytać wykonywać"), ale jej całkowita likwidacja nie jest dopuszczalna.
Przedmiotowego przypadku EM nie rozstrzygam (jak zaznaczyłem na początku), stanu faktycznego nie znam, a na relacjach dziennikarskich z zasady w tej dziedzinie nie polegam. [/fade]
trawa odniose sie do twojego postu. zgadzam sie z toba jesli chodziloby o otwarte strzelanie do ludzi czy jakiekolwiek egzekucje natomiast nie mozna odpowiadac za dzialania, ktore byly prowadzone w tamtych czasach zgodnie z owczesnym prawem. tak jak napisalem wyzej to idac tym tokiem rozumowania za 20 lat stana przed sadem policjanci walczacy na ulicach warszawy z gornikami albo rolnikami w ostatnich latach. dodam tylko,ze w okresie stanu wojennego odmowa wykonania rozkazu moglaby zakonczyc sie smiercia. moim zdaniem PiS doszedl do wladzy absolutnej i robi czystki tylko,ze nie biora pod uwage tego,ze za iles tam lat ich tez ktos rozliczy za swoje przekrety i lamanie prawa.
_________________ "W walce na miecze największą sztuką Samuraja jest wiedzieć, kiedy nie dobywać miecza." - Musashi Miyamoto specnazlodz.pl
Problem jest trudny i wymaga interpretacji w konkretnych sytucjach. Temat (formuła Radbrucha) jest tak skomplikwany i płynny (kiedy legalnie stworzone prawo przestaje być prawem bo podważa podstawowe wartości i można/należy zacząć je łamać), że nie będę go drążył. Jakkolwiek istniej spora różnica między tym co robiło ZOMO ( i jej mocodawcy), a tym co dziś robią OPP ( i ich mocodawcy).
Po pierwsze należy zastanowić się nad podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności. Nie podlega dyskusji, iż jeśli obowiązujące w trakcie popełnienia czynu prawo zostało złamane, istnieją podstawy do przypisanie odpowiedzialności prawnej. Jeśli tak się stało, a nie zachodzą inne okoliczności(np. wypadek vis compulsiva, o którym pisze Gubor) sprawcy powinni być pociągnięci do odpowiedzialności.
Po drugie, należy się jednak zastanowić się czy istnieją poważne racje, aby wytaczać ciężkie działa i strzelać z nich do wróbli. Ile jeszcze lat będziemy się babrali w gównie tzw. "dekomunizacji" i "rozliczeń". Jaki to ma sens 16 lat po upadku PRL? Jakie efekty przynosi?
Po trzecie nie daję wiary mediom. Nie znam okoliczności sprawy. Zobaczymy co powie sąd apelacyjny. Ale nie róbmy też z Misztala ostatniego sprawiedliwego - bo to jest przegięcie w druga stronę.
Nie jestem fanem "komuny". Może dlatego odrzuca mnie na widok Populizmu iSocjalizmu. Znakiem czasu jest to, że w "IV RP" to Gen. Jaruzelski okazał się człowiekiem honoru. Ale do tego trzeba mieć coś, czego hunwejbinom nowej władzy brakuje - jaja.
I to tyle. Nie chcę wwiązywać się w dyskusję polityczną. Po prostu rzygać mi się chce jak patrzę na tę powtórkę z rozrywki...
Pozdrawiam
S.
EDIT: I jeszcze ad vocem wypowiedzi Trawy:
Trawa, czy Ty nie przesadzasz z tym Radbruch'em?
Co takiego robiło ZOMO - gazowało miliony ludzi w komorach gazowych?
Na tej zasadzie należałoby wszystkich pociągać do odpowiedzialności za wszystko (hiperbolizacja celowa). Tylko, że prawo ma także funkcję gwarancyjną...
A swoją drogą, to wiesz na pewno, że demonstracje "opozycji" były przez niektórych traktowane nie jako walka z systemem, a jako przyczynek do zwykłej rozróby?
Dlatego napisałem na wstępie, że moje rozważania mają bardziej charakter "in abstracto" i nie należy stosować ich do konkretnych sytuacji jak ta z EM.
Jasne, że MO i SB nie organizowała obozów koncentracyjnych, ale czy wszystkie złe rzeczy jakie miały miejsce powinny zostać całkowicie odpuszczone tylko dla tego, że szkodliwość czynów nie jest aż tak duża.
Jakkolwiek nie drążmy tego tematu bo to polityka, filozofia i prawo, a forum jest o taktyce. [/list]
Sprawiedliwość ich dosięgła. Edward Misztal i Janusz Smuga - milicjanci, którzy w 1983 r. pobili szóstkę opozycjonistów w klasztorze franciszkanek w Warszawie - spędzą za to za kratkami 2,5 i 2 lata. Sąd okręgowy utrzymał wyrok w tej sprawie.
Sąd odrzucił apelację skazanych i uznał, że sąd rejonowy miał rację. W zeszłym roku dwóch byłych milicjantów uznano za winnych zbrodni komunistycznych. Gdyby nie amnestia z 1989 r., obaj skazani poszliby za kratki na dwa razy dłużej.
W 1983 roku, podczas zamieszek w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, ludzie Misztala wpadli do klasztoru sióstr franciszkanek w Warszawie i pobili sześciu pracowników komitetu prymasowskiego. Wśród nich była Barbara Sadowska, matka Grzegorza Przemyka zabitego kilka dni później przez milicję. Porwanych wywieziono ciężarówką, grożąc im rozstrzelaniem. Po drodze bito ich i kopano. Wypuszczono w lesie po odebraniu pieniędzy, ubrań i dokumentów.
W 1981 roku Misztal był twórcą milicyjnej brygady antyterrorystycznej. Jego ludzie uczestniczyli w likwidacji strajku w warszawskiej szkole pożarniczej. W stanie wojennym zatrzymywali działaczy podziemia, ochraniali lotnisko Okęcie i pełnili służbę podczas wizyty papieża Jana Pawła II w Polsce. Po 1990 roku Misztal odszedł z policji. Później, jako policyjny emeryt, założył firmę ochroniarską.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum