Witam!
Jeśli chodzi o akcje w Biesłanie to nie wątpliwie jest to porażka. Należy jednak zaznaczyć, że akcja nie była przeprowadzana przez komandosów z ALFY, ale przez miejscowych milicjantów, OMON i SPECNAZ. Owszem komandosi z ALFY byli na miejscu, ale w charakterze doradców i nie powinno sie mówić, że ALFA zepsuła akcję, bo i takie wypowiedzi słyszałem. Biesłan to był wypadek, świadomy lub przypadkowy. :-x
Nr 42 Ogólnopolskiego Magazynu Zawodowców "OCHRONIARZ"
Pierwszy dzień września br. nie przyniósł typowych wiadomości o rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Zdominowały je, w tym i następnych dniach, doniesienia tylko z jednej szkoły – w Biesłaniu, w rosyjskiej Północnej Osetii. Telewizja, radio i prasa na bieżąco informowały o przyczynach i okolicznościach zajęcia tamtejszej szkoły nr 1 przez terrorystyczne komando oraz o rozwoju sytuacji, od pierwszego sygnału o napadzie, przez pełne napięcia godziny oblężenia, po jego straszne zakończenie. Jak zwykle, środki masowego przekazu, prześcigając się w jak najprężniejszym relacjonowaniu wydarzeń, uzupełniały fakty nie potwierdzonymi pogłoskami oraz nie zawsze trafnymi domysłami, spekulacjami i komentarzami.
Nie ma chyba nikogo, kto z zalewu mniej lub bardziej wiarygodnych informacji nie wyłowiłby przynajmniej ogólnego obrazu tragedii w Biesłaniu – przypomnijmy tylko, że w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło, według ostatnich szacunków oficjalnych, około 350 osób, a ponad tysiąc zostało rannych. Dokładniej rzecz biorąc: w wyniku działań terrorystów oraz niekompetencji władz lub kierownictwa służb odpowiedzialnych za rozwiązywanie sytuacji kryzysowych, a nie – jak głosiła większość mediów – w wyniku szturmu komandosów. Takich „nieścisłości” w wielu ważnych kwestiach dotyczących zamachu w Biesłaniu było więcej. Ofiarą tego tempa w relacjonowaniu padły nawet osoby o publicznym autorytecie, zgadzając się na formułowanie przedwczesnych wobec informacyjnego chaosu, a przez to niejednokrotnie chybionych opinii. Niestety, większość naszych medialnych specjalistów, za wszelką cenę chce stanąć zawsze na wysokości zadania i nie rozumie, że czasem lepiej powiedzieć parę zdań mniej, niż o jedno za dużo. Wygrywa w nich albo chęć publicznego „zaistnienia” kolejny raz, albo mylne przekonanie, że posiadając pewną pozycję trzeba umieć odpowiedzieć na każde pytanie Tymczasem autorytetu wcale nie traci ktoś potrafiący szczerze przyznać się do braku wiedzy na dany temat lub wstrzymać się od wypowiadania opinii, gdy na nie za wcześnie, tylko ten, kto opowiada bzdury.
Minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński, czując, że jako zwierzchnik sił zbrojnych (bo chyba nie jako absolwent Akademii Ekonomicznej?), powinien sprawiać wrażenie znającego się również na działaniach antyterrorystycznych, ocenił wydarzenia z 3 września następująco: „W moim przekonaniu pora, w której zaatakowano, nie jest dobra; dzień nie jest dobrym momentem na taką akcję.” Cóż, przekonanie pana ministra pochodzi chyba z książek o atakach Indian o świcie - chociaż bowiem zakłada się, że najlepszą porą na atak są ostatnie godziny nocy przed brzaskiem, to jednostki antyterrorystyczne starają się unikać schematów, każda operacja ma inne uwarunkowania, a gdy trzeba natychmiast odpowiedzieć na ruch terrorystów nie ma w ogóle mowy o wybieraniu pory ataku. Dyżurny antyterrorysta sejmowo-telewizyjny, czyli poseł Jerzy Dziewulski, z typową pewnością w głosie opowiadał, że wyraźnie widział u rannych i zabitych w Biesłaniu dzieci rany w górnej części pleców, co miało świadczyć, że strzelali do nich terroryści, bo jak wiadomo – uzasadniał – terroryści prowadzą ogień z broni trzymanej przy biodrze. Konia z rzędem temu, kto przy oglądaniu większości ujęć telewizyjnych i zdjęć agencyjnych z miejsca tragicznych wydarzeń w Osetii wykaże się równą spostrzegawczością i wypatrzy choć parę z tych licznych ran, wychwyconych fachowym okiem pana posła. Natomiast to, że do uciekających zakładników terroryści strzelali głównie z okien pierwszego piętra i mogli trafiać, celowo lub przypadkowo, w każde miejsce ciała swych ofiar, umknęło słynnemu komentatorowi. „Stwierdziłem jednoznacznie, że chociaż w szturmie na szkołę w Osetii miała brać udział jednostka specjalna Alfa, to na zdjęciach widziałem zaledwie parę osób od nich, a ponad 90 procent żołnierzy pochodziło z innych jednostek. Członkowie pododdziału Alfa mają charakterystyczną broń, zaś na ekranie widziałem kałasznikowy i karabiny dla strzelców wyborowych, których się w takich akcjach nie używa, bo - wbrew pozorom - są one niedokładne” – perorował były komendant komisariatu na Okęciu.
Nie mylił się, że wokół szkoły widoczni byli żołnierze i milicjanci z różnych formacji, w liczbie znacznie przewyższającej obecnych tam antyterrorystów, ale jak na rzekomego znawcę, zauważył niewielu spośród znacznie liczniejszych tam niż „kilku”, członków Alfy. Może dlatego, że wbrew jego wyobrażeniom, większość z nich uzbrojona była nie w „charakterystyczną broń”, tylko właśnie w kałasznikowy AK-74M i AKS-74. Tego, że mówienie o szturmie nie bardzo pasowało do rozgrywającej się w Biesłaniu sytuacji, poseł Dziewulski natomiast w ogóle nie wziął pod uwagę. Ostatni z byłych dowódców GROM-u, płk Polko, obok wielu sensownych wypowiedzi na temat teorii organizowania operacji antyterrorystycznej, pośpieszył się z ferowaniem wyroków o sytuacji w Biesłaniu, komentując 3 września już o 15.30 dla Faktów RMF FM, w przekonaniu, że Rosjanie przeprowadzili planowany szturm: „To najgorsze rozwiązanie z możliwych. To jest przykład szkoły rosyjskiej – nie liczy się życie, życie jest tam niestety zbyt tanie. Ważniejsze jest udowodnienie, że ktoś jest silny, że ktoś jest konsekwentny.” Media serwowały obficie wiele równie nietrafnych wypowiedzi, choć trzeba przyznać, że tym razem wielu medialnym specjalistom udało się ograniczyć swe zapędy do gaf, w porównaniu do potoku bzdur, jakim mieszali zwykłym ludziom w głowach po porażce polskiej policji w Magdalence czy zamachu terrorystycznym w Moskwie w 2002 r. Część winy za karmienie czytelników i odbiorców komentarzami wciąż tych samych, a w dużej mierze nie mających zbyt wiele mądrego do powiedzenia „gwiazd”, ponoszą oczywiście dziennikarze bez pomysłu, którzy zresztą sami w największym zakresie powodują zafałszowywanie przekazywanych informacji.
Sytuacja w Biesłaniu to przykład jak pośpiech mediów, brak znajomości specyfiki działań antyterrorystycznych oraz szczegółów wcześniejszych operacji ratowniczych w Rosji, kolejny raz doprowadziły do propagowania uproszczonych, a w związku z tym w znacznym stopniu błędnych ocen. Nazwa „służby specjalne” – pod którą kryły się w tym przypadku wszystkie służby państwowe angażowane w rozwiązywanie sytuacji kryzysowej, od Federalnej Służby Bezpieczeństwa z jej Departamentem Ochrony Porządku Konstytucyjnego i Walki z Terroryzmem, przez milicję, miejscowe i podporządkowane Ministerstwu do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych MCzS specjalistyczne służby ratownicze, po sztab kryzysowy - szybko została w mediach potraktowana zamiennie z określeniem „siły specjalne”, odnoszącym się tu głównie do jednostek odpowiedzialnych tylko za bezpośrednie działania związane z fizycznym zwalczaniem terroryzmu, a więc do oddziałów antyterrorystycznych Centrum Specjalnego Przeznaczenia (CSN) FSB, ewentualnie także do oddziałów specjalnych z milicji i wojsk wewnętrznych, których rola ograniczała się do zadań wspierających i zabezpieczających. Od tego był już tylko krok do zupełnie błędnego rozciągnięcia nazwy „jednostki antyterrorystyczne” na całość służb i sił skierowanych do Biesłania, a podczas krwawego zakończenia aktu terrorystycznego w tym mieście w świat popłynęły informacje o strasznych stratach w wyniku… No właśnie: szturmu rosyjskich jednostek antyterrorystycznych. Jak w październiku 2002 r., po incydencie terrorystycznym w moskiewskim teatrze na Dubrowce, a wcześniej w 1995 r. w Budionnowsku, uproszczenia komentatorów budziły w wyobraźni przeciętnych odbiorców obraz tragicznej rzekomo niekompetencji komandosów z jednostek antyterrorystycznych FSB.
Utrwalał się mit o rosyjskich antyterrorystach, którzy potrafią jedynie sprawić krwawą łaźnię zarówno terrorystom, jak i zakładnikom. Tymczasem historia operacji słynnej „Alfy” świadczy o czymś zupełnie innym. Oddział ten ma na koncie rekordowe ilości odbitych zakładników bez najmniejszych strat wśród nich z winy szturmujących. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że sam oddział komandosów, zwłaszcza w Rosji, nie decyduje o całokształcie przebiegu działań ratowniczych w konkretnej sytuacji i często nie ma wpływu na to jak zostanie użyty. Stanowi bowiem tylko jeden z elementów, oczywiście bardzo ważny, ale wpleciony w działania wielu służb, od negocjatorów po zabezpieczenie medyczne. Sukces zaś jest wynikiem właściwego działania wszystkich uczestników operacji, a największy wpływ na jej ostateczny wynik ma, wbrew pozorom, nie jednostka uderzeniowa, lecz sztab planujący i kierujący działaniami podległych elementów. Budionnowsk był przykładem jak łatwo doprowadzić do porażki szturmu nawet najlepszych jednostek komandosów, gdy nakazuje się jego przeprowadzenie w chaosie organizacyjnym, przy braku właściwego rozpoznania, wbrew sugestiom dowódców antyterrorystów, że warunki nie umożliwiają osiągnięcia sukcesu i gdy już w trakcie ataku padają sprzeczne rozkazy od najwyższych przełożonych. Prawda o popełnionych przez władze błędach bywa jednak z reguły kamuflowana, a w szybkich przekazach roznosi się wieść o porażce tych, którzy tak naprawdę jako jedyni starali się jak najlepiej wywiązać ze swych zadań – nawet w beznadziejnej sytuacji.
Szturm na teatr na Dubrowce w wykonaniu jednostek Alfa i Wympieł został zaliczony przez fachowców do jednych z najbardziej udanych i błyskotliwych w historii antyterroryzmu. Cóż z tego, jeśli całą operacja ratownicza okazała się klęską. Uwagi, że nie była to wina komandosów, którzy spisali się doskonale, a przecież nie decydowali o tym, jaki gaz i o jakim stężeniu będzie użyty, ani jak zostanie zorganizowana ewakuacja zatrutych nim zakładników i działanie służb medycznych, zniknęły w lawinie uproszczonych doniesień o setkach ofiar w wyniku, a jakże, szturmu jednostek antyterrorystycznych. Niecałe dwa lata później w wielu informacjach z Biesłania komentowano, że dotychczasowe szturmy rosyjskich jednostek antyterrorystycznych kończyły się śmiercią wielu zakładników. Któż pamiętałby, że szturm komandosów w Moskwie był wzorcowo precyzyjny i nie tylko nie spowodował żadnych strat wśród zakładników, ale i uratował ich od śmierci z rąk terrorystów, a straty były wynikiem niekompetencji kierownictwa, które źle lub w ogóle nie zorganizowało działań pozostałych uczestników operacji. Porównanie zdarzeń na Dubrowce i w Biesłaniu prowadzi do dostrzeżenia wielu analogii, poza jedną, stanowiącą przykład kolejnego uproszczenia pojęciowego w mediach. W Moskwie przeprowadzono zaplanowany szturm, natomiast w Biesłaniu mówienie o szturmie jest błędem. Jednostki antyterrorystyczne FSB oczywiście brały pod uwagę wariant siłowy na wszelki wypadek, dlatego pododdział Alfy wyjechał do innej miejscowości w Osetii, by szczegółowo zapoznać się z budynkiem podobnej szkoły, ale na tym etapie, gdy doszło do krwawej konfrontacji, nie przewidywano szturmu.
Na miejscu nie było nawet dostatecznej liczby komandosów, nie sporządzono jeszcze żadnego planu ataku, a nawet nie rozdzielono sektorów odpowiedzialności dla poszczególnych pododdziałów. To oczywiście był błąd, gdyż jednym z pierwszych ruchów podczas incydentu terrorystycznego jest odizolowanie terenu przez siły porządkowe – czego również w Osetii nie zrobiono - i przygotowanie się jednostki do przeprowadzenia natychmiastowego ataku, jeśli zmusi do tego zachowanie terrorystów. Czas, dopóki nie zaistnieje taka nagła konieczność, wykorzystywany jest od początku na wypracowanie bardziej przemyślanego, opartego na bardziej szczegółowym rozpoznaniu, ataku „z przygotowaniem”, który może zostać podjęty, ale nie musi. Skierowane do Biesłania pododdziały z jednostek antyterrorystycznych FSB Zarząd A i W, znanych po prostu jako Alfa i Wympieł, nie mogły jednak samodzielnie decydować o podjęciu takich czynności i z całkowitym prawdopodobieństwem można założyć, że po raz kolejny musiały podporządkować się decyzjom kierownictwa operacji, które tak jak i podczas wcześniejszych incydentów terrorystycznych obnażyły całą swą niekompetencję. Już na pierwszy rzut oka widoczny był chaos, brak organizacji kierowania działaniami ściąganych sił, a szybko ukazały się typowe dla rosyjskich służb słabości w prowadzeniu negocjacji, zabezpieczeniu działań i przekazie informacji. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że mógł nastąpić taki, a nie inny rozwój wypadków. Gdy po ostrzale szkoły przez niekontrolowany tłum cywili doszło do przypadkowych wybuchów w jej wnętrzu i bezładnej ucieczki części zakładników pod ogniem terrorystów, obecnym tam komandosom z Wympieła nie pozostało nic innego niż rzucić się na pomoc uciekającym.
Trenujący w odległej o 30 km miejscowości z podobną szkołą pododdział Alfy dotarł na miejsce dopiero po prawie pół godzinie i również włączył się z marszu w improwizowane działania ratownicze, w ogólnej strzelaninie z wszystkich stron. Większość strat komandosi ponieśli podczas osłaniania własnymi ciałami uciekających dzieci, bądź wynoszenia rannych zakładników i przypadkowych osób spod ognia terrorystów. Za to poświęcenie własnego życia i zdrowia zapłacili największą cenę w historii rosyjskich jednostek antyterrorystycznych. Na miejscu zginęło 10 z nich, a blisko 30 odniosło rany. Jeden z najciężej rannych zmarł po paru dniach w szpitalu. W tej sytuacji informacje o stratach wśród zakładników w wyniku szturmu jednostek antyterrorystycznych A i W brzmią co najmniej absurdalnie. Powyższe uwagi nie mają na celu jedynie obrony dobrego imienia rosyjskich antyterrorystów, lecz są podyktowane także obawą, by nie doszło do podobnych sytuacji w Polsce. Po tragedii w Osetii łatwo rodzi się pytanie, czy jesteśmy przygotowani na podobną ewentualność. Odpowiedź brzmi: niestety, nie. Oczywiście nie ma możliwości zabezpieczenia wszystkich szkół, teatrów i innych obiektów przed zamachem terrorystycznym, ale można przygotować się do jak najsprawniejszego reagowania na taką sytuację.
Tu jednak też jest bardzo wiele do zrobienia, gdyż istnieje obawa, że jeśli nawet nie popełniono by w Polsce aż tak radykalnych błędów, to i tak można spodziewać się bardzo wielu analogii do przebiegu wydarzeń w Rosji. Póki co, w przypadku tak dużego incydentu nie ma nawet sprawdzonych możliwości zebrania w naszym kraju odpowiednich sił i środków. Od kilkunastu lat istnieje wśród decydentów brak chęci do zatwierdzenia użycia naszej najlepszej jednostki GROM w operacjach antyterrorystycznych na terenie kraju. Przez lata brak było współpracy szkoleniowej i przygotowania do współdziałania między GROM, a policyjnymi jednostkami antyterrorystycznymi. Nawet w samej policji nie ujednolicono szkolenia i taktyki wszystkich pododdziałów antyterrorystycznych, ani nie prowadzono skomplikowanych ćwiczeń na dużą skalę. Wydarzenia w Magdalence, gdy próba zatrzymania dwóch zdesperowanych przestępców zamieniła się w długie oblężenie oraz zginęło dwóch komandosów, a kilku zostało rannych, pokazały, że wyposażenie, kierowanie, planowanie, rozpoznanie, ale i samo działanie policyjnych formacji specjalnych pozostawia wiele do życzenia. Mimo wywołanych tym zakupów nowocześniejszego sprzętu nasycenie nim pododdziałów AT nadal jest mizerne. O wiele większy niepokój budzi jednak stan przygotowania polskich służb reagowania kryzysowego w tych kwestiach, których słabość była najwyraźniej widoczna u ich rosyjskich odpowiedników. Poza krytykowaniem wschodnich sąsiadów niewiele dotąd zrobiono, by wyciągnąć z ich błędów właściwe i przydatne nam wnioski. Wciąż brak systemowych rozwiązań na wypadek tak trudnych sytuacji jak na Dubrowce czy w Biesłaniu, krytyczne opinie fachowców są bagatelizowane, a wiele ruchów naprawczych ma charakter pozorny. Nagłaśniane są ćwiczenia antyterrorystyczne, ale znacznie mniej mówi się o smutnych wnioskach z nich płynących, w których mowa o może nie tak wielkim jak w Rosji, ale podobnym bałaganie i chaosie, braku jasnego i jednolitego dowodzenia oraz o typowym dla wyższych szczebli kulawym procesie decyzyjnym, rozciągającym się od braku kompetencji po unikanie odpowiedzialności. Oby więc w naszym kraju nie doszło do poważnych zamachów terrorystycznych, gdyż na razie wciąż należy się obawiać, że ceną za podobne kategorie błędów jak w Rosji mogłaby być śmierć zakładników i robiących w celu ich ratowania wszystko co możliwe komandosów, których potem obarczono by analogicznie odpowiedzialnością za to czym zawinili inni.
Przedruk z Ogólnopolskiego Magazynu Zawodowców OCHRONIARZ
Ireneusz CHLOUPEK
Gdy po ostrzale szkoły przez niekontrolowany tłum cywili doszło do przypadkowych wybuchów w jej wnętrzu i bezładnej ucieczki części zakładników pod ogniem terrorystów, obecnym tam komandosom z Wympieła nie pozostało nic innego niż rzucić się na pomoc uciekającym.
O ile pamiętam z różnych źródeł, sekwencja była taka:
1. Przypadkiem, bocznym wyjściem udaje się uciec jednej(kilku) nauczycielce i kilkoro dzieciom.
2. Na pomoc dzieciom biegną cywile (niektórzy uzbrojeni) i żołnierze.
3. Do uciekających zaczynają strzelać terroryści.
4. Ludzie którzy biegną na pomoc, odpowiadają ogniem.
Dołączają do nich inni.
5. Terroryści przy oknach ostrzeliwują się, i widząc biegnących w ich stronę żołnierzy informują że zaczął się SZTURM.
6. Terroryści w środku, słysząc strzały i podejmując informację, że zacząl się szturm detonują ładunki w sali gimnastycznej.
7. Zaczyna się chaos - terroryści biegną do okien, ranne dzieci i nauczyciele uciekają na oślep, żołnierze biegną im na pomoc.
Mam wątpliwości co do tego, czy terroryści błędnie poinformowali swoich przy sali gimnastycznej, że to szturm, czy też tamci słysząc strzały sami doszli do wniosku, że to szturm i odpalili ładunki. Ale to nie wnosi niczego do sprawy. Generalnie terroryści NIE byli "obliczalni". Zdetonowali ładunki bez powodu. Moim zdaniem jest to kolejny dowód, że dżihadyści NIE są obliczalni (w zakresie taktyki).
Zgadzam się z konkluzjami artykułu i z jego ogólną oceną.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum