Wysłany: 25-11-2008, 00:36 Ostrzelanie kolumny z prezydentem Kaczyńskim
Cytat:
Szef BOR Marian Janicki powiedział w TVN24, że w momencie ostrzału prezydenckiej kolumny oficerowie BOR mieli "ograniczony dostępu" do polskiego prezydenta.
Ps:u Dowódcy z BOR-u dali dupy za przeproszeniem i się do tego przyznali ,chyba nie oglądali
Młodych Wilków 1 "Że jak cię złapią za rękę to powiedz że nie twoja"
Ps2: Klucz polityczny u dowódców w Bor-ze ciągle rządzi.
_________________ "Niewielki będzie pożytek z mówienia i pisania,jeżeli słowo będzie używane nie po to,aby szukać prawdy,wyrażać prawdę i dzielić się nią,ale tylko po to,by zwyciężyć w dyskusji i obronić swoje - może właśnie błędne - stanowisko"
Ostatnio zmieniony przez Foka 28-11-2008, 14:32, w całości zmieniany 1 raz
Niestety chyba tak :(
Usmialem sie jak Gawor sie wymadrzal a to jego "chlopcy" dopuscili do obrzucenia Kwasniewskiego jajkami we Francji.
Z opisu jak to biedny BOR zostal zaskoczony wylania sie niestety potwierdzenie, ze prezydenta RP uzywa sie do gry politycznej a On daje sie w nia wciagnac; natomiast zespol "doradcow" powinien sie puknac w czolo i przestac byc klakierami.
Na marginesie, na ostatnim zdjeciu, zespol pracuje jak niektore grupy ok 30 lat temu (ciekawe kto ich szkolil ;)) no i mozna im zrobic piekne zdjecia z fleszami w nocy. Przy takich warunkach mogli zobaczyc matke boska czy dowolne ufo.
_________________ Wszyscy, którzy walczyli fair, zginęli.
To mój pierwszy post, więc się ładnie przywitam najpierw:)
A co by offtopa nie było, to zastanawiam się nad jego wypowiedzią, że usłyszał serię z karabinu Kałasznikow. Był w stanie rozpoznać ten odgłos ?? czy jednak potrzeba troszku obycia z bronią i trochę z niej postrzelać żeby rozpoznawać ją po samym strzale
Jak dla mnie to cała ta sytuacja to jedna wielka ściema
"Dobrze, że BOR-u koło mnie nie było, bo wylądowałbym na ziemi"
Lech Kaczyśski w Tbilisi
AFP
- Problem nie jest w tym, że nie było koło mnie BOR-u, tylko w tym, że wojska rosyjskie są tam, gdzie być nie powinny - mówił w Magazynie 24 godziny w TVN24 o swojej wizycie w Gruzji Lech Kaczyński.
- Gdyby polska ekipa była przygotowana, to pewnie wylądowałbym na ziemi, czego nie bardzo lubię i pewnie doszłoby do wymiany ognia. Mogli zginąć ludzie, a tak nikomu się nic nie stało. Dobrze więc się wszystko skończyło - uważa Lech Kaczyński. Przyznał jednak, że "był lekko zaskoczony, że ich (BOR - przyp. red.) tak oddalono". - Dojdzie do tego, że ja będę oskarżony o narażenie siebie na niebezpieczeństwo – to możliwe za Ćwiąkalskiego - dodał ironicznie prezydent.
Osetia potwierdza: strzelaliśmy
Zdaniem Lecha Kaczyńskiego, "to oczywiste, że strzelali Rosjanie". - Nawet jeśli to był posterunek osetyjski, to i tak jest to teren kontrolowany przez Rosjan. Tak wynika z materiałów dyplomatycznych, których nie mogę dokładnie przytoczyć - powiedział. - Na tym polega istota problemu - że nie Rosjanie zajmują pozycje, na których nie byli przed 7 sieprnia 2008 roku - podkreślił Lech Kaczyński.
Władze Osetii Płd.: to nasi pogranicznicy strzelali na granicy
Władze Osetii Południowej, gdzie w niedzielę w rejonie granicznym miał miejsce incydent z prezydentami Polski i Gruzji, potwierdziły, że doszło do oddania w powietrze serii z broni maszynowej.
Cytowana przez rosyjski dziennik "Kommiersant" minister informacji i prasy Osetii Południowej Irina Gagłojewa powiedziała, że stało się tak, gdy jeden z dżipów, którym jechali ochroniarze, przejechał kilka metrów w stronę posterunku, mimo że zakazano im jazdy w kierunku Achałgori.
- Nasi pogranicznicy nie widzieli prezydentów i podejrzewali, że to prowokacja - powiedziała przedstawicielka władz południowoosetyjskich, które zaprzeczyły, jakoby w strzelaniu brali udział żołnierze rosyjscy.
Gagłojewa podkreśliła, że w Achałgori nie ma posterunku rosyjsko-osetyjskiego i konwój samochodów złożony z 30 pojazdów podjechał do posterunku południowoosetyjskiego.
Dziennik "Kommiersant" pisze, że niedzielny incydent jest żywo komentowany w Polsce. Gazeta koncentruje się na wypowiedziach krytycznych.
Ciekawe czy Kaczor teraz to odszczeka... ale wątpię, nie stać go na to.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Wręcz przeciwnie. Powiedział wczoraj, że skoro osetyjczycy się przyznali, że to oni strzelali, to tym bardziej uważa, że zrobili to rosjanie, bo to napewno był ich punkt kontrolny.
Swoją drogą ja go podziwiam w pewnym sensie. Żeby rozpoznać że to rosjanie w grupie krajów gdzie każdy mówi po rosyjsku i każdy używa kałasznikowa (lub pochodnych) to nic tylko mamy jakiegoś proroka za prezydenta.
Prezydent rozważa rezygnację z ochrony
Lech Kaczyński w Gruzji fot. Paweł Supernak
PAP
"Gazeta Wyborcza": Jeżeli na skutek incydentu w Gruzji rząd zwolni szefa prezydenckiej ochrony to prezydent może w ogóle z niej zrezygnować.
Dziennik pisze, że otoczenie prezydenta obawia się, że Krzysztof Olszowiec będzie kozłem ofiarnym niedzielnego incydentu w Gruzji, gdy w pobliżu Lecha Kaczyńskiego rozległy się strzały.
Olszowiec pracuje u boku Lecha Kaczyńskiego od 1991 roku i jest jednym z niewielu ludzi, do których prezydent ma pełne zaufanie. Może on wchodzić do prywatnych apartamentów w Pałacu Prezydenckim. Tego zaszczytu nie dostępują nawet niektórzy prezydenccy ministrowie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Dziennik pisze, że odpowiedzialne za ochronę głowy państwa Biuro Ochrony Rządu podlega formalnie MSWiA. Teoretycznie rząd mógłby zwolnić Olszowca, który towarzyszył prezydentowi w Gruzji, ale nie było go przy Kaczyńskim w momencie oddawania strzałów. Wraz z innymi oficerami BOR utknął na końcu kolumny aut. W czasie incydentu podobno próbował dodzwonić się do głowy państwa, ale ten nie mógł odebrać.
- Incydent w Gruzji to nie jego wina - mówią o Olszowcu źródła z otoczenia prezydenta. Ich zdaniem za wszystko, co się działo podczas wizyty za granicą, w 95 procentach odpowiadają miejscowi.
Saakaszwili kazał strzelać, a potem się uśmiechał?
Strzały w pobliżu samochodu, którym jechał prezydent Lech Kaczyński, były gruzińską prowokacją - tę kontrowersyjną wersję wydarzeń w Gruzji za najbardziej prawdopodobną uznaje ABW - ujawnia "Dziennik".
Szef agencji Krzysztof Bondaryk wysłał raport na ten temat do 16 najważniejszych osób w państwie.
Zdaniem ABW najpewniej to Gruzini wyreżyserowali incydent z udziałem polskiego prezydenta i to oni oddali strzały tuż obok konwoju, którym jechał Lech Kaczyński.
Co ma potwierdzać tę tezę? Polskie służby argumentują w raporcie tak: kiedy padła pierwsza seria z broni maszynowej, gruzińska ochrona w ogóle nie zareagowała. ABW zwraca też uwagę na zachowanie prezydenta Micheila Saakaszwilego, który w trakcie zajścia był rozluźniony i uśmiechnięty (co widać na zdjęciu obok, w powiększeniu).
Agencja podkreśla, że tuż przed incydentem autobus z dziennikarzami został przepuszczony na początek kolumny, by reporterzy zarejestrowali całe wydarzenie. Nie ma też dowodów, co zaznacza ABW, że strzały oddano w kierunku konwoju - żaden z samochodów nie miał śladów po pociskach.
W poufnym raporcie służby zwracają uwagę, że zajście było na rękę Saakaszwilemu. W piątą rocznicę rewolucji róż chciał on odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych.
No, wygląda co raz ciekawiej
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
ABW złoży zawiadomienie do prokuratury na artykuł "Dziennika"
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego złoży zawiadomienie do prokuratury za artykuł "Dziennika" pt. „ABW oskarża Gruzinów”, którego autorzy - Michał Majewski i Paweł Reszkio przytoczyli tezy zawarte w raporcie ABW opatrzonym klauzulą „poufne”.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego złoży do prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z artykułu 266 kk o ujawnieniu tajemnicy służbowej - poinformowała rzeczniczka prasowa ABW, mjr Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.
Jak podał środowy "Dziennik", ABW uznaje za najbardziej prawdopodobną wersję gruzińskich wydarzeń tę, że strzały w pobliżu samochodu prezydentów Polski i Gruzji były gruzińską prowokacją.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Prezydent rozważa rezygnację z ochrony
Lech Kaczyński w Gruzji fot. Paweł Supernak
PAP
"Gazeta Wyborcza": Jeżeli na skutek incydentu w Gruzji rząd zwolni szefa prezydenckiej ochrony to prezydent może w ogóle z niej zrezygnować.
Dziennik pisze, że otoczenie prezydenta obawia się, że Krzysztof Olszowiec będzie kozłem ofiarnym niedzielnego incydentu w Gruzji, gdy w pobliżu Lecha Kaczyńskiego rozległy się strzały.
Olszowiec pracuje u boku Lecha Kaczyńskiego od 1991 roku i jest jednym z niewielu ludzi, do których prezydent ma pełne zaufanie. Może on wchodzić do prywatnych apartamentów w Pałacu Prezydenckim. Tego zaszczytu nie dostępują nawet niektórzy prezydenccy ministrowie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Dziennik pisze, że odpowiedzialne za ochronę głowy państwa Biuro Ochrony Rządu podlega formalnie MSWiA. Teoretycznie rząd mógłby zwolnić Olszowca, który towarzyszył prezydentowi w Gruzji, ale nie było go przy Kaczyńskim w momencie oddawania strzałów. Wraz z innymi oficerami BOR utknął na końcu kolumny aut. W czasie incydentu podobno próbował dodzwonić się do głowy państwa, ale ten nie mógł odebrać.
- Incydent w Gruzji to nie jego wina - mówią o Olszowcu źródła z otoczenia prezydenta. Ich zdaniem za wszystko, co się działo podczas wizyty za granicą, w 95 procentach odpowiadają miejscowi.
No ja czegoś nie rozumiem, z tego co się orientuję to przy ochronie ważnych osobistości jeśli jest ustalona trasa przejazdu to nikt oprócz ochrony nie ma prawa jej zmienić
( proszę o sprostowanie jak się mylę ). W przypadku kiedy jakiś czas temu pilot odmówił lądowania gdzie se życzył prezydent, a wylądował jak było ustalone to Kaczor chciał go zwalniać. Teraz ochrona wyraziła zgodę na zmianę, i wg ludzi mocno zaznajomionych z tematem właśnie teraz jest podstawa do zwolnienia człowieka za to odpowiedzialnego, a Kaczka pieprzy że kozła ofiarnego znaleźli i chce rezygnować z ochrony w ogóle jak go rząd zwolni...... nie wiem śmiać się czy płakać?
Incydent z ostrzelaniem konwoju w Gruzji, w którym jechał Lech Kaczyński, stanie się doskonałym materiałem szkoleniowym dla uczących się ochroniarzy. Zdaniem "Dziennika" zawiera on bowiem listę wszystkich błędów, jakie mogli w jednym momencie popełnić ludzie, od których zależy życie prezydenta.
Wysoki rangą oficer powiedział na łamach "Dziennika", że na przykładzie niedzielnych wydarzeń służby będą się uczyć, jakich błędów nie wolno popełnić. Jego zdaniem incydent w Gruzji to wstyd dla Biura Ochrony Rządu.
Jeden z byłych szefów BOR podkreśla w "Dzienniku", że zachowanie prezydenckiej ochrony było niedopuszczalne. Szef ochrony pułkownik Krzysztof Olszowiec powinien był walczyć o to, by znaleźć się w prezydenckiej limuzynie. Funkcjonariusze BOR zgodnie wskazują, że odpowiedzialność za ten incydent głównie ponosi pułkownik Olszowiec.
"Dziennik" podkreśla, że w innych krajach, na przykład w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, istnieje zasada rotacji ochroniarzy. Dzięki temu ważni urzędnicy państwowi nie spoufalają się z ochroną i profesjonalizmu nie zastępuje "zaufanie". Jak dowiedziała się gazeta, od kilku lat kolejni szefowie BOR starają się bezskutecznie przeszczepić do Polski ten model.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Prezydent Lech Kaczyński oświadczył, że w związku z zawieszeniem szefa jego ochrony ppłk Krzysztofa Olszowca nie chce opieki BOR podczas planowanej wizyty w Azji.
- W tej sytuacji ja dziękuję za opiekę BOR w trakcie mojej wyprawy do Azji, bo ja muszę mieć tych ludzi, którym bezwzględnie ufam - podkreślił prezydent na konferencji prasowej w Opolu.
Szef Biura Ochrony Rządu gen. brygady Marian Janicki zawiesił w czynnościach służbowych dowódcę ochrony prezydenta ppłk. Krzysztofa Olszowca. Szef BOR poinformował o swojej decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Prezydent udaje się w niedzielę z tygodniową wizytą do Azji.
Prezydent zaniepokojony
- Zawieszeniem pułkownika Olszowca jestem głęboko zaniepokojony. Oznacza to, że nie tylko nie jestem suwerenny w tym gdzie lecę, gdzie nie lecę - bo mogę nie dostać samolotu, ale także jeśli chodzi o swoją ochronę. Myślę, że tutaj kompetencje odpowiednich urzędników państwowych zostały daleko przekroczone - powiedział prezydent na konferencji prasowej w Opolu.
Kownacki: zawieszono go wbrew woli prezydenta
Wcześniej szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki informował, że zawieszenie w czynnościach służbowych dowódcy ochrony Lecha Kaczyńskiego jest niezgodne z wolą prezydenta.
Minister podkreślił też, że prezydent bardzo wysoko ocenia pracę Olszowca i ta "wysoka ocena rozciąga się także na zdarzenia w Gruzji".
Prezydent Lech Kaczyński zgodził się, aby do czasu wyjaśnienia incydentu gruzińskiego obowiązki szefa jego ochrony pełnił Artur Żelazowski - nieoficjalnie informują źródła zbliżone do kancelarii prezydenta.
Według rozmówcy PAP, Żelazowski jest oficerem BOR, członkiem ochrony prezydenta i Lech Kaczyński dobrze go zna. - Pan prezydent zgodził się na zastępstwo Żelazowskiego za Olszowca do czasu wyjaśnienia sprawy - podkreślił informator.
Żelazowski będzie pełnił obowiązki szefa prezydenckiej ochrony także podczas rozpoczynającej się w niedzielę wizyty prezydenta w Azji.
Dowódcę ochrony prezydenta ppłk. Krzysztofa Olszowca zawiesił w czynnościach służbowych szef Biura Ochrony Rządu gen. brygady Marian Janicki w związku z niedzielnym incydentem w Gruzji z udziałem polskiego prezydenta. W czwartek po południu Lech Kaczyński oświadczył, że w związku z zawieszeniem Olszowca nie chce opieki Biura Ochrony Rządu podczas przyszłotygodniowej wizyty w Azji, bo - jak mówił - "musi mieć tych ludzi, którym bezwzględnie ufa".
Płk Krzysztof Olszowiec, szef ochrony prezydenta Lecha Kaczyńskiego odszedł dziś z BOR do cywila - dowiedziała się "Rzeczpospolita".
- Potwierdzam te informacje. Płk Olszowiec odszedł ze służby na własną prośbę - mówi gen. Marian Janicki, szef Biura Ochrony Rządu.
Od dwóch miesięcy w BOR prowadzone jest postępowanie wyjaśniające w sprawie tzw. incydentu gruzińskiego z udziałem polskiego prezydenta. Chodzi o zachowanie prezydenckiej ochrony podczas wizyty Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, pod koniec listopada ubiegłego roku. Wówczas to funkcjonariusze BOR dowodzeni przez płk. Olszowca pozwolili gruzińskim ochroniarzom odizolować się od prezydenta.
W czasie wizyty Lecha Kaczyńskiego w Gruzji tuż przed podróżą został zmieniony jej plan - włączono do niego wyjazd poza Tbilisi do obozu uchodźców w pobliżu granicy z Osetią Południową. Gdy konwój jechał do obozu uchodźców doszło do kolejnej zmiany - o której polscy funkcjonariusze dowiedzieli się w ostatniej chwili.
Prezydenci udali się poza obszar kontrolowany przez siły gruzińskie, w bezpośrednie sąsiedztwo posterunku obsadzonego przez siły osetyjsko-rosyjskie. Gdy opuścili limuzynę padły strzały - oddane prawdopodobnie w powietrze dwie serie z broni maszynowej. Nikomu nic się nie stało.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum