Pomógł: 2 razy Wiek: 38 Dołączył: 24 Cze 2009 Posty: 49 Skąd: Zachód
Wysłany: 15-11-2010, 11:46 Chroń się, kto może, w BOR-ze
Cytat:
Chroń się, kto może, w BOR-ze
Donat Szyller, Małgorzata Święchowicz
Ochronę BOR ma już co najmniej kilkunastu polityków. To bezpieczeństwo, ale i prestiż. Za to dla Biura wysiłek. Z tego wysiłku BOR może dostać zawału. Na przykład finansowego
Nie prosiłem o ochronę. Skoro jednak ją dostałem, nie kręcę nosem – mówi „Przekrojowi” wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski z PO. Chwali funkcjonariuszy: – Są dyskretni, profesjonalni. I ryzykują dla mnie.
O tym, że mogą być też musztardą po obiedzie, nie ma co dyskutować – Ryszard C., zabójca asystenta europosła PiS, przed pójściem do łódzkiej siedziby tej partii zajrzał prawdopodobnie do biura PO. – Jest tam mały korytarz. Gdy pomyślę, że mógł stanąć, poczekać na mnie... – denerwuje się wicemarszałek.
Ponoć Ryszard C. wcześniej czaił się na Leszka Millera, ale go nie rozpoznał, bo oczekiwał kogoś eleganckiego, w garniturze, a były premier wyglądał jak człowiek – ot, w zwykłej kurtce. Po ataku na pracowników łódzkiego biura PiS i zamknięciu Ryszarda C. w areszcie szef BOR zaproponował ochronę Millerowi.
– Gdzie tu logika, do cholery? – zastanawia się Jerzy Dziewulski, kiedyś doradca Aleksandra Kwaśniewskiego do spraw bezpieczeństwa. – Dlaczego uruchamia się ochronę, gdy groźba siedzi już w pudle? Mam proste pytanie: czy BOR boi się, że Ryszard C. tchnięty siłą nadprzyrodzoną przeniknie przez kraty? No, chyba że listę z nazwiskami, którą przygotował, zdobył ktoś inny i teraz chce przejąć inicjatywę?
– Od jednej osoby Ryszard C. kupił broń, od innej naboje, kontaktował się z wieloma ludźmi, nie wiadomo, komu się zwierzał i czy z kimś nie współpracował. Nie można też wykluczyć, że ktoś zechce go naśladować – mówi nam anonimowo jeden z pracowników BOR.
Z tematem jak z jajkiem obchodzą się i Biuro, i MSWiA. Mówi się o kilkunastu politykach objętych ochroną. Ilu dokładnie?
– To informacje opatrzone klauzulą tajności – uprzejmie ucina pytania Małgorzata Woźniak, rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dla podkreślenia powagi sytuacji dodaje, że chodzi przecież o zagrożenie życia.
– Nie czułem się zagrożony – mówi nam Leszek Miller. – Mam jednak zasadę: z BOR się nie dyskutuje. To fachowcy, jeśli podejmują decyzję dotyczącą bezpieczeństwa, to ja się nie buntuję.
Jako ukłon ze strony BOR odebrał fakt, że przydzielono mu tego samego funkcjonariusza, z którym rozbił się śmigłowcem siedem lat temu.
– Ja początkowo odmówiłem – opowiada nam poseł Parlamentu Europejskiego z PiS Zbigniew Ziobro. – Myślałem, że pomysł ochrony jest podyktowany względami politycznymi. Szef BOR dał mi jednak oficerskie słowo honoru, że sprawa jest poważna.
– Poważna? To kolejna PR-owska zagrywka Donalda Tuska – śmieje się Janusz Palikot. – Chodzi o to, byśmy odebrali sygnał, że rząd jest dla nas tatusiem i mamusią. Wszystkich nas kocha i dlatego chce objąć opieką.
Palikot podejrzewa, że nie chodzi o żadną listę Ryszarda C. – Po prostu analitycy od bezpieczeństwa usiedli, przejrzeli wpisy na forach internetowych i wyłowili tych polityków, którzy mogliby być celem kolejnego ewentualnego ataku. Spodziewają się, że coś może się jeszcze wydarzyć – tłumaczy. – A rząd jak troskliwy rodzic postanowił pokazać, że zajmie się każdym, nawet najbardziej niesfornym dzieckiem – zarówno Niesiołowskim, jak i Kaczyńskim, Palikotem i Napieralskim.
Ten ostatni też przyjął propozycję BOR, o czym przesądził anonimowy telefon z Sieradza trzy dni po morderstwie w Łodzi. – Mężczyzna- powiedział, że „zrobi porządek z Napieralskim” – relacjonuje nam rzecznik SLD Tomasz Kalita. – Nie chcieliśmy ryzykować.
Wcześniej do Napieralskiego przychodziły anonimowe listy. Napisane niezdarnie, z kulejącą gramatyką. Wśród nich groźby: „Zamorduję cię”. Ale dotąd nikt się tym nie przejmował.
Ryszard C. przy zatrzymaniu krzyczał, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego, więc BOR oczywiście zaproponowało swoje usługi prezesowi PiS. Ten odmówił, bo już wcześniej postawił na prywatną ochronę.
– Czyżby prezes bał się BOR? – dogaduje Palikot. Sam, gdy dostał propozycję ochrony, wahał się. Nie przyjął jej. Bo były czasy, gdy czuł się zagrożony bardziej niż teraz. Na przykład wiosną 2008 roku w programie „Teraz my” powiedział o Belzebubie z Torunia, nazwał też ojca Tadeusza Rydzyka „antykapłanem” oraz „siewcą zła”. – Ależ dostawałem groźby – wspomina poseł. – Wtedy jednak jakoś nikt nie proponował mi ochrony.
Trzech za jednego
– Pokazówka – Krzysztof Janik kwituje fakt, że tak wielu posłów dostało opiekę BOR. I że każdy w Polsce już o tym wie. Janik był ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Leszka Millera. To był trudny czas dla bezpieczeństwa – we wrześniu 2001 roku atak na wieże WTC w Nowym Jorku, a w 2003 roku Polska wysłała żołnierzy do Iraku. Nieoficjalnie wiadomo, że służby specjalne odbierały niepokojące sygnały. – Ale nikt nie tworzył atmosfery zagrożenia, nie rozgłaszało się, że coś zaraz może się u nas wydarzyć – wspomina Janik. Nie było też aż tak masowego obejmowania polityków szczególną ochroną. Na przykład w 2002 roku dostało ją dodatkowo pięciu polityków, w 2003 dziewięciu – co wiemy z raportu NIK na temat BOR z 2006 roku, bo późniejsze dane są utajnione.
W Polsce jest zwykle około 10 osób (bez uwzględnienia ich rodzin), które chronione są z ustawowego klucza. Obowiązkowo pod opieką BOR znadują się: prezydent RP, marszałkowie Sejmu i Senatu, premier oraz każdy wicepremier. Ustawowo chroni się też ministrów spraw wewnętrznych i zagranicznych oraz byłych prezydentów. Polityków spoza tej grupy można objąć ochroną, ale w szczególnych przypadkach i „ze względu na dobro państwa”. Z opieki BOR korzysta na przykład szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego generał Stanisław Koziej. Ochroną tymczasową objęto też wcześniej Władysława Bartoszewskiego, który zaczął otrzymywać pogróżki: „Zgiń, przepadnij, świnio diabelska”, „Zdrajco Polski”, „Twoje dni są policzone”.
Nieoficjalnie wiadomo, że BOR miał też baczenie na wiceministra finansów Jacka Kapicę, gdy ten narażał się hazardzistom, zaostrzając przepisy o grach. A później, gdy rząd wypowiedział wojnę dopalaczom, ochronę dostali idący na pierwszą linię frontu: ministrowie zdrowia Ewa Kopacz i sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.
Teraz pod skrzydła BOR poza utajnioną liczbą posłów dostało się też dwóch europarlamentarzystów – Zbigniew Ziobro oraz Jacek Kurski.
Każdy w codziennym pakiecie dostaje sprawdzony samochód, kierowcę i przynajmniej jednego funkcjonariusza do ochrony osobistej. I niech nas ten jeden nie zwiedzie – jeden oznacza trzech, bo gdy pierwszy z trójki czuwa, to drugi odpoczywa, a trzeci się szkoli. Gdy więc polityk pokazuje się z dwoma borowcami, to tak naprawdę zaangażowanych może być aż sześciu.
– Idę o zakład – mówi Janusz Palikot – że niejeden poseł aż posikał się ze szczęścia. Mieć ochronę BOR to naprawdę coś. Podnosi każdego we własnych oczach przynajmniej o 10 centymetrów.
Katedrą w twarz
– Podjeżdża beemka, oficer wysiada, rozgląda się, czy nie ma zagrożenia, otwiera drzwi samochodu... Tak, to może się niektórym podobać – przyznaje Krzysztof Janik. – Ochrona to dla wielu miła ornamentyka.
Czasami niestety tylko tyle.
W 1994 roku we Wrocławiu do Wojciecha Jaruzelskiego podszedł – mimo obstawy – dawny opozycjonista i kamieniem zawiniętym w gazetę uderzył generała w twarz. Ochrona na nic się zdała też przy Lechu Wałęsie – dostał od tłumu ogryzkiem gruszki. To z punktu widzenia ochrony traktuje się tak samo jak kamień lub granat. Aleksandra Kwaśniewskiego próbowano dosięgnąć jajkami. Prawdziwie groźnie było natomiast w listopadzie 2008 roku, gdy prezydenci Polski i Gruzji dojechali do granicy z Osetią i rozległy się strzały. BOR niewiele mogło zrobić – ochrona gruzińska odcięła Polaków od Lecha Kaczyńskiego, wcale się nim zresztą nie zajmując.
Błędy w ochronie zdarzają się bowiem na całym świecie.
W październiku chory psychicznie 45-latek sforsował ochronę kanclerz Niemiec i dwa razy dostał się pod jej dom. Na szczęście tylko naciskał dzwonek przy drzwiach i uciekał.
W grudniu ubiegłego roku włoski premier Silvio Berlusconi dostał od szaleńca w twarz miniaturką mediolańskiej katedry. Trzeba mu było nastawić złamaną kość nosową, wstawić dwa zęby, zszyć pękniętą wargę. Coś też zyskał – po ataku szybko wzrosły mu wyniki w sondażach, bo każdemu jest żal poturbowanego premiera, nawet jeśli nie jest to ukochany przywódca. Ostatecznie Berlusconi uznał, że za te cudy (uratowanie życia i sondaży) warto ofiarować na katedrę w Mediolanie (tę prawdziwą, nie miniaturową) aż milion euro.
Oficer parkuje polityka
– W studiu telewizyjnym minąłem się z europosłem Ziobrą. Patrzę: ma jednego ochroniarza – opowiada Dziewulski. – Przecież jednoosobowa ochrona to nie ochrona. Najwyżej miłe towarzystwo – kpi sobie dawny szef ochrony Kwaśniewskiego. – Bo co może jeden człowiek? Gdyby ktoś chciał polityka kopnąć w tyłek, to kopnie i zdąży uciec. Funkcjonariusz może za nim pognać, ale już będzie za późno, stało się.
Konkretny przykład z października 2005 roku. Ówczesna wice-premier Izabela Jaruga-Nowacka wybrała się ze znajomymi na imprezę w gdyńskim klubie. Gdy wychodziła, grupka podpitych mężczyzn miała ochotę na zaczepki. Jeden borowiec został przewrócony i pobity. Był jednak drugi. Ten zdążył wyciągnąć broń, strzelił. Jednego- z napastników ranił, reszta się rozbiegła.
– Dwóch to już jakaś ochrona – przyznaje dawny oficer BOR, teraz na emeryturze. I precyzuje: jeśli jest tylko kierowca i jeden funkcjonariusz, to nie można mówić o ochronie – to eskorta.
Józef Oleksy zapewnia z sarkazmem, że eskorta, o ile nie chodzi o jakieś szczególne zagrożenie, faktycznie jest przydatna. – Ułatwia na przykład parkowanie.
Samochód BOR, który ma status pojazdu uprzywilejowanego, wjedzie niemal wszędzie i niemal wszędzie może się zatrzymać. Oficer, który wysiądzie z takiego wozu, też wiele może: na przykład nakazać usunąć jakiś inny pojazd z miejsca postoju. A jeśli mu jakiś człowiek podpadnie, może zastosować wobec niego „środki przymusu bezpośredniego” – chwyty obezwładniające, kajdanki. Jeśli się bardzo uprze, to nawet kaftan bezpieczeństwa, pasy, siatki i pałki. Może ostatecznie użyć broni palnej. Albo poszczuć psem.
Z psem oficerów BOR widywano często – głównie za rządów PiS. Ale nie były to akcje specjalne. Po prostu wyprowadzanie psa. Oficer wyspecjalizowany w ochronie osobistej najważniejszych osób w państwie pilnował, żeby na przykład Saba Ludwika Dorna wybiegała się należycie i wysiusiała. – Nie wspominajmy tego – proszą teraz w BOR.
Wtedy, przy wyprowadzaniu Saby i innych psów, oficerowie próbowali trzymać fason i tłumaczyć samym sobie, że dobrze jest mieć baczenie na psa, żeby ten na przykład nie został otruty. Bo skoro sprawca dostał się z trucizną do psa, mógł dostać się i do właściciela. Gorzej szło wytłumaczenie sobie, dlaczego chronionym robi się zakupy, nosi za nimi siatki. Ale to też, jak wyprowadzanie Saby, może odejść w zapomnienie. Szef BOR, generał Marian Janicki, zakazał – nie wolno nosić za VIP-em teczki, siatki czy płaszcza. Ręce mają być wolne, żeby móc natychmiast reagować. Dlatego ochroniarze nie noszą za prezydentem Bronisławem Komorowskim książek.
Szczur wyssany z palca
Obecny prezydent wyskakuje czasem do antykwariatu w centrum Warszawy, ciągnąc za sobą tylko jednego oficera BOR. Za urzędowania Lecha Kaczyńskiego tak minimalistyczne podejście do ochrony było nie do pomyślenia – poprzedni prezydent standardowo wyruszał z obstawą trzech samochodów. Poza opancerzonym bmw 760 jechały jeszcze dwie inne beemki. W sumie we wszystkich wozach 10 funkcjonariuszy BOR, do tego w pobliżu Pałacu Prezydenckiego oraz miejsca, w które prezydent się udawał, stał policyjny radiowóz z pełną załogą. Ale skoro nie ma takiej ochrony, której nie dałoby się wzmocnić, więc i tamtą rozbudowywano.
Na przykład gdy policja przechwyciła e-mail od 20-latka, który odgrażał się, że otruje Lecha Kaczyńskiego, do prezydenckiej kolumny dodano – dla ochrony przed trucizną? – terenowy wóz z grupą wyposażoną w broń maszynową. Część borowców dźwigała za prezydentem walizki balistyczne (służą za tarcze chroniące przed kulami).
Ponadstandardowo BOR dbał też o bezpieczeństwo prezydenckiego brata.
Już na przełomie 2005 i 2006 roku Jarosław Kaczyński dostał ochronę, choć nie był jeszcze wtedy premierem. A gdy już nim został, nawet krótką drogę pokonywał w opancerzonym bmw w asyście dwóch innych samochodów BOR. Na początku stycznia 2007 roku pojawiły się informacje, że planowany jest zamach na premiera. Zadania ponoć miał się podjąć groźny gangster o pseudonimie „Szczur”. Zwiększono więc i tak już sporą obstawę. W porywach największych obaw Jarosława Kaczyńskiego potrafiło chronić nawet 16 funkcjonariuszy. I choć szybko udało się ustalić, że doniesienia o zamachu są wyssane z palca, a „Szczur” nie jest groźny, bo od dawna nie żyje, wzmocniona ochrona utrzymywała się dłużej niż pogłoski o zagrożeniu.
Józef Oleksy wspomina, że za jego czasów takie rozbudowanie obstawy było nie do pomyślenia. Jako premier poruszał się samochodem, w którym oprócz kierowcy był jeden funkcjonariusz, trzech innych jechało w aucie towarzyszącym. To wszystko. Ochrony nie wzmocniono nawet po aferze Olina, gdy Andrzej Milczanowski – ustępując z urzędu szefa MSWiA – oskarżył premiera o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. – Dostawałem wtedy mnóstwo listów i telefonów z groźbami – wspomina Józef Oleksy.
Operacja to wysiłek
Rząd PO zapowiadał, że skończy z bizantyjskim ochranianiem polityków. – I na początku tak było – wspomina Palikot. – Nikt nie chodził w wianuszku borowców, nawet Tusk miewał przy sobie tylko jednego. Ale teraz znów sięga się po BOR bez umiaru.
Różnica jest taka, że wtedy ochraniało się mniej osób, za to z zadęciem. Teraz zadęcia jest mniej, ale ochranianych więcej.
Generał Janicki mówi, że takiej sytuacji, aby BOR musiał chronić tyle osób równocześnie, jeszcze nigdy nie było.
– A ciekawe, co będzie, gdy przyjdzie objąć ochroną kolejnych posłów? – zastanawia się Krzysztof Janik.
BOR kadrowo kurczy się, a nie rozrasta. Pięć lat temu funkcjonariuszy było blisko 2,7 tysiąca, teraz jest przynajmniej o 600 mniej. Większość zajmuje się ochroną budynków, nie ludzi. Dawniej ktoś, kto miał nie więcej niż 28 lat, za to więcej niż 175 centymetrów wzrostu, do tego prawo jazdy i znał sporty walki, mógł próbować sił w testach kwalifikujących. Teraz nie ma szans – nabór do służby został wstrzymany do odwołania (powód jest tajemnicą, w domyśle chodzi o finanse).
– Nawet gdybyśmy teraz szybko przeprowadzili nabór, cóż by to dało? Wyszkolenie fachowca zajmuje trzy lata – mówi rzecznik BOR, major Dariusz Aleksandrowicz.
A nowi ludzie to nowe wydatki. W BOR zaś z pieniędzmi jest coraz gorzej. W ubiegłym miał 211 milionów złotych, w tym roku budżet trzeba było okroić do 194 milionów. W przyszłym roku na wydatki ma być o milion mniej.
Równocześnie formację obciążyły niespodziewane koszty pogrzebu ofiar katastrofy smoleńskiej. Nikt oficjalnie tego nie powie, ale my pogrzebaliśmy w informacjach o zamówieniach publicznych związanych z krakowską „operacją ochronną w dniach 15–20 kwietnia 2010”. Na samo wyżywienie i zakwaterowanie funkcjonariuszy trzeba było wydać ponad 256 tysięcy złotych. W tym na pokoje w krakowskim Novotelu Bronowice: 214,7 tysiąca, w budynkach Uniwersytetu Pedagogicznego – 26,3 tysiąca złotych, w Hotelach Ekonomicznych spółki Hekon – 15,6 tysiąca. – BOR nie ma jednostek terenowych, każda operacja poza Warszawą to duży wysiłek – wyjaśnia major Aleksandrowicz.
A teraz w wysiłku nie można ustawać – zapowiada się dużo podróży i noclegów. Marszałek Niesiołowski będzie kursował do biur w Łodzi, Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim. Ziobro często jeździ z Warszawy do Krakowa. Kurski, jak podliczyliśmy, potrafi przejechać z BOR ponad tysiąc kilometrów na dobę. Europoseł bywa bowiem w Warszawie, mieszka w Gdańsku, a krajowe biura ma w Olsztynie, Iławie, Elblągu, Białymstoku, Suwałkach i Lidzbarku Warmińskim. Nie licząc biur w Brukseli i Strasburgu, ale tam akurat borowcy z nim jeździć nie będą – europosłom ochrona przysługuje tylko w granicach Polski.
– To nieprzyzwoitość, że europoseł, który co miesiąc dostaje równowartość 70 tysięcy złotych, korzysta z ochrony opłacanej przez podatników. Jeśli czuje się zagrożony, powinien sam wynająć sobie ochronę – burzy się Palikot. – Stać go przecież.
I tu poseł Palikot się myli.
Postrzelą na upartego
Mało kogo stać na takie przywileje, jakie funduje BOR. Według informacji Polskiej Izby Ochrony (stowarzyszenia zrzeszającego około 200 agencji) godzina pracy dobrze wyszkolonego specjalisty od ochrony osobistej kosztuje 150–200 złotych. Przyjmując, że poseł byłby pod opieką bodyguarda przynajmniej przez 15 godzin dziennie, co miesiąc na tę „przyjemność” musiałby z własnej kieszeni wyłożyć od 67 do nawet 90 tysięcy złotych. Do tego doszłyby koszty wynajęcia specjalnego samochodu, a to co najmniej złotówka za każdy przejechany kilometr. Oczywiście agencje zapewniają, że przy dłuższej umowie byłyby skłonne dać każdemu z posłów jakiś rabat.
Grzegorz Napieralski (pracuje w stolicy, mieszka w Szczecinie, do tego ma też biuro w Świnoujściu i w planach wiele podróży po Polsce w związku z wyborami samorządowymi) zaproponował BOR, że pokryje część wydatków związanych z wyjazdami i hotelami. Gest to jednak trudny do przyjęcia. – Nie wolno nam brać pieniędzy za to, że kogoś chronimy – mówi nam jeden z borowców.
– Ciekawe, jak długo Biuro wytrzyma to obciążenie – zastanawia się Dziewulski. – Pewnie pomyśleli: dobra, sprężymy się na chwilę, a później cicho zdejmiemy ochronę. Tylko ciekawe, jak wytłumaczą posłom, że to już koniec? Powiedzą, że zagrożenie ustało? Ktoś je wymazał gumką? Przecież pod adresem posłów zawsze padały i będą padać jakieś groźby. Sam ich dużo dostawałem. Nawet wyroki śmierci.
– Będzie trudno powiedzieć posłom: koniec – przewiduje też Krzysztof Janik. A niektórzy bardzo się do ochrony przyzwyczajają. Na przykład Jarosław Kaczyński ma przy sobie ochroniarzy już piąty rok. Teraz prywatnych (a dokładniej partyjnych, bo płaci za nich PiS, nie udało się jednak ustalić ile), ale wcześniej długo nie mógł się rozstać z rządowymi. Choć premierem przestał być w listopadzie 2007 roku, z BOR rozstał się ostatecznie dopiero 16 miesięcy później.
– Ochrona na dłuższą metę jest strasznie upierdliwa – Dziewulski dziwi się, że ktoś może ochronę polubić. A jeszcze bardziej dziwi go, że w ochronie pokłada się tak wielkie nadzieje.
– Mnie szef BOR uprzedzał, że jeśli ktoś tak naprawdę uprze się, żeby mnie postrzelić, prawdopodobnie dostanę, nie uchronią mnie – wspomina dziś Marek Pol, były wicepremier i szef Unii Pracy. – Ale takie rzeczy u nas się nie zdarzają, pomyślałem. Tak mi się wówczas wydawało.
– Ja Kwaśniewskiemu powiedziałem od razu: „Dobrze zorganizowanego zamachu na pana nie będę mógł odeprzeć. Mogą mnie wyprzedzić” – opowiada Dziewulski. – A prezydent: „To po co jesteś?”. Powiedziałem, że po to, żeby dać szansę, zmniejszyć skutki, zawieźć szybko do szpitala. Tak to wygląda. I nie ma co się przechwalać ochroną. Jest dobra, póki nikt jej nie sprawdzi.
Donat Szyller, Małgorzata Święchowicz
Współpraca Barbara Wieczorek
„Przekrój” 44/2010
Wiek: 102 Dołączył: 24 Lip 2009 Posty: 362 Skąd: Kraków
Wysłany: 16-11-2010, 03:13
Komuś miesza się już fikcja z faktami. Niektórzy zanim cos napiszą powinni sprawdzić czy piszą o tym co miało miejsce czy o tym co chcieliby sami przeczytać.
_________________ Decet cariorem esse patria nobis quam nosmet ipsos - Przystoi, aby Ojczyzna droższa nam była niż my sami sobie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum