Wysłany: 03-02-2007, 13:28 Mój szacunek należy się wszystkim – rozmowa z Marc
Mój szacunek należy się wszystkim – rozmowa z Marcinem Kossekiem, ekspertem i instruktorem taktyki antyterrorystycznej
Marcinie, zanim przejdziemy do konkretnych pytań, powiedz kilka słów o sobie dla czytelników "Myśli Polskiej". Jak to się stało, że zostałeś instruktorem AT?
- W 1992 roku zgłosiłem się na ochotnika do 6 BDSz. Zostałem skierowany do 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku Białej, gdzie wpierw służyłem w 1. Kompanii Szturmowej a następnie w Plutonie Rozpoznawczym Kompanii Dowodzenia. W wyniku notorycznego oblegania aresztu w jednostce przez nasz Pluton, zostaliśmy karnie rozwiązani i rozrzuceni po innych Batalionach Brygady. Mnie wraz z kilkoma kumplami oddelegowano na 48 Kompanię Rozpoznawczą do Krakowa, gdzie zostałem już do końca służby. W trakcie służby wojskowej, zdałem wszystkie egzaminy do Jednostki Antyterrorystycznej na warszawskim lotnisku Okęcie. Tam też podjąłem służbę miesiąc po wyjściu z wojska. Po czterech latach przeniosłem się do Wydziału Antyterrorystycznego KSP (obecne ZOA), licząc na to, że będzie to dla mnie krok do przodu. Praktycznie, odchodząc z Jednostki na Okęciu, już chciałem odejść do cywila, ale postanowiłem jeszcze spróbować dalej. Po krótkim czasie uznałem, że nie ma sensu dalej stać w miejscu i że widocznie w polskich Jednostkach AT, nie ma szans wyjść poza pewien schemat działania, zarówno podczas treningów, jak i samych realizacji. Jak każdy miałem prawo wyboru własnej przyszłości i wybrałem rozstanie. Miałem kilka bardzo interesujących propozycji zmian pracy (głównie poza krajem), z których wybrałem tę najbardziej dla mnie optymalną.
Jak ocenisz stopień przygotowania polskich pododdziałów AT w przypadku ewentualnego ataku terrorystycznego?
- Jeśli chodzi o szczebel walki z przestępczością zorganizowaną – kryminalną, wydaje się on być wystarczający. Natomiast jeśli chodzi o wyszkolenie i przygotowanie do walki z terroryzmem sensu stricto z przykrością muszę stwierdzić, że jest ono niedostateczne. I być może zaniepokoję tym czytelników MP, ale tak niestety jest.
Z czego to wynika?
- Krótko mówiąc: nie ma wypracowanego zintegrowanego systemu w skali kraju. Funkcjonariusze oddziałów AT posiadają niedostateczne uzbrojenie, do tego dochodzi megalomania i wyobrażenie własnej nieomylności oraz wielkości przez ludzi, którzy są odpowiedzialni za antyterroryzm w policji. Tak na marginesie dodam, że jest u nas taka swoista moda na kpienie i wyśmiewanie wszystkiego na Białorusi, ale jeśli porówna się stopień wyszkolenia i przygotowania, system operacyjno-taktyczny białoruskich oddziałów AT oraz samą bazę jaką posiadają, to my, Polacy, przy nich wypadamy delikatnie mówiąc bardzo słabo.
Emocje już opadły i minęło już trochę czasu. Jak ocenisz akcję oddziałów AT w Magdalence?
- Akcja w Magdalence jest tragiczną kartą w historii polskiego antyterroryzmu. I po części jest też odpowiedzią na wyżej zadane przez ciebie pytania. Ona obnażyła brutalną prawdę o stopniu wyszkolenia i działania polskich oddziałów AT. Należy pamiętać, że wbrew krążącym opiniom bynajmniej żaden z tych dwóch broniących się bandytów nie był agentem KGB, tylko zwykłym wartownikiem w jednostce rakietowej.
Przejdźmy teraz z naszego, krajowego podwórka na zagraniczne i oceń dwie akcje: Dubrowkę i Biesłan. Często porównuje się te dwie operacje do siebie. Czy słusznie?
- Zanim postaram się zawiązać jakąkolwiek ocenę tych dwóch tragedii, chciałbym zwrócić uwagę na dość istotny szczegół. Polskie media wpadły w jakąś szaloną fobię antyrosyjską i przy całej tej nienawiści do Rosjan uważam, że w pewnym sensie zatraciliśmy instynkt samowychowawczy. Tego typu tragedie powinny być polem do zachowania ponad jakimikolwiek podziałami politycznymi lub historycznymi, przecież za chwilę możemy mieć u siebie podobne sytuacje i wówczas każda pomoc będzie potrzebna by ratować niewinnych ludzi.
Co do samych operacji, jestem w stanie je oceniać tylko na szczeblu działania taktycznego oddziałów CT, ponieważ w tym się specjalizuje. W skrócie powiedziałbym tak: Dubrovka to nowy rozdział w prowadzeniu operacji ratunkowych. Podczas szturmu nikt z zakładników nie zginął, nie zginął też żaden z antyterrorystów, sytuacja została opanowana poprzez likwidację zagrożenia. Do standardu antyterrorystów nie dopasował się sztab antykryzysowy, który nie przewidywał opcji, że tę konkretnie sytuację (niespotykana skala trudności) antyterroryści będą potrafili rozwiązać. Nie zabezpieczono dostatecznej opieki medycznej i ogólnie logistyka była słaba. Ale co to ma wspólnego z antyterrorystami, którzy szli tam na pewną śmierć, by ratować innych...? Jak już się zorientowano, że szturm sił CT się powiódł, zaczęto improwizować z logistyką. Pod względem działania sił CT – operacja jakiej nie było, pod względem logistyki – bałagan typowy dla Rosjan.
Biesłan. Rosyjskie służby specjalne już wcześniej uprzedzały władze Osetii o tym, że taki atak nastąpi, że obiektem będzie szkoła, proponowali zabezpieczenia i sposoby przeciwdziałania. Odrzucono te sugestie, uznano, że Osetia jest na tyle autonomiczna, by samodzielnie sobie radzić z terroryzmem. I nagle stało się. Poprzez niezrozumiałe dla mnie czynniki ambicjonalne nie poproszono o wsparcie z zewnątrz i dopuszczono do olbrzymiej tragedii. Należy mieć również na uwadze kilka bardzo istotnych czynników: skala trudności była bardzo wysoka i przerosła na wstępie możliwości lokalnych sił specjalnych, terroryści byli okrutni jak nigdy dotąd, wiedząc, że po mordowaniu dzieci nie zyskają sympatii międzynarodówki terrorystycznej. Oraz to, co najważniejsze, zawsze można przecież stać i się przyglądać jak zabiją wszystkich, więc szanuję każdy rodzaj wojska, który tam starał się ratować kogokolwiek. Jasne, że to nie ich specjalność, ale to nie ich wina, że mają takich decydentów jakich mają. Wiem o tym, że Rosjanie mieli gotowy plan ataku na szkołę w Biesłanie i plan ten dawał bardzo wysokie prawdopodobieństwo powodzenia – być może z uwzględnieniem lekcji bałaganu w logistyce na Dubrowce. Niestety, nie doszło do przekazania operacji stronie rosyjskiej.
Byłem również bardzo zniesmaczony obserwując naszych "ekspertów", którzy w relacjach medialnych koncentrowali się na krytyce tych, którzy ratowali zakładników. Przecież to laik na wstępie widział, że nie są to oddziały antyterrorystyczne. Uważam, że z takich sytuacji powinno się wyciągać lekcję dla siebie, dokładnie je analizować, by potrafić im sprostać na naszym terytorium. Szkoda, że dziennikarze nie poprosili ekspertów o to, by na tablicy w studio na żywo rozpisali plan ataku, zanim doszło do tragedii. Wówczas można było się wykazać. W takich sytuacjach zawsze staję po stronie tych, którzy narażają życie dla ratowania innych, tym bardziej jeśli nie są do tego przeszkoleni a po prostu dostali taki rozkaz. Brak naszej pokory jest niczym nieuzasadniony, nie mamy żadnych osiągnięć na tym polu a proste operacje kończą się tragedią nie mówiąc już o niepowodzeniach podczas ćwiczeń. Tylko my, Polacy tak potrafimy...
Czy możesz powiedzieć jakie zagraniczne oddziały AT szkolisz? Jakie masz spostrzeżenia z tych szkoleń?
- Prowadzę ponad dwadzieścia jednostek w wielu zakątkach świata, nawet bardzo egzotycznych. Za długo by wymieniać. Spostrzeżenie mam jedno, inne podejście decydentów do posiadania oddziałów antyterrorystycznych. W odróżnieniu od polskich, doceniają rolę i istotę posiadania takich oddziałów oraz zdają sobie sprawę, że od jednej operacji takiej jednostki może zależeć nie tylko wiele istnień ludzkich, ale również przyszłość i kariery polityczne tych decydentów. U nas antyterrorystów wysyła się do legitymowania żuli na dzielnicach...
Czy możesz szerzej powiedzieć o święcie służb specjalnych w Rosji? Jak to wygląda? Kiedy ma ono miejsce?
- Jeśli dobrze pamiętam, to jest ono 25 grudnia. Bardzo interesujący zlot wszystkich formacji specjalnego przeznaczenia, około 1000 osób. Miałem przyjemność w nim uczestniczyć. Tam dopiero widać ich sympatię i szacunek do samych siebie, jak się cieszą widząc przyjaciół wracających z operacji specjalnych oraz jak silnie są związani emocjonalnie z tymi, którzy nie wrócili... To piękne święto.
W twojej profesji mają miejsce też tragiczne momenty jak chociażby śmierć twojego przyjaciela, porucznika Iwana Szełochwostowa z kadrowej Jednostki Antyterrorystycznej "VITYAZ". Wybacz, że przypominam ten epizod, ale w dzisiejszych czasach wypranych z wszelkich wyższych ideałów, wydaje się, że takie postacie jak porucznik Szełochwostow tym bardziej należy przypominać.
- Nie chcę do tego wracać, Wania to przyjaciel i prawdziwy bohater. Jestem dumny, że miałem takiego żołnierza na zajęciach. Jest jeszcze kilku innych moich wychowanków bohaterów i dlatego nie chcę się koncentrować na jednym, ponieważ mój szacunek należy się wszystkim.
Czego na koniec wywiadu można Ci życzyć Marcinie?
- Pomagam ratować ludzi w różnych częściach świata, więc mam wszystko...
Rozmawiał Tomasz Formicki
Marcin Kossek – były antyterrorysta. Obecnie instruktor zagranicznych Oddziałów Antyterrorystycznych, Służb Ochrony Prezydentów oraz Jednostek Specjalnych. Przeprowadził ponad 50 szkoleń w państwach takich jak USA, Białoruś, Australia, Ukraina, Szwajcaria, Uzbekistan, Rosja. Wielokrotnie odznaczany za granicą, między innymi: "Za Walkę z Terroryzmem" oraz "Wykonanie Niemożliwego". Autor nowoczesnych programów treningowych dla sił specjalnych. Starszy wykładowca Centrum Antyterrorystycznego w Moskwie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum