Wysłany: 27-07-2011, 22:01 Zamachy w Norwegii - komentarz
Patrząc na pierwsze relacje ze straszliwie zniszczonego centrum Oslo, a później z wyspy Utoya, mówiące o 17 zabitych (7 w stolicy Norwegii i 10 na wyspie, gdzie odbywała się impreza młodzieżówki norweskiej Partii Pracy), bardzo wiele wskazywało na „standardowe” wyjaśnienie tego straszliwego i wstrząsającego terrorystycznego ataku. Pierwszym, ewidentnym podejrzanym wydawała się być Al Kaida – organizacja mająca doświadczenie w przeprowadzaniu tego typu ataków, także w Europie. Można było przyjąć hipotezę, że organizacja ta, mocno zraniona po niedawnej śmierci jej założyciela i innych swoich komendantów na pograniczu afgańsko – pakistańskim, zmuszona do szybkiej odpowiedzi na skuteczne ataki USA i aliantów tego państwa w wojnie z terroryzmem, zaatakuje tzw. „miękki” (czyli słabo broniony, tak jak Norwegia) cel w świecie zachodnim. Struktury i ludzi Al Kaidy wykrywano już wcześniej na terenie Skandynawii, wobec Norwegii formowano pogróżki za udział wojsk tego państwa w akcjach w Iraku i Afganistanie oraz przedrukowanie karykatur Mahometa, wydawało się zatem, że islamiści przeszli od słów do czynów.
Drugą, znacznie mniej prawdopodobną hipotezą było przypuszczenie, że świat stał się świadkiem powstania nowej organizacji, związanej najprawdopodobniej ze skrajną, neonazistowską prawicą, która nie tylko postanowiła, ale i była w stanie skutecznie przeprowadzić atak na taką skalę. Jednak środowiska neonazistowskie nie tylko nie są w Norwegii ani tak prężne, ani tak liczne, jak choćby w sąsiedniej Szwecji, są natomiast dość dobrze rozpoznane przez aparat bezpieczeństwa tego kraju, zdającego sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia płynącego z tej strony. Gdyby organizacja norweskich neonazistów była w stanie zorganizować i przeprowadzić tego typu atak zaskakując całkowicie norweskie służby bezpieczeństwa, oznaczałoby to „skok kwantowy” w możliwościach działania skrajnej, neonazistowskiej prawicy w Skandynawii, a być może i w Europie.
Poranek następnego dnia przyniósł szok, gdy okazało się, że liczba ofiar strzelaniny na wyspie Utoya przekroczyła 80, oraz zaskoczenie, gdy okazało się, że sprawcą tej masakry jest 32 – letni etniczny Norweg Anders Behring Breivik, nie tylko nie mający żadnych powiązań z islamistami, ale wręcz mianujący się „rycerzem” Europy i Norwegii „prowadzącym wojnę” z islamską „kolonizacją” tego kontynentu i kraju. Drugim „wrogiem” Breivik mianował marksistowską lewicę i tych, którzy dopuszczają zarówno do islamskiej „kolonizacji”, jak i szerzenia się marksistowskiej ideologii, czyli polityczny establishment w Norwegii. Początkowo wielu komentatorów wskazywało na możliwe związki Breivika ze skrajną prawicą i neonazistami, jak do tej pory nikt jednak nie był w stanie wykazać, że miał on jakiekolwiek związki organizacyjne z tymi środowiskami w ostatnim czasie. Również (domniemane) zapiski, jakie miał on prowadzić na forach i portalach internetowych, nie stanowią dobrego wsparcia dla tej tezy. Norwegia jest zapewne specyficznym krajem, niemniej jednak chyba nie na tyle, by przyjąć, że osoba deklarująca sympatię wobec Winstona Churchilla, Maxa Magnusona (bohatera antynazistowskiego i antyquislingowskiego norweskiego podziemia z czasów II wojny światowej), oraz cytująca J.S. Milla, do tej pory nieznanego szerzej jako autora, na którego zwykle powołują się neonaziści, była typowym ich przedstawicielem. Również ta opinia, zamieszczona jakoby przez Breivika: "For me, it's very hypocritical to treat Muslims, Nazis and Marxists different from each other. They are all supporters of hate – ideologies. Not all Muslims, Nazis and Marxists are conservative; most of them are moderate. But does it matter?" (Dla mnie jest hipokryzją traktowanie muzułmanów, nazistów i marksistów w inny sposób. Wszyscy oni są zwolennikami ideologii nienawiści. Nie wszyscy muzułmanie, naziści i marksiści są konserwatywni, większość z nich jest umiarkowana. Ale czy to ma znaczenie?), biorąc pod uwagę jego deklarowaną niechęć wobec muzułmanów i marksistów, nie wskazuje na wyraźnie pronazistowskie sympatie.
Jest jeszcze dużo za wcześnie, by móc w pełni sensownie wypowiadać się na temat zamachów i ich sprawcy, ze względu na olbrzymi obszar niewiedzy zarówno na jego temat, jak i na okoliczności, które umożliwiły dokonanie tego zamachu, można jedynie ograniczyć się do bardzo ostrożnych hipotez. Być może w tym przypadku mamy do czynienia z działaniami terrorysty – samotnika, bądź też niewielkiej i hermetycznej grupy, która ewentualnie mogła go wspierać, nie powiązanej szerzej ze znanymi organizacjami skrajnymi – samozwańczym „rycerzem” (i z niewielką, jeśli w ogóle, liczbą „giermków”) swojej słusznej sprawy, której profil ideologiczny nie da się jednoznacznie zakwalifikować, używając klasycznych kategorii politologicznych. Być może jest to znak XXI wieku, w którym zdeterminowana, bezwzględna i dobrze zorganizowana jednostka dostaje do ręki narzędzia zniszczenia umożliwiające wstrząśniecie krajem wielkości Norwegii. Wieku, w którym jednostka lub jednostki mają możliwości na skalę dawnych organizacji czy instytucji. W tym przypadku nasuwają się kłopotliwe pytania o konieczne umiejętności, które dziś można posiąść tak łatwo, by zniszczyć strzeżone centrum sporego europejskiego miasta i dokonać hekatomby bezbronnych ofiar. Być może „Dowódca Templariuszy” (Knight Templar Commander), jak miał określać się Breivik, powołał do życia tę organizację we własnym umyśle (ewentualnie skłonił do uwierzenia w jej istnienie inną, podobną mu jednostkę), podobnie jak lożę masońską, do której miał rzekomo należeć i przekonany o absolutnej słuszności swej „idei”, będącej zlepkiem wielu, niekiedy w odosobnieniu nie tak znów radykalnych, spostrzeżeń, wyruszył na swoją wojnę na wzór błędnych rycerzy średniowiecza. Jednak różnica między średniowieczem a światem dzisiejszym jest taka, że w średniowieczu osobnicy jego pokroju nie byli w stanie zagrozić stabilności swoich społeczeństw, ze względu na brak środków pozostających w ich dyspozycji. Innym ważnym pytaniem jest pytanie o to, czy zdecydował się na swoje zbrodnicze działanie sam, czy też może znalazł ostateczną inspirację w świecie zewnętrznym, a jeśli tak to jakiego rodzaju była to „inspiracja”.
Gdyby przyjąć, że sprawca działał sam, lub był wspierany przez skromny krąg osób, można byłoby zrozumieć, dlaczego tak łatwo udało mu się dokonać tak strasznego w skutkach zamachu. Liczne analizy dawno już przestrzegają przed możliwym zagrożeniem ze strony tzw. „samotnych wilków”, których działalność jest niezwykle trudna do wykrycia przez aparat bezpieczeństwa państwa demokratycznego. Jeśli publicznie nie obnoszą się zanadto ze swoją działalnością (co innego, gdy chodzi o poglądy) i zachowują elementarną ostrożność, by zamaskować swoje poczynania, funkcjonują poza sferą oddziaływania służb informacyjnych państwa, co ułatwia im zadanie. Ich wykrycie jest zatem bardzo trudne, co gorsza, często znajdują oni swoich naśladowców, stanowiąc inspirację do podobnych działań innych tzw. „wannabe” terrorists. Uwaga, jaka jest im poświęcana, z konieczności, przez globalne media, jest dla nich nagrodą i zapowiedzią nagrody dla tych, którzy chcą pójść w ich ślady. Anonimowy młody norweski farmer, „analityk polityczny”, jak sam miał się określić, o którym nikt na świecie nie wiedział do piątku 22 lipca 2011 roku, przeszedł do historii Norwegii i świata, stając się globalnym „celebrytą” zła. Wybił się zatem z „samotnego tłumu” i trafił na pierwsze strony gazet, telewizyjne i radiowe „jedynki” i do podręczników historii. Tysiące komentatorów i analityków będą teraz dociekać motywów jego działania, analizując zdjęcia, wykonane przez niego przy użyciu programu komputerowego i zamieszczone w globalnej Sieci, często wyciągając zbyt daleko idące wnioski.
Konsekwencje tego wydarzenia również będą znaczące a jego wpływ sięgniepoza granice Norwegii. Kolejny spokojny i dostatni kraj będzie musiał boleśnie pożegnać się z mitem „oazy spokoju i bezpieczeństwa”, który chyba w istotny sposób wpłynął na dość opieszałą reakcję struktur państwowych na zaistniały kryzys, zwłaszcza na to, co działo się na bliskiej Oslo wyspie, którą tego dnia miał odwiedzić premier. Nie sposób oprzeć się refleksji, że piątkowe wydarzenia są norweskim Smoleńskiem, obnażającym stan funkcjonowania państwa w sytuacji mało prawdopodobnego, jednak możliwego kryzysu. Aparat państwowy będzie musiał dokonać wysiłku przemyślenia swojego działania, by ograniczyć możliwą liczbę ofiar w podobnej sytuacji w przyszłości. Kolejne demokratyczne europejskie społeczeństwo będzie musiało wyważyć skomplikowaną relację między poczuciem bezpieczeństwa, a obywatelską swobodą i wolnością. Niewykluczone, że klimat intelektualny wymusi, by pewne poglądy przedstawiać przynajmniej w innej formie (nie jest pewne, czy poglądy wyrażane np. przez Michaela Wolffsohna - http://wyborcza.pl/1,9773...ka_wojna.htm... - nie zostaną teraz, pod wpływem tych dramatycznych wydarzeń, uznane za nazbyt ekstremalne), co istotnie wpłynie na kształt debaty o ważnych dla Europy sprawach. Innych możliwych konsekwencji tego wydarzenia nie potrafimy sobie nawet do końca wyobrazić.
Teraz pozostaje nam cierpliwie czekać zarówno na wyniki śledztwa prowadzonego przez norweskie władze, jak i na to, co sprawca tej masakry, Anders Behring Breivik, zechce powiedzieć w trakcie procesu. Nie zginął on w trakcie prowadzonej operacji, istnieje zatem możliwość bliższego poznania jego punktu widzenia. Uważni analitycy mogą dzięki temu zyskać bogaty i ważny materiał do swoich przemyśleń.
Autor jest ekspertem ds. terroryzmu, doktorem habilitowanym profesorem nadzwyczajnym UŁ na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum