Wysłany: 07-07-2008, 18:47 Wstrząsająca relacja z porwania - "to horror"
Wstrząsająca relacja z porwania - "to horror"
Zakładnicy, którzy wraz z Ingrid Betancourt zostali porwani przez lewicowych rebeliantów i przez lata przetrzymywani byli w kolumbijskiej dżungli, mówią teraz o życiu w nędzy i wykorzystywaniu.
Jak wynika z relacji jednego z zakładników, między samymi ofiarami nie zawsze panowała jednak zgoda. Zdarzało się, że podczas wieloletniej udręki zakładnicy zwracali się również przeciw sobie, choć w tym czasie walczyli z chorobami i rozpaczą, przywiązani łańcuchami do drzew lub do innych osób. Dochodziło do kłótni, a nawet do walk – mówi jeden ze szczęśliwie uwolnionych.
Były kolumbijski kongresman, Luis Eladio Perez, który w dżungli kolumbijskiej spędził jako zakładnik cztery lata, mówi, że Betancourt groziło nawet seksualne wykorzystywanie ze strony innych zakładników. Rebelianci uwolnili kongresmana dopiero w tym roku. - Bez wątpienia, życie w takich warunkach w jednym miejscu z dużą liczbą innych osób jest bardzo trudne – mówi Perez. - Codziennie dochodziło do jakichś incydentów i konfliktów. Różne opinie wśród zakładników tworzyły tarcia, a efektem tego były nawet walki - dodał.
Dzięki relacji byłego kongresmana poznajemy nowe szczegóły tego trudnego okresu i problemy, z jakimi borykali się Betancourt oraz czternastu innych zakładników, którzy zostali uwolnieni w zeszłym tygodniu w wyniku brawurowej akcji przeprowadzonej przez kolumbijski wywiad. Były zakładnik opowiadał także o próbie ucieczki, podczas której on i Betancourt zaszyli się w dżungli, ryzykowali przeprawę przez rzekę oraz próbowali wpław dostać się do Brazylii.
Rozdrażnienie oraz napięcia między zakładnikami powodowały, że ich oprawcy niejednokrotnie traktowali ich jeszcze ostrzej – mówi Perez o rebeliantach z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii – organizacji znanej jako FARC, która nadal przetrzymuje około 750 zakładników.
Perez odniósł się także do napięć, które odczuwalne były w kontaktach Betancourt z innymi zakładnikami.
- Były dwa lub trzy takie przypadki - powiedział Perez, dodając jednak: Ale ci z nas, którzy ją znali i którzy przyjaźnili się z nią, stanęli po stronie Ingrid.
Perez nie chciał ujawnić więcej szczegółów i nie rozwinął tego wątku. Nie zrobiła tego też sama Ingrid Betancourt, która ma podwójne francusko-kolumbijskie obywatelstwo.
46-letnia kobieta ubiegała się o stanowisko prezydenta Kolumbii, kiedy w 2002 roku została porwana przez rebeliantów FARC. Betancourt po uwolnieniu wspomniała jedynie o tym, jak była traktowana przez rebeliantów, mówiąc, że okrutnie cierpiała. Swego oprawcę Dowódcę Enrique nazwała człowiekiem szczególnie okrutnym, informując, że w niewoli była przykuta łańcuchem wokół szyi do innych więźniów. Betancourt poinformowała również, że miała wiele problemów zdrowotnych, straciła poważnie na wadze, miała problemy z jedzeniem i piciem oraz cierpiała na nieustanne wyczerpanie.
- Nie traktowano nas jak istoty ludzkie, nie można nawet mówić o ludzkich istotach – powiedziała Betancourt. - Nie traktowałabym w ten sposób żadnego zwierzęcia, a nawet chyba rośliny - dodała.
Podczas brawurowej akcji kolumbijskiej armii uwolniono także trzech Amerykanów - Marca Gonsalvesa, Thomasa Howesa i Keith Stansell. Jeden z nich stanął nie raz w obronie Betancourt – powiedziała Yolanda Pulecio, matka Betancourt.
- Kongresman Luis Eladio Perez powiedział mi, że Marc Gonsalves zachowywał się bardzo dobrze w stosunku do Ingrid i bronił ją przed agresją niektórych innych więźniów – powiedziała kobieta. Powołując się na informacje od jednego z więźniów, który wcześniej zdołał uciec rebeliantom, matka Betancourt przyznała, że jej córka miała w niewoli problemy z innymi więźniami, a także z byłym przyjacielem i oficerami oraz policjantami, którzy znaleźli się wśród zakładników. O podobnych problemach wspominał także mąż Betancourt, Juan Carlos Lecompte, który udzielił wywiadu prasie jeszcze przed uwolnieniem żony.
- Niektórzy policjanci i żołnierze, którzy stali się zakładnikami, próbowali wykorzystać Ingrid – powiedział wtedy Lecompte. - Być może dlatego, że po dziesięciu latach przetrzymywania w dżungli, stracili rozum. Dzieje się tam mnóstwo okropnych rzeczy - mówił.
Napięcia między zakładnikami były jednak niczym w porównaniu z okrucieństwem samych porywaczy, należących do Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii, marksistowskiej organizacji powstańczej, która od ponad czterdziestu lat walczy o obalenie kolumbijskiego rządu. W wojnie domowej – w którą zaangażowani są lewicowy FARC, prawicowe organizacje paramilitarne, siły zbrojne kraju oraz handlarze narkotyków – zginęły już dziesiątki tysięcy ludzi.
Jak wynika z relacji byłych zakładników, tuż po pojmaniu Betancourt wielu rebeliantów zachowywało się dobrze w stosunku do niej, ale średniej rangi dowódcy wkrótce stali się niegrzeczni i ordynarni. Jak mówi Perez, "atmosfera nie była najgorsza", a rebelianci zakuwali w łańcuchy zakładników między 18. a 6. rano. Wtedy Betancourt i Perez uciekli.
20 lipca 2005 roku, tuż po północy, kiedy burza szalała nad obozem, Betancourt oraz Perez uciekli w głąb dżungli. Zdecydowali się na ucieczkę, ponieważ – jak powiedział Perez – zauważyli, że rebelianci otaczają obóz drutem kolczastym. Podjęli tę desperacką decyzję, choć mieli mało żywności i chociaż Perez nie odzyskał jeszcze w pełni sił po chorobie. Pobiegli w kierunku rzeki, którą płynęli przez co najmniej dwie godziny. Później resztkami sił wczołgali się na drugi brzeg i biegli przed siebie aż do świtu. Ukrywali się i odpoczywali w ciągu dnia, a biegli i płynęli w nocy – w sumie przez pięć dni.
- Myśleliśmy nadzieję, że rzeka doprowadzi nas do Brazylii – powiedział Perez.
Niestety kończyła im się żywność, a Betancourt straciła trzy haczyki, które udało się jej zabrać ze sobą, a którymi próbowali łowić ryby. Perez, który jest cukrzykiem, zaczął mieć poważne problemy z poziomem cukru we krwi i w końcu – szóstego dnia – uciekinierzy postanowili oddać się z powrotem w ręce rebeliantów.
- Kiedy znaleźliśmy się wśród rebeliantów, zaczęli nas traktować o wiele gorzej – relacjonował mężczyzna.
Od tego czasu rebelianci przetrzymywali zakładników skutych łańcuchami przez całą dobę – najpierw przykuli ich do drzew, a później do innych osób. Oznaczało to, że kiedy jedna osoba chciała iść do łazienki, druga musiała jej towarzyszyć. Kiedy jedna z osób przewracała się na drugi bok podczas snu, druga musiała zrobić to samo. Rebelianci zabrali także zakładnikom obuwie – powiedział Perez – co spowodowało, że stopy zaczęły im dosłownie gnić.
- To najgorsze, czego FARC mógł się dopuścić – traktować ludzi jak zwierzęta – mówi Perez. - To przypominało horror Drugiej Wojny Światowej lub z czasów Wietnamu; tak właśnie żyliśmy w dzisiejszych czasach w Kolumbii.
Betancourt opisała skutki takiego traktowania w liście, który w listopadzie zeszłego roku napisała do swojego męża – liście, który rebelianci pozwolili jej wysłać jako dowód tego, że wciąż żyje.
- To bardzo gęsta dżungla, a promienie światła rzadko przebijają się przez sklepienie drzew. To miejsce pozbawione jest też uczuć, solidarności oraz jakiejkolwiek wrażliwości – napisała Betancourt.
- Tych sześć lat pokazało mi, że nie jestem odporna, nie jestem odważna, inteligenta i tak silna, jak myślałam. Poddaję się. Mam dość cierpienia i okłamywania samej siebie wierząc, że to wszystko wkrótce się zakończy – napisała do swego męża. - Pamięć oznacza życie, a później znowu umieranie - dodała.
Osiem miesięcy później, nieoznakowany biały helikopter zanurkował w gęstej dżungli, a lecący nim tajni agenci kolumbijskiego wywiadu udawali lewicowych rebeliantów. Kilka chwil później na jego pokład weszli Betancourt, Amerykanie oraz jedenastu innych zakładników, którzy myśleli, że FARC chce ich przetransportować w inne miejsce. Po kilku minutach dowiedzieli się jednak, że ten lot oznacza dla nich powrót do wolności.
Od tego czasu Betancourt oraz pozostali uwolnieni spotkali się już z rodzinami, które nie widziały ich od lat. Spotkaniu towarzyszyły radość i łzy. Jak mówią sami uwolnieni, ich szczęście pomniejsza jedynie świadomość tego, że setki innych zakładników nadal przetrzymywani są w głębi kolumbijskiej dżungli, czekając na uwolnienie z rąk rebeliantów należących do Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum