Wysłany: 01-11-2011, 18:26 Tezy obrony Breivika: był odrzucany i potępiany
Cytat:
Tezy obrony Breivika: był odrzucany i potępiany za swoje poglądy
dżek, AP
01.11.2011 aktualizacja: 2011-11-01 14:21
Brak tolerancji dla radykalnych poglądów Andersa Breivika, zła reakcja policji oraz żałosny stan norweskiego bezpieczeństwa - to główne tezy obrońcy Norwego, który w lipcu zabił w dwóch atakach 77 osób. Proces ma ruszyć wiosną.
Adwokat Andersa Breivika oskarżanego o zabicie w lipcu 8 osób w zamachu bombowym w centrum Oslo, a następnie o zamordowanie 69 uczestników obozu młodzieżowego Partii Pracy na wyspie Utoeya, przedstawił najważniejsze punkty obrony terrorysty przed sądem. Proces Breivika, który jest obecnie poddawany badaniom psychiatrycznym, rozpocznie się za pewne w przyszłym roku, po Świętach Wielkanocnych.
Geir Lippestad, główny obrońca Breivika, zamierza dowieść, że radykalizacja i agresja oskarżonego narastała przez lata, gdyż był on odrzucany i potępiany za swoje poglądy.
Zdaniem adwokata, Breivik był także lekceważony, czego dowodem ma być fakt, iż nikt nie zareagował na jego zagraniczne zakupy materiałów do konstrukcji bomby. Ponadto, przebieg wypadków - w opinii obrony - wskazuje na żałosny stan norweskiego bezpieczeństwa. Breivika nie zatrzymano bowiem po wybuchu bomby w Oslo, choć był na miejscu. Uchwyciły go też kamery monitoringu, kiedy spokojnie maszerował ulicą. Nie reagowano na jego telefony do policji z wyspy Utoeya, w których deklarował chęć oddania się w jej ręce, co ma świadczyć o jego determinacji do współpracy z władzami. Przedstawiając swe tezy adwokat przypomniał, że zadaniem obrony jest wskazywanie na okoliczności łagodzące ocenę czynów oskarżonego.
no mnie się też tak zdaje, że winne to tu jest społeczeństwo i policja - powinni go wypuścić i wypłacić duże odszkodowanie za szkody moralne tytułem przebywania w więzieniu.
"Chciałem zabić jeszcze więcej ludzi"
wczoraj, 11:42 Gerald Traufetter, Julia Amalia Heyer / Der Spiegel
Anders Behring Breivik, fot. Reuters
Anders Behring Breivik, sprawca zamachu w Oslo i masakry na wyspie Utoya szokuje przesłuchujących go już od trzech miesięcy śledczych. Mówi dużo i chętnie, ale w jego słowach nie ma ani śladu żalu czy refleksji na temat popełnionych czynów.
W pedantyczny sposób dba o to, by regularnie dostarczać swemu organizmowi wodę. Podczas przesłuchania w określonych odstępach czasu sięga po butelkę, otwiera ją i pociąga mały łyk. Potem spogląda na wiszący na ścianie zegar i mówi dalej.
Dla psychologa policyjnego Asbjorna Rachlewa Anders Breivik jest nie tylko zabójcą wielu ludzi, ale przede wszystkim świadkiem koronnym. Jego przesłuchania trwają nawet po dziesięć godzin dziennie, Rachlew obserwuje je zza lustrzanych szyb. Niekiedy śledczy są już wyczerpani, on zaś nadal czuje się doskonale. – Kontynuujmy – mówi.
Anders Breivik zamordował 77 osób. Podkładając bombę, spowodował spustoszenia w centrum Oslo, a następnie, przebrany za policjanta, zastrzelił 69 dzieci i młodzieży na małej wyspie Utoya, niektórych z nich dziurawiąc kulami jak sito. Przyznał się do winy, ale nie okazał najmniejszego żalu. Mówi, że chciał podłożyć jeszcze jedną bombę, zabić jeszcze więcej ludzi. Podczas przesłuchań opowiada wszystko bardzo dokładnie, na pytania odpowiada uprzejmie i wyraża się jasno. – Ma się wrażenie, że najchętniej w ogóle nie przestawałby mówić – zauważa Rachlew.
Od swego aresztowania 22 lipca co najmniej raz w tygodniu siedzi na jednym z dwóch jasnoniebieskich foteli, przy niewielkim okrągłym stole. W sali numer 6030 na szóstym piętrze budynku policji w Oslo nic nie jest pozostawione przypadkowi. Temperatura wynosi tu około 20 stopni, termostat reguluje wilgotność powietrza. Fotele ustawione są obok, a nie naprzeciwko siebie, Breivik, sprawca i świadek, nie musi patrzeć w oczy temu, kto zadaje mu kolejne pytania.
– Nie chcemy doprowadzać do konfrontacji – wyjaśnia Rachlew. Pomieszczenie ma wyglądać przytulnie, stąd kraciaste zasłony na lustrzanych szybach i błękitne obicia. – On powinien z nami rozmawiać. Przypomnieć sobie wszystko – dodaje psycholog. Każdą twarz, na którą patrzył, zanim oddał strzał.
W tej sali Breivik był już w sumie czternaście razy, spędził w niej ponad sto godzin. Zapis tego, co opowiedział o bombie i masakrze na obozie młodzieżowym, zajmuje 430 stron. Jego treść jest tajna, to podstawa procesu, który ma się rozpocząć w przyszłym roku.
Śledczy muszą wyrobić sobie obraz sprawcy i popełnionych przez niego czynów. Rodzice chcą wiedzieć, w jaki sposób zginęły ich dzieci, gdzie próbowały się ukryć, jak długo musiały cierpieć. – Rozmawiamy z nim o każdej zastrzelonej osobie, o wszystkich szczegółach – mówi Rachlew.
Niewyjaśnione i niepojęte dla przesłuchujących i dla rodzin ofiar, a także dla reszty świata, pozostaje jedno: dlaczego to zrobił? Co każe człowiekowi działać z takim okrucieństwem? Jak ktoś, kto był tylko plotącym głupstwa zwolennikiem perfidnej spiskowej teorii, mógł stać się terrorystą, masowym mordercą?
Breivik w sposób „w pełni zadowalający” współpracuje z policją, przyznaje z pewnymi oporami Christian Hatlo. Psycholog Rachlew i on są jedynymi osobami, które mają prawo wypowiadać się na temat przesłuchań. Prawnik Hatlo, tak samo jak Breivik i jak Rachlew, jest wysokim blondynem, niedawno sam został ojcem. Przygotowuje on akt oskarżenia i tak samo jak psycholog jest obecny prawie na każdym spotkaniu ze sprawcą. Normalni mordercy nie chcą rozmawiać – zauważa. Ten natomiast mówi bez przerwy. – To męczące – stwierdza Hatlo. Przerywa tylko czasami, żeby zapalić papierosa lub zjeść hamburgera, które adwokat zamawia dla niego w jego ulubionej restauracji.
Breivik cierpliwie i dokładnie wyjaśnia, jak zobaczył daną dziewczynę czy chłopaka na wyspie Utoya, w jaki sposób wywabił ich z kryjówki, a następnie wycelował w nich broń. Mówi, że dokonywał selekcji – młodsze dzieci oszczędzał, bo one – jak tłumaczy śledczym – nie zostały jeszcze zindokrynowane przez Partię Pracy i „kulturowych marksistów”.
On sam chce tego przesłuchania, chce, żeby wszystko, co mówi, było zapisane i nagrane. – Nic dziwnego, że podczas zatrzymania zadbał o to, żeby go nie zastrzelono – zauważa Asbjorn Rachlew. Jest obecnie „rzadkim zwierzęciem w zoo”, normalnie bowiem sprawcy tacy jak on na końcu popełniają samobójstwo.
Pierwsze cztery osoby było mu trudno zastrzelić – opowiada Rachlewowi i Hatlo. Ale muzyka, "Lux Aeterna" z „Władcy Pierścieni”, która pulsowała mu w słuchawkach, dodała sprawcy euforii. Były też narkotyki – amfetamina. Przełączył się na autopilota – jak to określa. Główną rolę jednak odegrały jego przekonania.
Breivik stale powtarza, że miał obowiązek rozpocząć mającą trwać 60 lat wojnę przeciwko upadkowi świata. Chce walczyć za Norwegię, za Europę. Jego rodacy, twierdzi, będą mu kiedyś za to wdzięczni. To obłęd, w dodatku okrutny. Wszystkich, którzy mieli do czynienia z Andersem Behringiem Breivikiem od czasu jego aresztowania – nie jest ich wielu – nurtuje pytanie o wymiar zła, z jakim się tu spotkali. Czyn tego mężczyzny, jego późniejsze reakcje, sama jego egzystencja podają w wątpliwość cały ich profesjonalizm.
Wygląda na bardzo zadowolonego – zauważa Asbjorn Rachlew. – Nie okazuje żadnych uczuć, żadnej empatii – dodaje Christian Hatlo. Kiedy ów sprawca nazywa swój czyn „strasznym”, jest to dla niego tylko słowo. Nic przy tym nie czuje.
Geir Lippestad, który cztery dni po zamachach wziął na siebie obronę Breivika, twierdzi, że nawet teraz, trzy miesiące później, obowiązek ten nie stał się dla niego łatwiejszy. – Muszę go bronić, to mój klient – mówi adwokat. Jednocześnie musi się wobec niego zdystansować – jako człowiek. Widuje się z nim trzy razy w tygodniu, na przesłuchaniach w budynku policji. Czasami siedzi w sali, innym razem za lustrzaną szybą.
Reakcje Breivika – stwierdza – są trudne do zinterpretowania. Również po trzech miesiącach. Morderca 77 ludzi nigdy nie zachowuje się agresywnie, zastanawia się, odpowiada po namyśle, Ale to, co mówi, jest trudne do zrozumienia. – Ja nie mogę za nim nadążyć – przyznaje obrońca.
Szukając odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”, chce, by zbadane zostało wczesne dzieciństwo jego klienta. Gazecie „Dagbladet" powiedział, że było one „bardzo dalekie od normalności“. To coś więcej niż tylko strategia obrońcy, istnieją przesłanki pozwalające odnaleźć wczesne zaburzenia w rozwoju sprawcy.
Rodzice Breivika, dyplomata i pielęgniarka, rozwiedli się, kiedy miał on cztery lata, już wcześniej zresztą żyli oddzielnie. Między matką a ojcem doszło do kłótni o prawo do opieki nad potomkiem, zawiadomiony został urząd do spraw dzieci i młodzieży. Matka prosiła o pomoc w zajęciu się malcem w weekendy. Warunki, w jakich żyło dziecko, wydały się urzędowi tak niepokojące, że postanowiono przeprowadzić badania psychologiczne. Specjalista napisał dwie opinie, końcowy wniosek brzmiał: „dziecku Andersowi Breivikowi grozi niebezpieczeństwo doznania szkód psychicznych”.
– Nam Breivik powiedział, że jego dzieciństwo przebiegało zupełnie normalnie – stwierdza Christian Hatlo. W tak zwanym manifeście, dokumencie, który liczy ponad tysiąc stron, napisał, że miał chyba „za dużo wolności”. Że był jednym z owych uprzywilejowanych dzieci z bogatej zachodniej części Oslo.
Psycholodzy uważają, że Breivik chce w ten sposób wywołać wrażenie, iż rozwijał się normalnie i wzrastał w normalnych warunkach. Chodzi mu to, by jego czyn uznany został za świadomie wysłany sygnał polityczny. Popełniona przez niego masakra była konieczna dla utrzymania chrześcijańskiej cywilizacji.
W jego życiu jest jeszcze jedna, nie do końca wyjaśniona cezura. – Pewne wydarzenie z młodości – mówi Christian Hatlo. Gdy Breivik miał 15 lat, zerwał kontakty z ojcem i od tamtej pory stawał się coraz bardziej wycofany. W roczniku swojej szkoły w 1995 roku został opisany następująco: „Anders był członkiem naszej »bandy«, potem jednak przestał nagle przyjaźnić się z innymi”. Raz nawet uderzył podobno rektora, w roczniku napisano też, że często robił „nieobliczalne, głupie rzeczy”. Potem zaś zaczął marzyć o tym, żeby mieć idealne ciało. W tamtym czasie narzucił sobie rygorystyczny program fitnessowy, który prowadził, w sposób mniej lub bardziej ekstremalny, aż do dnia lipcowych zamachów.
Stary szkolny przyjaciel opisuje go jako człowieka, który sprawiał wrażenie bardzo zimnego, rzadko okazywał jakiekolwiek emocje – z wyjątkiem radości, kiedy poczuł „kopa”. Młodemu Andersowi największego „kopa” dawało robienie rzeczy, jakich inni się po nim nie spodziewali lub on sam nie miał na to wcześniej wystarczająco dużo odwagi. – Ale czy w wieku piętnastu lat nie byliśmy wszyscy tacy? – pyta retorycznie dawny kolega.
Breivik stale szukał kontaktu ze środowiskiem hip-hopu, z graficiarzami. Tak do końca nigdy mu się to nie udało – opowiadają śledczy. Niedawno odnaleziono nagranie wideo, zrobione na jakiejś imprezie Partii Postępu, do której należał przez parę lat. Widać na nim, jak siedzi samotnie na kanapie, w dziwnych okularach, i pali, podczas gdy wszyscy wokół niego oddają się dzikim tańcom. Słychać okrzyki, dziewczyny się rozbierają, on zaś uśmiecha się z zakłopotaniem do kamery, a po chwili odwraca się i zaciąga papierosem.
W tej chwili, niezależnie od policyjnego śledztwa, Breivika bada dwóch psychiatrów. Na liście policji znajdują się nazwiska 120 osób, z którymi miał bliższe kontakty. Pięćdziesiąt z nich już przesłuchano, przez 40 godzin rozmawiano z jego matką, która znajduje się pod opieką psychologa. – Czasami wolałbym, żeby on sam się zabił, zamiast sprawić tyle cierpienia innym – powiedział jego ojciec.
Psychiatrzy sądowi chcą obecnie sprawdzić, czy okrucieństwo Breivika mogło mieć przyczynę natury neurologicznej. Za pomocą rezonansu magnetycznego będzie można zmierzyć, czy uszkodzone są ważne połączenia między ośrodkami w mózgu, które odpowiadają za odczuwanie emocji. Krótko mówiąc – chodzi o wyjaśnienie, czy Anders Behring Breivik jest w ogóle zdolny do takich uczuć jak empatia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum