Wysłany: 10-07-2008, 15:30 "Śmierć towarzyszyła mi codziennie"
"Śmierć towarzyszyła mi codziennie"
Ingrid Betancourt na nagraniu wideo zaraz po akcji ratunkowej z 4 lipca
AFP
- Nie wyobrażałam sobie nawet, że może to potrwać niemal siedem lat. Myślałam, że najwyżej trzy miesiące. Nie miałam pojęcia, co mnie czeka - powiedziała Ingrid Betancourt w programie stacji CNN "Larry King Live". "Śmierć towarzyszyła mi codziennie" - tak ponad sześcioletnią niewolę w rękach rebeliantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii wspomina Betancourt.
Betancourt, która ma podwójne francuskie i kolumbijskie obywatelstwo, kandydowała na stanowisko prezydenta Kolumbii i prowadziła kampanię, gdy w 2002 roku została uprowadzona przez rebeliantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
Z ich rąk odbito ją na początku miesiąca w wyniku starannie zaplanowanej akcji. Rebelianci zostali oszukani i dobrowolnie oddali Betancourt oraz czternastu innych zakładników, w tym trzech Amerykanów, w ręce kolumbijskiej armii. Betancourt rozmawiała z Larrym Kingiem, gospodarzem programu w CNN będąc już w Paryżu, we Francji. - Wydaje mi się, że rebelianci w pewnym sensie zdawali sobie sprawę, o co walczyłam. Miałam wrażenie, że też dążyli do tego samego, choć zdecydowanie innymi sposobami. Walczyłam przecież o sprawiedliwość społeczną, sprzeciwiałam się korupcji - powiedziała.
Podczas wywiadu Betancourt mówiła wolno i była wyraźnie zmęczona. Tłumaczyła, że ostatni tydzień był dla niej bardzo wyczerpujący. Opowiadała, że gdy została uprowadzona, wydarzenia potoczyły się w takim tempie, że początkowo nie docierało do niej, że z wolnej osoby stała się zakładniczką. - Żyjesz normalnie, jak każda wolna osoba, i nagle stajesz się więźniem, musisz słuchać rozmaitych rozkazów. Siądź tutaj, stań tam. Nie wolno ci nawet przenieść własnej torby z miejsca na miejsce, jeśli wcześniej nie poprosisz o pozwolenie - powiedziała.
Betancourt kandydowała na prezydenta Kolumbii obiecując walkę z przemytnikami narkotyków oraz z metodami stosowanymi przez rebeliantów Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii, a konkretnie z braniem na zakładników niewinnych ludzi. Spotkała się z przywódcami FARC mówiąc im "koniec z porwaniami".
- Wydawało mi się, że znaleźliśmy nić porozumienia. Myliłam się. Nie zdawałam sobie sprawy, że ich tok myślenia jest zupełnie inny. Jeśli się z nimi nie współpracuje, nie jest się jednym z nich, to jest się ich wrogiem. Nie zdawałam sobie sprawy, że mnie też mogą uważać za swego wroga, ale tak właśnie było - powiedziała.
Betancourt powiedziała, że wiedziała, że rebelianci, którzy jej pilnowali mieli wyraźne rozkazy, by ją zabić w razie jakiejkolwiek próby jej odbicia. - Przez niemal siedem lat żyłam ze świadomością, że codziennie towarzyszy mi widmo śmierci - powiedziała.
Opieka lekarska w obozie rebeliantów praktycznie w ogóle nie istniała, nawet codziennie czynności były bardzo utrudnione. - Byłam jedyną kobietą w obozie pełnym mężczyzn. Wszystko było trudne. Mycie się, przebieranie. Zawsze się na wszystko spóźniałam. A wtedy na mnie wrzeszczeli i mi grozili. Tak było każdego dnia - wspominała.
Betancourt wyznała, że gdy została odbita z rąk rebeliantów zdała sobie sprawę jak bardzo jej życie się zmieniło – przynajmniej w jednym aspekcie – przestała się ciągle drapać po ugryzieniach rozmaitych insektów.
- Pobyt w niewoli w dżungli to było prawdziwe piekło. Piekło dla ciała, dla duszy i dla umysłu. Wszystko było okropne i przerażające. Cierpiałam z powodu wszystkich możliwych rodzajów bólu. W ciągu tygodnia moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni - powiedziała.
Betancourt odpowiedziała na niemal wszystkie zadane pytania. Nie chciała jednak mówić o Emmanuelu, dziecku, które w niewoli urodziła uprowadzona razem z nią Clara Rojas. Nie chciała też powiedzieć, czy była seksualnie molestowana.
- Wiele rzeczy, które wydarzyły się w dżungli, powinno pozostać w dżungli i nigdy nie ujrzeć światła dziennego - stwierdziła.
Rojas została uwolniona na początku tego roku. Rebelianci odebrali jej syna mniej więcej rok po jego narodzinach w 2004 roku. Przekazali go farmerowi, który udawał jego wuja, a następnie chłopiec został umieszczony w sierocińcu w Bogocie. Przebywał w nim cały czas, aż do momentu, gdy po odbiciu Rojas z rąk rebeliantów, został przekazany pod opiekę matki.
Betancourt nie chciała też wchodzić w szczegóły tego, jaka spotkała ją kara za nieudaną próbę ucieczki. - To było coś strasznego. Nie byłam na to gotowa. Nie chcę tego wspominać - powiedziała Kingowi. Dodała, że chyba najgorsze co ją spotkało, to "uświadomienie sobie, co ludzie są w stanie sobie nawzajem robić".
Pomimo koszmaru jaki przeżyła Betancourt mówi, że nie czuje nienawiści do rebeliantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii. - Wiele lat temu postanowiłam, że gdy odzyskam wolność, opuszczę wreszcie dżunglę, nie będę pielęgnowała w sobie nienawiści, żalu i chęci zemsty. Teraz, gdy znów jestem wolna, czuję się, jakbym była w zupełnie innym świecie. To, co się wydarzyło, wydaje się tak odległe, a ci ludzie tak obcy. Nie chcę zapomnieć, ale chcę wybaczyć - powiedziała.
Uwolnienie Betancourt znalazło się na pierwszych stronach wszystkich francuskich gazet i na czołówkach telewizyjnych wiadomości. Media i politycy podkreślali odwagę kobiety, jej niezłomność. Mimo doniesień, że w czasie niewoli nabawiła się choroby wątroby, lekarze w zeszłym tygodniu orzekli, że jej stan zdrowia jest dobry.
W dniu, w którym została uratowana, o własnych siłach wyszła z samolotu i przez ponad godzinę stała, odpowiadając na pytania dziennikarzy. Opowiadała, że w tym dniu wszystkich zakładników obudzono o czwartej nad ranem i kazano im przygotować się do drogi. Powiedziano im, że helikopterem ma przybyć międzynarodowa komisja i że tym samym helikopterem zakładnicy mają zostać przewiezieni w inne miejsce.
Gdy śmigłowiec się pojawił, wydawało się, że jeden z członków załogi doskonale zna przywódców rebeliantów, i zakładnicy stracili wątłą nadzieję na to, że zostaną uwolnieni.
- Mieli kamerę, filmowali nas, więc pomyślałam, że robią to, bo chcą udowodnić światu, że jeszcze żyjemy i że nasza niewola może potrwać kolejne cztery, pięć, a nawet sześć lat - mówiła. Prawda była taka, że kolumbijska armia przygotowała precyzyjną operację i zdołała przekonać rebeliantów, że przewiezienie zakładników w inne miejsce zostało zlecone przez głównego dowódcę Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
Gdy zakładnicy weszli na pokład helikoptera i maszyna wzbiła się w powietrze, żołnierze obezwładnili dowódcę rebeliantów, który wsiadł na pokład wraz z zakładnikami. - Widziałam go. Leżał na podłodze, był unieszkodliwiony. Potem usłyszałam głos jednego z mężczyzn, który powiedział: "Jesteśmy z kolumbijskiej armii. Jesteście wolni". Nie byłam w stanie mówić, tylko krzyczałam. To był krzyk, który wydobywał się z głębi mojego ciała. Potem zaczęłam obejmować i ściskać kogo tylko się dało. Byłam taka szczęśliwa, mogłam ściskać i całować każdego. To było ogromne przeżycie. Wszyscy płakaliśmy - opowiadała Betancourt.
Teraz, gdy przebywa już we Francji, wraz ze swymi dziećmi i swą matką, Betancourt dodaje, że martwi się o los innych zakładników, którzy wciąż przetrzymywani są w dżungli, w obozach Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
- To równie dobrze mogliśmy być my. Mogliśmy pozostać w dżungli. Mieliśmy niesamowite szczęście. Dlatego tak ważne dla mnie jest, by prosić wszystkich, którzy mogą pomóc w walce o uwolnienie pozostałych zakładników - powiedziała.
Mówiąc o planach na przyszłość Betancourt przyznaje, że chciałaby jeszcze raz kandydować na prezydenta, choć dodaje, że nie jest to w tym momencie na liście jej priorytetów. - Niby jestem tą samą kobietą co kiedyś, jednak wiem, że w głębi serca pod wieloma względami się zmieniłam. Zmieniło się moje podejście do ludzi, zmienił się sposób, w jaki reaguje na wiele rzeczy. Zmieniły się także cele w moim życiu. Praktycznie jedyne co się nie zmieniło, to pragnienie pomagania innym - powiedziała.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum