Wysłany: 10-01-2012, 18:40 Rząd USA kłamie? Jak naprawdę zginął bin Laden?
Czy rząd Stanów Zjednoczonych oszukał cały świat? Jak naprawdę zginął Osama bin Laden? Kiedy wydawało się, że wszystko jest już jasne, na scenę wkroczył człowiek, który w całości podważył przebieg szturmu w pakistańskim Abbottabadzie. Politycy i wojskowi zarzucają mu kłamstwo, ale Chuck Pfarrer twardo obstaje przy swojej wersji, którą mieli mu przekazać komandosi z SEAL Team 6 biorący udział w akcji. Kto ma rację?
Helikopter z hukiem runął na ziemię. Komandosi musieli błyskawicznie zmienić plan. Sforsowali metalową bramę wewnątrz posiadłości, a następnie wysadzili drugą blokadę. Później dostali się do domu, w którym według CIA miał ukrywać się Osama bin Laden, zaczęli przeszukiwać budynek piętro po piętrze. Osamę dopadli po niecałych 40 minutach od wdarcia się na posesję. Był bezbronny, ale mimo to zginął. "Nikt nie chciał jeńców" - pisał dla "New Yorkera" Eric Shmidle w artykule zdradzającym kulisy akcji przeprowadzonej przez komandosów Navy SEALs.
Czytaj więcej: Dopadli go w nocy, zabili na oczach rodziny
Tak w skrócie brzmi medialno-rządowa narracja, którą Chuck Pfarrer, pisarz, scenarzysta, ale przede wszystkim były Navy SEAL, zakwestionował niemal w całości. Zebrał relacje swoich kolegów i tak powstała "Operacja Geronimo". Książka właśnie trafiła do polskich księgarń, a za oceanem zdążyła już wywołać falę kontrowersji. Rząd Stanów Zjednoczonych w całości odrzucił rewelacje byłego komandosa. - Źródła, na których oparte dotychczasowe przekazy, były polityczne. Moje źródła są operacyjne (…) Za trzy, cztery lata, gdy misja zostanie odtajniona, wszyscy będą mogli zobaczyć, co naprawdę zaszło - rewanżował się Pfarrer w wywiadzie dla telewizji Fox.
Nie chcieli go zabijać
Większość misji SEALsów polega na schwytaniu, a nie zabiciu celu operacji. Dowództwo wychodzi z prostego założenia: obiekt może dostarczyć cennych informacji jedynie wtedy, gdy zostanie pojmany żywcem. Taki punkt widzenia przedstawia Pfarrer i można założyć, że wie co mówi, bo wśród wojskowych obraca się od 30 lat, najpierw jako aktywny uczestnik misji specjalnych, a dziś jako doradca szkoleniowy i właściciel prywatnej firmy. Dlaczego komandosi zabili bezbronnego bin Ladena i ranili jego żonę? I czy Osama rzeczywiście był bezbronny?
"Bin Laden znajdował się przy tylnej ścianie. Rzucił się przez wielkie łóżko, chcąc chwycić karabin AKSU (zmodyfikowany AK-47 - przyp.), który trzymał u wezgłowia. (…) Nastąpiły cztery ciche wystrzały: najpierw dwa i zaraz za nimi drugie dwa" - tak Pfarrer opisuje decydujący moment akcji. Pierwszy strzał wbił się w materac, drugi trafił żonę bin Ladena w łydkę, gdy ten pchnął ją w stronę pary komandosów, by zyskać na czasie i doskoczyć do swojego karabinu. Nie zdążył. Trzecia kula rozerwała mu mostek, a czwarta przeszyła czaszkę. Osama zginął na miejscu. W pobliżu automatu, po który zmierzał bin Laden, znaleziono również pistolet Makarowa. "Bezbronny" bin Laden miał zginąć, bo w akcie desperacji rzucił się po broń. Jeśli wierzyć Pfarrerowi, terrorysta nie miał zamiaru się poddawać.
Zobacz zdjęcia: Wyszli na ulice świętować jego śmierć
12 kul i śmierć po 90 sekundach
Śmierć Osamy bin Ladena, według oficjalnych przekazów, zakończyła 40-minutowy szturm na posiadłość w Abbottabadzie. Była zwieńczeniem całej operacji, którą agencja UPI określiła mianem "krwawej i chaotycznej". U progu willi SEALSi zabili kuriera i jego żonę, a w środku dopadli syna bin Ladena, który zbiegał po schodach w ich kierunku.
Wersja byłego komandosa diametralnie różni się od historii przedstawianej przez rząd i media. Nie było ani krwawo, ani chaotycznie. Operacja przebiegała bez najmniejszego problemu. 26 komandosów SEAL Team 6 zużyło podczas niej 12 naboi, a Osama bin Laden nie żył już po 90 sekundach od rozpoczęcia akcji.
Według Pfarrera, śmierć nadeszła z powietrza. Komandosi zeskoczyli z helikoptera wprost na dach kryjówki bin Ladena. Stamtąd zeszli na taras i przedostali się do wnętrza. Natknęli się na jedną z żon terrorysty, obezwładnili ją i niemal w tej samej chwili dostrzegli samego bin Ladena, który wyjrzał zza drzwi i zatrzasnął się w pokoju. Zanim dostali się do środka ich ofiarą padł Chalid bin Laden, syn terrorysty, który wbiegał po schodach na piętro opanowywane przez SEALSów. Wszystko działo się na tyle błyskawicznie, że od momentu wylądowania na dachu do momentu śmierci bin Ladena minęło, według relacji Pfarrera, 90 sekund.
Media donosiły, że już na samym początku powodzenie "Włóczni Neptuna" (kryptonim akcji) było zagrożone. Stealth hawk, technologicznie zaawansowany śmigłowiec wart 50 milionów dolarów, wleciał w wir powietrzny i spadł na ziemię. Były komandos nie neguje samego wypadku, twierdzi natomiast, że okoliczności i czas kolizji były zupełnie inne. Według niego, śmigłowiec spadł, gdy było już po "wszystkim". Była to ta sama maszyna, która umożliwiła desant oddziałów z dachu willi, a sam wypadek był wynikiem awarii urządzeń sterowniczych w kokpicie. Runięcie jednego z dwóch stealth hawków utrudniło oddziałom ewakuację, jednak według Pfarrera nie sprawiło, że SEAL Team 6 musiał natychmiast obmyślić nowy plan działania, bo operacja była już niemal zakończona.
Bin Laden został zdradzony?
"Włócznia Neptuna" była efektem wieloletnich, skoordynowanych wysiłków oddziałów specjalnych i starań amerykańskiego wywiadu. A jak widzi to autor "Operacji Geronimo"? Pfarrer sądzi, że osobą która w dużej mierze umożliwiła rajd w Abbottabadzie był Ajman az-Zawahiri. Człowiek numer dwa w al-Kaidzie miał z premedytacją spisać na straty swojego szefa. Swój zaskakujący osąd autor popiera spekulacjami na temat przeszłości egipskiego radykała. Az-Zawahiri miał pozbywać się z otoczenia bin Ladena ludzi, którzy zagrażali jego własnym wpływom. Tak w 1989 roku zginął Abdullah Azzam, wieloletni mentor bin Ladena, islamski teolog i zwolennik obronnego dżihadu. Az-Zawahiri miał też zadenuncjować Chaleda Szejka Mohammeda, terrorystę, który zorganizował ataki z 11 września i był szefem operacji wojskowych al-Kaidy.
Pfarrer portretuje az-Zawahiriego jako betonowego islamskiego radykała, który widział siebie na czele organizacji na długo przed śmiercią Osamy bin Ladena i pośrednio sam tę śmierć zaranżował.
Zobacz wideo: Tęskni za bin Ladenem, nagrał film
Dowodem koronnym stojącym za tą teorią ma być kurier bin Ladena. Amerykanin określa go mianem "spalonego". Posłaniec był znany opinii publicznej, a jego nazwisko widniało w wielu publikacjach dotyczących zamachów na WTC. Az-Zawahiri musiał o tym wiedzieć, ale mimo to cały czas korzystał z usług Abu Ahmeda al-Kuwajtiego, co miało sprawić, że Amerykanie w końcu znaleźli kryjówkę szefa al-Kaidy.
Sprawdzali "co słychać" u Osamy?
O tym, gdzie dokładnie kryje się szef al-Kaidy miały wiedzieć służby wywiadowcze Pakistanu (ISI), ale mimo tego przez wiele lat nie zdradziły jego lokalizacji. Pfarrer twierdzi nawet, że próg willi w Abbottabadzie był kilkukrotnie przekraczany przez agentów ISI. "Przyjmował kurierów od az-Zawahiriego i al-Libbiego oraz oficerów pakistańskiego wywiadu ISI, którzy od czasu do czasu sprawdzali, co u niego słychać, ale przeważnie jego pakistańscy gospodarze zostawiali go w spokoju" - pisze w swojej książce.
Ale to nie koniec rewelacji. Przy okazji rozbijania "Operacji Geronimo" na czynniki pierwsze, Pfarrer obala mit o irackiej broni masowego rażenia.
"Przerażająca prawda jest taka, że w Iraku odkryto tysiące sztuk broni chemicznej. Co gorsza, broń chemiczna irackiego pochodzenia została przetransportowana przez terytorium Iranu i Pakistanu do Afganistanu, gdzie była dziesiątki razy wykorzystywana przez al-Kaidę przeciwko siłom NATO". W samym Iraku miało dojść do co najmniej stu ataków chemicznych. Były komandos podając te liczby, powołuje się na dokumenty WikiLeaks, z których większość stanowią bezpośrednie meldunki z zaatakowanych jednostek.
Wiele z tych ataków zostało udaremnionych. Do najbardziej spektakularnego uderzenia miało dojść 16 maja 2003 roku w jednej z dzielnic Bagdadu, gdzie bomba z czterema litrami sarinu nie wybuchła tylko dlatego, że zepsuł się zegarek, który odliczał czas do eksplozji. Gdyby doszło do uwolnienia trującej substancji, zagrożone byłoby życie 10 tysięcy cywili i trzech tysięcy żołnierzy stacjonujących w pobliskiej bazie. Z niewiadomych przyczyn doniesienia o irackiej broni chemicznej nie przebiły się na pierwsze strony gazet i do dziś opinia o tym, że reżim Husajna nie posiadał takiego arsenału jest powszechna.
"To nieprawda"
Tezy o posiadaniu pokaźnej ilości broni chemicznej nie wzbudziły sprzeciwu amerykańskich władz. Jednak sam opis przebiegu operacji został poddany bezlitosnej krytyce przez środowiska wojskowe. - To nieprawda, to nie było tak. Nigdy nie uganialiśmy się za autorem, starając się wytłumaczyć, że jego książka jest kłamstwem. Już samo to, mówi jak bardzo mija się z prawdą - mówił płk Tim Nye z amerykańskiego dowództwa operacyjnego sił specjalnych. Wersję Pfarrera podważa również adm. William McRaven, stojący na czele Połączonego Dowództwa Sił Specjalnych.
- Prawda jest po mojej stronie. Rozmawiałem z chłopakami, którzy byli na ziemi (w Abbottabadzie - przyp.) i tymi, którzy latali drugim helikopterem - odpierał zarzuty autor w wywiadzie dla Associated Press. Przedstawienie prawidłowej wersji zdarzeń i naprostowanie przekłamań jest dla niego kwestią patriotyzmu i dumy. Jak podkreślał wielokrotnie, nie wypada, by czołowa jednostka wojsk specjalnych była przedstawiana jako grupa amatorów, która przez 40 minut przeprowadza improwizowane natarcie przebijając się przez kolejne blokady. Pfarrer przedstawia komandosów jako ciche i sprawne maszyny, elitarną ekipę, która bezbłędnie wykonuje powierzone zadania. Mimo że "Operacja Geronimo" opisuje akcję w najdrobniejszych szczegółach, to lektura rodzi jeszcze więcej pytań. Jak było naprawdę? Czy były komandos zdradził operacyjne tajemnice, czym rozsierdził wojskowych i polityków? A może wymyślił całą historię, by podbić listy światowych bestsellerów? Na te pytania jeszcze długo nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi.
Adam Parfieniuk, Wirtualna Polska
Chuck Pffarer (ur. 1957 r.) - pisarz, scenarzysta, były komandos Navy SEALs. Brał udział w głośnej akcji pojmania Abu Abbasa i porywaczy odpowiedzialnych za uprowadzenie statku Achille Lauro. W jednostkach Navy SEALs służył osiem lat. W listopadzie 2011 roku opublikował kontrowersyjną "Operację Geronimo". 9 stycznia, nakładem wydawnictwa "Znak", książka ukazała się na polskim rynku.
ale co to za rewelacje??? przecież już wcześniej te informacje były znane... kolejna rewelacja... w Iraku nie było broni atomowej... no to chłop ma refleks
_________________ BOŻE CHROŃ MNIE OD PRZYJACIÓŁ, Z WROGAMI SAM SOBIE PORADZĘ
Pomógł: 4 razy Wiek: 12 Dołączył: 30 Gru 2005 Posty: 905 Skąd: daleko od ukochanej
Wysłany: 10-01-2012, 22:42
Pfarrer już dawno nie sprzedał knigi, plus ma parcie na szkło równe naszym niektórym genreałom. Tyle w temacie można o nim powiedzieć.
Ale sensacja sprzedaje książki.
Btw, ludzie nadal nie wiedzą że posługują się nazwą jednostki która nie istnieje od ponad 10 lat
_________________ "When the hour of crysis finally arrives, remember that 40 selected men can shake the world..."
Yasotay
W każdej plotce jest ziarno prawdy... tak mawiają. Z czasem się dowiemy.
Uważam jednak, że tych ziaren za dużo to nie ma a sam autor jest dobrym marketingowcem i piarowcem ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum