Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 22-06-2008, 10:58 Nowy rodzaj terroryzmu
Nowy rodzaj terroryzmu
AL-KAIDA SZKOLI EUROPEJCZYKÓW
tvn24.pl
Dziesiątki rdzennych Europejczyków szkoliły się w ostatnich miesiącach w obozach terrorystycznych na plemiennych terytoriach Pakistanu - podała telewizja ABC News, powołując się na amerykańskie źródła wywiadowcze.
Władze obawiają się, że może to oznaczać zupełnie nowy rodzaj związanego z Al-Kaidą terroryzmu - twierdzi ABC NEWS.
Rekrutowani w Europie terroryści mieli planować zamachy na Starym Kontynencie i być może w Stanach Zjednoczonych. Domniemani zamachowcy pochodzili z W. Brytanii, Holandii, Danii, Niemiec, Rumunii i Estonii - podali informatorzy telewizji.
Według nich niektórzy europejscy rekruci już rozpoczęli działalność. ABC News przypomina, że we wrześniu 2007 roku zatrzymano dwóch rdzennych Niemców planujących zamachy na amerykańskie obiekty wojskowe w Niemczech. Przedstawiciele amerykańskich władz sprawdzają, czy byli oni szkoleni w Pakistanie.
Pochodzących z Europy terrorystów o wiele trudniej jest zwalczać - ocenia telewizja. Nie budzą bowiem podejrzeń przy wjeździe do krajów Europy czy USA i łatwiej im się wtopić w tłum.
Także kwietniowy raport Europolu odnotował, że coraz więcej Europejczyków szkoli się w Pakistanie, a następnie "jest zamieszanych lub podejrzanych o przestępstwa terrorystyczne w UE".
/tr
nihil novi ....
Bojowniczka w sieci
Malika El-Arud pozyskuje dla Al-Kaidy nowych terrorystów, potencjalnych męczenników
Jest kobietą, a mimo to cieszy się wielkim szacunkiem belgijskich islamistów. Malika El-Arud pozyskuje dla Al-Kaidy nowych terrorystów, potencjalnych męczenników. Coraz więcej muzułmanek aktywnie włącza się w dzieło religijnego fanatyzmu.
Jesteśmy na ulicy de Gand w zachodniej części Brukseli. Świeci słońce. Sklepy rzeźnicze, delikatesy, punkty sprzedaży telefonów komórkowych, płyt i materiałów budowlanych – niemal wszystkie lokale handlowe mają właścicieli pochodzących z państw Maghrebu. – Tu jest takie małe Maroko – uśmiecha się Tarik, były fryzjer o dobrodusznym wyglądzie. Minutę później oddala się z obrażoną miną. Należy co prawda odpowiadać na "wszystkie pytania", ale na pewno nie na te dotyczące nasilenia się muzułmańskiego radykalizmu w tej uboższej części unijnej stolicy. Bezrobocie, które najsilniej uderza w młodych, w niektórych dzielnicach wynosi aż 40 proc. Czy Tarik słyszał o Malice El-Arud, alias Um Hobeid? – Tak, nie, nie wiem... – słyszę w odpowiedzi.
Ta Belgijka marokańskiego pochodzenia trafiła 27 maja na pierwszą stronę "International Herald Tribune" dzięki reportażowi przedrukowanemu z "New York Timesa". Dziennik przedstawił ją jako "jedną z czołowych dżihadystek Europy" i podał, że mieszkała w małym lokum nad jednym z brukselskich sklepów. Dwa dni później opowieść tę przedrukował pewien dziennik flamandzki.
Na stacji metra Etangs-Noirs czterech nastolatków chętnie zdaje relację z "partyzanckiej bitwy", jaką dziesięć dni temu stoczyli ze "skinami z Anderlechtu" i "policją, która ochrania te wieprze". Rzecz zakończyła się 200 aresztowaniami. Abdel nie zna ani Maliki, ani "Um Hobeid", ale – jak twierdzi – "tutaj możesz dowiedzieć się o Osamie wszystkiego, czego dusza zapragnie. Mamy książki, kasety, DVD… Jeśli chcesz, możemy cię nawet zwerbować. Chociaż nie, jak dla nas masz zbyt białą skórę".
Wybuchy śmiechu ściągają pełne dezaprobaty spojrzenie przechodzącego właśnie mężczyzny w beżowym turbanie. Nosi tradycyjną długą koszulę i skórzane sandały. – Plotą byle co – mruczy łagodnym głosem. Młody fundamentalista uśmiecha się i na odchodnym rzuca enigmatycznie: – Może niech pan obejrzy sobie lepiej Minbar-SoS.
Właśnie na tej stronie internetowej Malika El-Arud przedstawia swoje poglądy. Aby się z nią skontaktować, trzeba podać swoje elektroniczne namiary i poczekać na odpowiedź. Jednak Malika nie życzy sobie rozmów z mediami. Chyba że zapłacą jej za to 10 tysięcy euro i zgodzą się opublikować jej wypowiedź w całości. Informuje, że warunki spotkania przedstawia w stosownym miejscu na swojej stronie.
Nasza prośba o chwilę rozmowy, podobnie jak wpis złożony przez koleżankę z kanału France 24, najwyraźniej nie odpowiada stosowanym przez witrynę "kryteriom doboru", które nie zostały jednak sprecyzowane. Na stronie głównej Minibar-SoS znajdziemy między innymi fotografię Ajmana Al-Zawahiriego, numeru dwa w Al-Kaidzie, oraz informacje w języku arabskim o Guantanamo, Czeczenii i Palestynie. Minibar-SoS przyznaje się do 1400 członków, z czego 164 prowadzi aktywną działalność na rzecz islamu.
Ostrożność zachowują także ci mieszkańcy Brukseli, którzy przyznają się do znajomości z Maliką El-Arud. Bassam Ayachi, francusko-syryjski fundamentalistyczny kaznodzieja kierujący Belgijskim Centrum Islamskim (CIB) jest podobno nieuchwytny. O CIB zrobiło się głośno, bo udzielano tam ślubów religijnych bez skutków cywilnych.
Ponoć to właśnie w CIB pani El-Arud została połączona węzłem małżeńskim z Tunezyjczykiem Abdessatarem Dahmanem, alias Abu Hobeid, jednym z dwóch zabójców Ahmada Szaha Masuda, przywódcy afgańskiego ruchu oporu przeciwko wojskom radzieckim, a następnie przeciwko talibom. Masud został zamordowany dwa dni przed 11 września 2001 roku przez Dahmana i jego wspólnika. Zabójcy, wyposażeni w fałszywe dokumenty, podali się za dziennikarzy. Zostali zastrzeleni przez straż "Lwa Pansziru", człowieka, którego Malika El-Arud woli nazywać "diabłem", "złym muzułmaninem, wrogiem Osamy bin Ladena". – Byliśmy w stanie wojny i mój mąż miał prawo go zabić – powiedziała w 2002 roku dziennikarce Marie-Rose Armesto, rozmawiając z nią przed śmiercią Dahmana.
Jean-François Bastin, który przeszedł na islam i otrzymał imię Abdullah Abu Abdulazziz, jest autorem przedmowy do książki "Les soldats de lumiere" (fr. Żołnierze światła), którą w 2003 roku napisała Malika El-Arud. Opowiada w niej o swojej "drodze". Jak twierdzi, jest "wnuczką, żoną i siostrą mudżahedina" i pragnie "oczyścić honor męża i braci, których Bush nazywał nielegalnymi żołnierzami". Dziś Abdullah Bastin, założyciel Partii Młodych Muzułmanów w Brukseli, nie zaprzecza, że zna El-Arud, ale nie odpowiada na pytanie, w jaki sposób można się z nią skontaktować.
Ta internetowa dżihadystka stała się punktem odniesienia i źródłem inspiracji dla całej rzeszy osób znanych z sympatii dla Al-Kaidy. – Stała się prawdziwą ikoną – uważa Nadia Bouria, dziennikarka prywatnego kanału belgijskiego RTL-TVI, która uważnie śledzi jej losy. U źródeł tej sławy leży niewątpliwie rola, jaką odegrał jej mąż Abdessatar Dahman, a także jej kilkumiesięczny pobyt w Afganistanie przed upadkiem reżimu talibów. Mieszkała tam w "willi wybrańców", jednej z posesji oddanych przez Osamę bin Ladena do dyspozycji najlepszych bojowników. (…)
Po powrocie do Belgii została schwytana przez policję i stanęła przed sądem. Osądzono ją w 2003 roku w Brukseli, ale usłyszała wyrok uniewinniający, sąd uznał bowiem, że nie można dowieść jej współpracy z grupami terrorystycznymi.
W następnym okresie Malika El-Arud tylko potwierdziła słuszność opinii sędziów, którzy zwracali uwagę na jej "ewidentną pogardę" dla Zachodu. Jej nazwisko powracało przy okazji różnych śledztw prowadzonych w Belgii i Francji. Dżihadystka konsekwentnie przypisywała zamachy z 11 września "dziełu Żydów", którego celem było odwrócenie uwagi świata od konfliktu izraelsko-arabskiego i "zrównanie Palestyny z ziemią". W 2005 roku, już jako żona tunezyjskiego fundamentalisty, którego poślubiła w Szwajcarii, została skazana w zawieszeniu za wzniecanie nienawiści i popieranie organizacji przestępczej. To wtedy Malika zaczęła nowe życie „bojowniczki w internecie".
Po powrocie do Belgii nadal publikowała niedwuznaczne komunikaty. – Moje artykuły to bomby – oświadczyła dziennikarzowi "New York Timesa". W marcu, odnosząc się do wojen w Iraku i Afganistanie, rzuciła w twarz Zachodowi: – Wietnam jest niczym w porównaniu z tym, co was czeka w naszym kraju. Poproście od razu matki i żony, żeby zamówiły dla was trumny.
Ta 49-letnia kobieta urodzona w Tangerze, oficjalnie bezrobotna, jest "jak kamień" – twierdzi belgijskich specjalista od spraw walki z terroryzmem. – Stanowi zagrożenie – dodaje dyrektor biura prawnego policji federalnej. Claude Moniquet, dyrektor ośrodka badań nad bezpieczeństwem ESISC, uważa ją za "w pełni świadomą tego, co robi".
Belgijskie władze, opierając się na ustawach niedostosowanych do zmian, jakie zaszły w mediach elektronicznych, nie bardzo wiedzą, jak się zabrać za Malikę El-Arud, dopóki nie przekroczy ona granicy „nieaktywnego prozelityzmu”. A przede wszystkim obawiają się, by za ich sprawą nie zyskała jeszcze większego szacunku. – Gdyby sądy znalazły powód , żeby wsadzić mnie do więzienia, stałabym się żywą męczennicą – ostrzegała Malika, która nauczyła się skutecznie wykorzystywać media.
Przesłuchiwana przez wymiar sprawiedliwości, który w grudniu 2007 roku prowadził śledztwo w sprawie ucieczki planowanej przez przetrzymywanego w Belgii islamistę, zdołała jeszcze uniknąć procesu.
Władze niepokoi nie tylko sam "przypadek El-Arud", ale także coraz większy udział kobiet w siatce Al-Kaidy. Gilles de Kerckhobe, koordynator do spraw walki z terroryzmem w Radzie Unii Europejskiej, zalecił przeprowadzenie na ten temat specjalnego badania. Na jego wyniki musi poczekać kilka miesięcy.
Były sędzia w sprawach o terroryzm, Jean-Louis Bruguiere, który kilkakrotnie w aktach swoich spraw stykał się z nazwiskiem Maliki El-Arud, mówi o rosnącej roli kobiet "zarówno w sferze logistycznej jak i operacyjnej". Zwraca uwagę na decydujący wpływ, jaki niektóre z nich mogą wywierać na swoich mężów-bojowników. W jego opinii podjudzanie, którego dopuszcza się Malika, jest jednym z narzędzi, jakimi posługują się radykałowie, by rekrutować nowych członków.
Ostatnio Al-Kaida zdaje się powierzać kobietom szczególną rolę. Początkowo przywódcy siatki uważali je za kogoś w rodzaju "wroga wewnętrznego", podejrzanego o chęć paktowania z wrogiem, osłabianie woli mężczyzn gotowych umrzeć i uleganie urokowi zachodnich wartości obiecujących im wolność. W związku z tym teoretycy ruchu terrorystycznego opracowali specyficzną argumentację. W "Podręczniku rekrutacyjnym Al-Kaidy" Mathieu Guidere i Nicole Morgan szczegółowo przeanalizowali "epistołę" do kobiet autorstwa Jussufa Al-Ajeriego, towarzysza bin Ladena w Afganistanie i założyciela siatki saudyjskiej. W rozpowszechnionym w internecie przesłaniu zwraca się on do kobiet z apelem, by nie sprzeciwiały się poświęceniu swoich dzieci i same stawały się wojowniczkami.
Komunikat spotkał się z żywym odzewem: na radykalnych stronach internetowych pojawiły się ostatnio oświadczenia kobiet, które twierdzą, że pragną zostać męczennicami w miejsce mężczyzn. Obiecano im, że w zamian staną się "jeszcze piękniejsze i godne pożądania dla swoich mężów". Na tamtym świecie.
Jean-Pierre Stroobants/20.06.2008 13:41
1 czesc - rzeczywiscie nihil novi. Od dawna wiemy, ze to jest glowne zagrozenie w krajach umownego zachodu, ktore sa jeszcze dosc jednorodne kulturowo czy narodowosciowo.
ad 2.
Nie ma czlowieka, nie ma problemu. Co przede wszystkim powinny zrozumiec media, ktorych sila "informowania" jest bardzo duza a poczucie odpowiedzialnosci zadne.
_________________ Wszyscy, którzy walczyli fair, zginęli.
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 22-06-2008, 20:39
ad 2 pełna racja, z tym że to jest nie do zrobienia w systemie wolnych mass mediów, wykorzystywanych dodatkowo przez służby do różnych kampanii dezinformacyjnych plus wojny psychologicznej ...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum