Wysłany: 15-12-2010, 10:55 Nowe fakty ws. śmierci Olewnika
10 listopada gdańscy prokuratorzy w dole, w którym w 2003 roku zakopano zwłoki Krzysztofa Olewnika, odkryli butelki po piwie i innych alkoholach oraz resztki plastikowej siatki - poinformował serwis tvn24.pl.
Obecnie prokuratorzy badają DNA ze znalezionych rzeczy. W ten sposób starają się ustalić, ilu było morderców porwanego Krzystofa Olewnika. Zastanawiają się także, dlaczego cztery lata temu prokuratorzy z Olsztyna sami nie wykopali i nie zbadali tych dowodów.
10 listopada oskarżyciele z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku wrócili na leśną polanę pod Różanem na Mazowszu, na której zakopano zwłoki zamordowanego Olewnika.
Gdańscy oskarżyciele wiedzieli, że prokuratorzy z Olsztyna nie sprawdzili w 2006 roku wszystkich dowodów, które zostawili po sobie mordercy Krzysztofa. W trakcie obecnego śledztwa, prokuratorzy odkryli wstrząsające zaniedbanie poprzednich śledczych. Chodzi o szyjkę pustej butelki po piwie wetkniętą w metalową siatkę, w którą owinięto zwłoki Krzysztofa.
Przeleżała ona przez cztery lata w magazynie dowodów rzeczowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Nikt nie sprawdził, czyje DNA zachowało się na szyjce butelki. To był kolejny powód, dlaczego oskarżyciele z Gdańska wrócili na miejsce, w którym zbrodniarze ukryli zwłoki porwanego Krzysztofa. Przeprowadzono tzw. oględziny.
Policyjni technicy kryminalistyki rozkopali dół, w którym pochowano Olewnika. Na głębokości 150 cm natknęli się na kolejną butelkę po piwie. - A potem na jeszcze jedną oraz butelkę po innym alkoholu – opowiada tvn24.pl jeden z policjantów. Odkopali też resztki siatki plastikowej, zwykłej reklamówki. Prawdopodobnie to ta sama, o której zeznawał Kościuk opisując jak zamordowano Krzysztofa. Bandyta twierdził, że wraz z Pazikiem założyli Krzysztofowi plastikową siatkę na głowę i tak go udusili.
Pomógł: 2 razy Wiek: 38 Dołączył: 24 Cze 2009 Posty: 49 Skąd: Zachód
Wysłany: 15-12-2010, 12:07 Re: Nowe fakty ws. śmierci Olewnika
Nowe ustalenia prokuratury w sprawie Krzysztofa Olewnika mogą zmienić obraz tej zbrodni. Ale do rozwiązania zagadki daleko, bo wciąż przybywa klocków, które trzeba ułożyć w całość
Operacja gdańskiej prokuratury utrzymywana była w największej tajemnicy. Rodzina, członkowie sejmowej komisji śledczej, a także dziennikarze o wszystkim dowiedzieli się dopiero tydzień po fakcie.
Był początek listopada, gdy na odludnej łące pod wsią Dzbądz na północy Mazowsza pojawiła się ekipa prokuratorów i policyjnych kryminalistyków. We wrześniu 2003 roku w tym miejscu dwaj bandyci zakopali ciało Krzysztofa Olewnika. Zwłoki młodego biznesmena policja odkryła trzy lata później.
– Nie chcieliśmy kamer i fotoreporterów. To delikatna sprawa – tłumaczy Krzysztof Trynka z gdańskiej prokuratury apelacyjnej, która wyjaśnia sprawę Olewnika. Czego po siedmiu latach od zabójstwa i czterech od odnalezienia zwłok szukali śledczy? W jakim celu dół został znów rozkopany, a ziemia – dodatkowo – ręcznie przesiana przez sito?
Musimy cofnąć się do wiosny roku 2001. Krzysztof Olewnik ma wtedy 25 lat i prowadzi szczęśliwe życie syna lokalnego potentata branży mięsnej. Od rodziców dostał nowy dom z basenem i kortem tenisowym, samochody zmienia jak rękawiczki, chwali się nowymi modelami komórek, uwielbia towarzystwo kobiet. Pewnego dnia kilka kilometrów od rodzinnego Drobina zostaje zatrzymany do rutynowej kontroli drogowej. Ma pecha, bo zapomniał dokumentów. Policjanci okazują się służbistami i wzywają lawetę, by odholowała auto. – Wy wiecie, kim jestem? Załatwię was – krzyczy zdenerwowany Olewnik. W stronę policjantów sypią się niecenzuralne słowa. Krzysztof dzwoni do znajomego oficera z komendy w Płocku i obcesowo prosi go o pomoc. Z drobnej sprawy robi się afera.
Jego ojciec, Włodzimierz Olewnik, osoba znana i szanowana, chce wyciszyć sprawę. Organizuje przyjęcie, podczas którego konflikt ma być zażegnany. Jest 26 października 2001 roku. Na zakrapianą alkoholem imprezę do nowego domu Krzysztofa przychodzi kilkunastu policjantów. W zeznaniach stwierdzą potem, że zrobił na nich wrażenie telewizor niebotycznych rozmiarów.
Przyjęcie kończy się około godziny 23. Krzysztof zostaje sam w domu, w nocy do mieszkania wdzierają się porywacze. Tak zaczyna się jego dwuletnia gehenna w niewoli u bandytów, zakończona okrutnym zabójstwem.
To wersja, która obowiązywała jeszcze kilka miesięcy temu.
Ślady pod parkietem
Teraz prokuratura nabrała przekonania, że wydarzenia feralnej nocy miały zupełnie inny przebieg. Policjanci faktycznie wyszli około godziny 23. Chcieli się wyspać – następnego dnia część z nich miała służbę, kilku innych uczyło w prywatnej szkole ochrony. Poza tym skończyła się czysta wódka, a kolorowe trunki nie były w ich guście. Tyle tylko że między końcem imprezy a momentem uprowadzenia musiało się stać coś jeszcze.
W grudniu ubiegłego roku (a więc osiem lat po uprowadzeniu) prokuratura zarządziła dokładne badania w domu Krzysztofa. Był sprawdzany w 2001 roku, ale gdańska prokuratura uznała, że niechlujnie.
Nowe ustalenia okazały się sensacyjne – w podbiciu sofy stojącej w salonie kryminalistycy odkryli ślady krwi. Mebel został rozebrany, wtedy okazało się, że krwi, która wsiąkła w mebel, było nawet kilka litrów. A to oznacza, że w domu Krzysztofa w wyniku krwotoku ktoś musiał stracić życie.
Śledczy nakazali demontaż parkietu w salonie. To także okazał się strzał w dziesiątkę – pod klepką ukryta była kolejna plama krwi. Obie próbki zostały zbadane w laboratorium. Jest tak, jak podejrzewali prokuratorzy – krew pochodzi z tego samego czasu, gdy uprowadzono Krzysztofa. Po analizie DNA wiadomo też, że krew z kanapy i krew z podłogi należała do dwóch różnych mężczyzn. Jest już pewność, że nie jest to krew Olewnika, nie należy też do żadnego z porywaczy ani policjantów, którzy byli na spotkaniu pojednawczym. Kody DNA obu próbek są w tej chwili porównywane z kodami osób, które zaginęły jesienią 2001 roku lub których ciała odnaleziono na terenie województw mazowieckiego i łódzkiego. Wyniki mają być znane najwcześniej za kilka tygodni. Mimo to prokuratorzy przyjęli już dwie hipotezy.
Albo napad, albo awantura
Obie hipotezy zakładają, że w domu Krzysztofa Olewnika po wyjściu policjantów miało miejsce kolejne spotkanie towarzyskie, prawdopodobnie w mniejszym gronie. Świadczy o tym fakt (co wcześniej przeoczyli śledczy), że po uprowadzeniu w domu Krzysztofa panował większy bałagan, niż zapamiętali to policjanci uczestniczący w imprezie. Łóżko w sypialni było rozkopane, ktoś porozrzucał zdjęcia z albumu, wyglądało też na to, że ktoś korzystał z basenu (choć policjanci zeznali, że na ich imprezie nikt nawet nie wchodził do pomieszczenia pływalni). – Możemy jedynie snuć przypuszczenia. Nie mamy wystarczających podstaw do stawiania twardych tez. Tylko prokuratura może ustalić prawdziwy przebieg wypadków – mówi poseł Andrzej Dera, członek sejmowej komisji śledczej badającej przebieg śledztwa w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika.
– Najprostsza hipoteza mówi, że krew należy do któregoś z gości Krzysztofa. Ten ktoś zaczął się bronić przed atakiem porywaczy, więc został zamordowany – mówi nam jedna z osób związanych ze śledztwem. Właśnie dlatego prokuratura zarządziła powtórne przeszukanie miejsca, w którym ukryto zwłoki Olewnika. Podejrzewała, że w tym samym miejscu znajdują się także inne szczątki.
Ostatecznie okazało się, że dół jest pusty.
Śledczy biorą też pod uwagę zupełnie inną wersję: Krzysztof Olewnik był świadkiem awantury między swoimi gośćmi, która zakończyła się zabójstwem. Jego sprawca wpadł w panikę i postanowił wyeliminować świadka. Po pomoc zadzwonił do znajomych z półświatka – Wojciecha Franiewskiego, Sławomira Kościuka i Roberta Pazika (wszyscy trzej popełnili samobójstwo w celi), by raz na zawsze uciszyli Krzysztofa.
– To tylko spekulacje. Musimy zaczekać na wyniki kolejnych przesłuchań i ekspertyz – mówi prokurator Trynka.
Skandaliczne zaniedbania
Ustalenia gdańskich prokuratorów, choć jeszcze połowiczne, pokazują ogrom błędów popełnionych przez policję i prokuraturę w poprzednich latach. Zignorowanie śladów biologicznych w miejscu uprowadzenia to nie najpoważniejsze z uchybień. Policja nie weryfikowała numerów telefonów, z których dzwonili porywacze z żądaniem okupu. Dopiero po dwóch latach udało się ustalić, że numer należy do Wojciecha Franiewskiego. Skandalem można określić operację przekazania okupu zabezpieczaną przez policję w lipcu 2003 roku. Bandyci zabrali paczkę z 300 tysiącami euro i spokojnie odjechali. Rok później policjantom prowadzącym śledztwo ktoś skradł radiowóz. W bagażniku leżały wszystkie akta sprawy. Ci sami policjanci zignorowali anonim, który w 2003 roku dostał pocztą Włodzimierz Olewnik. Ktoś wymienił w nim z imienia i nazwiska oprawcę Krzysztofa, który jeszcze wtedy żył. List trafił do akt, policja nie zajęła się nim wcale.
Do tej pory zarzuty niedopełnienia obowiązków usłyszało trzech policjantów, którzy prowadzili śledztwo na początkowym etapie, oraz dwoje pracowników olsztyńskiego laboratorium kryminalistycznego (niedbale przeprowadzili sekcję zwłok Krzysztofa). Prokuratorzy, którzy w nieudolny sposób prowadzili śledztwo, oraz inni policjanci zaangażowani w sprawę pozostają bezkarni, a o terminie zakończenia śledztwa nie ma mowy nawet w przybliżeniu. Na razie nie wiemy nawet, co właściwie wydarzyło się w dniu porwania.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum