Wiek: 22 Dołączył: 09 Lut 2011 Posty: 298 Skąd: Kanada
Wysłany: 10-06-2011, 13:49 Egzekucja w centrum Moskwy. Pułkownik Budanow nie żyje
Cytat:
W centrum Moskwy zastrzelono byłego pułkownika rosyjskiej armii Jurija Budanowa. Dla jednych był on symbolem okrucieństw popełnianych przez wojsko w czasie walk w Czeczenii. Dla nacjonalistów był bohaterem. Na razie nieznane są motywy zabójstwa, ale media już mówią o "czeczeńskim tropie" zbrodni. I możliwej zemście.
O 12.30 lokalnego czasu Jurij Budanow wychodził z biura notarialnego na Komsomolskim Prospekcie. Według jednej z wersji podbiegł do niego napastnik, strzelił w głowę z pistoletu z tłumikiem a potem odjechał Mitsubishi Lancer. Z kolei portal Lifenews twierdzi, że do byłego pułkownika oddano aż sześć strzałów z samochodu. Cztery kule utkwiły w głowie. Według źródeł portalu, napastników mogło być kilku. Chwilę po zamachu porzucili i podpalili samochód.
Znaleziono samochód, broń
Media podkreślają, że zamach musiał być starannie zaplanowany i "profesjonalnie wykonany". Ofiara była najprawdopodobniej śledzona. Lifenews, powołując się na rozmowy z przyjaciółmi zabitego, pisze, że od miesięcy pułkownik wiedział, że chodzą za nim nieznani mu ludzie i kilkakrotnie zwracał się o ochronę do MSW. Za każdym razem spotykał się z odmową.
Na miejscu trwa intensywne śledztwo. Znaleziono już samochód, którym poruszali się napastnicy oraz broń z tłumikiem, z której oddano strzały. Miejsce, w którym doszło do zamachu jest obserwowane przez kamery miejskiego monitoringu.
Kim jest pułkownik Budanow?
Budanow przez lata był symbolem zbrodni i nadużyć popełnianych przez Rosjan w Czeczenii. Były dowódca pułku czołgów był początkowo doceniany przez armię, wielokrotnie go odznaczano. W marcu 2000 roku porwał 18-letnią Czeczenkę z wioski Tangi Czu. Najprawdopodobniej zgwałcił ją, udusił a jej ciało kazał zakopać w lesie. Przez lata unikał odpowiedzialności. Początkowo nawet nie został aresztowany. Po długich perturbacjach (w międzyczasie był uznany przez sąd za niepoczytalnego) w 2003 roku został skazany na dziesięć lat więzienia. Na wolność wyszedł w 2009 roku. Przedterminowo. Jego proces był najgłośniejszą sprawą związaną z drugą wojną czeczeńską.
Radziwinowicz: To zabójstwo symboliczne
- Dla Czeczenów był symbolem tych, którzy przyjeżdżali po ludzi, którzy potem przepadali bez wieści. Ludzi, którzy zabijali, rabowali na Kaukazie. Dla nacjonalistów rosyjskich był bohaterem. Symbolem dzielnego żołnierza - opowiada korespondent "Gazet Wyborczej w Moskwie Wacław Radziwinowicz. Przypomina też, że Czeczeni oskarżają Budanowa nie tylko o śmierć 18-latki. - Oskarżają go o uprowadzenie siedmiu osób, które potem przepadły bez wieści.
Śmierć Markiełowa
Sprawa Budanowa wiąże się z kolejnymi zabójstwami. W styczniu 2009 roku w Moskwie zastrzelono prawnika rodziny czeczeńskiej ofiary pułkownika. Na ulicy, w niemal identycznych okolicznościach zginął adwokat Stanisław Markiełow i dziennikarka niezależnej "Nowej Gaziety" Anastazja Baburowa. 34-letni prawnik i 25-letnia dziennikarka zostali zastrzeleni w środku dnia na ruchliwej ulicy w pobliżu Soboru Chrystusa Zbawiciela, kilkaset metrów od Kremla.
Kto stoi za zabójstwem?
Zabójstwo Budanowa mogło być zemstą za zbrodnie, które popełnił. Radziwinowicz nie wyklucza, że w sprawie śmierci Budanowa trop prowadzi do Czeczenii. Ale niekoniecznie zabójstwo przygotowali czeczeńscy separtyści. W rozmowie z TOK FM przypomniał, że porachunki z Budanowem miał też obecny prezydent, popierany przez Moskwę Ramzan Kadyrow. - On nie krył, że go nienawidzi i chciałby się z nim rozliczyć. Mówił, że jeśli Budanow wyjdzie z więzienia przed terminem "to my się z nim rozliczymy". - Nie jest tajemnicą, że w Moskwie grasują komanda Kadyrowa, które zabijają jego wrogów - podkreśla Radziwinowicz. I boi się, że na śmierci byłego pułkownika się nie skończy, że radykalni nacjonaliści będą chcieli się mścić. Na przykład na licznych w rosyjskiej stolicy mieszkańcach Kaukazu. - Reperkusje tej śmierci mogą być bardzo groźne - podkreśla korespondent "Gazety Wyborczej".
"Bohater" Politkowskiej
W "Drugiej wojnie czeczeńskiej" o pułkowniku Budanowie pisała o nim między innymi słynna Anna Politkowska, dziennikarka, która za obronę praw człowieka została zamordowana na klatce schodowej swojego domu: "Pułkownik Budanow uczestniczył w drugiej wojnie czeczeńskiej od września 1999 roku, a więc prawie od samego początku. Jego pułk uczestniczył w najcięższych walkach: w szturmie Groznego, w bitwie o wieś Komsomolskoje i w Wąwozie Arguńskim. W czasie zaciekłego oblężenia osady Duba-Jurt (wejście do Wąwozu Arguńskiego) Budanow stracił wielu swoich oficerów i kiedy w lutym 2000 roku pułk został rozmieszczony "na odpoczynek" pod wioską Tangi-Czu (rejon Urus-Martan), dowódcę, który ciężko przeżył te straty, wysłano na urlop do rodzinnego domu w Zabajkalu. Jednak długo tam nie zabawił - żona zauważyła, że bardzo się zmienił, po prostu nie można było z nim wytrzymać. Stał się wręcz niebezpieczny dla rodziny. Na przykład pewnego pięknego dnia omal nie zrzucił z balkonu na ulicę starszego syna - uznał, że to on zrobił siniak na ręce malutkiej siostry, i tylko dzięki temu, że żona Budanowa zwiesiła się z parapetu i utrzymała dziecko, nie doszło do dzieciobójstwa... Budanow przerwał urlop i wrócił do Czeczenii, a zdumionym kolegom powiedział, że ma kłopoty z żoną".
ŚMIERĆ EPOKI WOJENNEGO BANDYTYZMU ALBO SPRAWA PUŁKOWNIKA BUDANOWA
Wszystkie państwa rozpoczynające wojny miały kłopot z tak zwanymi zbrodniami wojennymi i zbrodniarzami wojennymi. Kim więc są ludzie posłani, żeby zabijać, i przekraczający swoje pełnomocnictwa? Kryminalistami czy bohaterami? I czy wszystko można zrzucić na wojnę?
W Rosji także mamy swojego własnego Calley'a . Nazwisko - Budanow. Pułkownik, dowódca 160. Pułku Czołgów, kawaler dwóch orderów za pierwszą i drugą wojnę czeczeńską, przedstawiciel wojskowej elity. Zdaniem większości opinii publicznej to męczennik prześladowany za patriotyzm. Z punktu widzenia mniejszości - morderca, maruder, który porywał ludzi, gwałciciel i kłamliwa świnia. Proces pułkownika Budanowa wstrząsnął krajem i stał się ilustracją najgorszych stron naszej obecnej rzeczywistości, obrazem społeczeństwa podzielonego według stosunku do drugiej wojny czeczeńskiej, niesłychanego cynizmu i zakłamania wysokich urzędników za prezydentury Putina, absolutnego uzależnienia władzy sądowniczej od Kremla. I co najważniejsze - renesansu neosowietyzmu.
Budanow - kto to taki?
Dlaczego on i jego los stały się w Rosji symbolem? I czego...
Pułkownik Budanow uczestniczył w drugiej wojnie czeczeńskiej od września 1999 roku, a więc prawie od samego początku. Jego pułk uczestniczył w najcięższych walkach: w szturmie Groznego, w bitwie o wieś Komsomolskoje i w Wąwozie Arguńskim. W czasie zaciekłego oblężenia osady Duba-Jurt (wejście do Wąwozu Arguńskiego) Budanow stracił wielu swoich oficerów i kiedy w lutym 2000 roku pułk został rozmieszczony "na odpoczynek" pod wioską Tangi-Czu (rejon Urus-Martan), dowódcę, który ciężko przeżył te straty, wysłano na urlop do rodzinnego domu w Zabajkalu. Jednak długo tam nie zabawił - żona zauważyła, że bardzo się zmienił, po prostu nie można było z nim wytrzymać. Stał się wręcz niebezpieczny dla rodziny. Na przykład pewnego pięknego dnia omal nie zrzucił z balkonu na ulicę starszego syna - uznał, że to on zrobił siniak na ręce malutkiej siostry, i tylko dzięki temu, że żona Budanowa zwiesiła się z parapetu i utrzymała dziecko, nie doszło do dzieciobójstwa... Budanow przerwał urlop i wrócił do Czeczenii, a zdumionym kolegom powiedział, że ma kłopoty z żoną.
Dwudziesty szósty marca 2000 roku (dzień, w którym Putina wybrano na prezydenta) był dniem urodzin ukochanej córki pułkownika - skończyła właśnie dwa lata i Budanow zaprosił z tej okazji kolegów na przyjęcie. Pod wieczór wszyscy byli już porządnie pijani i postanowili dać wyraz swojej odwadze. Najpierw chcieli ostrzelać z ciężkich dział wioskę Tangi-Czu, ale oficer dyżurny pułku Roman Bagriejew odmówił wykonania zbrodniczego rozkazu. Budanow najpierw ciężko go za to pobił - przewrócił na ziemię, skopał ciężkimi butami po twarzy, w czym pomagał mu szef sztabu pułku podpułkownik Iwan Fiodorow - a następnie kazał wrzucić skutego Bagriejewa do dołu wykopanego na terenie jednostki dla aresztowanych Czeczeńców. Z wierzchu posypali oficera niegaszonym wapnem, a jeszcze Fiodorow ugryzł go w brew i obsikał...
Tuż przed północą Budanow postanowił jechać do Tangi-Czu. Potem, w trakcie śledztwa będzie opowiadać, że pojechał "w celu sprawdzenia posiadanej informacji o możliwej obecności tam osób należących do nielegalnych bandyckich oddziałów zbrojnych" i cynicznie powoła się na zmyśloną historię swojego wiernego przyjaciela majora Ramachnina, którego rzekomo zastrzeliła snajperka. To jej fotografię major miał trzymać w górnej kieszeni kurtki - jakoby była to Elza Kungajewa z Tangi-Czu. Ją właśnie pojechał "brać", po to żeby później przekazać "organom porządku publicznego"... Ale fotografii nikt nie zobaczył - ani śledczy, ani sąd. Nie ma jej w aktach sprawy.
Tak więc po co pijany Budanow pojechał nocą na wieś? "Po dziewuchę" - tak to się w wojsku nazywa. Wziął BMP - bojowy wóz piechoty numer 391. I ordynansów - szeregowców Grigoriewa, Jegorowa i Li-en-szou. We czwórkę pojechali prosto do domu Kungajewów; poprzedniego dnia informator Budanowa, który trudnił się porywaniem ludzi dla okupu (teraz już został za to skazany), pokazał pułkownikowi dom i powiedział, że mieszka tam śliczna dziewczyna. Żołnierze schwytali osiemnastoletnią Elzę, najstarszą córkę Kungajewów, następnie na oczach czwórki młodszego rodzeństwa zawinęli ją w znaleziony w domu koc. Dziewczyna krzyczała, ale wepchnęli ją do przedziału desantowego BMP i - do pułku. Tam ją wyładowali - długie włosy Elzy wlokły się po ziemi - i zanieśli do kontenera mieszkalnego Budanowa, i położyli na podłodze. Budanow kazał pilnować kontenera aż do chwili, kiedy sam odwoła swoje polecenie... Z okien sąsiednich namiotów wszystko widzieli inni żołnierze. I oto co później na śledztwie zezna jeden z nich, Wiktor Kolcow: "W nocy dwudziestego szóstego marca 2000 roku objąłem wartę. Kiedy mnie zmieniono, poszedłem do swojego namiotu i zobaczyłem palacza szefa sztabu Makarszanowa. Powiedział, że komendant znowu przywiózł sobie dziewuchę". A więc to było nie po raz pierwszy?
Potem zaczęła się egzekucja. Opisana suchym językiem wojskowych prokuratorów, autorów aktu oskarżenia, wyglądała tak: "Dziewczyna zaczęła krzyczeć, wyrywać się, gryźć... Budanow bił Kungajewą, uderzając wielokrotnie pięściami i nogami po twarzy i innych częściach ciała... Zaciągnął ją w kąt kontenera mieszkalnego, powalił na pryczę i zaczął dusić, prawą ręką uciskając krtań. Kungajewa broniła się i w rezultacie walki jej ubranie zostało podarte. Te umyślne czynności Budanowa doprowadziły do złamania prawej szczęki Kungajewej... Kungajewa uspokoiła się i po dziesięciu minutach Budanow sprawdził jej puls, pulsu nie było... Budanow wezwał Grigoriewa, Jegorowa i Li-en-szou. Wezwani weszli i zobaczyli w najdalszym kącie nagą kobietę, tę, którą przywieźli, jej twarz miała siną barwę. Na podłodze leżał rozścielony koc, w który zawinięto dziewczynę, kiedy zabierano ją z domu. Na kocu leżał stos jej ubrania. Budanow rozkazał wywieźć ciało do lasu w pobliżu batalionu czołgów i potajemnie zakopać...".
Jako główni świadkowie w procesie Budanowa zeznawali żołnierze 160. pułku: Igor Grigoriew, Artiom Li-en-szou i Aleksander Jegorow, którzy byli ordynansami i służącymi dowódcy, sprzątali jego kontener, zawsze mu towarzyszyli. O świcie dwudziestego siódmego marca wykonali również i ten rozkaz pułkownika - pogrzebali okaleczone ciało nieszczęsnej Elzy, po czym starannie przykryli mogiłę murawą. Latem 2000 roku prokuratura wojskowa podjęła decyzję o amnestionowaniu tych trzech żołnierzy, oskarżonych o współudział w porwaniu i morderstwie - w zamian za ich "odpowiednie" zeznania przeciwko samym sobie, a więc na korzyść Budanowa, które dotyczyły podstawowej kwestii: "czy doszło do gwałtu?".
Ta sprawa jest niezmiernie zawikłana i częściowo irracjonalna: oficerowie służący w Czeczenii - od najwyższych stopniem do najniższych - w większości bronili Budanowa, chociaż z następującym zastrzeżeniem, które niejednokrotnie słyszałam w Czeczenii. Że ją zabił, rozumiemy... Czeczenka - to znaczy terrorystka. Tylko po co mu było kompromitować się i gwałcić? Budanow naturalnie świetnie wiedział o tych nastrojach w wojsku i oczywiście za nic nie chciał psuć swojego wizerunku, tym bardziej że również społeczeństwo niewątpliwie jest przeciwko gwałtom... Tak więc w ciągu całego śledztwa, chcąc zachować twarz, Budanow będzie kategorycznie zaprzeczać, że najpierw Elzę pozbawił czci, a dopiero potem zabił. Jednakże pojawił się tu pewien nierozwiązywalny problem: w aktach sprawy leżała pierwsza ekspertyza biegłego sądowego, przeprowadzona zaraz po odkopaniu potajemnego grobu, zgodnie z którą nie ulegało żadnej wątpliwości, że dziewczyna została zgwałcona albo bezpośrednio przed śmiercią, albo zaraz po niej. Nie wiadomo, co byłoby lepsze z punktu widzenia wizerunku rosyjskiego oficera: być gwałcicielem czy nekrofilem?
Tak więc i Budanowowi, i śledztwu potrzebne były takie zeznania, które doprowadziłyby do przecięcia się w jednym punkcie dwóch prostych równoległych... I wtedy jeden z żołnierzy - Jegorow - zwierzył się śledczemu, że to on zgwałcił Czeczenkę, zanim ją zakopał - przy czym zrobił to za pośrednictwem trzonka saperki, którą kopał grób... Za co akurat objęła go amnestia. I tak to trwało prawie dwa lata. Ale w maju 2002 roku, na skutek pewnych zwirowań w kuchni politycznej (na przykład przyjaciele Putina z międzynarodowego sojuszu antyterrorystycznego zaczęli go naciskać w sprawie tego, co wyprawiała rozzuchwalona bezkarnością armia rosyjska w Czeczenii. Bo jeżeli to ma być operacja antyterrorystyczna, to dlaczego żołnierze tak się zachowują?) oraz niesłychanych przekłamań, których dopuściło się otoczenie Putina, aby wybielić Budanowa, i które nagle zaczęły wychodzić na jaw (kiedy do sprawy włączył się młody i utalentowany moskiewski adwokat Stanisław Markiełow, znany już ze swoich wystąpień w pierwszych procesach dotyczących terroryzmu i ekstremizmu politycznego) - tak więc w maju 2002 wojskowy sąd okręgu północnokaukaskiego pod przewodnictwem sędziego Wiktora Kostina całkowicie zmienił sposób prowadzenia sprawy i postanowił jednak zainteresować się szczegółami, na co do tej pory sobie nie pozwalał... No i wtedy Jegorow nie wytrzymał - człowiek nie jest maszyną, tylko żywym stworzeniem, kłamstw i tego, co oglądał w Czeczenii, po prostu nie potrafił dłużej znosić. Tym bardziej że miał dziewiętnaście lat i wiedział, że znakomita większość ludzi nigdy w życiu tego nie tylko nie zobaczy, ale nie będzie w stanie nawet sobie czegoś podobnego wyobrazić. W lipcu 2002 Aleksander Jegorow - wtedy już dawno wrócił do swojego domu w obwodzie irkuckim - publicznie oświadczył, że Elzy swoją saperką nie zgwałcił, a do zeznań na procesie został zmuszony... I jeśli mówił prawdę, to wychodzi na to, że gwałcicielem był wysoki rangą oficer armii rosyjskiej, odznaczony najwyższymi orderami, sławny i wybitny... Ale na razie powróćmy do roku 2000 i dnia dwudziestego siódmego marca.
Najbardziej zdumiewające w sprawie Budanowa jest to, że w ogóle go aresztowano - w czasie drugiej czeczeńskiej takich spraw było sporo, a do aresztów trafili bardzo nieliczni oficerowie, jednostki. I Budanow wyszedłby suchy z wody, gdyby nie przypadek - nieobecność tego dnia w Czeczenii jego bezpośredniego zwierzchnika generała Władimira Szamanowa, jednego z najbardziej okrutnych dowódców, "bestii" tej wojny, komendanta grupy "Zachód". Rzecz w tym, że na podstawie obowiązującego w armii regulaminu zgodę na zatrzymanie oficera, jak również na to, żeby prokuratura wojskowa rozpoczęła śledztwo w jednostce wojskowej, może wydać (ale oczywiście nie musi) wyłącznie bezpośredni przełożony. Dwudziestego siódmego marca generał Szamanow, przyjaciel Budanowa i zwolennik tych samych poglądów, był na urlopie, a zastępował go generał Walerij Gerasimow - żołnierz, który potrafił zachować godność i uczciwość w warunkach, w których się znalazł, kiedy nasze państwo posłało go na drugą wojnę czeczeńską. Generał rano otrzymał meldunek, osobiście pojechał do pułku, wpuścił prokuratorów i pozwolił aresztować Budanowa. Pułkownik najpierw próbował zorganizować zbrojny opór, następnie strzelił sobie w nogę i się poddał. Jeden ze śledczych, kapitan Aleksiej Simuchin, eskortował aresztowanego Budanowa w samolocie do głównej bazy wojskowej w Chankale i opowiedział później, że kiedy lecieli, Budanow wciąż go wypytywał, jak się powinien zachować i co mówić, żeby było "jak trzeba"... Dwudziestego ósmego marca wykopano zwłoki Elzy Kungajewej, obmyto i oddano rodzinie... Budanow siedział już w celi. Po niedługim czasie w wyniku ekspertyzy psychiatryczno-psychologicznej uznano, że jest zdrowy na umyśle, a to znaczy, że może odpowiadać za swoje czyny przed sądem.
No a co dalej? Dalej zaczęło się wybielanie. Tego chciał Kreml, gdzie szybko doszli do wniosku, że w tym konkretnym przypadku "dyktatura prawa" może zaprowadzić zbyt daleko i jeśli się jej nie przyhamuje, to społeczeństwo pozna taką prawdę o tej wojnie, o której do tej pory nie miało pojęcia, a jeśli coś nawet słyszało, były to oczywiście wyłącznie "kłamstwa czeczeńskich bojowników".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum