Wysłany: 08-11-2011, 14:10 Jak naprawdę zabito Osamę bin Ladena.
Komandosi elitarnej amerykańskiej jednostki Foki ujawnili prawdziwe szczegóły operacji, w czasie której zabito Osamę bin Ladena. I krytykują polityków, że za wcześnie ujawnili fakt zabicia terrorysty.
Osama bin Laden zginął w 90. sekundzie po tym, jak komandosi wylądowali na terenie posiadłości, gdzie się ukrywał, a nie po długiej i zaciętej walce. Tak wynika z pierwszej oficjalnej relacji jednostki uczestniczącej w szturmie. Operację przeprowadzono z chirurgiczną precyzyjną - wystrzelono tylko 12 pocisków.
Oburzeni komandosi amerykańskiej marynarki wojennej Navy SEALs (seal - ang. foka) postanowili przemówić i zdementować wersję wydarzeń przedstawioną przez polityków, którzy zrobili z nich bezwzględnych morderców, gotowych na rozkaz zabić z zimną krwią. Komandosów zszokował też fakt, że prezydent Barack Obama o śmierci bin Ladena poinformował w telewizji jeszcze tego samego wieczoru, dezaktualizując sporo informacji wywiadowczych zdobytych podczas szturmu.
Chuck Pfarrer, były dowódca SEAL Team 6, grupy odpowiedzialnej za operację, przeprowadził wywiady w wieloma bohaterami książki "SEAL Target Geronimo", która ukaże się w USA w tym tygodniu. Wersja komandosów znacząco różni się od tej przedstawionej przez Biały Dom. Z relacji amerykańskiej administracji wynikało, że bin Laden został zabity pod koniec operacji, podczas gdy w rzeczywistości zginął na samym jej początku. Pfarrer twierdzi, że gdyby bin Laden się poddał, zostałby ujęty.
- Chyba nie ma na świecie polityka, który oparłby się przed pokusą przypisania sobie zasług za wyeliminowanie bin Ladena, niestety tym sposobem zdewaluowano informacje wywiadowcze, dając innym liderom Al-Kaidy czas na przeniesienie się do bezpieczniejszych kryjówek - mówi Pfarrer. - Komandosi i ich waleczny czyn nie zasługują na tak podłe traktowanie.
Pierwsza wzmianka o misji pojawiła się w styczniu ubiegłego roku, gdy oficera dowodzącego oddziałem wezwano do kwatery głównej połączonego dowództwa operacji specjalnych. Spotkanie, w którym uczestniczyli jego szef admirał William McRaven oraz oficer CIA, odbyło się w dźwiękoszczelnym bunkrze trzy piętra pod ziemią. Dowódca Fok dowiedział się wówczas o obserwowanej od kilku tygodni posiadłości w Pakistanie. Amerykanie wiedzieli, że ukrywa się tam jakaś wpływowa osoba, i potrzebowali planu działania, który można by przedstawić prezydentowi.
To musiał być ktoś ważny. - "Bert" czy "Ernie"? - zapytał. Pseudonimy nadane bin Ladenowi i jego zastępcy Ajmanowi al-Zawahiriemu przez Navy SEALs nawiązują do mupetów z "Ulicy Sezamkowej", z których jeden jest wysoki i chudy, a drugi niski i gruby. - Mamy identyfikację głosową. Na 60-70 proc. to nasz człowiek - potwierdził oficer CIA. McRaven dodał, że satelita zwiadowczy dokonał pomiaru cienia celu. - Mężczyzna o wzroście powyżej 180 cm.
Gdy McRaven poinformował, że użyte zostaną śmigłowce Ghost Hawk, dowódca nie miał więcej wątpliwości. - To najbardziej tajne, zaawansowane i niewykrywalne śmigłowce, jakie dotąd zbudowano - wyjaśnia Pfarrer. - Trzymane są w zamkniętych hangarach, a latają tak cicho, że nazywamy to trybem szeptu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum