Na wielu stronach militarnych gdzie są opisy szyków stosowanych przez drużyne, niespotkałem się z zaznaczeniem miejsca w szyku z uwzględnieniem specjalizacji.
np szyk kolumna, kolejność: ( moim zdaniem)
1szperacz
2dowódca
3radiooperator
4strzelec
5medyk
6strzelec
7strzelec
8zastępca dowódcy
W przypadku druzyny liczącej 9 osób podzial na 3-osobowe zespoły jest interesujący niebawem go w praktyce sprawdze.
A co z drużyna 8-osobową??
Najlepsze wyjście to podział na 2 zespoły po 4 osoby złożone z 2 dobrze zgranych par, czy może jeszcze jakieś inne??
drużyna zawsze się dzieli ze względu na specjalności. To co teraz napisze zależy oczywiście of armi którą omawiamy.
Generalnie w drużynie są dwa GPMG - czyli karabiny maszynowe. Daje to naturalny podział na dwie grupy ogniowe.
Zasada jest prosta: ogień i manewr:
kiedy jedna grupa strzela - druga się przemieszcza.
Dlatego podział na 2 grupy podczas szturmu.
Podziął na 3 grupy jest uzasadniony nastepująco:
D-ca ma do dyspozycji dwóch skautów - to są jego oczy w terenie.
dowódca stanowi ze skautami grupe dowodzenia
pozostają dwa GPMG są podzielone na dwie grupy - grupę maszynową i grupę szturmową (obydwie te grupy mają praktycznie to samo uzbrojenie)
Operator GPMG jest za bardzo zajęty obsługa GPMG żeby jeszcze mysleć taktyczne. Dlatego każda z tych grup - MG oraz GPMG ma swojego d-ce. W przypadku grupy MG jest to zastępca d-cy drużyny (rozbicie elementu dowodzenia).
W grupie Asslt (szturmowej) dowódcą jest "dziadek" - doświadczony zółnierz.
W każdej grupie jest jeden granatnik (np.: typu pallad) i to daje 3-osobowy skład każdej z tych grup.
Czyli razem 3 grupy w drużynie - dwie strzelają , jedna się przemieszca. Podczas szturmu grupy się łaczą w dwie większe.zespoły ogniowe.
Jeżeli masz tylko 8 żołnierzy - skasuj jednego skauta, albo jedną osobę z grupy szturmowej. Jeżeli masz 12 zołnierzy - dodaj po kilka osób do grupy maszynowej i szturmowej. Z reguły nie dodaje się skautów - dwóch wystarczy.
PROBLEM NOCY
W opisywanych na stronie formacjach patrolowych, dowódca idzie jaki 3 osoba w szyku, jak w tym przypadku jest rozwiązany problem małej widoczności, czy ci dwaj zołnierze idący przed dowódcą sami okreslają trase marszu?? Bo gdy jest noc i jedyne co widac to kocie oczy, tego przedemną i niema mozliwości odczytywania znaków podawanych gestem, komunikacja ( chyba że jest noktowizja, ale z tym to tez różnie bywa)jest niejednokrotnie niemozliwa. Nawet gdy odleglości między żołnierzami sa "przesadnie zmiejszone". Czy w taki przypadku dowódca niepowinien iść jako pierwszy??
Co do stanów osobowych jest to zalezne głwnie od doświadczeń i przeznaczenia jednostek, typowa drużyna piechoty liczy od 8 do 10 ludzi. np:
- druzyna Zielonych Beretów USArmy liczy 12 osób natomiast pluton SAS liczy już tylko o 4 więcej...16 komandosów.
Niewiem jaki stan osobowy ma typowa drużyna USArmy ale wiem że 10 Dywizja Górska ma 9-osobowe drużyny zlozone z dowódcy i 2 zespołów 4-osobowych. Każdy zespół jest uzbrojony w 2 M-16 A2 kal 5,56mm, jeden M-16 ( zastępowane przez M-4), granatnik przeciwpancerny M-203 kal 40mm, rkm M-249 E1 SAW (Squad Automatic Weapon) kal 5,56mm oraz granaty i miny Claymore odłamkowe kierunkowego działania.
Za dnia skauci dostają azymut główny a co 6 kroków i tak odwracają się do tyłu zeby nawiązać kontakt wzrokowy z dowódcą. Jeżeli zejdą z kursu d-ca ich koryguje sygnałami patrolowymi.
Kocie oczy nie są NIGDY stosowane - amerykański wynalazek.
W nocy patrol przemieszcza się kolumną. chyba że jest NAPRAWDE jasno - i teren otwarty. W przeciwnym wypadku - kolumna.
Jezeli na stanie są noktowizory - wtedy wykozystuje się szyk otwarty ze zmniejszonym odstępem. Na tyle na ile pozwala sprzęt.
Generalnie w nocy przemieszczanie się jest BARDZO ograniczone. Nie zapominaj że nawet wtedy nie kożystamy z dróg lub ścieżek - w realiach buszu (przynajmniej w Austr.) ciche przemieszczanie w nocy jest praktycznie NIEMOŻLIWE. Z tego względu gros pracy patrolowej odbywa się za dnia.
k.
Drużyna ma jedynie torbę medyczną którą jeden z zołnierzy nosi.
Na poziomie drużyny, medyk to po prostu jakikolwiek szwej który ma zrobiony kurs medyczny. Miejsce w szyku nie jest dyktowane specjalizacją "medyk". To znaczy że skaut, operator MG etc może być medykiem.
Jeżeli już jest medyk (skończył odpowiedni kurs) to wtedy będzie nosił torbę medyczną - i to jest cała róznica.
Dopiero na poziomie SF jest pozycja "Patrol Medic" - skończyli kurs (jakieś 18 tygodni z pamieci) i naprawdę mają dobre przeszkolenie medyczne - ale na poziomie SF są stosowane inne formacje.
* jeśli chodzi o działenie nocą chcialbym porównać to do typowej grupy rozpoznawczej liczącej 6 osób.
Jeśli jest ciemno i niewidać nawet faceta co idzie np te 6 kroków przedemną( busz, las...) tylko niewyrażny cień to niby jak mam mu podawac sygnały dowodzenia gerstami??
Noc ma pewne "+" jaki i "-"
+ to bezwątpienia ograniczona widoczność , która bardzo pomaga w skrytości działania grupy rozpoznawczej.
- to powazne problemy z łącznościa wewnątrz grupy
KANGUR ja wątpie w to, że niebędzie problemw gdy grupa (np 6-osobowe rozpoznanie) wejdzie w jakis gąszcz nocą i kontakt bezproblemowo bedzie zachowany.
Sam nieraz dowodziałem w czasie patrolu i wiem, że nieraz ja jako dowódca musze podjąc decyzje, które spowodować mogą zmianę trasy marszu......bo jakieś bagno przednami czy teren rewelacyjny wręcz na zasadzkę na nas, najlepiej to obejść. Jeśli przed dowódcą idzie 1 czy 2 szperaczy i ja bym chciał zmienić trase marszu to konieczne by było:
1) zatrzymanie grupy
2)powiedzieć tym co idą przedemna o zmiennie trasy
W FMach jest brana pod uwagę w takiej sytuacji w nocy w tak małej grupie zmiana miejsca w szyku dowódcy, który idzie jako pierwszy.
Ja na patrolach nocnych szedłem jako nr1 w szyku i nigdy problemu niebyło.
A można zapytać w jakiej jednostce i przy okazji jakich zadań dowodziłeś?
rozwiedczyk napisał/a:
Jeśli jest ciemno i niewidać nawet faceta co idzie np te 6 kroków przedemną( busz, las...) tylko niewyrażny cień to niby jak mam mu podawac sygnały dowodzenia gerstami??
(...)
konieczne by było:
(...)
2)powiedzieć tym co idą przedemna o zmiennie trasy
Kangur napisał/a:
ciche przemieszczanie w nocy jest praktycznie NIEMOŻLIWE.
A na pewno mocno utrudnione . Zaryzukuję więc tezę, że skoro i tak robimy hałas to można w takich wypadkach porozumiewać się głosem (szeptem) gdy inne formy nie wchodzą w grę.
rozwiedczyk napisał/a:
Sam nieraz dowodziałem w czasie patrolu i wiem, że nieraz ja jako dowódca musze podjąc decyzje, które spowodować mogą zmianę trasy marszu......bo jakieś bagno przednami czy teren rewelacyjny wręcz na zasadzkę na nas, najlepiej to obejść. Jeśli przed dowódcą idzie 1 czy 2 szperaczy i ja bym chciał zmienić trase marszu to konieczne by było:
Kangur napisał/a:
Za dnia skauci dostają azymut główny a co 6 kroków i tak odwracają się do tyłu zeby nawiązać kontakt wzrokowy z dowódcą. Jeżeli zejdą z kursu d-ca ich koryguje sygnałami patrolowymi.
Zadaniem szpicy jest wyznaczanie trasy marszu zgodnie z otrzymanym kierunkiem (azymutem). D-ca kontroluje jej działanie, stawia zadania oraz koryguje ew. błędy i uchybienia. Sam ma wystarczająco dużo spraw na głowie aby prowadzić jeszcze zwiad i nawigację w skali "mikro". Doświadczony szperacz powinien w praktyce wyręczać d-cę z szeregu zajęć związanych z prowadzeniem grupy, a jednocześnie wiedzieć do jakiego momentu może działać samodzielnie. Co nie zmienia tego, że kontrola ze strony d-cy przyjmuje wymiar ciągły.
Kangur napisał/a:
D-ca NIGDY nie idzie jako pierwszy.
rozwiedczyk napisał/a:
Ja na patrolach nocnych szedłem jako nr1 w szyku i nigdy problemu niebyło.
Rozumiem, że nie były to patrole w warunkach bojowych? Uczą chyba jeszcze teraz na zetce co to jest mina przeciwpiechotna albo zasadzka... To tak w charakterze luźnego przykładu.
Jeżeli jest to absolutnie konieczne prowadzenie i nawigacje może przejąć z-ca d-cy.
rozwiedczyk napisał/a:
W FMach jest brana pod uwagę w takiej sytuacji w nocy w tak małej grupie zmiana miejsca w szyku dowódcy, który idzie jako pierwszy.
"Tata a Marcin powiedział..."
W FM'ach to jest dużo rzeczy napisanych i to czasami niekoniecznie trafnych. Dobrze jest dywersyfikować źródła informacji (i tak np. w zakresie działań rozpoznawczych poczytać "Podgatowkę razwiedcika" np. ).
Faktem jest, że nigdy nie mówi się nigdy. Ale sytuacja kiedy wysunięcie d-cy na czoło szyku jest dostatecznie uzasadnione to jakieś 0x% wszystkich wypadków. Gdzie z resztą na moment aktualny nie bardzo widzę taki konkretny wypadek zawarty, w jak to ładnie określił Kangur, "rutynie patrolowej".
Jeśli natomiast koniecznie chcemy zachować kontrolę nad szpicą i jednocześnie utrzymać ciszę a nie chcemy wysyłać z-cy to możemy przywiązać do starszego szperacza sznurek i prowadzić go na takiej smyczy dając sygnały szarpnięciami (można wykorzystywać alfabet Morse'a ale nie jest to zalecane przez autorów FM'ów). Ma to swoje dobre strony, bo jakby st.szperacz został ranny to łatwiej go ściągnąć...
(sarkazm)
:-)
„...na zetkach...” Stopczyk, rozwalasz mnie, musze sobie pier#)($*# cyfrę dziadka po przeczytaniu Twojego ostatniego postu. :-) Zapominasz, że nie wszyscy tutaj mają cyfrę zaczynającą się na 0.
Ale przepraszam, popadam w dygresje. Do meritum: NOC:
Standardowa piechota, w jakiej maiłem przyjemność krótki czas służyć NIGDY nie patrolowała w nocy. Wykonywaliśmy niewielkie patrole administracyjne - na przykład przejęcie zrzutu na DZ 200-300 metrów od bazy głównej - takie klimaty. Wtedy wszyscy poruszają się jeden za drugim w takich odstępach, które umożliwiają kontakt.
Jak trzeba było wyjść na punkt w nocy – na przykłąd na WCZEŚNIEJ rozpoznane miejsce zasadzki, patrolowaliśmy w kierunku zostawionych wcześniej światełek chemicznych (zamaskowanych taśmą, widocznych pod bardzo wąskim kątem) i od nich odbijaliśmy o ustalony dystans na punkt właściwy który nie był oznaczony. Ale to charakterystyka lokalnego terenu (dużo płaskiego).
Sygnały patrolowe nie są tak bardzo potrzebne w nocy, bo wystarczy że zatrzymam się jak kolega przede mną się zatrzyma i zacznę się przemieszczać jak on zacznie się przemieszczać - kontrolowany szept - jak najbardziej - chyba że znowu jesteśmy w samym centrum ugrupowania npla - ale mówimy o PLUTONIE piechoty który raczej w takich warunkach się z reguły nie znajduje.
W dżungli, gdzie pierwsza kopuła liści jest na 20, druga na 40 a trzecia na 60 metrach - już około 16 jest noc a po zmierzchu następuje ciemność absolutna. Jak w jaskini. Wtedy wszyscy siedzą na miejscu i w nocy - śpią :-)
Odnośnie kontaktu - jeżeli w takiej sytuacji byłby kontakt - standardowe procedury i agresja musza z tego wyciągnąć oddział - i tutaj jest kilka szkół.
Jedna z nich mówi, że podczas kontaktu w nocy wszyscy zostają tam gdzie są, nikt nie wstaje, i strzela się do wszystkiego, co soji - a jeszcze lepiej rzuca granaty, jeżeli nie nastąpiła penetracja pozycji.
Noktowizory etc. to inny wątek.
Podsumowując: zwykła piechota, pluton w terenie - minimalny ruch, ograniczony do zera, a jak już to w jednym rzędzie na niewielkich dystansach. (Wyjątki to odwrót, ale wtedy oddział przemieszcza się po wytyczonych i ubezpieczonych (z założenia) trasach)
SF - inna bajka, ale też klasyczne patrolowanie nocą jest ograniczone nawet w formacjach 4-6 osobowych.
:-)
„...na zetce...” Stopczyk, rozwalasz mnie, musze sobie pier#)($*# cyfrę dziadka po przeczytaniu Twojego ostatniego postu. :-) Zapominasz, że nie wszyscy tutaj mają cyfrę zaczynającą się na 0.
Ale przepraszam, popadam w dygresje. Do meritum: NOC:
Standardowa piechota, w jakiej maiłem przyjemność krótki czas służyć NIGDY nie patrolowała w nocy. Wykonywaliśmy niewielkie patrole administracyjne - na przykład przejęcie zrzutu na DZ 200-300 metrów od bazy głównej - takie klimaty. Wtedy wszyscy poruszają się jeden za drugim w takich odstępach, które umożliwiają kontakt.
Jak trzeba było wyjść na punkt w nocy – na przykłąd na WCZEŚNIEJ rozpoznane miejsce zasadzki, patrolowaliśmy w kierunku zostawionych wcześniej światełek chemicznych (zamaskowanych taśmą, widocznych pod bardzo wąskim kątem) i od nich odbijaliśmy o ustalony dystans na punkt właściwy który nie był oznaczony. Ale to charakterystyka lokalnego terenu (dużo płaskiego).
Sygnały patrolowe nie są tak bardzo potrzebne w nocy, bo wystarczy że zatrzymam się jak kolega przede mną się zatrzyma i zacznę się przemieszczać jak on zacznie się przemieszczać - kontrolowany szept - jak najbardziej - chyba że znowu jesteśmy w samym centrum ugrupowania npla - ale mówimy o PLUTONIE piechoty który raczej w takich warunkach się z reguły nie znajduje.
W dżungli, gdzie pierwsza kopuła liści jest na 20, druga na 40 a trzecia na 60 metrach - już około 16 jest noc a po zmierzchu następuje ciemność absolutna. Jak w jaskini. Wtedy wszyscy siedzą na miejscu i w nocy - śpią :-)
Odnośnie kontaktu - jeżeli w takiej sytuacji byłby kontakt - standardowe procedury i agresja musza z tego wyciągnąć oddział - i tutaj jest kilka szkół.
Jedna z nich mówi, że podczas kontaktu w nocy wszyscy zostają tam gdzie są, nikt nie wstaje, i strzela się do wszystkiego, co soji - a jeszcze lepiej rzuca granaty, jeżeli nie nastąpiła penetracja pozycji.
Noktowizory etc. to inny wątek.
Podsumowując: zwykła piechota, pluton w terenie - minimalny ruch, ograniczony do zera, a jak już to w jednym rzędzie na niewielkich dystansach. (Wyjątki to odwrót, ale wtedy oddział przemieszcza się po wytyczonych i ubezpieczonych (z założenia) trasach)
SF - inna bajka, ale też klasyczne patrolowanie nocą jest ograniczone nawet w formacjach 4-6 osobowych.
Kangur, nie popadając w dygresję (to Ci wieczorkiem dziś albo jutro priwa podeśle jak obiecałem 8-) ).
W warunkach terenowych typowych dla Polski działanie w nocy jest możliwe (choć owszem nie zawsze) i należy się liczyć z tym, iż z takim zagadnieniem możemy się w praktyce spotkać. I możemy mieć doczynienia z taką sytuacją, iż zarówno teren (las liśiasty zimą :-) teren otwarty ) jak i warunki oświetleniowe (pełnia, radziecka artyleria ) spowodują, iż działania będą odbywały się praktycznie "jak w dzień". Może zdarzyć się jednak i tak, że nie będziemy widzieli własnej wyciągniętej ręki. Nota bene dla mnie znacznie bardziej "problematycznym" zdarzeniem w nocy jest nie ciemnosć a gęsta mgła, co czasami się może zdarzyć.
Poruszanie się w nocy jest z zasady wolniejsze i wymaga więcej uwagi od wszystkich. Jak już napisałem, sytuacja taktyczna często wymusza odstąpienie od literalnego trzymania się regulminów procedur, FM'ów itp.
Teoria ma to do siebie, że w teorii zgadza się z praktyką - w praktyce bywa inaczej.
Jednak dla mnie jest aksjomatem, że d-ca nie idzie pierwszy. Albo więc jestem bardzo ograniczony i nie potrafię wyjść poza to co mi wielokrotnie mówiono albo coś w tym jest.
Mamy pisać o elemencie rozpoznawczym. Osobiście (Kangur skoryguj mnie jeśli się mylę ) uważam, że najpierw napiszmy o zwykłej piechocie. Bo zarówno element rozpoznawczy może być wydzieony z różnych pododziałów jak i oddziały rozpoznawcze bywają różne. Szczególnie kiedy do niedawna w LWP a potem WP składały się z poborowych.
Gdy zaś piszemy o "rozpoznaniu rozpoznaniu" czy o SF, weźmy to pod uwagę, że żołnierze takich formacji powinni charakteryzować się znacznie większą samodzielnością i poziomem wyszkolenie niż BPP. Dlatego też d-ca takiego elementu powinien zostać odciążony z wielu zadań i skupić się na ważniejszych sprawach stanowiących przedmiot zadania.
(O wyposażeniu w noktowizory dyplomatycznie nie wspomnę . Z resztą w warunkach całkowitej ciemności noktowizor też nie pomoże wiele, a przejście do trybu aktywnego jest jak odpalenie wielkiego fajerweku z napisem "Tu jesteśmy, czekamy z utęsknieniem").
Generalnie ważniejsze od pytania "Jak patrolować w nocy?" jest pytanie "Czy patrolować?". Wedle mnie jeśli warunki i sytuacja ogólna uniemożiwają kontrolę pododziału i prowadzenie prawidłowej nawigacji, a natychmiastowe przemieszczenie się nie jest absolutnie konieczne d-ca powinien dać "stój" i przejść do ubezpieczenia w zakresie 360* do momentu gdy możliwe bedzie podjęcie dalszego marszu.
A jeśli mimo wszystko prowadzimy marsz trzeba się liczyć z tym, że d-ca będzie kursował "w te i nazad" pomiędzy szpicą a resztą elementu. Lepsze spowolnienie marszu niż utrata d-cy. Jeśli mamy element z poboru to wówczas wolałbym postawić jako starszego szperacza z-ce d-cy niż ryzykowac utratę d-cy.
A co do porozumiewania się... jeżeli nie widzimy się wzajemnie na tyle aby rozróżnić sygnały to jest ciemno. Jak jest ciemno to człowiek posługuje się głównie słuchem i dotykiem. Ale nawet w nocy szeptu nie słychać na 1000m... Żyjmy w realnym świecie a nie w Matrixie...
(Omowie na przykladzie druzyny rozpoznawczej wojsk rozpoznania)
Nocny szyk druzyny np w lesie - jesli syt. takt. na na to pozwala to kropla czyli ustalone dochodzenie do siebie parami co okreslona liczbe krokow z punktem zejscia w jednym miejscu - jesli jest taka koniecznosc - nie musi byc za kazdym razem. Kropla jest dosc uciazliwa ale skuteczna i bezpieczna. W gre wchodzi jeszcze "kosc".
Przy standardowym patrolu np. w dzien w formacji szachownica :
1. Mlodszy Szperacz (lub jedynka-"snajper" z tlumikiem)
2. Starszy szperacz (lub dwojka)
3. "Kierowca" z PM
4. Operator KM
5. D-ca
6. Radio
7. Trojka (na zmiane w roli szperacza jesli istnieje koniecznosc)
8. Czworkana (zmiane w roli szperacza jesli istnieje koniecznosc)
Szperacze maja prawo zatrzymac caly szyk. Mlodszy biega do d-cy z informacjami od starszego i przekazuje uwagi d-cy dla starszego szperacza. Szperacze rozpoznaja punkty newralgiczne - wzniesienia, skrzyzowania, wąwozy itd.
Uwage zwrocic trzeba na koniecznie duza odleglosc szperaczy od reszty druzyny i odpowiednio wczesne zatrzymanie szyku przed miejscem newralgicznym.
Stopczyk - w nocy szept slychac naprawde dobrze na odleglosciach miedzy jednym a drugim (pozatym idzie powtarzanie po linii) - no chyba ze wieje wiatr... wtedy niezastapiona wydaje sie "kropla"
Szperacze w moim doświadczeniu nigdy nie biegna do dowódcy. Przekazują sygnał polowy i zostają na ubiezpieczeniu kierunkowym - d-ca przychodzi do nich. Przynajmniej na taki dystans żeby za pomocą sygnałów / głosu pozyskać informacje.
Szperacze (skauci) działają jako para, więc jeżeli jeden z nich cofnie się do pozycji d-cy, drugi nie będzie w stanie skutecznie przemieszczać się i osłaniać jeżeli w tym momencie nastapi kontakt z nplem.
Ale drugi wcale sie nie przemieszcza gdy mlodszy leci do d-cy. Wtedy caly szyk "stoi". Pozatym mowie o przypadku gdy szperacze ida kilkadziesiat metrow przed szykiem bo taki z zalozenia ich los. Info głosowe nie zawsze moze wchodzić w gre. A znakami taktycznym np. reka nie wszysto sie przekaze.
Wiesz, postaram napisać coś na ten temat na www - na schemacie łatwiej zrozumiesz mój punkt widzenia.
W moim doświadczeniu szperacze / skauci idą w takim samym odstępie jak cała reszta - nigdy kilkadziesiąt metrów, co najwyżej kilkanaście jeżeli teren jest naprawde otwarty.
Co do znaków patrolowych... ja bym się spierał - można przekazać nimi większość interesujących nas w terenie kwestii. Oczywiście nie wszystkie, ale własnie dlatego d-ca podchodzi do przodu na pozycje skautów.
dopiero wtedy może z nimi rozmawiać - jak jest obok.
Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 23-08-2006, 12:19
może temat stary ale ja tu jestem od niedawna więc dopiero zadziałam.
Generalnie patrole w nocy są wykonywane ale jest to bardzo trudne i wymaga dobrego wyszkolenia. Co do podziału miejsc w szyku to generalnie zacznę od tego że w klasycznym rozpoznaniu czy działaniach specjalnych żadko stosuje się szablony działania. Jednak ja nie spotkałem się z tym żeby dowódca szedł pierwszy chyba że na punkt RV. W przypadku zasadzki lub miny lider odpada. przeważnie idą szperacze. nie stosuję też metody ty jesteś szperaczem ty starszym szperaczem itp. Czyli że każdy ma "stałą" funkcję na czas patrolu. U mnie w czasie patrolu jest to zmienne i zależne od wielu czynników. Nie ma szablonów.
Co do poruszania się w nocy to jeżeli mówimy o "bogatych" krajach to na pewno patrol ma na stanie NVG. A co za tym idzie może używać świateł np Glo-Toob które maja tryb swiatła widzianego tylko w noktowizji. Jeżeli chodzi o rodzinny biznes (czytaj polski) to na patrolu stosuje się np przyklejoną z tyłu mała (powiedzmy cm/cm ) taśme fosforyzującą lub mały świetlik z światłem chemicznym (taki jak stosowany na ryby na spławiki). Za pomoca tego patentu można nieco zwiększyć możliwości ruchu i odległości poszczególnych członków patrolu. To ułatwia też identyfikację swój-obcy.
Co do tego co piszesz K. też zawsze stosuje opcje że d-ca podchodzi do szperaczy nie odwrotnie.
Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 23-08-2006, 12:32
Wiadomo że kolo z pekasią nie będzie robił za szperacza i przeważnie idzie on jako 4 w szyku w razie czego blisko wszędzie. Można wzmocnić ogniem szperaczy jak i ubezpieczenie tylne.
dokladnie tak. Generalnie chodiz o to ze szperaczem nie moze byc ktos "za kare" (patrz amerykanskie filmy). Wedlug mojej szkoly szperacze sa po specjalnych kursach - tropienia generalnie. Ale w praktyce daje sie najbardziej kumatych/mniejszych zolnierzy.
Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 23-08-2006, 12:38
Dokładnie tym bardziej że szperacz praktycznie odwala najbardziej "czarną" robotę. To od niego zależy czy zauważy coś dziwnego co może być zasadzką czy wejdzie na minę. Szperacz musi zwracać uwagę na każdy element otoczenia. (zresztą jak cały patrol). Co prawda nie wejście na minę, czy zerwanie odciągu w lesie w nocy jest cudem i cholernym szczęsciem choćby nie wiem jak "boski" był szperacz.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum