Jak waszym zdaniem należy organizować bytowanie w bazie patrolowej pododdziału w sile drużyny/plutonu spieszonej piechoty, w terenie lesistym, w warunakch zimowych.
Streszcze o co chodzi :
- jak zorganizować samo bytowanie małe namioty, których nie można szybko zwinąć w razie kontaktu z n-plem, czy pałatki, które nie dają takich szans na regenerację sił jak namioty (szczególnie w ostrzejszych warunkach), za to można szybko z nimi wiać
Pomógł: 12 razy Dołączył: 09 Maj 2005 Posty: 831 Skąd: Festung Posen
Wysłany: 30-05-2005, 12:39
jak dla mnie to włąsnie poddaleś pod rozważenie dwie szkoły.
Namioty które mają plusy i minusy i takie same cechy ( + i - ) które posiadaja pałatki /poncho itp sprzęt doraźny
można zrobić analize "kosztów" dla każdego przedsięwzięcia:
Namioty PLUSY
- komfort wypoczynku ( ciepło , sucho , bezwietrznie - w porównaniu z druga kategorią rzecz jasna)
- komplet elementów do rozbici w jednym opakowaniu
- w dłuższym przebywaniu "na świeżym mtroźnym powietrzu" posiadanie namiotu moze dodawać ducha ( dom pod ręka w razie czego )
Namioty MINUSY
- dodatkowe obciążenie w czasie marszu (a jak mowił Stopczyk lepiej w to miejsce wziac pare kilo amunicji)
-czas alarmowego zwijania oozu mocno sie wydłuża w stosunku do pałatek itp
Pałatki (i inne) PLUSY
- mała waga i objętośc pakunków
- szybkośc zwijania obozowiska
Pałatki (i inne ) MINUSY
- w trudnych warunkach komfort użytkowania delikatnie mówiąc poniżej średniej EU
- koniecznosć albo dźwigania dodatkow albo szukania ich ( dzieki czemu robi sie amse dodatkowych sladów wokół terenu "bazy"
to tyle tak na szybko.
wagowo ujmyjąc pałatka z 4 szpilami zabranymi z domu i sznurem na odciągi doda nam max 1kg wagi i zajmie jakieś 4l objętości ( hoolenderska + 4 szpile alu )
namiot 2 osobowy 2 powłokowy z 1 przedsionkiem waży ok 2,9 do 3,5 kg
i zajmuje jakies 15-18l w osobnym pakunku - nie mniej mozna rozdzielić pomiedzy kulku tragaży , wszytko gra do czasu aż ktoś sie nie zgubi...
W warunkach ostrej zimy w grę wchodzą praktycznie namioty lub inne schronienia o charakterze półstałym lub stałym.
Użycie pałatki samej w sobie uważam za pomysł poroniony w "ostrzejszych" warunkach.
Nie wykluczam natomiast użycia pałatki jako elementu schronienia.
Wiele zależeć będzie od charakterystyki terenu, pogody i specyfiki zadania. A przede wszystkim od tego co mamy (a raczej cego nie mamy) na stanie. Dlatego może się okazać, że często bedzie trzeba radzić sobie z tym co się ma. Przy czym podstawowoym kryterium jest utrzymanie zdolności pododdziału do dalszych działań a nie szybkość zwijania obozu. Jak żołnierz dupą przymarznie rzycią go gleby to ciężko mu będzie wstać, o zwinięciu pałatki nie wspominając.
I na marginesie:
Pluton obozujący w terenie przez dłuższy czas zawsze pozostawi jakieś ślady swojej bytności - tym bardziej w zimie.
A co nagłego kontaktu z nplem - po to organizuje się bazę i wystawia ubezpieczenia, żeby ten kontakt był nagły tylko dla npla.
S.
PS Ja osobiście preferowałbym rozwiązania najprostsze - wygarniamy śnieg do gołej ziemi na planie prostokąta a na górze rozpinamy płachtę(/y) maskującą. Jeśli posiadamy dobre śpiwory, worki biwakowe i karimaty, to jest to wystarczające schronienie. Jakkolwiek sa 2 "ale" - trzeba to mieć i modlić się, żeby nie przytrafiły się roztopy, bo wtedy "popłyniemy".
Miałem na myśli mini namiocik np "Poligon" Marabuta po dokładnym zwinięciu nie różni się gabarytami od pałatki WP, co prawda nie ważyłem, ale masa też zbliżona. Kijki trzeba przypiąć na wierzchu zasobnika obok karimaty, ale naprawdę wiele to nie zmienia.
Sam sobie trochę odpowiem, moim zdaniem należy wybrać namiot, inaczej w szybkim tempie dobijaja środowisko* i przeciwnik niepotrzebny. W razie kontaktu, jeśli nie ma czasu porzucić ekwipunek i .... .
Raczej mało prawdpodobne żeby ktoś coś nowego w temacie wymyślił.
A w ekstreamlnych warunkach, jeśli pododdział ma operować w terenie przez dłuższy czas to potrzebne jest nieco solidniejsze zaplecze niż "namiociki", na co pragnąłbym zwrócić Twą uwagę.
Pomógł: 12 razy Dołączył: 09 Maj 2005 Posty: 831 Skąd: Festung Posen
Wysłany: 31-05-2005, 06:19
Po za tym warto wziać pod uwage szerzszy aspekt niż tylko zdolnosśc do działania pododdziału tu i teraz...
P MON-owsku ujmując mam na myśli indywidualny aspekt zdrowotny elementu żywego pododdziału ( w moim przypadku szt 1.) w terminie o kilka lat oddalonym w czasie od terminu wykonywania zadania zimą a.D 2005 np.
No chyba że ktoś jest nadzywczaj twardy i nie boi sie ( nie mowię o mieszkańcach Łodzi ) wezwać pogotowia jak by co.... , nie mowiąc o podpieraniu ścian przychodni w wieku bardziej zaawansowanym....
Bo nie wiem jak Ty, ale ja nie twierdzę, że wiem wszystko. Warto czasami słuchać innych ludzi nawet jeśli nie dowiesz się niczego nowego.
"solidniejsze zaplecze niż "namiociki", na co pragnąłbym zwrócić Twą uwagę"
Tak się składa, że zdaje sobie z tego sprawę sprawę.
almsherfa [Usunięty]
Wysłany: 02-06-2005, 19:03
Pytanie słuszne ale nie do końca sprecyzowane. Pierwsze zasadnicze pytanie to na jak długo chcesz sie zatrzymac w tym miejscy i czy nocleg jest planowany czy po prostu musimy przenocować.
Pytanie słuszne ale nie do końca sprecyzowane. Pierwsze zasadnicze pytanie to na jak długo chcesz sie zatrzymac w tym miejscy i czy nocleg jest planowany czy po prostu musimy przenocować.
trawa napisał/a:
Jak waszym zdaniem należy organizować bytowanie w bazie patrolowej pododdziału w sile drużyny/plutonu spieszonej piechoty, w terenie lesistym, w warunakch zimowych.
Nie wiem, ale dla mnie jest to dość jasne. Conajmniej jedna noc, z możliwościa pozostania przez dłuższy czas (zwracam uwagę na zwrot "bytowanie"). Zakładam działanie planowe.
A dla mnie nie jest jasne .
Planując zadanie musze wiedzieć, czy będe nocował tydzień czasu, czy tylko może mnie zastać noc podczas wykonywania zadania.
ACz [Usunięty]
Wysłany: 03-07-2005, 22:23
W piechocie górskiej robiliśmy to tak, że pluton na pieszy marsz patrolowy - najczęściej wzdłuż granicy Państwa - zabierał namioty: jedną szustke dla dowództwa i sekcji logistycznej, łącznośći oraz medycznej (d-ca plut, pom. d-cy piut, logistyk i z pomocnikiem, łącznościowiec z pomocnikiem tzw. popiepszaczem, medyk z pomocnikiem). Rzecz jasna sekcje te były nieetatowe tzn. nieformalne, a jeśli już zdarzyło się inaczej to oficjalnie nazywały się: kwatermistrzoska, radiooperatorska i sanitarna. Jednak mało kto ich używał, gdyż czuło się już... NATO. Sek. log. woziła łazem co się tylko dało i jak najwyżej się udało, niestety czasem pareset metrów w góre trzeba było cały majdan tachać na plerach tam i z powrotem. Dzinnie perpedes robilośmu po ok. 10 godzin marszu licząc z przerwami. W praktyce po niskich górach (300-900 mnpm) dawało to w zimie od 15 do 20 km, w średnich (900-1700) od 10 do 15 km, a w wysokich [raz z Francuzami w Tatrach] przeszliśmy niecałe 10 km [ z H. Gąsienicowej na Dol. Pięciu Stawów]. Na noc pluton rozkładał w zimie trzy namioty sześcioosobowe do połowy wysokości, dla dowództwa z sekcjami dowodzenia, i dwuch druż. pg. Ostatnia dpg. tworzyła linie ubezpieczeń ( 3 sekcje po 2 os.) w połatkach. Przyczym co dwie godziny drużyny się zmieniały mp. 2 z 3 a ta z 1 itd... Po dwuch takich noclegach i marszach między nimi, ludzie byli nie do użytku. Nigdy nie udało nam się zrozumieć jak w regulaminie znalazł się zapis, że plutony strzeleców podhalańskich w terenie górskim działają w odosobnieniu, czyli samodzielnie od 5 do 7 dni a wrazie koniecznośći i dłużej. Przypominam że wówczas górale zapakowywali się w kostki zmecholskie i zamiast śpiworów mieli dwa koce (jeden przy sobie a drugi w łazie).
Tak oto dzałało się w 1995r.
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 10-01-2006, 13:01
Widac pokrewne dusze z piechoty gorskiej :D
Widac tez ze nie rozni(la) sie 21 z Rzeszowa od 22 z Klodzka
Wracajac do tematu.
Bytowanie w gorach to nie tylko namioty i palatki, z czego rozkladanie tych drugich jako klasyczny palatkowy namiot to conajmniej glupota, tak jak to zaznaczyl Stopczyk.
Stopczyk napisał/a:
PS Ja osobiście preferowałbym rozwiązania najprostsze - wygarniamy śnieg do gołej ziemi na planie prostokąta a na górze rozpinamy płachtę(/y) maskującą. Jeśli posiadamy dobre śpiwory, worki biwakowe i karimaty, to jest to wystarczające schronienie. Jakkolwiek sa 2 "ale" - trzeba to mieć i modlić się, żeby nie przytrafiły się roztopy, bo wtedy "popłyniemy".
Wiesz to nieraz moze byc trudne do wykonania, bo dosc czesto bywalem na dzialaniach tygodniowych a nieraz i dluzej w takich warunkach ze odgarniecie sniegu do golej ziemii laczylo by sie z odwaleniem 3-4 metrow sniegu, a tutaj juz ciezko by bylo to zrobic.
Nie mowie o zimie bez sniegu, mowie o zimach panujacych w gorach, niewazne jakich ale w gorach.
Sa plusy i minusy takich terenow, minusem jest ot ze jest o wiele surowszy klimat i utrudnione poruszanie sie, ale za to lepiej jest z budowaniem schronien i ukrycia sie w nich przed wzrokiem przeciwnika.
Nie mowmy tutaj o bytowaniu cywili, tylko o tym jak maja to robic zolnierze z wykorzystaniem sprzetu jaki posiadaja na stanie.
Znam dowodcow w kompaniach piechoty gorskiej, ktorzy zabraniali zolnierzom zabierac ze sba na dzialania swoje cywilne spiwory, karimaty (chociaz sami je mieli ze soba).
Taki zolnierz musi umiec kombinowac, musi wiedziec jak zabezpieczyc sie przed zimnem od podloza, musie wiedziec jak skryc sie przed przenikliwym wiatrem.
U mnie na kompanii duzo uwagi przywiazywano do bytowania w warunkach zimowych, teraz nie mialbym z tym najmniejszego problemu, ale pamietam jak zolnierze nieprzywykli do takich zmagan przezywali swoj pierwszy raz... stalingrad to malo, ale kazdy ktory tak cierpial to byl ten ktory nie sluchal dosc uwaznie naszych wykladow teoretycznych ktore walkowalismy przed dzialaniami.
Ci ktorzy sluchali uwaznie, wiedzieli jak wybrac sobie miejsce do wybudowania schronienia, jak je wykonac zeby bylo jak najbardziej wygodne a przede wszystkim bezpieczne dla zdrowia i zycia.
Zolnierz w gorach nie ma na wyposazeniu namiotu (mowie ogolem, choc zdazaja sie wyjatki) ma ze soba koce (lub szmaciane spiwory) palatke, OP-1-ke i to by bylo na tyle rzeczy ktore moze wykorzystac, wiadomo ze kazdy jak jest madry to nabierze ze soba roznych szpargalow, ale nie o tym mowa.
Podstawowym schronieniem sa jamy sniezne, komory sniezne, roznego rodzaju igloopodobne twory.
Tutaj znow daje sie we znaki podzial na pary, bo zbudowanie samemu sobie schronienia to bezens, a zbudowanie go conajmniej we dwoch to juz jest cos. W zimie nie ma czasu na to ze komus smierdza skarpetki czy wali mu z ryja, budujesz schronienie, robisz izolacje od podloza np galezie sosnowe lub swierkowe i na to rozlozone OP-1 pozniej wykonanie sobie legowiska z kocy i przytulenie sie kolega do kolegi i ogrzewanie sie nawzajem (wiem ze to podchodzi pod pedalskie zachowania, ale albo przespac sie z kumplem albo przemarznac o ile nie zamarznac)
Tak samo ma sie sprawa ze spiworami, o ile nie sa o spiwory wyprawowe czyli takie ktore maja odpowiedni zakres temperatur, to tez polecam laczenie spiworow zamkami i spanie w nich po kilka osob.
W takiej snieznej jamie czy w igloo glownym ogrzewaniem jest nasz oddech i cieplo wytwarzane przez nasz organizm. Swieczka czy cokolwiek innego palacego sie "otwartym" ogniem to nie tyle ogrzewanie co "bezpiecznik" ktory pokazuje nam, czy komus kto robi za wartownika w takim obozowisku czy w naszym schronieniu jest tlen, bo jezeli swieczka nam przygasa to przygasa tez nasze zycie bo odcielo nam wlasnie doplyw tlenu i odpowiedzialny za to "wartownik" ma za zadanie wyciagnac nas z tego pomieszczenia w trybie natychmiastowym, a zeby takich sytuacji nie bylo, jest odpowiedzialny ze "dotlenianie" pomieszczen, czyli udraznianie wlotow powietrza do schronien.
Jesli odblokowany przez Kangura na moja prosbe temat ruszy dalej to moge napisac wiecej, ale musze wiedziec czy ktos to czyta.
...preferowałbym rozwiązania najprostsze - wygarniamy śnieg do gołej ziemi...
Wiesz to nieraz moze byc trudne do wykonania, (...) odgarniecie sniegu do golej ziemii laczylo by sie z odwaleniem 3-4 metrow sniegu, a tutaj juz ciezko by bylo to zrobic.
Oczywiście masz rację. W wypadku grubej pokrywy snieżnej, jak nieco dalej napisałeś, otwiera się za to kilka innych możliwości.
...Nigdy nie udało nam się zrozumieć jak w regulaminie znalazł się zapis, że plutony strzeleców podhalańskich w terenie górskim działają w odosobnieniu, czyli samodzielnie od 5 do 7 dni a wrazie koniecznośći i dłużej...
Nie wiem na jakim pododdziale byles, ale w Klodzku dosc duzo kompanii bytowalo w gorach.
Nasza kompania w zimie byla ukierunkowana tylko na zajecia zimowe czyli narty, wspinaczka, marsze kondycyjne no i oczywiscie bytowania.
Wiec nie bylo dla nas nic dziwnego w tym ze idziemy w gory na dwa tygodnie w oderwaniu od "sil wlasnych" i daleko od cywilizacji a co za tym szlo? Bytowanie w sniegu.
W sumie nie dziwie sie temu co napisales, bo jak byla to banda sztaboli i gosci z kompanii zabezpieczenia, to hehehe nie powiem zeby oni byli nauczeni zachowan w gorach.
Teraz wracajac do schronien.
Oprocz jam snieznych wykonywalismy nieraz igloo... wiem ze pomyslicie ze w naszych warunkach ciezko dorwac taki zlodowacialy snieg jak to maja eskimosci, ale powiem Wam ze dosc czesto sie zdarza kiedy przyjdzie odwilz i nagle mroz zlapie ponownie, mamy wtedy 30 - 40cm warstwe zmrozonego sniegu (ciezko wtedy ciecho sie poruszac), wtedy wystarczy szeroka lopata sniegowa lub pilka do lodu i naprzod.
Czesciej bywa tak ze nie ma mozliwosci zbudowania igloo w wersji klasycznej, wtedy mozna zbudowac to schronienie w wersji norweskiej i ?? tej drugiej nazwy nie wiem.
Igloo norweskie to takie ktore budujemy kiedy nie mamy zbyt duzej pokrywy snieznej, oraz kiedy snieg daje sie lepic w kule (pogoda do lepienia balwana z dziecmi)
Zabieramy sie wiec do pracy.
Igloo norweskie zbudowane jest z ulepionych kul snieznych (takich jak do balwana) zwalonych na wielka kupe, wiadomo im wiecej osob tym wiekszy kopiec. Szczeliny miedy kulami wypelniamy luznym sniegiem i udeptujemy i powtarzamy to na kazdej warstwie kul. Im wyzsza warstwa tym mniejsze kule, bo nie bedziemy w stanie wrzucic wysoko wielkich kul.
Jak juz stwierdzimy ze kopiec jest odpowiedni, znajdujemy ochotnika, dajemy mu saperke do lapy i kazemy sie wkopac do wewnatrz budujac jame w kopcu.
Myslac o wielkosci naszego kopca musimy wziac pod uwage to ze scianki im grubsze tym bardziej wytrzymale i cieplejsze, poza tym musimy pamietac ze "podloga" naszego schronienia musi byc troszke wyzej niz wejscie do niego, bo wiadome jest ze cieple powietrze zawsze zbiera sie wyzej.
Jezeli juz bawimy sie w cos takiego i chcemy to zrobic jak nalezy, to musimy pamietac o tym zeby w srodku zbudowac cos a'la lozka, czyli zrobic takie sniegowe lawy po trzech stronach pomieszczenia a pomiedzy nimi zrobic podloge wlasciwa, tutaj znow chodzi o unoszenie sie cieplego powietrza w gore.
Sciany pomieszczenia oraz wszystkie powierzchnie trzeba jak najbardziej wygladzic, bedzie to pomocne w samoistnym utworzeniu sie izolacji lodowej.
W czasie naszego uzytkowania pomieszczenia, sciany zaczna lekko topniec i zamieniac sie w lod ktory lepiej izoluje niz snieg, kazdy nasz oddech to cieplo ktore wnika w snieg jak woda w gabke, a lod lekko to cieplo odbija. Pamietajmy tym ze lod na scianach caly czas powoli topnieje, wiec nie kladzmy nic kolo scian, bo zamoknie. Woda wytworzy sobie dookola pomieszczenia rowek w ktorej ta woda bedzie sciekac i zamarzac.
Kolejnym typem igloo jakie mozemy zrobic, to latwiejsze w wykonaniu, szybsze, ale za to mniej wytrzymale i wygodne.
Bierzemy wielka kupe chrustu, nakladamy na niego palatki lub jakis plachty i wszystko zaczynamy oblepiac gruba warstwa sniegu, snieg musi byc mocno ubity i miec gruba warstwe!!!
Jezeli stwierdzicie ze sniegu jest juz dosc, mozecie zabrac sie za wyrzucanie chrustu.
Wycinacie dziure (wejscie) i odchylacie plachte spod ktorej wyciagacie galezie, ktore jak wiadomo przydadza sie do ogniska lub w razie misji bardziej skrytej, do zabezpieczenia schronienia przed cichym podejsciem.
Jezeli wszystkie galezie beda juz na zewnatrz, wyciagacie plachty i konstrukcja igloo jest gotowa. Mozna teraz zabawic sie w wygladzanie scian i mieszkac.
Pamietajmy o dwoch rzeczach. Pierwsza to zrobienie na gorze igloo otworu doprowadzajacego tlen do wewnatrz, nalezy to niego od gory wsadzic kijek od nart z duza sniezynka, bedzie on nam potrzebny zeby udrozniac otwor w czasie intensywnych opadow sniegu. Druga rzecza jest zbudowanie sobie tunelu wejsciowego ktory ochroni nas przed zimowym wiatrem. w tunelu tym zrobmy sobie drzwi w postaci zaslony z palatki, a dla bardziej pomyslowych i nie chcacych utraty ciepla w pomieszczeniu, polecam dluzszy tunel i zastosowanie dwoch par drzwi czyli cos w rodzaju komory powietrznej midzy nimi.
Ot na razie to tyle o schronieniach. Nie oplaca sie budowac igloo przynajmniej w tych dwoch omowieonych typach na spanie w jedna noc. Bo pomieszczenie to lodowacieje od wewnatrz dopiero po 2-3 nocach dajac odpowiednie cieplo. Poza tym sa to zbyt praco i czasochlonne "budynki" zeby zostawic je po przespaniu sie, a jak to wo woju bywa, trzeba je tez rozwalic, zeby zatrzec jak najmocniej slady swojej obecnosci.
Polecam nauke budowy takich schronien kolo domu, czyli w sadach i ogrodach, to tak na zasadzie treningu, zeby zrobic to choc kilka razy przed budowaniem tego w terenie, bo w extremalnych warunkach moze byc zbyt pozno na nauke. a zabawa z kumplami w budowe igloo jest spoko, mowie dlatego zeby to robic kolo domu, bo jak zmarzniecie to pojdziecie do domu sie ogrzac i cos zjesc. W tym treningu chodzi nie o to zeby odczuc zimno poprzemoczeniu sie w sciegu, ale o to zeby nauczyc sie techniki budowy tego schronienia.
Moje pytanie jest nastepujace: - kwestie igloo wyjkasniles - jezeli zatrzymujemy sie na 2-3dni lub dluzej. W jaki sposob bytowaliscie na sniegu jezeli zatrzymywaliscie sie tylko na jedna noc i budowa jamy/igloo nie wchodzila w gre?
Tam gdzie jest duza pokrywa sniezna, to nie ma tam problemu zrobienia jamy snieznej i w gorach oplaca sie takowe robic nawet na jedna noc. Jest to szybka i skuteczna metoda na ukrycie sie od wiatru, a ze jest ona zarazem malo widoczna dla otoczenia to i z maskowaniem nie ma problemu.
Jesli juz nie chcemy bawic sie w wielkie kopanie, to mozemy odnalezc jakies drzewo iglaste ktore swoje najnizsze galezie ma kolo metra nad ziemia i wkopac sie pod nie i przespac przy pniu drzewa, bo galezie nie pozwalaja aby ten snieg zasypal caly pien i jest przy nim dosc miejsca bez sniegu, wiec ulatwia i przyspiesza nam to prace.
Jezeli mamy dosc czasu i sily roboczej to mozemy pobawic sie w budowe klasycznych schronien z dachami z galezi. Znajdujemy sobie jakis dolek lub sami go kopiemy i robimy dach oparty na konstrukcji z grubych badyli i na to walimy swiezych galezi z drzew iglastych i to zasypujemy sniegiem. Ten sam patent mozemy zrobic zabudowujac jakis bok sciany ale wtedy galeziami pod skos. Te schronienia z galeziami robi sie zawsze dla wiekszej ilosci osob, bo jedna czy dwie to w ciagu 10 minut bedzie juz gotowa do spania.
Pododdział w sile drużyny/plutonu ma założyć baze patrolową. Dowódca wstępnie na etapie planowania znalazł sobie odpowiedni rejon na bazę. Po jego osiągnięciu pododdział organizuje postój (ubezpieczony), a d-ca (nie sam) wychodzi na rekonesans odpowiedniego miejsca na bazę. Gdy znajdzie wraca z pododdziałem i obowiązkowo "załamują/zawijają: ślad i ustawiają tam minę kierunkową. Gdy wszyscy są już w bazie, "zamykane" są sektory obserwacji i prowadzenia ognia, tak aby pooddział był ze wszystkich stron ubezpieczony. Osoby odpowiedzialne zaczynają budować "infrastrukturę", reszta ubezpiecza....... , a jak to wyglądało u was.
Szczegółowo interesują mnie zagadnienia:
- czy używaliście tylko min odpalanych zdalnie do ubezpieczenia bazy (niebezpieczeństwo przypadkowego odpalenie przez zwierzynę)
- jak wyglądała by reakcja na kontakt z nplem (tu interesują mnie 2 warianty słabszy jak i silniejszy przeciwnik)
- Jak wyglądało ubezpieczenie. Ile procent (orientacyjnie) ludzi było obligatoryjnie na ubezpieczeniu i w jakich porach doby było ich więcej. Czy wykorzystywaliście tylko postrunki obserwacyjno-nasłuchowe, czy również inne formy ubezpieczenia.
- czy podczas dnia wyposażenie osobiste niezbędne do bytowania było spakowane w plecaku i gotowe. Czy też "rozłożone" w schronieniach tak aby żołnierze odpoczywający mogli z niego korzystać.
- czy rozpalaliście na terenie lub w bezpośredniej bliskości bazy ognisko
- jak wygladało wchodzenie i wychodzenie z bazy patrolowej elementów pododdziału
- na jak długo się organizowaliście bazy
Sorry, że tak dużo.
Pytanie mogą wydawać się lekko lamerskie, ale odpowiedzi już znam. Pytam bo lubię się skonsultować z innymi ludźmi.
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 16-01-2006, 15:14
trawa napisał/a:
Dowódca wstępnie na etapie planowania znalazł sobie odpowiedni rejon na bazę.
Pamietajmy o tym ze w terenie ktorego nie znamy a miejsce wyznaczamy tylko wedlug mapy, to rejon bazy jest tylko rejonem przypuszczalnym (nieraz miejsce wyglada inaczej niz na mapie) dlatego tez miejsc takich wyznacz sie kilka... u mnie byly conajmniej dwa, czyli glowny i zapas a pozniej byla improwizacja
trawa napisał/a:
- czy używaliście tylko min odpalanych zdalnie do ubezpieczenia bazy (niebezpieczeństwo przypadkowego odpalenie przez zwierzynę)
Jesli znajdziesz w naszej armii w standardowym wyposazeniu miny zdalnie odpalane to bedzie luz, chyba ze chodzi Ci o odpalane elektrycznie zapalnikami Erg lub MWN-2M to nieraz bywalo. Czesciej jednak stosowalismy mechanizmy odciagowe polaczone z zapalnikami elektrycznymi.
trawa napisał/a:
- jak wyglądała by reakcja na kontakt z nplem (tu interesują mnie 2 warianty słabszy jak i silniejszy przeciwnik)
To nie tak, bo nie bylo to jakims szablonem, ale ogolnie bylo to ubezpieczone wycofanie sie z rejonu bazy uzywajac do tego "bramki" wyjsciowej tak glownej jak i zapasowej. W kazdym badz razie po kazdym takim zajsciu nie bylo mozliwosci dalszego uzytkowania tego miejsca.
trawa napisał/a:
- Jak wyglądało ubezpieczenie. Ile procent (orientacyjnie) ludzi było obligatoryjnie na ubezpieczeniu i w jakich porach doby było ich więcej. Czy wykorzystywaliście tylko postrunki obserwacyjno-nasłuchowe, czy również inne formy ubezpieczenia
Pomysl, jezeli u mnie druzyna skladala sie z 4 osob to ile procent moglo byc na ubezpieczeniu?
W jakich porach doby bylo ich wiecej? zalezy od sytuacji, zalezy od terenu, to tez nie jest szablon bo tak jest gdzies w instrukcji i tak ma byc, tego nie da rady trzymac sie scisle.
Jakie sa Ci znane jeszcze rodzaje ubezpieczen, bo nie wiem czy chodzi Ci o to samo co mnie...
trawa napisał/a:
- czy podczas dnia wyposażenie osobiste niezbędne do bytowania było spakowane w plecaku i gotowe. Czy też "rozłożone" w schronieniach tak aby żołnierze odpoczywający mogli z niego korzystać.
Zasobniki glowne byly ukryte w schowkach przygotowanych specjalnie dla nich poza terenem bazy. W bazie byly tylko niezbedne rzeczy czyli spiwor, zarcie i srodki do jego przygotowania. (nie wspominam o uzbrojeniu bo to oczywiste) Wszystkie te niezbedne rzeczy byly pakowane do plecaka patrolowego (ten maly plecaczek od zasobnika piechoty gorskiej) Wiem ze ulozenie zasobnikow w kilku schowkach zmuszalo ludzi do pojscia w wyznaczone miejsce w celu podebrania sprzetu, ale zwiekszalo mobilnosc w czasie opuszczania bazy. Nic zbednego nie bylo "rozlozonego". Robiles zarcie i zanim je zjadles pakowales to czym to zarcie przygotowywales, spales w spiworze, po obudzeniu sie pakowales go i troczyles do plecaczka itd.
trawa napisał/a:
- czy rozpalaliście na terenie lub w bezpośredniej bliskości bazy ognisko
Zdazalo sie ze rozpalalismy ogniska w bazach, ale najczesciej bylo to w bazach stalych i czesto bylo to robione pod ziemia (jezeli wiesz o czym mowie), w bazach przejsciowych zazwyczaj uzywalismy maszynek wielopaliwowych do przygotowywania napojow i posilkow.
trawa napisał/a:
- jak wygladało wchodzenie i wychodzenie z bazy patrolowej elementów pododdziału
Tutaj znow nie bardzo rozumiem pytania, ale... wychodzenie i wchodzenie do bazy zazwyczaj bylo wykonywane za pomoca bramki ubezpieczajacej w postaci zwiadowcow. Kazde wyjscie bylo zaznaczone "sygnalowka" czyli jakims charakterystycznym elementem np. sucha galezia zarzucana na drzewo i bylo wiadomo ze z prawej lub lewej (wybor dowodcy) strony tego drzewa jest wejscie wolne od min i innego rodzaju odciagow. to samo tyczylo sie wyjsc z bazy. Nieraz bywalo tak ze w miejscu dalekiej bramki stosowalismy hasla i odzewy lub charakterystyczne sygnaly rozpoznawcze.
trawa napisał/a:
- na jak długo się organizowaliście bazy
Do 24 godzin przejsciowe powyzej 24 godzin bazy stale
Wszystko zalezalo od zadan jakie mielimsy do wykonania i od tego jak bardzo owe bazy byly potrzebne. Bazy przejsciowe to zazwyczaj jeden nocleg (chociaz bardziej "dzienleg" bo czesciej poruszalismy sie nocami) i bylo to organizowane bez zadnych wiekszych schronien.
W bazie stalej bytowalem dwa razy po dwa tygodznie, ale jedna byla to baza wypadowa do zajec narciarskich czyli niedaleko stokow przez nas uzytkowanych a druga to juz bardzo rozwinieta baza stala, ktora dzialala prawie jak sztab partyzantki i rejon wyczekiwania na rozkazy i inne takie zmyslone pierdy... miala nauczyc nawykow i zasad uzytkowania takich baz. Zazwyczaj baza stala to max kilka dni i pozniej zmiana rejonu. Tez wszystko zalezy od zadan jakie masz do wykonania, bo jesli masz baze stala, a jest mozliwosc blizej celu zrobic baze przejsciowa to wybieralem ten drugi wariant.
P.S. Nie uzywam nazwy "baza patrolowa" tak samo jak "znaki patrolowe" bo i jedno i drugie nie jest uzywane tylko w czasie patroli.
hehe. Nie no... powiedzmy ,że nazywam sie Makłowicz i że MRE mi jednak nie za bardzo będzie pasować, a moja menu polowe składa sie z 130 składników potrzebyjących przegotowania . Wiem, że może wygląda to głupio, ale przecież mogło by dojść do sytuacji gdzie oddział musiałby zdobywać pożywienie na własną rękę(upolować coś)
i "wrzucić coś na ruszt " (Ewakuacja śmigłowcem nie wchodzi zatem w rachube )
_________________ "Mundur daje szacunek, broń-władze"
Remigiusz Weber po powrocie z monopolowego;]
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 01-02-2006, 21:30
Wtedy mozna wykorzystac palenisko z krytym kominem, czyli takim fajnym patentem ktory rozprasza dym na dlugiej powierzchni i nie widac go jako takiego, inaczej, widac go ale nie z tak duzej odleglosci jak ze zwyklego ogniska.
Inne sa tes sposoby przyrzadzania na nim paszy do zarcia :D:D
Przy wykorzystaniu takiego patentu, nie zabawimy sie juz w maklowicza i nie bedziemy caly czas zagladac do zarcia i mieszac sobie w garze do woli.
Ale jak cos, to lepiej zaczac nowy temat (po co dawac robote Stopczykowi) bo ktos przeniesie.
Ależ towarzyszu!! Zobacz o co pytał Col. Kangur na pierwszej stronie tego tematu .
Poza tym nie taki moderator zły jak go piszą dlatego sądzę żę nic sie nie stanie jeżeli będziemy to kontynuowali tutaj . A może i nawet usłyszymy opinie naszych "dziadków"?? Tak czy inaczej sądzę że jest to odpowiednie miejsce a rozmowa jest przynajmniej konstruktywna(subiektywne odczucie, ale mam nadzieje, że sie nie myle ). Więc co z tym kominem. Jest robiony z rzeczy jakie posiadamy pod ręką czy jest to jakiś wynalazek, który wozi sie raczej z kuchnią polową?? Zaznaczam że chodzi mi o przygotowywanie posiłku w warunkach bardziej, niż mniej prymitywnych.
Sprecyzuje jeszcze bardziej: osamotniona drużyna piechoty z dala od macierzystej jednostki, głęboko w terytorium npla mająca na stanie broń, amunicje, mundury,i saberki.
(dobra... powiedzmy że mają nawet zapalniczke )
_________________ "Mundur daje szacunek, broń-władze"
Remigiusz Weber po powrocie z monopolowego;]
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 02-02-2006, 03:46
Patent z krytym kominem najczesciej stosowalem przy uzytkowaniu ziemianek i innego rodzaju podziemnych schronien, ale testowalem tez tego patenta na odkrytej powierzchni (najgorsze jest to ze nie w zimie )
Opowiem krotko na czym patent polega. Od glownego ogniska ktore bedzie w tym przypadku rozpalane kolo 50-70cm pod powierzchnia ziemii, Od glownego paleniska musimy wykopac rowek o glebokosci okolo 30-40cm i szerokosci okolo 15-20 i dlugosci kilku a jak teren latwy do kopania to i kilkunastu metrow Rowek ten pociagniety w bok bedzie owym kominem, z drugiej strony paleniska musimy wykonac cienki wlot powietrza (moze byc wykorzystana rurka od palatki) zeby zachowac ciag powietrza, ci ktorzy maja pieca lub kominki wiedza o co biega :D
Mam nadzieje ze owy szkic malowany na spiocha a 3.20 w nocy bedzie choc troszke pomocny.
Staramy sie palic jak najbardziej suchym drewnem zeby zminimalizowac zadymienie, musimy stworzyc jak najwiecej zaru zeby nie trzeba bylo caly czas dokladac do "pieca" i w to wstawiamy gar. Powietrze zaciagane jest cienka rurka a dym wyciagany jest poprzez komin, dlaczego nazwalem go krytym kominem, ano dlatego ze na calej dlugosci jest on zakryty. Rowek ten przykrywamy grubszymi patykami (jako szkielet do nakrycia komina) na to nakladamy "COŚ" ja nakrywalem to na samym poczatku glina, bo przy samym palenisku jest duza temperatura, pozniej wykorzystywalem pociete na szerokie pasy worki jutowe ktore moczylem w wodzie i nasaczalem glina (ziemia tez zdawale egzamin, ale slabiej) i nakrywalem tym cala dlugosc komina, pozniej przysypywalem to mokra sciolka i ziemia. Blisko gara grubsza warstwa i im blizej konca warstwa ma byc ciensza. Przebijamy jakims cienkim drutem (ostra szpilka od palatki) przykrycie komina, im dalej od gara tym wiecej dziurek (nieraz nie sa potrzebne, bo dym i tak ladnie sie przedostaje przez pokrycie)
Musimy zadbac zeby owe przykrycie bylo caly czas lekko wilgotne, co pomaga w ukrywaniu dymu. Komin musi byc na calej dlugosci przykryty. Jezeli bedziecie sie kiedys w cos takiego bawic, to nie zrazajcie sie niepowodzeniami hehehe mnie takie ognisko na powierzchni tez wyszlo po parokrotnych bledach w sztuce.
Ale jesli Wam sie uda, to dym nie uniesie sie na wysokosc kolan, tylko bedzie sie delikatnie snul po ziemii, wiec nie ma obawy ze ktos zauwazy dym unoszacy sie nad powierzchnia lasu, moze owy ktos Was najwyzej wyczuc po lekkim zapachu dymu i smakowitosci jakie przyrzadzacie :D:D
P.S. nie mozecie przesadzic ze szczelnoscia komina bo nie bedzie mial ciagu i skonczy sie wasze gotowanie bo powietrze nie bedzie podtrzymywalo zaru!
Pomógł: 4 razy Dołączył: 13 Mar 2006 Posty: 25 Skąd: Polska
Wysłany: 06-05-2006, 00:39
pozwole sobie odświeżyc post .
pamietam swoje pierwsze bytowanie w zime. mróz po kolana, śniegu ze 25 stopni , a każdy z nas miał do dyspozycji po jednym kocu (brak spiwora) plus wszystko to, co armia dała. do tego doszły grupy patrolowe, które miały za zadanie nas wytropić. zakaz używania ognia, zatarcie śladów, kamuflaż, wystawione posterunki na dojściu do "bazy". hardcore
ale nikt nas nie wytropił. myślę, że jest to odpowiedź na pytanie kangura dotyczące krótkiego (jedna noc) bytowania. bolało, ale sie opłacało .
pozdrawiam.
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 08-05-2006, 19:29
a ja znam odpowiedz na to dlaczego nikt Was nie wytropil.... bo nikt nie tropil znajac zycie, wszyscy szukali sposobu na przekimanie nocki!
Tak to juz jest jak ktos idzie raz w armii na bytowanie w zimie...
Pomógł: 4 razy Dołączył: 13 Mar 2006 Posty: 25 Skąd: Polska
Wysłany: 09-05-2006, 08:22
przeczytaj dokładnie, to co napisałem. pisałem o pierwszym moim bytowaniu, a nie o ostatnim. miałem ich mnóstwo, uwierz mi.
kolega Kangur pytał sie o bytowanie przez jedną noc, a ty uparcie chcesz kopać jamy i stawiać kominy czytaj uważnie i dopiero sie wypowiadaj. nie sztuka nabić posty, sztuka pisać konkrety.
pozdrawiam.
Pele76 [Usunięty]
Wysłany: 16-05-2006, 19:26
oj przepraszam bardzo za nabijanie postow glupotami...
Jak przeczytasz uwaznie to co pisalem wczesnej w tym temacie to tez doszukasz sie kilku rzeczy o bytowaniu w jedna noc.. ale jak kiedys zaczniesz bytowac w powaznych warunkach to dowiesz sie, a moze przekonasz na wlasnej skorze ze lepiej jest wykopac jame niz dygotac z zimna pod jakas lipna galazka.
Poza tym ja pisalem o bytowaniu militarnym,gdzie wazna rzecza jest maskowanie...
A dla chcacego nic trudnego, majac odpowiedni sprzet, to mozesz bytowac i na sniegu bez karimaty i innych pierdol, a dookola moze wiac wiatr i mrozic ponizej 30-tki.
Bytowanie bytowaniu nie rowne, bo mozna nazwac bytowaniem to ze przezylo sie noc, ale po niej nie ma sie sily dzialac, a mozna tez nazwac to ze po 5 minutach od otworzenia oczu, jest sie gotowym do dzialania... w naszym wojsku raczej jest to rzadkoscia.
Ale rozwin dalej temat... opisz cow wiecej o swoich bytowaniach.
Pomógł: 4 razy Dołączył: 13 Mar 2006 Posty: 25 Skąd: Polska
Wysłany: 18-05-2006, 09:31
witam.
jak już gdzieś o tym wspomniałeś, noc przeważnie wykorzystywało sie na przemarsze, i były tylko możliwe krótkie odpoczynki. chociaż nieraz trzeba było jakoś urządzić się w "prowizorycznej" bazie na całą noc. to co napisałem pare postów wyżej, było tylko ciekawostką, jak w naszej armii hartowało się ciało i ducha:).
najważniejsze, przy krótkim postoju było: zamaskowanie bazy, ustawienie odciągów, wystawienie posterunków. co do jedzenia, to raczej zimny prowiant (chyba, że warunki pozwalały na rozpalenie ogniska. nikt nie bawił się w tym przypadku kopaniem "garkuchni Makłowicza ). jeśli chodzi o zimową pore, to teraz i bez rozpalania ognia nie marznie się, ale my musieliśmy sobie radzić inaczej. rozpalaliśmy małe ognisko (jeśli oczywiście w pobliżu nie było npla), w tym celu wygrzebywaliśmy małą jamę w ziemi, w której palił sie ogień. do podtrzymywania ognia używaliśmy cienkich, suchych patyczków z świerka (szczęśliwie w lasach koło L. było ich dużo na każdym kroku ). grupa liczyła 6 osób, więc podział był następujący:
2 - czujka
2 - doglądanie ognia
2 - śpi
to tyle jeśli chodzi o krótkie bytowanie.
pozdrawiam.
ps. Pele76, dzzięki za poprawienie mnie co do skrótów. nie przyłożyłem do tego uwagi, ale masz rację, trzymajmy się prawidłowej terminologii. umieszczam to podziękowanie tutaj, bo tamten temat służy do czegos innego i nie chcę go zaśmiecać innymi postami.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum