Pomógł: 6 razy Wiek: 32 Dołączył: 08 Lut 2005 Posty: 447 Skąd: Warszawa
Wysłany: 23-01-2007, 22:57
ad. a) Koledzy cie oslaniaja i lejesz
ad. b) Lejesz do butelki, w nocy kopiesz dolek i wlewasz zawartosc. Grubsze sprawy zalatwiasz w torebke i wywalasz albo bierzesz wegiel i srasz raz na dobe. Najlepiej w nocy.
Wysiedzisz 3 tygodnie w dzurze?
Sprawa na OP powiedzmy że jasna, chyba że ktoś ma jeszcze coś do dodania.
(pomijam fakt posiadania butelki na mocz, wiem o co chodzi)
Jeżeli chodzi o patrol to :
Przykładowy patrol w sile drużyny przez 5 dni.
Rutyna zakłada zacieranie śladów bazy patrolowej wiec rozumiem że ewentualne grubsze potrzeby załatwia się na terenie bazy. Saperka zdjać darń, załatwić się, przyłożyć darnią ?
Przed opuszczeniem bazy zatrzeć ślady bytności i ruszamy. To wydaje mi sie oczywiste.
Jak kogoś przypili w środku dnia, koledzy osłaniają, delikwent robi swoje jak powyżej i kontynuujemy patrol, czy nie ma wybacz cierp ciało jak w nocy nie chciało ?
Mocz mozna ze soba, choc zadziala tez odlanie sie do strumyka lub zbiornika wodnego.
Zostawianie w ziemi zawsze zostawi slady, dla psa wyrazniejsze niz resztki paleniska.
Mowi sie, ze sa specjalne substance zbrylajace kal i mocz na takie potrzeby dla superkomandosow, ale ja takie cos juz namierzylem w sklepach z akcesoriami dla kotow. Zwirek zbrylajacy dziala tez na ludzkie produkty przemiany materii.
Pomógł: 6 razy Wiek: 32 Dołączył: 08 Lut 2005 Posty: 447 Skąd: Warszawa
Wysłany: 25-01-2007, 11:39
Dobra spytam tak, waliliscie kiedys kupe do torebki? Ja raz probowalem to nosic w plecaku. Pomimo zawiniecia w 5 reklamowek po otwarciu kieszeni w ktorej to bylo odrzucilo mnie na metr w tyl. Moze SAS wg McNaba ma specjalne torebki od ktorych nie wali, ja do takich dostepu nie mialem. Mysle ze pies predzej wyczuje walacy na kilometr plecak niz zakopana gowno.
HoHoL twierdzisz ze zolnierze z SAS wysiedza, jestes jednym z nich? Na Falklandach siedzieli dlugo na OP ale watpie by bylo to 3 tygodnie. Tak od siebie dodam, sproboj zarwac 3 noce z rzedu, zobaczymy do czego bedziesz sie nadawal. Moze masz jakis cudowny sposob na zmeczenie, ja go niestety nie znam.
Nie chodzi wszak o to jak długo na OP w Hard Routine siedzi SAS bo czy jest to tydzień, dwa czy trzy to załatwiać sie jakoś musza i tego dotyczyło pytanie.
Wiem w jakim się jest stanie po kilku dniach bez snu. Padłem po 56 godzinach z czego końcówka to juz miałem jakieś majaki, ale nie w tym rzecz.
Szukam odpowiedzi na pytanie jak to robią zawodowcy w skrajnie trudnych warunkach i na tym sie skupmy.
Dobra spytam tak, waliliscie kiedys kupe do torebki? Ja raz probowalem to nosic w plecaku. Pomimo zawiniecia w 5 reklamowek po otwarciu kieszeni w ktorej to bylo odrzucilo mnie na metr w tyl. Moze SAS wg McNaba ma specjalne torebki od ktorych nie wali, ja do takich dostepu nie mialem. Mysle ze pies predzej wyczuje walacy na kilometr plecak niz zakopana gowno.
Tak, próbowałem. Po narobieniu do worka po MRE i zaklejeniu go duckt tape'em nie było problemu, nic mi nie waliło.
Sokol napisał/a:
HoHoL twierdzisz ze zolnierze z SAS wysiedza, jestes jednym z nich? Na Falklandach siedzieli dlugo na OP ale watpie by bylo to 3 tygodnie. Tak od siebie dodam, sproboj zarwac 3 noce z rzedu, zobaczymy do czego bedziesz sie nadawal. Moze masz jakis cudowny sposob na zmeczenie, ja go niestety nie znam.
"Wytzrymanie" na OP nie oznacza 3 tygodni patrzenia sie na skrzyżowanie. Tak trzeba rozplanować zmiany na sen, żeby nie paść na ryj. Jeśli zrobisz kilkugodzinne wahty da radę. Nie takie rzeczy studneci w czasie sesji robią ;)
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Panowie po pierwsze chcialbym wyjasnic tekst dot. SAS i sklanial bym sie tu bardzo do opinni sokola:
Na falklandach patrole SAS byly na PO nawet 25 dni ALE: wygladalo to w ten sposob iz w samym PO siedzialo dwoch z czteroosobowego patrolu okolo 8 godzin (czas trwania dnia) po zmierzchu wycofywali sie do pozostalej dwojki z patrolu ktora przebywala poza linnia wzroku przeciwnika i oslaniala ich w tzw. (LUP- Lying up position) Tam tez cala czworka nocowala pelniac na zmiane warty. Przed switem dwojka ktora poprzedniego dnia byla na lup udawala sie do PO. i tak na zmianne. Oczywiscie i taki sposob pelnienia sluzby jest bardzo ciezki i wyczerpujacy szczegolnie w warunkach zimowych, ale tez nie powinnismy szerzyc mitomanstwa ze zolnierz SAS to jak go wlozysz do PO to bedzie tam siedzial bez ruchu trzy tygodnie z minimalna racaj jedzenia i ze snem na dobe 2 godziny przez trzy tygodnie i sra tylko do workow po MRE.
Po przebywaniu na PO jedn dzien juz jest sie bardzo zmeczonym, a do tego trzeba wliczyc dodatkowe napiecie i stres przed wykryciem wroga ktory porusza sie od ciebie kilkaset metrow dalej
Po drugie mam pytanko tzn. jesli ktos nie ma workow po MRE to znaczy ze nie moze walic juz do innch workow? Moze worek po MRE swietnie sie do tego nadaje ale trzeba byc realista, my mozemy sobie nasrac tylko do pudelek po esce
Po drugie mam pytanko tzn. jesli ktos nie ma workow po MRE to znaczy ze nie moze walic juz do innch workow? Moze worek po MRE swietnie sie do tego nadaje ale trzeba byc realista, my mozemy sobie nasrac tylko do pudelek po esce
Hmmm ja akurat miałem MRE, tzn że miałem szukać pudełek po eSce? ;)
Z tego co widziałem to nowe polskie racje są pakowane do podobnych worków jak MRE, tylko zielonych.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Widzę że wkradły sie tu pewne niedomówienia. Pisząc o 4 żołnierzach w dziurze na OP dokonałem pewnego skrótu żeby nie opisywać całej sytuacji dotyczącej OP bo pytałem po prostu o to jak się załatwiać w takich warunkach.
Natomiast jeżeli już chodzi o ścisłość to w moim rozumieniu kiedy dałem za przykład SAS miałem na myśli właśnie tak zorganizowane OP jak opisał to Koala. Czyli podczas gdy 2 osoby są na LUP i jedzą lub odpoczywają pozostałe dwie są na OP. I w żadnym wypadku nie mam zamiaru gloryfikować dokonań żołnierzy z SAS ani dowolnej innej jednostki.
Sokol mi sie wydaje ze najlepiej bylo by uzyc takiej niewielkiej przenosnej zgrzewarki do foli zeby odrazu zafoliowac i wtedy MRE ew eska noweczka jak z fabryki.
Moge tu tylko dodac tekst z F.Gumpa : "zycie jest jak podelko czekoladek nigdy niewiesz na co trafisz" w tym przypadku podelko zastepuje MRE/Eska a czekoladke ......
A tak powaznie w takich warunkach na PO zostaje tylko lanie w butelke lub innego rodzaju pojemnik. Ze sraniem to tak jak sokol napisal wegiel itp. przy caiglym lezeniu i braku ruchu ten proces jest wspomagany to znaczy ze organizm ma wolniejsza przemiane. A jesli juz potrzeba jest tak pilna to tylko worek.
Jesli juz mowa o falklandach to wlasnie tak to sie podobno odbywalo na boczek torebeczka i sruuuuu...
Pomógł: 52 razy Wiek: 32 Dołączył: 03 Maj 2005 Posty: 1395 Skąd: Warszawa
Wysłany: 26-01-2007, 21:25
Ja też uważam że to najbardziej ekscytujący, pobudzający wyobraźnie i merytorycznie podbudowany temat od dłuższego czasu. Właśnie sobie myślę że sprytne wykorzystanie tych "fekalnych MRE" może być jednym ze środków sabotażu i obniżenia morale przeciwnika. Właśnie otworzyłem jedno w celach testowych...
domyslam sie ze da rade, gorzej jesli kolega nie prawdlowo na celuje badz b) w tym malym opakowanku nie starczy miejsca i kolega bedzie musial dochcnac dlonia-hehe
pozdrawiam
_________________ SKANDAL !!!
Holmes [Usunięty]
Wysłany: 26-01-2007, 22:01
Jedziecie po całości chłopaki. Zaraz któryś napisze, że do opakowania po Plushhu też mu się udało za przeproszeniem nasrać. Ale na najbliższych warsztatach nieodpuszczę - poproszę o pół godziny szkolenia "jak narobić do worka po MRU, żeby się nie ufajdać".
Nic co ludzkie nie jest mi obce jak to mawiali slawni mysliciele.
No no szkolenie z tego by sie przydalo, pierw walisz do duzego worka na smieci potem do foli po MRE a nastepnie sikasz do opakkowania po pluszu- totalna perwera.
tak jak to robia prawdziwi komandosi:)
A wracajac do tematu to uwazam ze w czasie patrolu jesli zachodzi taka potrzeba to trzeba sie zatzrymac i zalatwic potrzebe bo innaczej po pewnym czasie dojdzie do tego ze np. czujka idac z przodu bedzie myslala kiedy sie odpryskam a nie zeby szukac przeciwnika. Napewno nie nalezy podchodzic do sprawy w taki sposob ze jesli ci sie z rana nieudalo kiedy byl na to czas to sam sobie jestes winny.
Pomógł: 10 razy Dołączył: 23 Maj 2005 Posty: 407 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 27-01-2007, 00:22
w tym temacie polecam sobie przeczytać wspomnienia Kamińskiego pt "Moje Bieguny"
Marek załatwiał potrzebę raz dziennie o wyznaczonej zawsze tej samej porze. Tak przyzwyczaił swoje ciało i jest to normalne u takich podróżników. Przy temperaturze -35 i silnym wietrze nie ma mowy o postoju i odlaniu się ...nie wspominając o wystawieniu dupy na taką zimnice
Pomógł: 2 razy Wiek: 68 Dołączył: 07 Maj 2005 Posty: 267 Skąd: Polska
Wysłany: 27-01-2007, 03:15
...heh a myślałem że nic mnie już na forum internetowym nie zaskoczy
Tak się zastanawiam po co srać do torebek i to tachać. Przez ewentualne psy tropiące? Jeśli tak to wydaje mi się że lepszym pomysłem jest jednak zabieranie ze sobą środka chemicznego uniemożliwiającego tropienie [zakładam że są takie środki] i spryskanie tym miejsca w którym załatwiało się potrzebę czy też rozpraszanie tej substancji co jakis czas podczas marszu. Co o tym sądzicie? Zna ktoś specjaliste od psów, albo chemika???
Należy pamiętać, że sam pysł zacierania śladów odchodów powsał chyba (no chyba żeby wcześniej) w czasie wojny w Wietnami, gdzie kał ludzi białych i żółtych mocno się różnił z powodu diety. DLatego SOG na kilka dni przedwyjściem w teren przesiadał się na dietę ryżowo-rybną. Nie wiem czy już wtedy kożystano z "worków" (nie ważne co to faktycznie było, chodzi o pojemnik na odchody), czy dopiero później. Na tomiast pewne jest, że na Falklandach i w Pustynnej Burzy żołnierze brytyjskiego SAS nie zostawiali za sobą takich śladów.
Tutaj możemy sobie gadać ile w tym jest sensu, a ile kozaczenia, faktem jest, że tak się po prostu robi.
I oczywiście mowa o działaniach na zapleczu przeciwnika, bo znajomy, który był w Zatoce w '91 opowiadał, że po prostu srało się do worka po MRE nawet w czasie jazdy Bradleyem, jak kogoś przydusiło, a później taki worek za burtę, w rów.
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Guns kill people... Spoons make them fat...
McBren [Usunięty]
Wysłany: 09-04-2007, 14:20
Podobny problem mają kosmonauci na mniejszych jednostkach (na promie i stacji kosmicznej są kibelki). Na Sojuzach używa się czegoś w rodzaju mniaturowego nocnika z wkładanymi worakmi foliowymi. Podobno na statkach Gemini, po narobieniu w woreczek, wrzucało się do niego specjalne środki chemiczne i potem wszystko przez 15 minut sie ugniatało. O ile w terenie (a nawet na biegunie), to wszystko leci w dół i można się zgrubsza doczyścić (choćby piachem na pustyniu lub śniegiem i wywietrzyć), to na statku kosmicznym resztki latają swobodnie po kabinie, a smród pozostaje az do lądowania.
A himalaiści podobno leja do butelek, a potem wkałdają to do śpiwora, bo to zawsze dodatkowe źródło ciepła.
Wiek: 22 Dołączył: 16 Maj 2007 Posty: 16 Skąd: Brak Danych
Wysłany: 27-08-2008, 01:13
Witam,
że nie padła odpowiedz na temat środków chemicznych uniemożliwiających psom tropienie polecam gazy obronne. Najlepiej żelowe gdyż efekt trzyma się najdłużej. Psy naprawdę nienawidzą tego świństwa.
Wiek: 22 Dołączył: 16 Maj 2007 Posty: 16 Skąd: Brak Danych
Wysłany: 29-08-2008, 17:15
Niestety już nie gimnazjum , choć do tych beztroskich lat bym z chęcią powrócił.
Jaki błąd masz na myśli?
Wywnioskowałem ,że zwierzaki tego nie lubię po tym jak testowaliśmy CS. W końcu jedno i drugie dość mocno podrażnia, a co dopiero tak czuły "organ" jak nos psa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum