Jak postąpić w przypadku załamania psychicznego na polu walki/w terenie.
Po pierwsze trzeba takiemu żołnierzowi odebrać broń - nie wiadomo jak załamanie psychiczne wpłynie na jego zachowanie, być może będzie próbował popełnić samobójstwo.
Należy też go obezwładnić, żeby nie próbował uciec z pola walki - biegnąc na oślep może wpaść pod ostrzał npl.
Zaznaczam, że podane wyżej rozwiązania są bardzo niefachowe (nigdy do tej pory nie miałem styczności z służbą wojskową - nie mam żadnego szkolenia), dlatego proszę tylko powiedzieć, czy ten pomysł ma w ogóle jakiś sens.
_________________ Ja jestem żołnierzem, ja walczę tam gdzie mi każą, ja zwyciężam tam gdzie walczę.
Pomógł: 7 razy Wiek: 35 Dołączył: 04 Gru 2007 Posty: 845 Skąd: Polska
Wysłany: 06-01-2009, 21:21
Konspektowo (o ile dobrze pamiętam):
1. odebrać delikwentowi broń,
2. o ile nie jest agresywny - postarać się mówić do niego łagodnie, uspokoić go słowami, gestami, zając czymś,
3. w miarę możliwości odprowadzić poza zasięg wzroku reszty pododdziału, tak aby nie rozbijać dyscypliny i nie obniżać morale pododdziału,
4. oddać w ręce pododdziału sanitarnego.
W razie sytuacji wyjątkowej - postępować zgodnie z trybem ,,ostateczna potrzeba wojskowa", zgodnie z sumieniem i własnym oglądem sytuacji.
No "Ness" ma racje choć nie zawsze daje się działać zgodnie z podręcznikiem.Jak zapewne wiecie szok jest takim stanem że człowiek staje się nieobliczalny i nawet człowiek którego jak nam się wydaje znamy na wylot może nas zaskoczyć na maxa.
Tak więc nigdy nie postępujcie zgodnie z podręcznikiem zawsze zostawiajcie sobie jakąś drogę awaryjnego wyjścia z sytuacji."Ostateczna potrzeba wojskowa" to czasem jednak jedyne wyjście.
Przede wszystkim określmy czy mówimy o polu walki, (ktoś znalazł sie bezpośrednio pod ostrzałem)czy o strefie wojny kiedy ma sie styczność z codziennością wojenną - brak luksusów, do których w naszym kręgu kulturowym jesteśmy przyzwyczajeni, oddalenie od najbliższych(w przypadku misji)już nie mówie o ekstremalnych sytuacjach jak pozbawienie snu/pożywienia/wody etc.
Jeżeli rozpatrujemy załamanie związane z szokiem wywołanym znalezieniem sie pod ostrzałem wartoby zauważyć jakie reakcje mogą sie pojawić:
1: zachowanie racjonalne - ocena sytuacji a potem wedle procedur:)
2: zalegnięcie ze strachu (strach może minąć szybko ale organizm reaguje napięciem mięśni i wstrzymywaniem oddechu - z delikwentem należy szybko nawiązać kontakt wzrokowy i fizyczny a następnie rozśmieszyć/inne (ogólnie chodzi o rozluźnienie) wycofać sie spod ostrzału i jeżeli czas pozwala przypilnować żeby w najbliższym czasie osobnik miał dużo ruchu fizycznego:] .
3: panika (objawy - krzyk, rozbiegany wzrokłapanie sie za głowe,wyrywanie włosów,samookaleczenie / inne) - warto przypomnieć sobie jak postępujemy z opornymi dziećmi / młodymi w okresie buntu, które nie chcą iść do domu: Jw. staramy sie nawiązać kontakt (nie, próby rozśmieszania nic nie dadzą). Tutaj spokojne zachowanie może uratować życie. Znajdujemy wspólny temat.Pokazujemy atrakcyjną alternatywe do tego co w danej chwili sie dzieje.Odciągamy poza rejon walk i przekazujemy na tyły.
4: obojętność - może pojawić sie w przypadku długotrwałego znajdowania sie pod wpływem ciągłego zagrożenia życia - osoba przestaje sie obawiać konsekwencji i lekceważąco podchodzi do własnego zdrowia i życia.Chyba trzeba jeszcze powiedzieć, że taka postawa nie musi koniecznie równać sie ze skłonnościami samobójczymi.
Przyczyn załamania może być wiele, i zasadniczo tyle samo reakcji powinno na nie być co jest ich powodów. Zasada z odebraniem broni jest słuszna,ale warto pamiętać że jeżeli podejdzie sie do tego niewłaściwie można spotkać sie z agresywną reakcją ze strony "załamanego"
_________________ "Mundur daje szacunek, broń-władze"
Remigiusz Weber po powrocie z monopolowego;]
Temat niby wyczerpany, jednakże nie uznałbym punkt 2 za trafny:
" o ile nie jest agresywny - postarać się mówić do niego łagodnie, uspokoić go słowami, gestami, zając czymś"
Człowiek przy względnym złamaniu nie bardzo reaguje na "delikatne" słowa. Zyje w swiadomosci ciaglego braku bezpieczenstwa, jakim otoczenie właśnie jest(jeśli jest. Gdy zaś nie, to już mowa o obsesji bezpieczeństwa gdzie spokojna mowa spisuje sie jak trzeba)...więc należałoby przystosować delikfenta do tego środowiska(którego zmienić nie możemy), a więc ostre traktowanie sprawy moze zmobilizowac do walki(o zycie).
Materiał oparty na(idiotycznie brzmi ale ciezko zlozyc konkretne w miare jasne wyjasnienie )wiedzy zasłyszanej od osób z doświadczeniem w pedagogice i psychologii także z własnymi przypadkami zdarzeń, wiedzy wykładowej(dodatkowej), teorii psychologicznych, oraz własnego doświadczenia-dla wyjaśnienia: "x"LAT temu- 3ludzi(ja+2 dziewczyny), las, zima(niesamowicie mroźna:P),słońce wciąż na niebie.
Cel: zadanie zwiadowcze(paramilitarna grupa...) na czas nie dłuższy niż 4h.
Sytuacja: zbyt rzadkie kontrolowanie trasy, co zaskutkowało zagubieniem się,znacznym wydłużeniem czasu "operacyjnego", tak że słońce zdążyło zajść:P
pech chciał że nie wzięliśmy żadnej puszki survivalowej ani latarki więc zdani na światło księżycowe. A teraz meritum sytuacji. Jedna z koleżanek totalnie straciła opanowanie i zdolność logicznego myślenia. Wpadało jej do głowy 1000 konfrontujących się nawzajem głupich pomysłów jak się wydostać z marnej sytuacji(dla przykładu: Usiąść i czekać[doskonaly pomysl jak na ta pogode s ], rozdzielic sie i ktos sie uratuje:P itp itp.). Ponadto krzyczała jak opętana(wilka by wystraszyla!) i na wielu drzewach pokrytych sniegiem widziala (tych blizej polozonych) ludzi w kaftanach ktorych sie bala, lub(tych dalej polozonych) potencjalnych wybawców ktorzy by nas wyprowadzili z tamtad. Totalny brak kontroli, ufala tylko wlasnym decyzjom kiedy zwracalismy sie spokojnie. Dopiero mocniejszy bodziec w ostrzejszym tonie, w postaci uswiadomienia jej co sie stanie jesli sie nie ruszy z miejsca(bo tak postanowila)...i przekonaniu jej ze oddalamy się bez troski nią(blef...mielismy ja w zasiegu wzroku, jakoby miala siedziec dalej), ruszyła szanowne dupsko i reszte drogi juz milczala, tylko szla pokornie "przy nodze". Nie bylo to "pole walki" o ktorym wspominano(choc pogoda stanowila dla nas powazne zgrozenie), a problem zrodził się w kobiecie(nic nie oceniam, ale panuje pewien powszechny stereotyp ze szybciej panikuja:P) ale mysle ze mozna na to spojrzeć jak na pewne naturalne doswiadczenie psychologiczne.
Dzieki jesli nie zanudzilem, sory jesli szykują się baty
ogolnie bylo nas ok.10 osob w tym liderzy którzy mieli rzekomo zorganizowac akcje poszukiwawczą po 6h gdzie wrocilismy po 8 i swietnie sie bawili w komplecie :P, a obozowalismy juz od 2 dni więc zmartwienia z 2ma laskami zamarzły na kosc
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum