Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 02-12-2006, 13:35 Wbity nóż. Lepiej wyciągnąć czy zostawić.
Generalnie jest kilka szkół i rozwiązań. Jedni uczą żeby zostawić i zabezpieczyć przed pogłębianiem się rany inni żeby wyjąć. Jak mysli FALA?
Holmes [Usunięty]
Wysłany: 02-12-2006, 14:06
Ale ruszyłeś temat-rzekę Bez doprecyzowania, to odpowiedź na jakieś trzy strony. Generalnie: ustabilizować i nie ruszać. Ale to nie jest stuprocentowa reguła. Ten nóż to może być wszędzie, dowolnej wielkości i dowolnie długo. Może być konieczny masaż serca, problem odmy i wiele innych. Nie wiadomo też jaki jest potencjalny czas ewakuacji.
Samo miejsca wbicia noża już otwiera olbrzymie pole dyskusji, a już klatka piersiowa lub brzuch to jak ruszenie kijem mrowiska. Kiedyś przewinął się kilustronnicowy wątek tylko o nożu w klatce piersiowej. Znajdę, podrzucę.
Czy znasz argumenty tych,ktorzy twierdza,ze trzeba wyjac?
Oczywiscie kluczowa role odgrywa sytuacja ogolna, czy jest dostep do sali operacyjnej czy jest to srodek buszu itp. Ponizej podane informacje odnosza sie do noza w brzuchu w stanie pokoju, w okolicy z dostepem do podstawowej sali op.
Wg mojej wiedzy ciala obce pod postacia np. szkla, ostrzy roznego rodzaju etc. usuwamy praktycznie tylko z policzka, poniewaz mozna go sprawnie ucisnac z obu stron (od strony ust), a i to do decyzji ratujacego, oczywiscie zaopatrzenie rany chirurgiczne.
Noz w brzuchu zdecydowanie nalezy na miejscu zdarzenia pozostawic w ranie, ustabilizowac plastrami/bandazami/czymkolwiek aby nie wbijal sie glebiej i w miare mozliwosci nie kolebotal na boki, pacjenta unieruchomic, odstawic do odpowiedniego punktu medycznego gdzie noz zostanie usuniety w zabezpieczeniu chirurgicznym i gotowosci do natychmaistowej laparotomii, ktora zazwyczaj jest nieunikniona. Cialo obce wbite stanowi "naturalny korek" i w pewnym stopniu powstrzymuje krwawienie z naczyc, ktore rozcielo.
Osobiscie wyjmowalem na sali pacjentowi noz spod lewego luku zebrowego i fontanna krwi radosnie trysnela na pol metra po jego usunieciu, wczesniej rana broczyla zdecydowanie mniej obficie.
Oczywiscie beda glosy co z zakazeniem etc. - prosta gradacja ryzyka: nie usuniesz - mniejsze krwawienie - byc moze sie zakazi - byc moze nie umrze z uplywu krwi i byc moze wyciagniemy go z sepsy. Usuniesz - wieksze krwawienie - byc moze sie zakazi - prawdopodobnie umrze z uplywu krwi zanim rozwinie sie posocznica. Jak dla mnie sprawa jasna. Lepiej miec kogo leczyc dozylnymi antybiotykami...
pozdrawiam
Wasz ulubiony lekarz polowy
Krzys
maras [Usunięty]
Wysłany: 02-12-2006, 15:55
zostawic zabezpieczyc przetransportowac
Ostatnio zmieniony przez maras 02-12-2006, 15:59, w całości zmieniany 1 raz
Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 02-12-2006, 16:44
A jaką mamy gwarancje że jak zostawimy nóż to przy ruchach poszkodowanego ostrze również czegoś nie uszkodzi ? ? Nie ma możliwości dokładnego jego ustabilizowania. Chyba że znasz jakiś super patent ?
maras [Usunięty]
Wysłany: 02-12-2006, 20:03
nie ma pewnosci, ale nie rozumiem dlaczego stwarzasz problemy. noza nie wyciagamy stabilizujemy transportujemy. noz wyciagamy np kiedy dostal w klate a akcja serca ustala. takie standardy sa i narazie beda w pogotowiach ratunkowych. odpowiedzialem na twoje pytanie takze mysle ze w tym temacie sobie poradzisz. wiesz jak sie dziala i wystarczy nie jestes lekarzem
Pomógł: 35 razy Dołączył: 20 Lip 2006 Posty: 2017 Skąd: Polska
Wysłany: 02-12-2006, 21:02
Ja zawsze stwarzam problemy I cieszę się że odpowiadzasz bo widzę że chyba masz doświadczenie w tym zakresie!
Co do zostawienia noża mam jeszcze jedno pytanie. Czy zostawiać go niezależnie w jaki organ jest wbity ? Czy wyciągać tylko jak piszesz w momencie gdy ustała praca serca?
Czy jest specyficzny sposób na stabilizację go czy po prostu normalnie tak jak zawsze bandarzami czy może jest jakiś patent specjalnie do tego wynaleziony ?
BA - w medycynie nigdy nie mamy gwarancji skutecznosci naszego postepowania, dlatego mimo postepujacej technicyzacji i "uprocedurownienia" postepowania ciagle jest to sztuka a nie nauka.
Truizmy oczywiscie opowiadam, ale kazdy czlowiek jest biologiczna indywidualnoscia i u jednego dane naczynia leca normalnie a u drugiego po drugiej stronie klatki lub zawiniete lub w ogole rozdwojone itd.
Tak jak Maras mowi, wyciagamy noz w przypadku koniecznosci podjecia resuscytacji gdy on nam przeszkadza w czynnosciach (czyli zazwyczaj z klatki piersiowej - wowczas warto praktycznie od razu nakluc oplucna w typowym miejscu i odbarczac odme prezna, ktora bedzie sie "zasysac" przez rane po nozu).
Patentow na stabilizacje nie ma, zdrowy rozsadek ratujacego pelni kluczowa role. Oblozyc rolkami bandaza z obu stron, obwiazac, zrobic co tylko sie da w KONKRETNEJ sytuacji.
Nie rozpoznasz w ktory narzad jest wbity noz. Ja jako lekarz nie podjalbym sie takiej oceny na miejscu zdarzenia chocby z powodu wczesniej wspomnianej zmiennosci anatomicznej ludzi i zwyczajnie po tym, czego sie juz w zyciu naogladalem przy roznych wypadkach, na operacjach etc. - skrajny przypadek czyli situs inversus (czyli przelozenie trzewi, zmiana wrodzona polegajaca na "lustrzanym odbiciu" ukladu trzewi) wcale nie jest az tak rzadkie
Uratowano mężczyznę z nożem wbitym w serce
Lekarze ze szpitala w Świdnicy (Dolnośląskie) uratowali mężczyznę, który trafił do nich z nożem wbitym w serce. Pacjent miał przekłutą komorę serca, a nóż tkwił w jego ciele aż po rękojeść.
Ordynator oddziału chirurgii, dr Adam Biernacki podkreśla, że pacjent przeżył dzięki bardzo szybkiej pomocy.
"To, że natychmiast trafił do szpitala i że cały zespół był praktycznie od razu gotowy do operacji, uratowało mu życie" - powiedział Biernacki. Mężczyzna ma 40 lat i jest mieszkańcem Świdnicy.
"Prawdopodobnie była to próba samobójcza. Nóż był wbity w ciało na głębokość około 15 cm i przebił komorę serca. Sytuacja była bardzo groźna" - wyjaśnił Biernacki.
Zaznaczył też, że dużą rolę odegrał fakt, iż pacjent został przywieziony z nożem ciągle tkwiącym w sercu. Nieumiejętne usuwanie narzędzia, przez przypadkową osobę udzielającą pomocy, mogłoby spowodować śmierć.
Tego typu rany zdarzają się bardzo rzadko. Jak powiedział świdnicki chirurg, w ciągu 12 lat jego pracy w tamtejszym szpitalu spotkał się z czterema takimi przypadki. Jeden z pacjentów nie przeżył.
Operacja usuwania noża i zaszywania komory serca trwała dwie godziny. Pacjent jest już przytomny i wraca do zdrowia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum