Wysłany: 19-05-2008, 17:00 Transfuzja krwi na polu walki.
Ostatnio przy wódce padł taki temat:
Czy na polu walki realna jest transfuzja krwi?
Zakładamy taką sytuację ogólną:
Zlikwidowano niebezpieczeństwo, zatamowano krwotok, ofiara straciła dużo krwi.
Grupa krwi jest znana - stan oddziału przebadany etc., jest potencjalny zdrowy 'dawca'
I teraz pytanie:
W jakich okolicznościach transfuzja ma wogule sens?
Jaki jest niezbędny sprzęt? Są do tego zestawy / można improwizować?
Jaki jest algorytm na coś takiego?
Czy to jest w standardowym / zaawansowanym szkoleniu?
Słyszałem że nie wystarczy żeby się grupa krwi zgadzała, coś tam jeszcze może wywołać reakcje alergiczną i zabić gościa - nie wiem jak to się fachowo nazywa.
Proszę o info tylko od DOŚWIADCZONYCH ratowników, nie interesują mnie domysły oraz interpretacje filmów.
Wiek: 102 Dołączył: 25 Maj 2008 Posty: 3 Skąd: Warszawa
Wysłany: 25-05-2008, 19:22
Tak, jest realna, zdarza sie to w Iraku i Afganistanie, zdarzalo sie wczesniej - afaik juz podczas wielkiej wojny.
Bank krwi nigdy nie jest zdrowy poki sie go nie zbada, a niesmiertelniki potrafia klamac. Sa zestawy do transfuzji, a w nich zestawy do badania grupy krwi.
Sens... jesli to jego jedyna szansa to sens oczywiscie jest. Nawet jesli nasz bank ma np. hiv. Pierwsza zasada - ratowac.
Jesli nie mamy sprzetu to i kawalek gumowego weza teoretycznie styknie (rzecz w tym ze niesterylny sprzet moze zabic nasz bank krwi, a pierwsza zasada - nie szkodzimy). Wiec - tak, mozna improwizowac.
Algorytm? Stabilizujesz klienta, pilnujesz zeby nie dostal hipotermi, robisz wywiad z bankiem i sprawdzasz jego i klienta grupe krwi, dezynfekujesz obu lapki, wbijasz igly i hop. Jesli cos sie dzieje z klientem to zatrzymujesz transfuzje i traktujesz go odpowiednia chemia. Jesli akurat w twoim podrecznym zestawie do transfuzji nie ma odpowiedniej chemi, to nie kontynuujesz transfuzji.
Co to jest standardowe / zaawansowane szkolenie? Czyje? Gdzie?
Dobrze slyszales Ale na to na polu walki nie masz juz wplywu.
robisz wywiad z bankiem i sprawdzasz jego i klienta grupe krwi,
z jakim bankiem? Jak się robi taki wywiad?
Cytat:
dezynfekujesz obu lapki, wbijasz igly i hop.
Dlaczego 'łapki'? Gdzie wbijasz te 'igły'? Jakie? W żyły czy w tętnice? Gdzie się wkłuwasz najpierw? Jakie wskazania? Czy można to zrobić jak pacjent jest nieprzytomny?
Cytat:
jesli cos sie dzieje z klientem to zatrzymujesz transfuzje
Jakie są objawy?
Cytat:
i traktujesz go odpowiednia chemia.
Jaką 'chemią'? JAka chemia jest odpowiednia do jakich symptomów? Jak ją podajesz?
Cytat:
Jesli akurat w twoim podrecznym zestawie do transfuzji nie ma odpowiedniej chemi, to nie kontynuujesz transfuzji.
jakiej chemii? Jaki zestaw? co w nim jest? Czy jak nie mam 'chemii' to mogę zacząć transfuzje? Co ona ma na celu?
Poproszę jeszcze raz, powoli, bo na razie wydaje mi się że mam do czynienia z popierdolonym 14-latkiem.
jaramay skoro jest tak jak piszesz i us army to praktykuje, to ja poprosze od ciebie fm ktory to opisuje.
właśnie - ja też poproszę.
poproszę także o skasowanie tej odpowiedzi, bo to jest majaczenie pijanego zająca.
nie chce mi się nawet prostować idiotycznych błędów... poza jednym: na polu walki nie przetacza się krwi tylko PŁYNY!!! krew przetaczamy TYLKO PO JEJ SPECJALISTYCZNYM PRZEBADANIU I PRZYGOTOWANIU oraz W SZPITALU!!!
moja żona pracuje w stacji krwiodawstwa i właśnie leży na podłodze ze śmiechu (spadła z krzesła) i prawie sika... ja też
skoro to ma być forum z fachowymi radami, to ten post powinien wylądować gdzieś tam... głęboko i nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
ale najpierw go sobie wydrukuję ku pamięci...
jak najszybciej postaram się podać prawidłowy schemat postępowania (DOCZYTAM W KSIĄŻCE - żeby nie bylo obsuwy).
jak obiecałem, opiszę procedurę podawania krwi - z samego jej przebiegu zorientujecie się, że nie wchodzi w grę podawanie jej na polu walki. opis jest przydługi, ale może komuś się przyda...
zasady tu opisane są w miarę uniwersalne.
kilka słów na początek (bardzo skrótowo):
każdy dawca który przychodzi do RCKiK (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa) po raz pierwszy ma zakładaną kartotekę w systemie komputerowym- system sprawdza czy rejestrowana właśnie osoba nie znajduje się na liści osób,które chorowały na żółtaczkę zakaźną.
wykrycie takiego przypadku uniemożliwi rejestrację.
każdy dawca niezależnie czy pierwszorazowy czy wielokrotny ma przypisywany numer donacji,którym oklejane są worki z krwią i wszystkie próbówki dawcy.
Dawca dostaje do wypełnienia kwestionariusz krwiodawcy, który przechowywany jest w archiwum przez 30 lat.
po zarejestrowaniu sie dawca idzie do laboratorium:
-dawca pierwszorazowy ma pobieraną krew na oznaczenie grupy i wykonywana pełną morfologię,
-dawca wielokrotny - raz do roku wykonywana jest morfologia (kontrola) z zazwyczaj ma pobierana krew z palca na oznaczenie poziomu Hb.
po badaniach laboratoryjnych dawca trafia do lekarza na badanie i ostateczną kwalifikację.
po oddaniu krwi (450 ml) dawca ma wykonywane badania laboratoryjne (wirusologiczne i próby wątrobowe i badania serologiczne).
jeżeli wszystkie wyniki są ujemne to krew jest dopuszczana do użytku klinicznego.
jeżeli wyniki jakiekolwiek są dodatnie lub wątpliwe to krew jest bezwzględnie niszczona, a dawca otrzymuje do ręki wynik (jeżeli ewidentnie dodatnie wyniki) lub jest wzywany na badanie kontrolne (zazwyczaj za 6 miesięcy)
to jest faza, nazwijmy ją przedszpitalna
teraz faza szpitalna:
po stwierdzeniu, że chory wymaga przetoczenia krwi, zamawiamy ją w banku krwi. zakładam, że każdy żołnierz ma oznaczoną grupę krwi i ma dokument to poświadczający (ID, nieśmiertelnik, cokolwiek co lokalne standardy medyczne wymagają).
w banku krwi wykonywana jest tzw. próba krzyżowa, czyli w skrócie ujmując sprawdzamy, czy krew dawcy i biorcy nie będzie się ze sobą "kłócić", co może spowodować groźne dla życia powikłania.
jeśli "krzyżówka" wychodzi zgodna, to krew jest wydawana na oddział, salę operacyjną itp.
po otrzymaniu opakowania krwi musimy je obejrzeć i sprawdzić:
- czy numer seryjny na opakowaniu jest zgodny z tym, który znajduje się na dokumencie, który przychodzi wraz z krwią, ponadto standardy US Army wymagają wpisania godziny otrzymania opakowania krwi w specjalnym formularzu, a weryfikację muszą przeprowadzić dwie osoby (w tym jedna kwalifikowana pielęgniarka/pielęgniarz)
w naszym szpitalu istnieje tzw. książka przetoczeń i tam zapisujemy m.in. datę, dane chorego, gr. krwi i numery opakowań krwi. lekarz podbija pieczątką i można toczyć krew.
- czy w opakowaniu krwi nie ma bąbelków gazu, czy nie ma wyraźnych skrzepów, podejrzanych osadów itp.
jeśli coś podejrzanego stwierdzimy, to oddajemy krew do banku krwi.
dwie osoby (te same co wcześniej) weryfikują czy dane na dokumencie (nazwisko i imię, grupa krwi, numer historii choroby), który otrzymaliśmy z krwią odpowiadają danym pacjenta (opaska identyfikacyjna lub inne wymagane przez lokalne standardy medyczne).
podpisujemy odpowiednie dokumenty wymagane przez lokalne standardy medyczne.
ponownie sprawdzamy czy dane z wywiadu chorego się zgadzają z danymi zapisanymi w historii choroby (głównie chodzi o alergie, poprzednie odczyny poprzetoczeniowe).
sprawdzamy i zapisujemy podstawowe parametry życiowe chorego (akcja serca, ciśnienie tętnicze, saturacja krwi tętniczej tlenem itp.).
przygotowujemy zestaw do przetoczenia krwi i samą krew.
dwie ważne uwagi: do przetaczania krwi istnieją specjalne zestawy (z filtrem), a samo przetoczenie krwi powinno rozpocząć się w ciągu 30 min. od otrzymania krwi z banku krwi.
do przetoczeń wykorzystuje się dren Y (prawda jest taka, że ja się z takim drenem w Polsce nie spotkałem) - jedną końcówkę (tę bez filtra) instalujemy w roztworze soli fizjologicznej i zawieszamy nad pacjentem (kilkadziesiąt cm).
na razie wszystkie dreny są zaklemowane (zamknięte). otwieramy dren z solą (roztworem soli fizjologicznej - wybaczcie slang) i wypełniamy górną cześć zestawu i filtr krwi.
otwieramy klem na pustej końcówce drenu (tej którą wkłujemy w opakowanie z krwią) i również ją wypełniamy solą. ponownie zamykamy klem na tej końcówce.
klem na drenie z solą fizjologiczną jest otwarty.
otwieramy rolkowy regulator przepływu (ang. roller clamp) i wypełniamy dolną część zestawu solą.
co do roller clampa, to każdy się zorientuje jak to zobaczy (o ile już tego nie widział) taki piździpelek z rolką która po przesunięciu ogranicza przepływ cieczy - przepraszam, że piszę jak dla laików, ale lepiej tak niż żeby były niedomówienia
instalujemy drugą końcówkę drenu w opakowaniu z krwią (aseptycznie rzecz jasna - jak wszystko co tu robimy) i zawieszamy wszystko na poziomie worka z solą.
zakładamy kaniulę do żyły pacjenta (dużą: 14, 16 lub 18 Ga) żeby ułatwić przepływ krwi i uniknąć hemolizy (niszczenia krwinek).
dygresja na temat rozmiaru kaniul: rozmiary kaniul podane są w mm przekroju zewnętrznego lub jednostkach zwanych G (gauge), które oznaczają liczbę kaniul, jaka mieści się w okręgu o średnicy l cala (czyli im większa jest wartość G, tym cieńsza kaniula) - za mp.pl (ctrl+C, ctrl+V
w skrócie: wybieramy venflon, pomarańczowy 2,0mm, szary 1,7mm lub zielony 1,2mm (po drodze jest jeszcze biały - 1,4mm).
odpowiednią końcówkę podłączamy do venflonu pacjenta i otwieramy roller clamp.
jeśli pacjent ma już założony venflon, to przepłukujemy go 50ml soli fizjologicznej.
zamykamy dren z solą i otwieramy z krwią.
przez pierwsze 15 min. krew powinna płynąć z prędkością taką, aby przetoczyć 10-25ml.
przez te 15 min. obserwujemy uważnie chorego, aby nie przeoczyć ew. powikłań.
jeśli mamy podejrzenie działania niepożądanego - ZATRZYMUJEMY PRZETOCZENIE! wzywamy pielęgniarkę i/lub lekarza.
po 15 min. toczenia krwi, jeśli nie występują żadne powikłania możemy zwiększyć przepływ krwi, aby przetoczyć ją w odpowiednim czasie (na naszym oddziale to zawzwyczaj 2-4 godz.)
w czasie całej procedury monitorujemy chorego - conajmniej co godzinę sprawdzamy jego stan i parametry życiowe i porównujemy je z poprzednimi.
jeśli dojdzie do powikłań, to oczywiście jak wcześniej napisałem zatrzymujemy transfuzję. resztę krwi, którą przetaczaliśmy, wysyłamy do laboratorium (cały szczelnie zamknięty zestaw) razem z 10ml krwi pacjenta oraz próbką moczu pobraną po transfuzji.
kiedy skończy się krew w opakowaniu, zamykamy dren prowadzący krew i otwieramy dren prowadzący sól fizjologiczną. przetaczamy ok 50ml soli, żeby dostarczyć resztę krwi z zestawu. potem odłączamy cały zestaw od chorego. cały zestaw przechowujemy przez jakiś czas w lodówce - nie zamrażarce, żeby w razie późnych odczynów poprzetoczeniowych móc przetaczaną krew zbadać. albo postępujemy wg lokalnych zaleceń
przez kolejną godzinę po przetoczeniu nadal obserwujemy chorego i badamy parametry życiowe. to oczywiście nie oznacza, że później chory nie jest obserwowany - chodzi o szczególną uwagę.
przebieg całej proedury zapisujemy w odpowiednich dokumentach (historia choroby itp.)
to chyba wszystko - mam nadzieję, że nigdzie nie popełniłem błędu.
gdyby taki się gdzieś zakradł lub pojawiły się jakieś wątpliwości, to wiecie co robić
Wiek: 25 Dołączył: 22 Lut 2007 Posty: 29 Skąd: Kraków
Wysłany: 09-06-2008, 22:17 Może się przyda
Witam!
Churchill_MD - dzięki za tak obszerny tekst! Jako że ostatnio wykopałem to w necie może się przyda... Fotki z ćwiczeń Duńczyków. Jeżeli uważacie że mój post nic nie wnosi do tematu - proszę o skasowanie.
Churchill_MD słyszałeś może o takim płynie który ma podobne właściwości jak hemoglobina? Widziałem to dosłownie przez chwile jakiś czas temu jak się sprzętem medycznym bawiliśmy. Było to w opakowaniu takim samym jak 100ml sole fizjologiczne i kosztuje to około 700zł. Te info są jeszcze do zweryfikowania.
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony przez Foka 10-06-2008, 11:53, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 25 Dołączył: 22 Lut 2007 Posty: 29 Skąd: Kraków
Wysłany: 10-06-2008, 21:03
Dobra kurwa, ale czy na tym forum każdy wie jak wygląda podanie soli fizjologicznej w takich warunkach jak na fotkach, a nie w pieleszach szpitalnych? Wybacz, założyłem że nie i dlatego umieściłem foty. Nic nie wnoszą do tematu? To do skasowania i po sprawie.
Odnośnie preparatów krwiozastępczych mających zdolność przenoszenia tlenu. Doszukałem się w piśmiennictwie o 2 rodzajach tychże. Mianowicie hemoglobina pozbawiona zrębu komórkowego ( czyli taka jaką każdy ma w erytrocytach - z tym że jest zawieszona w roztworze ) oraz związki chemiczne z grupy fluorokarbonów - są to związki węglowodorowe, w których część atomów wodoru zastąpiono fluorem . Wadą 1 substancji jest dosyć krótki czas przydatności do użytku. O drugiej swego czasu było głośno w kontekście wyścigów kolarskich - okazało się, że te związki przy niskim ciśnieniu otoczenia np. w górach potrafią się spienić w naczyniach powodując zgon "koksiarza". Pasowałoby to też do pytania Butu bo znalazłem taką informację - 1 jednostka (100-110 ml) perfluorokarbonu potrafi przenieść tyle tlenu co 1-2 jednostki krwinek. Po ich podaniu mogą występować objawy grypopodobne, co gorsza mogą spowodować spadek liczby płytek krwi i tym samym upośledzić proces krzepnięcia krwi. Pełna eliminacja 1 dawki z organizmu potrafi trwać nawet 2 lata.
Nie wiem szczerze mówiąc jak jest z dopuszczeniem tego do użytku w Polsce i czy zakończono nawet testy kliniczne z tymi substancjami. Pracuję w "cywilnej" służbie zdrowia i nie spotkałem się dotąd żeby gdzieś to było używane.
Churchill jeśli Twoja żona pracuje w RCKiK w Gdańsku to ją pozdrów, w zeszłym roku we wrześniu byłem tam na szkoleniu z transfuzjologii.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum