Wysłany: 06-12-2010, 19:06 Ogólnopolskie ćwiczenia jednostek specjalnych w Katowicach
Cytat:
2 i 3 grudnia funkcjonariusze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej wspólnie z funkcjonariuszami Karpackiego Oddziału Straży Granicznej i funkcjonariuszami innych służb mundurowych, wzięli udział w ćwiczeniach ratunkowo-taktycznych zorganizowanych przez Straż Ochrony Kolei.
Ćwiczenia odbyły się w katowickiej dzielnicy Muchowiec. Ich celem było doskonalenie współdziałania służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo - m.in. w kontekście „EURO 2012”, oraz podnoszenie umiejętności w zakresie podstawowych technik ratowniczych i udzielania pierwszej pomocy. Oprócz ćwiczeń praktycznych, realizowanych w ramach symulowanych zdarzeń z wykorzystaniem budynku i wagonu kolejowego, w programie szkolenia przewidziano zajęcia z instruktorami z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach m.in. na temat technik pierwszej pomocy w różnych sytuacjach. Razem ze Strażą Graniczną w ćwiczeniach uczestniczyła Straż Ochrony Kolei, Policja i Służba Więzienna.
w programie szkolenia przewidziano zajęcia z instruktorami z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach m.in. na temat technik pierwszej pomocy w różnych sytuacjach.
instruktorami??? chciałbym zobaczyć choćby jednego instruktora z dowolnej stacji Pogotowia Ratunkowego.
Może trzeba było napisać: ratownikami?
no i muszę się czepnąć:
pierwsze zdjęcie z lewej na górze - jak oni mają tego kolesia zapiętego na desce?!
Przecież to istny kryminał!!! Jego głowa nie jest z żaden ssposób zabezpieczona, co dokładnie widać - klocki się rozjechały, zapięcie na jeden pas! Tragedia!!!
Gdzie są ci instruktorzy?
Zapisałem sobie to zdjęcie na twardziela żeby pokazywać jak nie należy zabezpieczać poszkodowanego na desce
a taak wogóle to deska w TCCC to chyba pomyłka - wystarczyły by zwykłe nosze płachtowe do szybkiej ewakuacji.
Wiek: 27 Dołączył: 29 Mar 2009 Posty: 133 Skąd: znienacka
Wysłany: 06-12-2010, 20:56
paramedyk napisał/a:
Cytat:
w programie szkolenia przewidziano zajęcia z instruktorami z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach m.in. na temat technik pierwszej pomocy w różnych sytuacjach.
instruktorami??? chciałbym zobaczyć choćby jednego instruktora z dowolnej stacji Pogotowia Ratunkowego.
Może trzeba było napisać: ratownikami?
Pewnie masz rację, że to nadużycie, ale nie zakładał bym się, że nigdzie nie ma.
Znam pogotowia gdzie Instruktorzy ITLS i ALS, albo ludzi z nie małym doświadczeniem i zakresem wiedzy, prowadzą wewnętrzne szkolenia w pogotowiu, czyli są w danej jednostce instruktorami.
Pomógł: 1 raz Wiek: 30 Dołączył: 06 Lip 2008 Posty: 51 Skąd: z Kraju
Wysłany: 06-12-2010, 21:21
To i ja się dołączę do szydery...
Ciekawe co w "ratownictwie taktycznym" robią rękawiczki jednorazowe (lateksowe!) na rękach ratowników ratujących kolegę... Widać, że szkolenie prowadzili "instruktorzy" z pogotowia, którzy na siłę próbowali przenieść na grunt taktyczny procedury z cywila...
...ale ja się tylko czepiam ...
_________________ "To nie z powodu trudności brak nam odwagi.
To trudności pojawiają się, gdy nam jej brak."
Wiek: 27 Dołączył: 29 Mar 2009 Posty: 133 Skąd: znienacka
Wysłany: 06-12-2010, 22:05
buencke napisał/a:
To i ja się dołączę do szydery...
Ciekawe co w "ratownictwie taktycznym" robią rękawiczki jednorazowe (lateksowe!) na rękach ratowników ratujących kolegę... Widać, że szkolenie prowadzili "instruktorzy" z pogotowia, którzy na siłę próbowali przenieść na grunt taktyczny procedury z cywila...
...ale ja się tylko czepiam ...
Ja to cienki w temacie jestem, wiec muszę zapytać, czy to znaczy, że nie nosi się rękawiczek w czerwonej taktyce, czy że jednorazowe/ lateksowe są pase?
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 06-12-2010, 22:18
Nosi się i to najlepiej mieć dwie pary na rękach,oczywiście najlepiej się tu sprawdzają rękawiczki nitrylowe, są o wiele bardzie odporne na uszkodzenia mechaniczne.
Może się mylę i wzrok mnie zawodzi ale poszkodowany na zdjęci prawym u góry ma na nodze kaburę w której ma " klamkę", jeżeli to jest prawda to podstawowy kardynalny błąd.
Kwestia zapięcia na desce nie podlega dyskusji, nie mówiąc już tu o fakcie że chłop nie ma założonego kołnierza jak się już bawimy w działanie w ITLS to raczej jest to podstawa u poszkodowanego urazowego.
Fakt łączenia procedur cywilnych ratownictwa z procedurami taktycznym ratownictwem kończy się z reguły wielką porażką.
Nitrylowe wszedzie sie sprawdzaja lepiej, nawet jak sie okno kitem uszczelnia. Ale jakbys mial na szkoleniu tylko przyzwyczaic do odruchu zakladania rekawiczek, to by Ci bylo troche szkoda pieniazkow jako organizatorowi - tak sobie tylko mysle...
Cytat:
Fakt łączenia procedur cywilnych ratownictwa z procedurami taktycznym ratownictwem kończy się z reguły wielką porażką.
W ktoryms momencie system i tak musi je polaczyc.
W tym opisie nie ma napisane, ze to bylo szkolenie z ratownictwa taktycznego. "Cwiczenia taktyczno - ratunkowe" moga oznaczac cokolwiek. Z notatki nie wynika, co bylo cwiczone i po co.
zalozenie na deske nie oznacza od razu zakladania kolnierza itd. jesli masz tylko deske do ewakuac, ale urazow kregoslupa niema, to lekką przesadą jest zakladanie kolnierza.
w ewakuacji tego typu, ogranoiczyl bym sie do dwoch pasow bez potrzeby stabilizaji glowy.
co na to madre podreczniki ?
Transport na desce jest generalnie wygodniejszy dla ratownikow i dla poszkodowanego. Tylko transport samej deski i sama instalacja poszkodowanego sa wiekszym klopotem niz w przypadku plachty.
Ale skoro nie wiemy, co cwiczyli, nie ma sensu oceniac.
no ale jak masz już deskę - która nie mieści się w kieszeni, to raczej też masz kołnierz pod ręka...więc czemu nie założyć, krzywdy chyba nikomu tym nie zrobisz....
Nie mam pojecia, akta sprawy sygnowane nr 3320/R/332 zatytulowane "Czemu nie zalozyli kolnierza?" leza u mnie w przegrodzie zatytulowanej "Co oni w ogole cwicza?".* Nie wiem, nie interesowalem sie, nie wypowiadam sie.
Pozwolilem sobie jedynie na skomentowanie technicznego zagadnienia "plachta czy deska" z punktu widzenia "co jest praktyczniejsze" zamiast "co jest bardziej taktyczne i TCCC-compliant".
*Moze popelnili blad na bledzie, moze w ogole nie musieli sie tym przejmowac. W TCCC stabilizacji kregoslupa u ofiary walki ogniowiej w ogole nie ma, wiec jesli to byla ofiara postrzalu to w sumie co za problem tak go transportowac, jesli mieli jedynie deske? Kolnierz jest zbedny przy postrzale w brzuch, a jeszcze zbedniejszy przy postrzale w kregoslup... A moze po prostu na cwiczenia udalo sie naruchac wylacznie deske, albo sprzet dostarczalo pogotowie? Same "moze" na podstawie 4 zdjec i nic nie mowiacej notatki.
Mi tez sie sposob w jaki zapieli na desce tego pozoranta nie podoba, estetycznie kaleczy a ratownicy KPP z okolicznych OSP prawdopodobnie nie mogliby spac po pokazaniu im tego. Ale z drugiej strony (lub szerszej perspektywy) patrzac, jesli wierzyc niektorym publikacjom (podrecznikom medycznym dla armii US) na Okinawie niektorzy Amerykanie odcinali sobie dupna czesc spodni, zeby im biegunka nie przeszkadzala w walce, co na pewno tez nie wygladalo ladnie, profesjonalnie ani taktycznie (moze o tym jak to zrobic bedzie kolejny odcinek Magpula?).
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 10-12-2010, 16:55
Krzysztof napisał/a:
Transport na desce jest generalnie wygodniejszy dla ratownikow i dla poszkodowanego. Tylko transport samej deski i sama instalacja poszkodowanego sa wiekszym klopotem niz w przypadku plachty.
Ale skoro nie wiemy, co cwiczyli, nie ma sensu oceniac.
Na pewno transport na desce jest wygodniejszy dla ratowanego i dla ratownika, tylko zaczyna się lekki problem jeżeli mamy poszkodowanego znosić/wnosić po schodach często trzeba się poważnie nagimnastykować żeby się złamać z deską na zakrętach. Wiadomo że jeżeli mamy płachtę to jest ona bardziej odpowiednia w działaniach taktycznych.
jeżeli mamy poszkodowanego znosić/wnosić po schodach często trzeba się poważnie nagimnastykować żeby się złamać z deską na zakrętach
Skutecznie poruszalem sie z zaladowana deska na naprawde waskich przejsciach w budynkach biurowych i klatkach schodowych. Owszem, wymaga to dzialania zespolowego i pewnej dozy wysilku fizycznego, ale no na litosc boska - krzyz sw. Andrzeja nie jest dla lansu na stricie; nikt nie obiecywal, ze bedziemy nosic w ramionach jedynie pachnace, 40-kilowe panienki w stanach kontrolowanych omdlen. Po cos ten WF, silownia i samoobrona w szkole byla. Zadnym supermenem nie jestem, na selekcji do Formozy czy innej raczej bym juz polegl, a wiekszych problemow nie mialem, wiec nie demonizujmy.
Jacek, to temat na wspolne spotkanie i pocwiczenie konkretnych elementow i scenariuszy z deska i z plachta, a nie na dywagowanie na forum. Wpadnij do Trojmiasta z plachta (zreszta chyba tez jakas mam), deske mam na miejscu - pocwiczymy to, co masz na mysli. Ewentualnie napisz mi, co mam przetestowac z plachta i deska, w jakim skladzie i po jakim przeszkoleniu.
Cytat:
Wiadomo że jeżeli mamy płachtę to jest ona bardziej odpowiednia w działaniach taktycznych.
Troche sie nie zgodze, bo "dzialania taktyczne" to slowo mi osobiscie bardziej kojarzace sie z reklamowkami Blackhawka albo armii Stanow Zjednoczonych (no i oczywiscie Magpulem) niz z realnym napierdalaniem. W praktyce uzyjesz tego, co masz pod reka, zeby wyciagnac poszkodowanego ze strefy niebezpiecznej i uzyjesz najlepszej dostepnej alternatywy do jego dalszego transportu jak tylko zlapiesz chwile na opatrzenie go. W dzialaniach policji masz wsparcie medyczne tak blisko, ze czasami mozesz nawet wpuscic medykow do zabezpieczonej strefy, zeby zabrali rannych. W dzialaniach z wydluzonym czasem oczekiwania na ewakuacje poswiecisz chwile, zeby zapiac typa na czyms stabilniejszym, bo bedziecie go musieli tachac przez iles godzin. I wowczas takze wybralbym deske, zreszta nie bez powodu wymyslono SKEDa i Foxtrota, ktore usztywniaja poszkodowanego.
Nie dajmy sie zwariowac komercji, ktora z kazdego prowizorycznego rozwiazania operacyjnego robi produkt za ciezka kase oznaczony slowem "taktyczny". Jak ten trzymak na karabin wyborowy dopinany do plecaka, ktory jest skomercjalizowana, "taktyczna" wersja skarpety wypelnionej piaskiem.
Tak jak pisał Krzysztof chodziło o ewakuację rannego z raną postrzałową ze strefy zagrożenia.
Jeśli chodzi o deskę, była, więc ją wykorzystano (noszy nie było).
Co do odbierania broni to trzeba było to tylko zasygnalizować np. mówiąc: odbieram mu broń, ale się tego fizycznie nie robiło.
_________________ Racja jest jak dupa, każdy ma swoją.
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 11-12-2010, 16:03
tyrus napisał/a:
Co do odbierania broni to trzeba było to tylko zasygnalizować np. mówiąc: odbieram mu broń, ale się tego fizycznie nie robiło.
To właśnie jest podstawowy system szkolenia tzw. aplikacyjnie. Mam ranę i przykładam opatrunek W tylko nie rozpakowany bo szkoda, rana kłuta klp i aplikacyjnie przykładam ACS Ashermana a później okazuje się że osoba nie potrafi prawidłowo przykleić opatrunku.
Jak słyszę o mówienie że coś robię to mi się przypomina sytuacja gdzie w USA policjant został zaatakowany nożem, po czym policjant zgodnie z sztuką pana obezwładnił a następnie zgodnie z tym co trenował na zajęciach podał mu rękę i oddał nóż, bo tak zawsze robili podczas treningu, niestety to był ostatni raz kiedy to wykonał bo potem dostał około 20 ciosów tym nożem.
A jakie widzisz rozwiazania dla tego stanu rzeczy?
paramedyk [Usunięty]
Wysłany: 12-12-2010, 00:44
Takie że albo ćwiczymy albo udajemy że ćwiczymy
Aplikacyjne ćwiczenia nie mają sensu bo nie wyrabiają dobrych nawyków, powodują też że ludzie nie potrafia tak naprawdę tego co "zrobili aplikacyjnie"
Niestety dobre ćwiczenia, szoklenia muszą kosztować bo zużywa się na nich prawdziwe "rzeczy"
Jeżeli ćwiczymy apliacyjnie to po co wogóle ćwiczyć? Przecież można usiąść w sali i omówić wszytsko aplikacyjnie...
Ćwiczenia były realizowane w warunkach polowych. Broń nie jest własnością szkolących i jej uszkodzenie mogło by się wiązać z przykrymi konsekwencjami. Sam kiedyś miałem taki przypadek, że w czasie transportowania kolegi jego broń krótka wypadła mi na ziemię. Na szczęście poza zabrudzeniem nic się nie stało, ale mogło się stać.
Dlatego nie zgadzam się z opinią Paramedyka i uważam, że nawet takie ćwiczenie ma sens, a w warunkach bojowych będę miał gdzieś czy broń się uszkodzi czy nie. Co do zużywania innych materiałów to zgadzam się w stu procentach, są rzeczy, które trzeba przerobić praktycznie.
_________________ Racja jest jak dupa, każdy ma swoją.
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 12-12-2010, 13:23
pow napisał/a:
Kolejne z serii pytań niedokształconej osoby.
Po co koledze z jednostki zabierać broń, która jest zabezpieczona i schowana?
Przede wszystkim po to żeby w sytuacji kiedy się coś zesra ten twój kolega nie stał się zagrożeniem dla reszty zespołu, a w sprawie tego że się broń zniszczy to takie argumenty lekko rozbawiają, bo podchodząc tak do tematy to najlepiej w ogóle nie wyjmować jej z szafy bo jak ją nosisz to się może zniszczyć.
Pomógł: 5 razy Wiek: 26 Dołączył: 03 Lut 2009 Posty: 1312 Skąd: nie interesuj sie
Wysłany: 12-12-2010, 13:31
Poza tym, pacjent często jest w stanie szoku, co znaczy że nie może trzeźwo ocenić sytuacji. Słowem, broń nie jest mu już potrzebna, lepiej dmuchać na zimne
pow - rozbrojenie rannego jest jedna z pierwszych rzeczy, jakie nalezy zrobic wedlug algorytmow TCCC. Z powodow, ktore opisales.
Cytat:
a w sprawie tego że się broń zniszczy to takie argumenty lekko rozbawiają
Co w tym zabawnego? Procedury obowiazuja wszystkich, trening nie jest sytuacja bojowa. Kazde szkolenie, zwlaszcza miedzyresortowe, to dziesiatki kompromisow. Wymuszonych przez niezliczone procedury roznych resortow.
Cytat:
Niestety dobre ćwiczenia, szoklenia muszą kosztować
Kto mialby poniesc koszt uszkodzenia broni? Nie mowimy tu o drogich opatrunkach. Mowimy o sprzecie, ktorego zakup to procedura sama w sobie.
Paramedyk, jakkolwiek rozumiem Twoje podejscie, ze nalezy cwiczyc wszystko maksymalnie realnie, to realizacja takiego podejscia jest mozliwa wylacznie w grupach hobbystycznych, ktore sie same finansuja i ktore nie maja do czynienia z prawdziwa bronia. Bo juz nawet fakt posiadania (legalnie, zakladam) broni palnej i uzycia jej do takich cwiczen wymusi pewne dodatkowe zabezpieczenia i procedury na organizatorze.
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 12-12-2010, 14:05
Cytat:
Krzysztof napisał/a:
a w sprawie tego że się broń zniszczy to takie argumenty lekko rozbawiają
Co w tym zabawnego? Procedury obowiazuja wszystkich, trening nie jest sytuacja bojowa. Kazde szkolenie, zwlaszcza miedzyresortowe, to dziesiatki kompromisow. Wymuszonych przez niezliczone procedury roznych resortów
Kto mialby poniesc koszt uszkodzenia broni? Nie mowimy tu o drogich opatrunkach. Mowimy o sprzecie, ktorego zakup to procedura sama w sobie.
A niby co miało by się w tej broni zniszczyć?
Ja nie mówię tu o tym żeby od razu tą bronią rzucać czy ją dewastować.
W czasie normalnych treningów taktycznych broń również się niszczy co nie jest powodem żeby nie trenować taktykę.
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 12-12-2010, 15:41
Krzysztof napisał/a:
Uscislajac: uszkodzenia, zgubienia lub zgubienia elementow.
No dobra to wytłumacz mi co można uszkodzić? Porysuje się, lekko się zużyje to faktycznie poważny problem, a może po prostu zamknąć ją w sejfie tam nic z nią nie stanie się nie zgubimy jej, nie porysuje się bo ją owiniemy w szmaty i naoliwimy.
Tym tokiem myślenia jaki prezentujesz generalnie nie powinieneś ruszać się z domu bo możesz się zgubić, wywalić, a może jeszcze cię ktoś napadnie może jestem trochę złośliwy ale prezentujesz typowe stanowisko trepa wojskowego nic nie róbmy bo jak coś zaczniemy robić to jeszcze coś się stanie i trzeba będzie się z tego tłumaczyć.
Po pierwsze po coś wymyślili blue-gun'y. Właśnie do takich ćwiczeń.
Nauka i szkolenie powinny wpajać nawyki, a nie jest dobrym nawykiem mówienie "rozbrajam cię". To nie jest tak, że w sytuacji stresowej stwierdzisz na zimno "na szkoleniu robiłem tak, ale to trzeba inaczej, bo tak mówili". Działają odruchy i wyuczone czynności. Dlaczego policja używa "ostrych" flashbangów do treningów? Przecież mogą wrzucić cegłę. Dlaczego na kursie prawa jazdy są zajęcia praktyczne? Przecież wystarczy powiedzieć kiedy jak należy jechać.
Mówienie "co należałoby zrobić" to sprawa sali wykładowej i części teoretycznej, w praktycznej wszystko się robi "jak należy". Po kilku przejściach "na sucho", kiedy pierwszy raz się robi "prawidłowo" nagle okazuje się, że klamki kolegi nie ma gdzie schować, z bronią długą jeszcze gorzej itd, a przecież działało jak mówiłem, że odbieram...
_________________ The 2 loudest sounds in the world: A click when you expect a bang, and a bang when you expect a click.
Pomógł: 9 razy Wiek: 37 Dołączył: 08 Lut 2009 Posty: 690 Skąd: z nad wisły
Wysłany: 12-12-2010, 19:43
W zupełności zgadzam się z tobą Foka, jest takie stare przysłowie " trenuj jak byś pracował" to się najbardziej tyczy treningów na sucho z bronią. Jak robimy to na sucho w koszulce i bez kamizelki na sprzęt i kuloodpornej to wszystko nam ładnie wychodzi i jesteśmy szybcy, jak już ubierzemy się w cały szpej to często zaczynają się problemy coś nam przeszkadza, nie możemy złożyć się do strzału itd.
Tak samo trzeba ćwiczyć przy ratownictwie taktycznym, wiele tematów można przećwiczyć na lekko ale trzeba też wszystko przećwiczyć w całym sprzęcie i z pełnymi procedurami.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum