Pomógł: 12 razy Wiek: 33 Dołączył: 02 Mar 2008 Posty: 1026 Skąd: Prusy Wschodnie
Wysłany: 31-10-2009, 21:20 Spadł śmigłowiec straży granicznej; nie ma kontaktu z załogą
W południowo-wschodniej części województwa podlaskiego trwają wieczorem poszukiwania śmigłowca Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, z którym stracono łączność - poinformował rzecznik podlaskiej straży pożarnej Marcin Janowski. Rzecznik Komendanta Głównego Straży Granicznej Wojciech Lechowski nie potwierdził informacji o odnalezieniu maszyny.
Na pokładzie śmigłowca Kania (rocznik 2006) były trzy osoby, w tym pilot z 15-letnim stażem. - Maszyna miała wszelkie dokumenty, badania by być dopuszczoną do lotu
Rzecznik podlaskiej straży granicznejMaszyna miała wszelkie dokumenty, badania by być dopuszczoną do lotu - zaznaczył rzecznik. Wiadomo, że maszyna startowała o godzinie 15.15 do rutynowego patrolu wschodniej granicy. Lechowski nie potrafił powiedzieć skąd dokładnie wystartowała. Ostatni kontakt ze śmigłowcem był o godzinie 17.38 i miała go placówka straży granicznej w Mielniku. Rzecznik powiedział, że o godzinie 17.54 straż graniczna otrzymała informację od jednego z mieszkańców miejscowości Klukowicze, że "słyszał lecący śmigłowiec, a potem huk".
W poszukiwaniach bierze m.in. udział śmigłowiec Wilga z Nadbużańskiego Oddziału Straży Ratowniczej, który jest wyposażony w kamery termowizyjne. Podlaska straż pożarna podała, że śmigłowca szuka 14 zastępów straży pożarnej i 70 strażaków, funkcjonariuszy SG i policjantów.
[ Dodano: 31-10-2009, 21:23 ]
Mam nadzieję, że znajdą ich żywywch.
200 metrów za granicą Polski odnaleziono wrak śmigłowca Straży Granicznej, który zaginął w sobotę po południu. Na pokładzie śmigłowca były trzy osoby - wszystkie zginęły.
Jak powiedział tvn24.pl rzecznik prasowy podlaskiej straży pożarnej Marcin Janowski, na ślad wraku trafili polscy pogranicznicy przeszukujący pas graniczny. Wyczuli zapach nafty lotniczej, którego źródło według ich oceny znajdowało się po białoruskiej stronie granicy.
Zaalarmowani przez Polaków Białorusini odnaleźli wrak śmigłowca Kania - leżał 200 metrów za polską granicą, na południowy wschód od rejonu pierwszych poszukiwań. Na miejsce natychmiast udali się polscy lekarze, którzy stwierdzili zgon trzech członków załogi.
Kilka godzin wcześniej Białorusini przeczesywali pas o szerokości kilometra po swojej stronie granicy, lecz na wysokości strażnic na odcinku Mielnik-Czeremcha nie znaleźli żadnych śladów.
Informację o zaginięciu śmigłowca dostaliśmy na
Kontakt TVN24. Z informacji przesłanych przez internautę wynikało, że helikopter spadł między miejscowością Klukowicze Kolonia a miejscowością Tokary w powiecie Siemiatycze, w województwie podlaskim.
Śmigłowiec wystartował o godzinie 15.15. Ostatni kontakt z załogą nawiązano około godziny 17.40. Później przyszedł sygnał od jednego z mieszkańców Klukowicz, który słyszał śmigłowiec, a później huk. Wiadomo, że po upadku maszyna nie zapaliła się.
We wskazanym przez świadka rejonie uczestnicy akcji poszukiwawczej nie natknęli się jednak na żadne ślady katastrofy.
Od ok. godziny 23 w akcji poszukiwawczej, ze względu na mgłę, nie brały już udziału śmigłowce. Wcześniej w akcji brał udział helikopter Nadbużańskiego Oddziału SG. Po godz. 21 z Warszawy wyleciał również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, musiał jednak zawrócić.
Poszukiwania prowadzone były jedynie z ziemi - kawałek po kawałku przeczesywano tereny leśne i łąki. W poszukiwaniach brali udział m.in. strażacy, w tym ochotnicy - miejscowi, dobrze znający teren, a także funkcjonariusze SG, policja i wojsko, w sumie ok. 200 osób.
Jeszcze o północy ekipy poszukiwawcze miały nadzieję na odnalezienie załogi żywej. - My cały czas mamy tak naprawdę nadzieję, że jednak ten śmigłowiec usiadł, że doszło do autolądowania. Cały czas szukamy naszych kolegów, którzy wyjdą do nas, tylko w tej chwili nie mogą się z nami połączyć - mówiła na konferencji prasowej Anna Wójcik, rzecznik Podlaskiego Oddziału SG w Białymstoku.
Na pokładzie helikoptera w chwili wypadku były trzy osoby - pilot i dwóch załogantów; pilot miał ogromne doświadczenie w lataniu na tego typu śmigłowcach. To był rutynowy przelot – powiedział podczas konferencji prasowej Adam Rapacki. Wiceszef MSWiA mówił podczas konferencji o wypadku helikoptera polskiej Straży Granicznej, który wczoraj po południu spadł po białoruskiej stronie granicy, około dwustu metrów od granicy, na wysokości miejscowości Klukowicze.
W wypadku śmigłowca Kania, który odbywał rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy z Białegostoku do Mielnika, zginęło trzech funkcjonariuszy: doświadczony 49-letni pilot z wieloletnim stażem, nawigator (35 lat) i operator (34 lata).
Tragiczny wypadek helikoptera - zobacz galerię zdjęć
- O godzinie 18. zerwała się łączność, w związku z czym powołano zespół kryzysowy i zorganizowano akcję poszukiwawczą – relacjonował Adam Rapacki. – Dopiero o godzinie 4. rano udało się zlokalizować wrak maszyny. Ekipa z lekarzem sądowym stwierdziła zgon członków załogi; ponieśli oni śmierć na miejscu – dodał.
- Śmigłowiec jest w takim stanie, że członkowie załogi nie mieli żadnych szans na przeżycie – podkreślił Rapacki. Jak dodał, powołano już komisję do zbadania przyczyn wypadku. – Będziemy współpracować ze stroną białoruską, która także będzie prowadzić dochodzenie w tej sprawie – oświadczył wiceszef MSWiA. Zdaniem Rapackiego, helikopter musiał uderzyć o ziemię z dużą siłą.
Skomentuj wideo! »
Wiceminister mówił, że o przyczynach wypadku trudno na razie mówić. Trzyletni śmigłowiec Kania - jak mówił Rapacki - "absolutnie sprawny". W miejscu zderzenia z ziemią jest około metrowy lej. Śmigłowiec spadł "za ścianą drzew", na pole, na którym są jeszcze zrolowane bele słomy. - Roztrzaskał się na miejscu - powiedział Rapacki.
Ppłk Leszek Elas podał, że nie było wybuchu ani pożaru, czyli widocznych sygnałów upadku śmigłowca. Nie chciał spekulować, co do przyczyn wypadku, odwołując się do koniecznych ustaleń komisji badających wypadki lotnicze.
Adam Rapacki i wojewoda Maciej Żywno podkreślali dobrą współpracę ze stroną białoruską. "Jest otwarta na współpracę i bardzo życzliwa do tej współpracy, deklaruje pełną pomoc i pełne wsparcie" - mówił wiceminister.
Żywno dodał, że wejście przedstawicieli polskich służb na terytorium Białorusi odbyło się na zasadach grzecznościowych, bez konieczności wymiany stosownych not dyplomatycznych.
Rano wraz m.in. z Leszkiem Elasem i Maciejem Żywno, Rapacki był na miejscu wypadku, w którym zginęły trzy osoby. Jak powiedział dziennikarzom, obecnie na miejscu pracuje białoruska grupa dochodzeniowo-śledcza z tamtejszym prokuratorem, a w drodze jest polska komisja badania wypadków lotniczych, która będzie współpracowała z białoruską.
Wiceminister Rapacki powiedział, że o przyczynach wypadku trudno na razie mówić. Rodziny zmarłych zostały otoczone opieką psychologiczną, mają też dostać "wszelką niezbędną pomoc".
Maszyna spadła na ziemię po stronie białoruskiej, dwieście metrów od granicy, na wysokości miejscowości Klukowicze. Udało się ją zlokalizować ok. 4 nad ranem w niedzielę.
Śladem, który naprowadził na miejsce tragedii był zapach paliwa lotniczego, które poczuła jedna z grup poszukiwawczych w pobliżu granicy. Ponieważ wiatr wiał od strony białoruskiej, tamtejsze służby podjęły - na prośbę strony polskiej - poszukiwania i odnalazły wrak i ciała wszystkich członków załogi.
Katastrofa polskiego śmigłowca
Trzy osoby zginęły w wypadku śmigłowca Straży Granicznej, którego wrak odnaleziono ranem po stronie białoruskiej, około dwustu metrów od granicy, na wysokości miejscowości Klukowicze (Podlaskie) - poinformował wcześniej rzecznik prasowy podlaskich strażaków Marcin Janowski.
Przyczyny wypadku nie są na razie znane. W związku z tym, że wrak znajduje się na terytorium Białorusi, nie wiadomo też jeszcze, jakie będą wdrożone procedury dotyczące m.in. badania okoliczności zdarzenia, a także udziału w nich polskich służb.
Komendant główny Straży Granicznej ppłk Leszek Elas w informacji napisał, że trzech funkcjonariuszy SG zginęło "podczas wykonywania zadań służbowych w ochronie granicy państwowej". Rodzinom tragicznie zmarłych funkcjonariuszy złożył wyrazy współczucia i żalu z powodu utraty najbliższych.
Śmigłowiec Kania należący do Podlaskiego Oddziału SG zaginął w sobotę przed godziną 18. Wówczas to po raz ostatni nawiązano z nim łączność. Jego załoga wykonywała po południu rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy, z Białegostoku do Mielnika.
Akcja poszukiwawcza, w której brali udział strażacy, Straż Graniczna, policja i wojsko, koncentrowała się wokół miejscowości Klukowicze (Podlaskie). Tam świadkowie po raz ostatni słyszeli odgłos silnika maszyny. Jak relacjonował jeden z mieszkańców, słyszał najpierw odgłos silnika, potem była cisza, a potem huk.
Na konferencji prasowej zorganizowanej o północy w nocy z soboty na niedzielę w Czeremsze, przedstawiciele SG mówili, że Białorusini po swojej stronie dokonali przeszukania pasa o szerokości kilometra, na wysokości strażnic na odcinku Mielnik-Czeremcha. Nie znaleźli jednak wówczas żadnych śladów wskazujących, że polski śmigłowiec mógł tam spaść na ziemię lub awaryjnie wylądować.
Marcin Janowski powiedział, że na ślad wpadły nad ranem ekipy poszukiwawcze, które w pobliżu linii granicznej wyczuły zapach paliwa lotniczego. Biorąc pod uwagę kierunek wiatru, ustalono, że zapach był niesiony ze strony białoruskiej.
Za pośrednictwem placówki SG w Czeremsze zawiadomione zostały białoruskie służby graniczne i tamtejszy patrol natknął się na wrak śmigłowca. Miejsce wypadku znajduje się mniej więcej na wschód od miejscowości Klukowicze, blisko granicy z Białorusią, po polskiej stronie jest miejscowość Wyczółki.
Członkowie załogi nie żyli. Na terytorium Białorusi weszli przedstawiciele polskiej SG i lekarz, który potwierdził zgon. Miejsce wypadku jeszcze trudno opisać; osoby które je widziały, były tam w nocy. Wiadomo jedynie, że śmigłowiec jest poważnie zniszczony.
Źródło onet.pl
http://wiadomosci.onet.pl...szans,item.html
Żadne fatum tylko sprzęt przestarzały(3 lata chyba od remontu), piloci nie doszkoleni albo stare dziady za sterami (żeby wyszkolić młodych to brakuje funduszy, 49 lat to już emeryt w lotnictwie). No i czynnik pogodowy, oblodziło im pewnie łopaty wirnika i runęli na ziemię. Już wczoraj przypuszczałem że mamy kolejne krzyże na cmentarzach. A z resztą jak to zwykle bywa, będzie afera, rząd wystosuje plan modernizacji lotnictwa SG i jak zwykle skończy się na obiecankach.
A co do poziomu dziennikarstwa w naszym kraju to trzeba ich piętnować publicznie za gafy jakie pojawiają się w drukach. Bo to oni mają kreować wizerunek opinii publicznej która te artykuły czyta.
Wiek: 102 Dołączył: 24 Lip 2009 Posty: 362 Skąd: Kraków
Wysłany: 01-11-2009, 20:49
A teraz zestawcie sobie te informacje:
Cytat:
Rzecznik powiedział, że o godzinie 17.54 straż graniczna otrzymała informację od jednego z mieszkańców miejscowości Klukowicze, że "słyszał lecący śmigłowiec, a potem huk".
Cytat:
Białorusini po swojej stronie dokonali przeszukania pasa o szerokości kilometra, na wysokości strażnic na odcinku Mielnik-Czeremcha. Nie znaleźli jednak wówczas żadnych śladów wskazujących, że polski śmigłowiec mógł tam spaść na ziemię lub awaryjnie wylądować.
Poza tym śmiglaki nie spadaja ot tak jak kamień z nieba nawet przy awarii silników
_________________ Decet cariorem esse patria nobis quam nosmet ipsos - Przystoi, aby Ojczyzna droższa nam była niż my sami sobie.
Tak, a oczywiście wszyscy na świecie są nieomylni i jeśli nie znaleźli to nie chcieli znaleźć?
I oczywiście wypadki się nie zdarzają, a Ty już wykluczasz powody - ja bym poczekał do raportu stosownej komisji.
I przestań uprawiać spiskologię, bo na razie nic a nic do tematu nie wnosi, a w kontekście ludzkiej tragedii naprawdę nie wypada.
Pozdr
Robal2pl
_________________ "Na świecie jest bardzo dużo różnej broni i bardzo mało tolerancji i to jest powód dla którego cała ta broń jest potrzebna" S.Bidziński
Wiek: 31 Dołączył: 20 Mar 2006 Posty: 62 Skąd: Kraków
Wysłany: 02-11-2009, 09:41
OTIS napisał/a:
A teraz zestawcie sobie te informacje:
Poza tym śmiglaki nie spadaja ot tak jak kamień z nieba nawet przy awarii silników
No właśnie, że niestety spadają. Jak Ci padnie silnik w samolocie to możesz lotem ślizgowym próbować szybować kawałek i szukać jakiejś polanki . Śmigłowiec w tym przypadku zyskuje doskonałość fortepianu. Można próbować lądować na autorotacji ale...
Czekajmy na raport PKBWLu.
No właśnie, że niestety spadają. Jak Ci padnie silnik w samolocie to możesz lotem ślizgowym próbować szybować kawałek i szukać jakiejś polanki .
Tłokiem tak, Rurą rurą raczej nie
Cytat:
Można próbować lądować na autorotacji ale...
Oblodzony wirnik, oblodzone poszycie. Duża masa, kiepska aerodynamika, mały ciąg. Kamień w wodę.
Komisja stwierdzi na 90% winę załogi bo przecież polski sprzęt jest światowej klasy. A że załoga pozwoliła obrosnąć lodem to błąd załogi. Ale dla pewności poczekajmy aż PKBWL wyda raport którego i tak nikt nie zobaczy
Wiek: 31 Dołączył: 20 Mar 2006 Posty: 62 Skąd: Kraków
Wysłany: 02-11-2009, 14:27
Walker napisał/a:
Tłokiem tak, Rurą rurą raczej nie
Jasne, ale to chyba oczywiste, że do takiej roboty nie lata się na rurach.
Walker napisał/a:
Oblodzony wirnik, oblodzone poszycie. Duża masa, kiepska aerodynamika, mały ciąg. Kamień w wodę.
Właśnie dlatego dałem "ale..."
Swoją drogą mam pytanie - może ktoś się orientuje jaka jest wysokość przelotu przy takiej robocie ? Zakładam, że SG nie ścina tymi Kaniami czubków drzew ale też celem prowadzenia dokładnej obserwacji nie trzyma pułapu FL095.
Pomógł: 2 razy Wiek: 101 Dołączył: 10 Paź 2005 Posty: 277 Skąd: Polska
Wysłany: 02-11-2009, 16:17
Nie wiem czy coś się w tym temacie zmieniło. Ale taki patrol za pomocą wiertolota zostal zapożyczony z wojska. Co do wysokości patrolu. To odpowiem pytaniem na pytanie. Z jaką prędkością poruszasz się autem ?
Twoje pytanie właśnie do takich się zalicza. To wszystko zależy od pogody, sytuacji która rozwinie się podczas patrolu (czy ktoś podejrzany zostanie dostrzeżony), sprzęt jakim dysponuje załoga etc. Ponadto masz jeszcze drugi czynnik. Czyli prędkość.
Nie wiem jak blisko siebie są strażnice SG w tam tym rejonie. Ale zazwyczaj przelot statku powietrznego jest po to aby zarejestrować przekraczanie granicy, odstraszyć. Ale nie zapobiec.
Od razu mówię. Nie jestem pilotem.
Poza tym Kania to jest poliftingowy Mil - 2. Więc odziedziczył plusy jego konstrukcji jak i minusy.
Pomógł: 12 razy Wiek: 33 Dołączył: 02 Mar 2008 Posty: 1026 Skąd: Prusy Wschodnie
Wysłany: 02-11-2009, 17:55
Pomysł zaporzyczony z BGSu, z tą różnicą, że BGS latał wg. przepisów wojskowych a lotnictwo SG RP lata wg. przepisów cywilnych. Kto jest troszkę w temoacie, to wie o co chodzi.
Sprzęt w środku, czyli awionika i optoelektronika jest wysokiej klasy. Konstrukcja śmiglaka niestety nie.
Wiek: 102 Dołączył: 24 Lip 2009 Posty: 362 Skąd: Kraków
Wysłany: 03-11-2009, 10:12
Kto ogladał wczoraj bodajże na TVP Info krótki program z udziałem redaktorów bodajże Raportu, Skrzydlatej Polski i chyba Lotniska (nie wiem dokładnie bo oglądałem powtórkę w nocy) to już wie, że wysoce prawdopodobne jet zestrzelenie, o czym ma świadczyć m. in. stan w jakim znaleziono śmigłowiec, okoliczności w których to nastapiło itd.
_________________ Decet cariorem esse patria nobis quam nosmet ipsos - Przystoi, aby Ojczyzna droższa nam była niż my sami sobie.
Rzecznik białoruskiej straży granicznej Alaksandr Ciszczanka zaprzeczył pogłoskom, jakoby śmigłowiec polskiej Straży Granicznej, który rozbił się w sobotę, został zestrzelony.
Według Alaksandra Ciszczanki pogłoski, które krążyły w polskim internecie, sugerujące, że incydent mógłby być prowokacją, są bezpodstawne. Oznajmił, że oficerowie białoruskich służb granicznych nie mają ani uprawnień, ani też broni pozwalającej na konfrontację z takimi celami. Jak dodał, gdyby śmigłowiec został zestrzelony przez jednostkę przeciwlotniczą, "nic by z niego nie pozostało".
Zaznaczył, że maszyna nie eksplodowała ani nie spłonęła. Wyjaśnił, że polska Straż Graniczna ostrzegła stronę białoruską o locie śmigłowca i że był on widoczny na białoruskich radarach.
Podkreślił, że wszelkie dyskusje na temat przestrzeni powietrznej związane z samolotami Straży Granicznej rozwiązywane są w trakcie spotkań między polskimi i białoruskimi służbami.
Śmigłowiec typu Kania rozbił się w sobotę na terytorium Białorusi, ok. dwustu metrów od granicy z Polską na wysokości miejscowości Klukowicze (Podlaskie). W wypadku zginęła trzyosobowa załoga. Maszyna odbywała rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy, z Białegostoku do Mielnika. Przed godziną 18 stracono z nią łączność.
Białoruś i Polska stworzyły wspólną komisję do zbadania przyczyn wypadku.
Pomógł: 2 razy Wiek: 101 Dołączył: 10 Paź 2005 Posty: 277 Skąd: Polska
Wysłany: 03-11-2009, 18:16
Nie piszcie że śmiglowiec został zestrzelony ?
Pomyślcie logicznie. Jeżeli to byłby pocisk typu ziemia - powietrze jak np. Igła i jej kolejne wariacje. To czy wiertolot wyglądałby tak jak na zdjęciach. A mówię tutaj o małym pocisku. A co dopiero o zestawach przeciwlotniczych stacjonarnych lub ruchomych ale ciężkich, jak choćby Krug, Newa itp.
Kanie SG mają m in. gogle NVG, FLIR, reflektor Night ... etc. Ponadto silniki są produkcji amerykańskiej firmy Allison.
Tam mogła nastąpić np. inwersja niż wpływ osób trzecich. Od razu dodam że moment kontaktu z ziemią nastąpił po zmroku. Więc ludzi którzy będą twierdzić że łatwo ostrzelać śmigłowiec z broni ręcznej i trafić to się mylą.
Loty SG przy granicy, są dość dobrze zabezpieczone pod względem wyjścia informacji na zewnątrz. Nie ma kontaktu radiowego na pasmach otwartych itp. Tak aby przemytnicy nie mogli podsłuchać gdzie patrol z powietrza będzie prowadzony. Często nawet oświetlenia antykolizyjne są wyłączone.
Ostatnio zmieniony przez Robal2pl 03-11-2009, 19:13, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum