Wysłany: 09-07-2010, 18:30 Sejm: Olewnik ujawnił "szokujące" informacje
Sejm: Olewnik ujawnił "szokujące" informacje
- To spotkanie z panem Olewnikiem było potrzebne. Podzielił się z nami wiedzą, która wymaga weryfikacji w prokuraturze - powiedział po posiedzeniu szef komisji Marek Biernacki (PO).
Ojciec Krzysztofa Olewnika przez prawie trzy godziny był na zamkniętym posiedzeniu sejmowej komisji śledczej. Po wyjściu z sali mówił mediom, że przedstawił posłom informacje, które - jeśli są prawdziwe - to byłyby "szokujące". Podkreślił, że ma zaufanie do komisji i liczy, że uda się jej wyjaśnić prawdę o porwaniu i zabójstwie jego syna i wskazać winnych. Dodawał jednak, że "już kilka razy miał takie nadzieje, a potem sprawy się rozmywały".
Mówił też, że Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku (badająca niewyjaśnione wcześniej wątki sprawy oraz zaniedbania na jej wcześniejszych etapach) prowadzi szeroko zakrojone śledztwo i "nie wiadomo, kiedy i czym się skończy". Jak dodał Olewnik, gdyby nie komisja śledcza sprawa już dawno byłaby umorzona.
Jak powiedział członek komisji Mariusz Kamiński (PiS), kwestie poruszone przez Olewnika wymagają zastanowienia i weryfikacji w prokuraturze. O szczegółach mówić nie chciał, podkreślając, że przesłuchanie było tajne. Przyznał, że z ojcem Krzysztofa Olewnika rozmawiano też o odnalezieniu w Radomiu tajnych akt policji, dotyczących m.in. 2003 r., gdy funkcjonariusze mieli zabezpieczać operację przekazania bandytom przez rodzinę okupu za uwolnienie Krzysztofa.
Jest wiele zastrzeżeń wobec tej akcji policji, bo - jak ujawniono kilka miesięcy temu - funkcjonariusze dopiero po kilkudziesięciu godzinach dotarli na miejsce, gdzie siostra Krzysztofa, na polecenie porywaczy, wyrzuciła z jadącego samochodu torbę z pieniędzmi. Po odnalezieniu w Radomiu akt operacyjnych dokumentujących tę akcję Włodzimierz Olewnik mówił, że "ktoś je przed nim schował".
Według informacji PAP ze źródeł w komisji, "szokujące" informacje Włodzimierza Olewnika dotyczą nieprawidłowości w śledztwie, na etapie gdy prowadziła je prokuratura w Olsztynie. "Dotyczą m.in. sekcji zwłok po odnalezieniu ciała Krzysztofa" - ujawniło PAP źródło z komisji. Zarazem źródło to podkreśla, że wszystko wymaga weryfikacji, ale jak dotąd najpoważniejsze z zarzutów W. Olewnika nie mają potwierdzenia.
Komisja śledcza jest na końcowym etapie pracy. Przesłuchanie Włodzimierza Olewnika to jedno z ostatnich zaplanowanych. Po nim przed komisją mają jeszcze stanąć prokuratorzy oraz policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, którzy badali nieprawidłowości działania policjantów w sprawie Olewnika.
Już kilka miesięcy temu członkowie komisji podzielili się zadaniami i piszą fragmenty raportu końcowego: o nieprawidłowościach tuż po porwaniu Olewnika, o zaniedbaniach prokuratury, o kradzieży akt śledztwa z policyjnego samochodu, o nieprawidłowościach w aresztach, gdzie życie odebrało sobie trzech zabójców Olewnika. We wrześniu raport - w intencjach posłów zawierający opis nieprawidłowości, rekomendacje zmian w prawie i wskazanie winnych - ma zostać przedłożony Sejmowi.
Krzysztof Olewnik został porwany jesienią 2001 r., a zamordowany po dwóch latach od dnia uwięzienia.
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 19-12-2010, 18:17
W. Olewnik ujawnia szokujące kulisy śmierci swojego syna
dzisiaj, 16:43 Leszek Szymowski / Onet.pl
- Bandyci, którzy zostali skazani za zamordowanie mojego syna, mogli nie popełnić tej zbrodni. W celach nie popełniali samobójstw tylko zostali zamordowani. Zwłoki Krzysztofa leżały w wodzie, a nie na polanie pod Różanem. Ta cała mistyfikacja ma osłaniać faktycznych oprawców mojego syna - powiedział Włodzimierz Olewnik, w specjalnym wywiadzie dla Onet.pl. Olewnik zgodził się ujawnić szokujące kulisy najgłośniejszej zbrodni ostatnich lat. Cały wywiad już jutro w Onet.pl.
Włodzimierz Olewnik podkreślił w wywiadzie, że "nie wierzy w wersję o samobójstwach" osób skazanych za porwanie i zamordowanie jego syna, Krzysztofa.
Leszek Szymowski: Pozostałe śmierci osób mających dużą wiedzę w sprawie też nie były – według pana – wynikiem samobójstwa?
Włodzimierz Olewnik: Powtarzam: nie wierzę w wersję o samobójstwach. W lipcu 2009 roku ogłoszono, że powiesił się strażnik więzienny, który pilnował Wojciecha Franiewskiego, a wcześniej, przez krótki czas także Kościuka. Istnieją dowody, że ten strażnik miał wiedzę, że Franiewskiego i Kościuka pod osłoną nocy wyprowadzano z aresztów. Możliwe, że nawet to widział. Okoliczności jego samobójstwa też budzą sporo wątpliwości. Najbardziej to, że pełniący wówczas dyżur asesor prokuratury z Iławy otrzymał zgłoszenie i w ogóle nie pojechał na miejsce odnalezienia zwłok.
W efekcie na miejscu, podczas pierwszych czynności, nie było prokuratora tylko sami policjanci. Ten niefortunny asesor prokuratury otrzymał za to tylko karę nagany, a przecież powinien usłyszeć zarzut niedopełnienia obowiązku. Co więcej: specjalna komisja powołana przez ministra sprawiedliwości oficjalnie stwierdziła, że strażnik zginął śmiercią samobójczą, a to samobójstwo nie miało związku ze sprawą uprowadzenia mojego syna. Przyzna pan, że to zaskakująca konkluzja.
Czyli według pana to nie było samobójstwo?
Nie wiem dokładnie w jakich okolicznościach Mariusz K. odszedł z tego świata. Są informacje przemawiające za tym, że faktycznie to było samobójstwo, ale są też informacje, które tę wersję kwestionują. Ale nie zgadzam się z tym, że ta śmierć pozostaje bez związku ze sprawą zbrodni na moim synu.
Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że prawdopodobnie ten strażnik był rodzinnie powiązany z Robertem Pazikiem, który został skazany na dożywocie za zamordowanie mojego syna. Pazik w styczniu 2009 roku popełnił samobójstwo w celi więziennej w Płocku. Okoliczności tego samobójstwa też nie są do końca jasne, bo istnieją poszlaki mówiące o tym, że ktoś go zmusił do popełnienia samobójstwa, lub wręcz pomógł mu je popełnić. Pazik miał ogromną wiedzę o tym co działo się z Krzysztofem i najprawdopodobniej wiedział, kto uczestniczył w morderstwie oprócz Franiewskiego. I on także zabrał swoją wiedzę do grobu.
Strażnik więzienny Mariusz K. pilnował wcześniej Sławomira Kościuka i Wojciecha Franiewskiego. Pełnił dyżur także tamtej nocy, kiedy Franiewski popełnił swoje tajemnicze samobójstwo. Czy wówczas coś widział lub był świadkiem czegoś? Nie wiem, ale z pewnością mógł pomóc odpowiedzieć na pytanie w jakich okolicznościach zginął Franiewski. Istnieją natomiast dowody, że i Kościuk i Franiewski byli nocami wyprowadzani z cel i wywożeni przez nieznane osoby poza teren aresztu śledczego. Oczywiście poza protokołem i całkowicie niezgodnie z regulaminem więziennym. W tamtym czasie i Kościuk i Franiewski mieli wskazać miejsce ukrycia zwłok. Wskazali oba miejsca.
Oba?
Tak. Bo mówimy o dwóch miejscach. Z polany pod Różanem wykopano zwłoki, ale wszystko wskazuje na to, że nie były to zwłoki mojego syna. Należały do osoby uprowadzonej przez gang nowodworski omyłkowo i potem zamordowanej. Jeśli wierzyć różnym doniesieniom to zwłoki Krzysztofa znajdowały się w innym miejscu, były porzucone w rzece lub w stawie. Wskazuje na to ich wygląd, po odnalezieniu. Jako pierwszy, zwrócił na to uwagę mój zięć, który jest lekarzem.
Te pierwsze zwłoki, wydobyte z polany pod Różanem, przewieziono do zakładu medycyny sądowej, gdzie miały zostać poddane sekcji. Tam je umyto, zważono i zmierzono. Okazały się, że były 7 centymetrów dłuższe od wzrostu Krzysztofa. Jednak nie ma protokołu z ich sekcji. Następnego dnia dokonano sekcji zwłok mojego syna – miały już właściwy wzrost, a w dodatku laboranci odkryli połamane żebra. Były to z pewnością inne zwłoki niż te, które przywieziono wcześniej. Zrozumieliśmy, że ktoś podmienił zwłoki w ciągu jednej nocy. Niestety zaraz po tym, jak się zorientowaliśmy, okazało się, że w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła taśma z monitoringu. I dziś nie da się ze stuprocentową pewnością udowodnić, że zwłoki zostały podmienione.
A wiadomo gdzie zakopano zwłoki Krzysztofa?
Ta historia jest kluczowa. Jak powszechnie wiadomo, w lipcu 2003 roku oprawcy przejęli okup za mojego syna: 300 tysięcy euro. Franiewski kazał im zabić Krzysztofa. Jednak Kościuk i Piotrowski najprawdopodobniej postanowili go jeszcze potrzymać przy życiu i wyłudzić okup ode mnie po raz drugi. Franiewski przyjechał na miejsce i obu ich porządnie zbił. Potem doszło do morderstwa. Zwłoki Krzysztofa zostały zakopane. Wszystko wskazuje na to, że później Franiewski – już sam – wykopał je, wyjął i zakopał gdzie indziej. Nie powiedział o tym żadnemu ze swoich wspólników. A jakiś czas później w tym dole, gdzie pierwotnie przetrzymywano Krzysztofa, zakopano inną osobę. I to by wyjaśniało cały szereg późniejszych zdarzeń.
Rozmawiał Leszek Szymowski
Cały wywiad z Włodzimierzem Olewnikiem już jutro w Onet.pl.
(Kle, AS)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum