Wysłany: 12-04-2010, 08:19 Samoloty VIP: Do krwi ostatniej?
Samoloty VIP: Do krwi ostatniej?
Tomasz Hypki
Jedyny z polskich premierów, który przeżył (dosłownie) prawdziwy wypadek lotniczy, Leszek Miller, mawia, że nowe samoloty do przewozu najważniejszych osób w państwie polscy politycy kupią dopiero wtedy, gdy spotkają się na pogrzebie po katastrofie, której ktoś nie przeżyje. Być może tak będzie, ale warto chyba coś zrobić, by uniknąć ostateczności. Cywilizowany kraj, za jaki chce uchodzić Polska, stać chyba na to, by w drodze przyzwoitych – formalnie i merytorycznie – procedur kupić kilka samolotów, którymi bez strachu i wstydu będą mogli latać nasi najważniejsi politycy?
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 12-04-2010, 10:07
"Przyczyn tragedii w Smoleńsku szukałbym w Warszawie"
B. SZEF SZKOLENIA WOJSK LOTNICZYCH O PRZYCZYNACH KATASTROFY
Polska trwa w żałobie narodowej, dziesiątki tysięcy Polaków towarzyszyły trumnie z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Mimo tej atmosfery wciąż pojawiają się głosy szukające powodów katastrofy pod Smoleńskiem. Pilot i były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych płk. Piotr Łukasiewicz na łamach dziennika "Polska" twierdzi, że znając warunki atmosferyczne na lotnisku w Smoleńsku samolot nie powinien był w ogóle wylatywać z Warszawy.
- Doszukując się przyczyn tej tragedii, ja osobiście sięgnąłbym do momentu planowania wylotu i podejmowania decyzji o wylocie - mówi płk. Łukasiewicz w wywiadzie dla dziennika "Polska The Times". Zdaniem pułkownika, jeśli w ogóle można mówić o błędzie, to należy go szukać w Warszawie. - Nie uwzględniono wariantu zakładającego, że nie można będzie lądować w Smoleńsku - zwraca uwagę Łukasiewicz.
Jego zdaniem, jeśli przed wylotem wiedziano o złych warunkach, jakie panowały w Smoleńsku, to należało rozważyć rozwiązania alternatywne. Takim Planem B mogło być lądowanie w Mińsku lub w Moskwie i zorganizowanie stamtąd transportu na miejscu uroczystości. Taka operacja wymagałby jednak wcześniejszych przygotowań. Innym rozwiązaniem mogłoby być opóźnienie wylotu w oczekiwaniu na poprawę pogody na lotnisku docelowym. - W okolicach południa, gdy pokazywano zdjęcia z miejsca katastrofy, nad Smoleńskiem było niebieskie niebo i świeciło słońce - zauważa Łukasiewicz.
- Sądzę, że zabrakło wszechstronnej koordynacji i popełniono błędy w zarządzaniu ryzykiem - mówi Łukasiewicz
Ich tam nie powinno być
- Jeżeli w Smoleńsku była mgła ograniczająca widoczność do 500 metrów, to ten wylot nie powinien się odbyć - kategorycznie stwierdza Łukasiewicz. Jego zdaniem przy takim wyposażeniu, jakim dysponuje lotnisko w Smoleńsku, samolot mógłby lądować z zachowaniem zasad bezpieczeństwa przy podstawie chmur nie mniejszej niż 300 metrów i widzialności nie mniejszej niż 5 kilometrów.
- Osobiście uważam, że podstawa chmur 200 metrów i widzialność 3 kilometry to warunki atmosferyczne, poniżej których lądowanie samolotu w Smoleńsku nie powinno w ogóle być rozważane - stwierdza Łukasiewicz.
- Ich tam po prostu w ogóle nie powinno być - podsumowuje pułkownik.
Przyczyny katastrofy
Szukając bezpośrednich przyczyn katastrofy Łukasiewicz nie wierzy w usterkę techniczną maszyny. W maszynie Tu-154 na pokładzie są trzy wysokościomierze ciśnieniowe i jeden radiowysokościomierz, który włącza sygnał dźwiękowy, gdy samolot znajduje się na niebezpiecznej wysokości.
- Być może w końcowej fazie lotu piloci przenieśli wzrok z tablicy przyrządów i próbowali szukać ziemi, wypatrzyć pas, dopuszczając do mimowolnego zniżenia samolotu i zderzenia z ziemią - docieka pułkownik.
Piloci odczuwali presję
Płk. Łukasiewicz dystansuje się od pojawiających się hipotez o naciskach ze strony pasażerów na lądowanie za wszelką cenę w Smoleńsku. - Osobiście nie wierzę, że mogłyby być jakieś naciski czy sugestie wyrażane w kabinie pilotów - mówi.
- Ale z całą pewnością wiemy jedno - zauważa Łukasiewicz - załoga odczuwała potężną presję ze względu na konieczność wykonania zadania. Jego zdaniem sama świadomość zarówno wagi uroczystości, jak i delegacji, jaką wieźli na pokładzie, mogła zadecydować o tym, że chcieli za wszelką cenę na czas wylądować w Smoleńsku.
Zarządzać ryzykiem
Odnosząc się do podnoszonego często zarzutu znalezienia się zbyt wielu ważnych osób na pokładzie, Łukasiewicz zwraca uwagę, że w dużych korporacjach zasadą jest, że dwóch członków zarządu nie może lecieć tym samym samolotem. Jego zdaniem w instytucjach państwa i strukturach wojskowych ten temat jest w powijakach.
- W jednym samolocie nie mogą lecieć najważniejsi dowódcy naszej armii, nie mówiąc o takiej liczbie znaczących polityków i głowie państwa - podsumowuje Łukasiewicz. http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html
ludzie, opamiętajcie się, nie otwierajcie tej puszki z pandorą, zamknijcie gęby defetystom - winien był tylko i wyłącznie PILOT (a jemu już nic nie można zrobić). Wszystko poza tym było ok, według najwyższych standardów bezpieczeństwa - gdyby nie było, to jacyś ludzie musieliby przecież ponieść odpowiedzialność, a przecież nie można ludziom łamać karier, poza tym, to nieodpowiedni moment na ciskanie oskarżeń (poza pilotem) i szukanie winnych, skupmy się na żałobie i modlitwie, a pytanie o odpowiedzialność (poza odpowiedzialnością pilota) odłóżmy na święty nigdy ...
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 12-04-2010, 21:17
Będą nowe samoloty dla VIP-ów
KLICH: WYDZIERŻAWIONE LUB WYCZARTEROWANE
Szef MON Bogdan Klich zapowiada, że będą nowe samoloty dla VIP-ów
TVN24
Będą nowe samoloty dla VIP-ów. - Dwie maszyny zostaną wyczarterowane albo wydzierżawione od LOT-u. I to bez względu na to, jakie będą reakcje oponentów - zapowiedział w "Faktach po Fkatach" minister obrony narodowej Bogdan Klich. Szef MON podkreślił, że ma nadzieję, iż po katastrofie pod Smoleńskiem nie pojawią się już głosy sprzeciwu wobec nabycia przez rząd nowych maszyn, którymi będą latać najwyższe władze w państwie.
Do sobotniej katastrofy pod Smoleńskiem polskie władze miały do dyspozycji dwa samoloty Tu-154. Jeden klasy lux, czyli samolot prezydencki, drugi kupiony dla LOT-u, ale przekazany do dyspozycji Urzędu Rady Ministrów.
W ubiegłym roku nie dało się - jak przypomniał szef MON - kupić nowych samolotów, bo nie było na to pieniędzy. I dlatego rozważano wyleasingowanie maszyn poza procedurami przetargowymi. Chodziło brazylijskie Embraery typ 175.
"Chcieli mnie odwołać"
Pomysł spalił jednak na panewce. Szef MON przypomniał, że kiedy rząd miał sfinalizować umowę z LOT-em na wyleasingowanie samolotów, pojawiła się grupa posłów, która chciała go odwołać za to ze stanowiska.
- Twierdzili, że idę na skróty (zarzucali mu, że próbował wyleasingować samoloty zbyt drogie w eksploatacji - red.) - powiedział Kilch. I wyraził jednocześnie nadzieję, że teraz tak nie będzie.
Szef MON powiedział, że brane są pod uwagę dwa rozwiązania: wydzierżawienie lub wyczarterowanie maszyn, gdyż rząd znalazł na to środki jeszcze przed katastrofą pod Smoleńskiem.
- Mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o wydzierżawienie samolotów cywilnych, to mamy już poczynione z LOT-em uzgodnienia - poinformował szef MON.
I wymienił jeszcze inne rozwiązanie. - Sprawdzamy opcję czarteru - powiedział Klich. I dodał: - Dwa samoloty będą wyczarterowane albo wydzierżawione od naszego narodowego przewoźnika. Bez względu na to, jakie będą reakcje oponentów.
"Ten samolot był unowocześniony i sprawdzony"
Minister obrony narodowej przyznał, że po katastrofie pod Smoleńskiem zastanawiał się, co by było gdyby prezydent podróżował bardziej nowoczesnym i nowszym samolotem.
- Ale też chcę podkreślić, że ten samolot (który się rozbił - red.) był w grudniu zmodernizowany do wysokiego standardu. Ten remont był prowadzony u producenta w Federacji Rosyjskiej, zostały zastosowane nowe techniki i systemu. Samolot był unowocześniony i sprawdzony przed lotem - powiedział.
I dodał: - Osobiście nim podróżowałem w ostatnich tygodniach dwukrotnie, to już nie był ten sam samolot, ten sprzed kilkunastu miesięcy.
no i wyglada na to, że p. Miller się pomylił - kupią (a raczej wydzierżawią lub wyczarterują)nawet jeszcze zanim spotkają się na pogrzebie ...
Co do słów p. min. Klicha, to ja widziałem takie coś na Transformersach - z zewnątrz jakiś stary chevy camaro, ale jak się przemienił, to superhipermegarakieta, fajnie, że i z tupolewem można takie cuda zrobić - może taniej będzie kupić jeszcze pare z demobilu (np. od Bułgarów) i zrobić taki mega remoncik, jak ze 101 ...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum