Wysłany: 03-11-2010, 21:22 Piloci z 36. pułku bez licencji? "Pisałem do MON. Przeg
- Występowałem do MON od 2006 do 2008 roku z wnioskami o to, żeby samoloty były certyfikowane, piloci i technicy mieli licencje. Odpowiedź była zawsze: "Nie, nie, nie!" - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN 24 były dowódca 36. Pułku Lotnictwa Transportowego, płk Tomasz Pietrzak. Komentował on w ten sposób miażdżącą dla tej jednostki publikację "Wprostu".
Najnowszy "Wprost" opublikował obszerny materiał dotyczący katastrofy smoleńskiej, oparty na aktach ze śledztwa. Tygodnik wiele miejsca poświęca 36. pułkowi dowództwa sił powietrznych, wskazując na panujący w nim bałagan. "Wprost" zwraca uwagę m.in. na to, że najważniejsze osoby w państwie przewoziły nie do końca sprawne samoloty, pokazuje, że zarzucono szkolenia na symulatorach, lekceważono procedury bezpieczeństwa. - Sytuacja w pułku przypominała zamawianie taksówki, gdy brakuje taksówkarzy - miała zeznać wdowa po drugim pilocie Tupolewa.
Prowadząca program w TVN 24 Justyna Pochanke określiła rewelacje "Wprostu" jako "szokujące". Jej gość, były dowódca 36. Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak, odpowiadał: "Gdybyśmy znali całą historię, jak się odbywa szkolenie, byłoby to normalne, przy próbie spojrzenia z innej strony może być to szokujące".
"Chodzi o jedną ważną rzecz"
Pietrzak tłumaczył, dlaczego piloci nie ćwiczyli na symulatorach. - Chodzi o jedną ważną rzecz. Jeśli szkolimy, to zaczynamy od podstaw (...), zaczynamy się uczyć elementarza na żywym organizmie, czyli na samolocie - mówił Pietrzak.
Pilot stwierdził, że w pewnym momencie zaprzestano z ćwiczeń na symulatorach Tupolewów, m.in. z powodu sytuacji politycznej. - W latach 90., kiedy ten Tupolew do nas przyszedł, to pierwsza załoga była prawdopodobnie szkolona w Uljanowsku, na pewno technicy. (...) Pamiętajmy, że przez wiele lat mieliśmy zerwane stosunki z Rosją, mimo że eksploatowaliśmy rosyjskie samoloty - kontynuował Pietrzak, dodając, że nie było wtedy możliwości, z powodów politycznych i ekonomicznych, aby polskich pilotów wysyłać na szkolenia do Rosji. - Szkoliliśmy się na samolocie, latając - stwierdził Pietrzak.
Pułkownik mówił, że wielokrotnie wysyłał w tej sprawie i wielu innych pisma do Ministerstwa Obrony Narodowej, lecz spotykały się one z odpowiedzią negatywną.
"Pisałem wielokrotnie do Klicha"
- Od 2006 do 2008 r. cyklicznie występowaliśmy do Ministerstwa Obrony Narodowej, by technicy, piloci mieli licencje na loty pasażerskie wydawaną przez Urząd Lotnictwa Cywilnego, ale odpowiedź była jednoznaczna – nie, więc robiliśmy licencje we własnym zakresie – powiedział w "Faktach po Faktach" płk Pietrzak. - Osobiście pisałem wielokrotnie do ministra Klicha, odpowiedź była negatywna, więc w 2008 r. powiedziałem "dziękuję". Dowództwo Sił Powietrznych nie dawało pieniędzy na szkolenia na symulatorach. Szkoliliśmy się na samolocie Tu-154, z trenerami, jak w czasach, kiedy nie było symulatorów – dodał płk Tomasz Pietrzak.
- Pisałem wielokrotnie, że wyobrażam sobie funkcjonowanie pułku inaczej. (...). Rolą pułku jest zadbać, aby wyszkolić pilotów dobrze. Wykonywałem to zadanie na tym, co miałem. Takie były procedury, zasady - przyznał Pietrzak, dodając, że resort obrony informował go, że "nie stać nas na wysłanie pilotów do Rosji".
- Nie czułem się na siłach dalej walczyć. Przegrałem z Dowództwem Sił Powietrznych i ministerstwem - zakończył.
"To takie minimum, które odbywaliśmy"
Wcześniej w RMF FM Pietrzak powiedział m.in., że żaden z dowódców 36. pułku nigdy nie przechodził szkoleń na symulatorach lotów Tupolewa 154. Wprowadzono je dopiero po katastrofie smoleńskiej.
Natomiast portal tvn24.pl dotarł do nieznanego dotąd dokumentu z prokuratorskiego śledztwa, z którego wynika, że piloci 36 specpułku okazjonalnie przechodzili szkolenia na symulatorze Tu-154. Z dokumentu wynika, że płk Tomasz Pietrzak w 2004 r. odbył szkolenie na symulatorze Tu-154.
Pietrzak w TVN 24 tłumaczył, skąd nieporozumienie i czym jest dokument, na który powołuje się portal. - To nie jest szkolenie, to jest trening, który odbywaliśmy raz do roku. Trwa tylko pięć godzin, a nie 40. To takie minimum, które odbywaliśmy - mówił.
Wiek: 31 Dołączył: 20 Mar 2006 Posty: 62 Skąd: Kraków
Wysłany: 04-11-2010, 10:08
Oglądałem ten wywiad. Szkoda, że prowadząca nie była lepiej przygotowana merytorycznie, mogłaby wtedy dowalić z jeszcze głębszej rury i pokazać burdel i jakoś-to-będzie made-in-kraj-nad-Wisłą.
Pietrzak starał się jak mógł ale sorry - różnica pomiędzy szkoleniem a treningiem jest raczej proceduralna co nie zmienia faktu, że pewne rzeczy się zacierają bo pilot szkoli się raz a potem zostaje trening.
Mój instruktor od fruwania lata na benkach w LOT. Twierdzi, że po ćwiczeniu awaryjnych sytuacji człowiek z symulatora wychodzi spocony jak świnia i dygoczą mu ręce. Np. lot IFR + lądowanie we mgle przy widzialności zero.
Chłopcy z 36go o lądowaniu we mgle mogli sobie poczytać albo ... ćwiczyć na żywym organizmie.
Jak będzie trzeba to jutro Gawronem będą pływać w kółko, dokleją tylko komin z tektury, a jak Minister poprosi to Lora pokaże jak strzela do baloników.
Muszą się tylko granty zgadzać i liczba stołków nie może się zmienić ze stanem z roku 1952.
A Klich trzyma się mocno bo jego największą siłą jest to, że nie ma nikogo na jego miejsce bo prawdopodobnie tego burdelu w Siłach Zbrojnych nie da się ustabilizować. Najwyższy czas by ogłosić zgon pacjenta i zbudować naszą armię od podstaw.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum