Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 18-02-2009, 12:58 Kronika zapowiedzianych śmierci ...
Gwałciciel zabił, bo policja była bezczynna
Marcin Kącki
2009-02-17, ostatnia aktualizacja 2009-02-16 20:23
Sąd każe zatrzymać gwałciciela w grudniu. Policja wie, gdzie poszukiwany mieszka, ale boi się, że nie otworzy im drzwi. W styczniu prosi o zgodę sądu na wejście siłą i czeka. Gdy dostaje zgodę w lutym, gwałciciel zabija już dwie osoby.
5 lutego br. Piąty dzień obławy na Jana S. rozpoczętej po bezlitosnym zabiciu przez niego dwóch niewinnych osób
Kościan, woj. wielkopolskie. 4 grudnia ub.r. Honorata S. czuje ulgę. Proces jej męża Jana, z którym była od roku w separacji, dobiega końca: w marcu mąż po raz pierwszy ją zgwałcił, w maju porwał do lasu, zgwałcił cztery razy, przyłożył pistolet do głowy i jeszcze zmusił do samogwałtu butelką.
Sędzia Agnieszka Olszewska pyta: - Czy obrona chce coś powiedzieć przed wyrokiem?
Adwokat Jana S. prosi o uniewinnienie klienta, bo: kobiety często kłamią, oskarżają o gwałt, mszczą się.
Sędzia ogłasza wyrok: trzy lata więzienia.
Jan S. zaczyna płakać. Adwokat prosi, by go wypuścić, zanim wyrok się uprawomocni: - Mój klient siedzi od maja.
Honorata S. i prokurator protestują. Sędzia jednak się zgadza: - Tymczasowe aresztowanie nie może przerodzić się w faktyczne wykonywanie kary pozbawienia wolności.
Przypominam, że broni nie znaleziono
Gdy Jan S. wychodzi na wolność, Honorata pędzi z sali sądowej do domu w Morownicy koło Kościana, gdzie mieszka z matką Eleonorą i babcią. Mówi im, że mąż gwałciciel skazany, ale wypuszczony. - Jak to? - pyta matka i nie wierzy.
Próbuje córkę pocieszać, ale ta już nie słucha, pakuje się i staje w drzwiach z sześcioletnią córką: - On tu przyjdzie mamo, zabije mnie! Zrobi, jak mówił!
Honorata ucieka do ośrodka dla ofiar przemocy domowej, ponad 100 km od Kościana. Pisze zażalenie od sądu, żeby jej męża z powrotem zamknąć. Bo Jan S., gdy tylko wyszedł, zaczaił się na nią pod uczelnią w Lesznie, gdzie Honorata studiuje zaocznie. Jej koleżanki go zauważyły i dały jej znać, żeby nie pokazywała się na uczelni.
Honorata pisze: "Czuję się zagrożona, bo on mówił mi, że prędzej czy później i tak wyjdzie, a skoro nie chcę z nim być, to razem umrzemy. Przypominam, że broń, którą mi kiedyś groził, nie została znaleziona, więc tym silniejsze są obawy, że może jej użyć".
Zażalenie Honoraty trafia do sądu wyższej instancji, do Poznania. Jeszcze nie przeczytali pierwszego listu, gdy Honorata pisze drugi, bardziej dramatyczny: "On szuka mnie nawet przez internet, jeździ pod domem mojej matki".
Dopiero 18 grudnia - 12 dni po wyjściu Jana S. na wolność - poznańska sędzia otwiera akta jego sprawy, czyta listy Honoraty i łapie się za głowę. Obecny na posiedzeniu adwokat Jana S. wyznaje, że to on doradzał klientowi, by szukał żony, by odnowić "kontakty ojca z dzieckiem".
Sędzia natychmiast każe aresztować Jana S. na trzy miesiące, bo "jest nieobliczalny, stanowi zagrożenie dla swojej rodziny, ma obsesję krzywdzenia, może się ukrywać". Tego samego dnia wysyła decyzję do komisariatu w Przemęcie, najbliższego miejscu zamieszkania Jana S. Ten odsyła sprawę do komendy w Kościanie.
Widzieliśmy go na drodze!
Honorata ukrywa się z córką. Posyła ją do nowej, tymczasowej szkoły, szuka dla siebie pracy. Choć jest daleko od domu, boi się, że spotka męża na ulicy, wypatruje jego mercedesa.
Wie już, że policja ma go szukać, ale co rusz dzwonią do niej znajomi: - Widzieliśmy go na drodze! Widzieliśmy go w samochodzie!
25 grudnia Honorata dzwoni do komisariatu w Kościanie i pyta: - Co robicie? Przecież on robi co chce, jeździ swoim samochodem pod waszym nosem.
Honorata przekazuje policjantom, że auto Jana S. stoi właśnie na ulicy jej matki w Morownicy. Policjanci obiecują, że sprawdzą. Matka Honoraty: - Przyjechali po czterech godzinach, samochodu już nie było.
Gdy Honorata dzwoni z awanturą, słyszy w komisariacie, że szybciej się nie dało. A przecież to tylko 15 km!
Do Bożego Narodzenia rodzice Honoraty, jej znajomi, sąsiedzi, widzą Jana S. na drogach, koło domu, w samochodzie, pod uczelnią w Lesznie. Honorata przekazuje informacje policji, podaje im numer rejestracyjny samochodu, a nawet numer telefonu komórkowego S.
Zna numer, bo mąż wysyła jej SMS-y - żąda spotkań z córką, choć jednego z gwałtów miał dokonać na oczach sześciolatki.
A co się pani tak interesuje?
W styczniu nakaz zatrzymania Jana S. wędruje z komendy w Kościanie do Wolsztyna.
Bombardowana kolejnymi SMS-ami od męża 14 stycznia Honorata dzwoni do komendy w Wolsztynie: - Co robicie?
Słyszy, że wszystko co trzeba.
- A macie jego numer telefonu? Dzięki komórce go namierzycie.
- Nie mamy. Nie zdążyliśmy jeszcze ściągnąć tych danych z komendy w Kościanie - przyznaje policjant. No to Honorata dyktuje jeszcze raz.
19 stycznia Honorata znowu dzwoni do Wolsztyna: - Co robicie? Przecież on wszędzie jest widywany.
Słyszy od policjanta: - A co się pani tak interesuje? Przecież to męża problem, nie pani.
Więc Honorata wysyła 20 stycznia trzeci list do sądu w Kościanie. Skarży się, że policja już kilka razy mogła złapać poszukiwanego: "Znajomi go widują, matka go widziała, przekazałam numer jego telefonu, numery rejestracyjne samochodu".
Z akt sprawy, które czytał reporter "Gazety", wynika, że policjanci z Kościana i Wolsztyna przez miesiąc poszukiwań nie zrobili najprostszej rzeczy - nie sprawdzili, czy Jan Sz. jest u siebie w domu.
18 stycznia Dariusz Kędziora, szef sekcji kryminalnej w Wolsztynie, wysłał pismo do sądu: "Proszę o wystawienie nakazu przeszukania domu Jana S. Mamy informacje, że poszukiwany bywa pod tym adresem. Jednak istnieje obawa, że mieszkające tam osoby mogą nam nie otworzyć drzwi, więc prosimy o siłowe otwarcie".
Większa ochrona? Niemożliwe
24 stycznia Honorata znowu dzwoni do Wolsztyna i podaje numer najnowszej komórki męża: - Znowu wysyła mi SMS-y!
27 stycznia do sądu w Kościanie pisze Eleonora, matka Honoraty. Prosi o ochronę babci, która była świadkiem w sądzie, i pogrążyła Jana S. - potwierdziła, że porwał on żonę z domu, co skończyło się gwałtem. Mąż Honoraty chodzi po okolicy i wygraża, że pozabija tych, co na niego zeznawali w sądzie.
Sędzia Olszewska - ta sama, która wypuściła w grudniu Jana S. - odpisuje matce Honoraty, że jest już decyzja o jego aresztowaniu i że "nie ma możliwości udzielenia świadkowi większej ochrony".
31 stycznia Jan S. przychodzi do gospodarstwa agroturystycznego, które prowadzi z chłopakiem Karolina, siostra Honoraty. Ona też zeznawała w sądzie na niekorzyść gwałciciela.
S. ma broń. Zabija jej chłopaka Arkadiusza, potem strzela Karolinie w serce i skroń. Nie wiadomo, czy chciał się tylko zemścić za zeznania, czy wydobyć od Karoliny informację, gdzie ukrywa się Honorata.
Gdy zabójstwo wychodzi na jaw, policja daje w końcu ochronę rodzinie Honoraty (o której trzy dni wcześniej sędzia pisała, że "nie ma takiej możliwości"). I urządza obławę na gwałciciela-mordercę - ogłasza m.in., że to wyjątkowo groźny bandyta i że ma broń (o której miesiąc wcześniej Honorata pisała w liście do sądu).
Kościanie i okolicach Leszna wybucha panika. Policjanci dostają sygnał, że S. ukrywa się na ogródkach działkowych niedaleko szkoły w Śmiglu. Na wypadek strzelaniny spędzają dzieci do sali gimnastycznej. O obławie informują media w całym kraju.
5 lutego, po pięciu dniach obławy, kościański sąd odpisuje policjantom z Wolsztyna na ich wniosek sprzed dwóch tygodni o "wejście siłowe" do domu Jana S. - jest zgoda!
Co zrobiliście, by go złapać?
8 lutego policjanci otaczają gospodarstwo w Szczepankowie Nowym, gdzie ukrywa się Jan S. Gwałciciel i morderca strzela sobie w głowę. Helikopter odwozi rannego do Poznania, który umiera w szpitalu.
Honorata wraca do matki i babci w Morownicy. Jej siostrę Karolinę pochowano jeszcze 7 lutego, dzień przed złapaniem S. Chłopaka Karoliny pochowano dzień później.
Pytam szefa komisariatu policji w Przemęcie, który jako pierwszy - 18 grudnia - dostał informację o nakazie zatrzymania Jana S.: - Co zrobiliście, by go złapać?
Marcin Skowroński odsyła mnie do komendy w Kościanie.
Wicekomendant z Kościana Leszek Majchrzak odsyła mnie do komendy w Wolsztynie.
Rzecznik komendy w Wolsztynie Wojciech Adamczyk odsyła mnie do Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu.
Jej rzecznik Andrzej Borowiak: - Szef wielkopolskiej policji zażądał informacji o wszystkich działaniach podjętych od momentu, gdy sąd kazał zamknąć Jana S. w areszcie. Czekamy na wyjaśnienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Dlaczego policja szukała gwałciciela tak wolno?
Marcin Kącki
2009-02-17, ostatnia aktualizacja 2009-02-16 21:51
Szef wielkopolskiej komendy Wojciech Olbryś chce wyjaśnień: dlaczego jego podwładni przez półtora miesiąca nie mogli złapać gwałciciela Jana Sz.? Z ustaleń "Gazety" wynika, że dopiero po miesiącu od nakazu zatrzymania policjanci chcieli przeszukać jego dom
Ósmego lutego policja odtrąbiła koniec poszukiwań domniemanego zabójcy, który miał zastrzelić swoją szwagierkę, jej chłopaka i przez tydzień się ukrywał. Ale już sześć tygodni wcześniej powinien trafić do aresztu, bo sąd skazał go na 3 lata więzienia za wielokrotne zgwałcenie żony. Jan Sz. wyszedł na wolność w grudniu, bo sąd w Kościanie uznał, że nie jest groźny, ale tydzień później sąd poznański kazał go zamknąć, ponieważ "jest nieobliczalny i może krzywdzić rodzinę" - jak napisała sędzia w uzasadnieniu.
Jan Sz. pozostaje jednak dla policji nieuchwytny przez półtora miesiąca. Jego rajd miał się zakończyć zabójstwem. Dlaczego? Odtworzyliśmy przebieg działań policji w tym okresie.
Najpierw bojąc się o swoje życie Honorata Sz., żona poszukiwanego ucieka z domu wraz z córką i z ukrycia śle do sądu dramatyczne listy, w których ostrzega, że mąż gwałciciel grasuje po okolicy z bronią i "może dojść do tragedii".
Co kilka dni przekazuje też aż dwóm komendom - w Kościanie i Wolsztynie - informacje o miejscach, gdzie ukrywa się poszukiwany: daje jego numery telefonów, numery rejestracyjne samochodu. Gdy podaje dokładne miejsce ukrycia, policja sprawdza je po... czterech godzinach.
Podaje też drugi namiar: mąż jest w Karpaczu. Policja wysyła do Karpacza telegram, tamtejsi policjanci jadą sprawdzić, ale Jana Sz. nie zastają.
W styczniu kobieta dzwoni trzy razy na komendę w Wolsztynie z kolejnymi informacjami o mężu gwałcicielu, podaje też jego najnowszy numer telefonu. I słyszy od policjanta: - Co się pani tym mężem tak interesuje?
W aktach sprawy znaleźliśmy też pismo, w którym szef sekcji kryminalnej z Wolsztyna, miesiąc po nakazie zatrzymania gwałciciela, prosi sąd: dajcie nakaz przeszukania jego domu, bo, gdy zapukamy, może nikt nie otworzyć. Sąd dał zgodę... pięć dni po zabójstwie szwagierki Jana Sz.
Szef wielkopolskiej policji zapowiedział wyjaśnienia. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji: - Komendant oczekuje pełnych wyjaśnień, co uczynili policjanci od 18 grudnia do 31 stycznia, by poszukiwany został zatrzymany.
Na wyjaśnienia czeka również szefostwo poznańskiego sądu okręgowego, który bada akta sprawy związane ze skazaniem Jana Sz. na 3 lata więzienia. Chce odpowiedzi na pytanie: dlaczego sąd w Kościanie wypuścił gwałciciela zaraz po wyroku uznając, że nie jest groźny, a poznański uznał, że trzeba go zamknąć, bo "jest nieobliczalny".
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
welcome to Bananas Republic Bolanda, herzlich wilkommen !!!
Klama by tej Pani wiele nie pomogła. Żaden argument na zmianę ustawę o posiadaniu broni. Raczej należy dopracować procedury które należy stosować wobec skazanych z nieuprawomocnionymi wyrokami.
_________________ Have a character instead of being character.
Jasne, ze nie. Ale sposob funkcjonowania organow scigania (czasem z powodow proceduralnych, czesciej z powodu zawodzacych ludzi) w tym przypadku doprowadzil do nieszczescia.
_________________ Wszyscy, którzy walczyli fair, zginęli.
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 23-03-2009, 20:22
Gdyby sąd go nie wypuścił,nie byłoby tego całego zdarzenia.To samo potem było z mordercą z okolic Chełma."Niezawisły"(czytaj bezkarny)sąd znowu wykazał się humanitaryzmem w stosunku do bandziora.Powinni odpowiadać karnie,a nie dyscyplinarnie za takie decyzje.
Pomógł: 7 razy Wiek: 35 Dołączył: 04 Gru 2007 Posty: 845 Skąd: Polska
Wysłany: 24-03-2009, 12:04
To przykre, ale każda grupa zawodowa ma tendencję do zamiatania swoich grzechów pod dywan. Wiem coś o tym bo innym zamiatałem i mi zamiatano. W praktyce postępownaia dyscyplinarne są stosowane jako argument w rozgrywkach personalnych, a nie w celu do których je wymyślono.
Sędziowie są grupą specyficzną o tyle, iż na uzasadnienie swojej faktycznej bezkarności powołują argument tego, iż jakakolwiek próba dyscyplinowania ich ,,z zewnątrz" byłaby poczytywana jako zamach na niezawisłość sądów i sędziów. A to zbyt daleko idące stwierdzenie.
Absolwenci aplikacji sądowej są najlepszymi prawnikami w Polsce, ale nie mają bynajmniej monopolu na nieomylność. A za szczególnie rażące błędy-kosztujące czyjeś życie-ktoś musi jednak ponieść odpowiedzialność, choćby tylko symboliczną.
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 24-03-2009, 18:23
Nieprawdaż,Remov.W Policji często tak jest,że jeden kabluje na drugiego i chętnie dla wyższego stołka,dodatkowej gwiazdki na pagonach chętnie przegryzłby gardło kumplowi.A dotyczy to przeważnie ludzi niewiele mających do czynienia z prawdziwą policyjna robotą.Nie maja pojęcia,jak złapać zbója,więc wykazują się lizod......i podp.....kumpli.Gdyby to środowisko było solidarne jak sędziowie czy lekarze,nie byłoby takiego burdelu w tej formacji,jak jest od wielu lat.Więc nie łap mnie za słówka,panie teoretyku komputerowy znad klawiatury(z całym szacunem,nie polemizuję z Tobą w tematach ,na których się nie znam,ale kiedy stwierdzam,ze nie masz racji w temacie,w którym ja jestem lepszy,zawsze Ci to wygarnę na forum).
Pomógł: 12 razy Wiek: 36 Dołączył: 09 Kwi 2005 Posty: 1055 Skąd: Kraków
Wysłany: 24-03-2009, 22:41
Shunkaha napisał/a:
Więc nie łap mnie za słówka,panie teoretyku komputerowy znad klawiatury
Na komputerach specjalnie się nie znam, ani o teorii programowania czy meandrach sprzętu ze mną nie porozmawiasz. Co się zaś tyczy po raz kolejny podziału, jaki tworzysz sobie w głowie, to mnie nie sposób polemizować z Twoimi wizjami. Bądź, co bądź, to Twoje prywatne wizje. Niemniej jednak widać, że poza głęboką wiarą, że masz rację, a rozmówca jest w Twoich oczach tym i owym, to obawiam się, że nie brzmisz bardzo przekonująco. Niestety.
Każde zamknięte środowisko, jak policja czy prokuratura jawi się na zewnątrz jako monolit, zaś zewnątrz samo siebie traktuje podejrzliwe, co więcej każde wierzy w róznorakie bajki, za które dałoby się pokroić. Bajki, które najczęściej ze światem rzeczywistym nie mają wiele wspólnego, ale pomagają, cóż, z pewnością w czymś pomagają ;)
Cytat:
(z całym szacunem,nie polemizuję z Tobą w tematach ,na których się nie znam,ale kiedy stwierdzam,ze nie masz racji w temacie,w którym ja jestem lepszy,zawsze Ci to wygarnę na forum).
Nie. Kiedy uważasz, że być może czujesz się lepszy, to starasz się coś napisać. Teraz to zdanie ma coś wspólnego z prawdą. Pamiętaj, że to w co wierzysz, niekoniecznie przekłada się na rzeczywistość i tak jest w tym przypadku. Czy naprawdę sądzisz, że tylko Ty się na czymś znasz, a reszta rozmówców wzięła się, bo ja wiem, z Księżyca? ;)
dlaczego wy KURWA na każdym kroku obrażacie REMOVA??? dlatego że ma swoje zdanie i wie co pisze? sorki za wulgaryzm ale każdy na tym forum jest w jakims stopniu indywidualnością, posiada jakąs wiedzę. Jestem juz kilka dobrych miesięcy na forum i zauważyłem że tego kolesia na każdym kroku kasujecie... zazdrość? ja też mam pewna wiedzę na tematy o których tu piszemy, czasem nie zgodzę się z REMOVEM ale jakoś mu nie DOPIERDALAM bez sensu... pozdrawiam
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 25-03-2009, 10:18
To po kiego ch...zawsze po mnie jedzie?Za to,ze jestem psem?Zna mnie osobiście,zrobiłem mu coś?Jak ma coś do psiarni,to niech nie uogólnia,tylko napisze konkretnie ,o co mu biega?Postaram się wyjaśnić w miarę możliwości,bo robię w tym bagnie już kilkanaście lat.Ja przedstawiłem swoje zdanie na temat tej firmy,a On teoretyzuje ,jak zwykle.I treść Jego komentarzy wskazuje,że uważa się za jedynego Sprawiedliwego i Wszechwiedzącego w wielu tematach.Z całym szacunem dla Ciebie ,Remov,daj na luz.A Remov dalej operuje cytatami i łapie za słówka.
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 26-03-2009, 11:45
jeśli wolno przerwać na chwilę tę jakże zajmującą dyskusję:
Horror pod pieczą policji
Marcin Kącki2009-03-26, ostatnia aktualizacja 2009-03-25 20:52
Ścigany za gwałt Jan Sz. zamordował dwie osoby. Zanim zabił, legitymowali go policjanci. Mogli go zatrzymać, ale nie było go w policyjnej bazie osób poszukiwanych
Inni dodają: Zgubiła nas rutyna i bałagan w dokumentach.
O tej sprawie było bardzo głośno.
4 grudnia ub.r. sąd w Kościanie skazał Jana Sz. za zgwałcenie żony na trzy lata więzienia. Ale sędzia zdecydowała się uchylić areszt, aż wyrok się uprawomocni (wcześniej Sz. siedział pół roku w areszcie). Po decyzji sądu przerażona żona Honorata Sz. ukrywa się i pisze zażalenia.
Sąd w Poznaniu rozpatrzył je 12 dni później. Sędzia czyta list Honoraty Sz. i łapie się za głowę. 16 grudnia każe natychmiast zamknąć gwałciciela, bo "jest niepoczytalny i stwarza zagrożenie dla bliskich, ma także obsesję krzywdzenia".
Ale policja przez wiele tygodni nie potrafi go zatrzymać.
Mijają tygodnie. Honorata Sz. przeżywa horror, który opisaliśmy w "Gazecie" miesiąc temu. Ukrywa się z córką, szuka jej nowej szkoły. Wie, że policja ma zatrzymać byłego męża, ale znajomi co chwila dzwonią i mówią, że "widzieli go na drodze", "w samochodzie".
Bo Jan Sz. jeździ po Wielkopolsce i szuka żony. Grozi zemstą. Wysyła SMS-y i żąda spotkań z córką, choć jednego z gwałtów miał dokonać na oczach sześciolatki. Honorata Sz. znów wydzwania na policję, mówi, że jest nękana.
Policja w Wolsztynie wie, gdzie Jan Sz. mieszka, ale 18 stycznia - miesiąc od wydania nakazu zatrzymania - prosi sąd o zgodę na wejście do jego domu, bo "istnieje obawa, że mieszkające tam osoby mogą nam nie otworzyć drzwi".
I w końcu 31 stycznia Jan Sz. - nie mogąc znaleźć żony - przychodzi do gospodarstwa agroturystycznego, które prowadzi z chłopakiem Karolina, siostra Honoraty. Karolina zeznawała w sądzie na niekorzyść gwałciciela. Jan Sz. strzela jej w skroń. Zabija też jej chłopaka.
Dopiero wtedy policja z Wolsztyna urządza wielką obławę. 8 lutego osaczony Sz. strzela sobie w głowę, umiera w szpitalu.
...a nawet wypuszcza
Gdy opisaliśmy ten policyjny skandal, wojewódzki komendant zarządził kontrolę. Wczoraj ujawniono wynik. "Wobec nieprawidłowości dotyczących poszukiwań Jana Sz. wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec siedmiu policjantów z komendy w Wolsztynie" - czytamy w informacji policji.
Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak: - Postępowanie jest niejawne. Nie możemy o tym mówić.
O szczegółach dowiadujemy się w policji nieoficjalnie. Andrzej Borowiak potwierdza je, komentować nie chce.
Jak postępowała policja? Gdy 16 grudnia sąd kazał zamknąć mężczyznę, informację natychmiast wysłał do małego komisariatu w Przemęcie, najbliższego miejscu zamieszkania Jana Sz. Stamtąd po kilku dniach sprawa jest przekazana do komendy w Wolsztynie, bo tam są policjanci wydziału kryminalnego, którzy zajmują się poszukiwaniami.
I właśnie tam - jak wynika z kontroli - informacja, że Jan Sz. musi zostać natychmiast zatrzymany, powinna być wprowadzona do bazy osób poszukiwanych. To baza, do której mają dostęp wszyscy policjanci.
Ale jeszcze w Wigilię zeszłego roku, osiem dni po wydaniu nakazu aresztowania, pismo sądowe z informacją o nakazie zatrzymania Jana Sz. krąży między sekretariatami policyjnymi w komendzie wolsztyńskiej wraz z innymi dokumentami administracyjnymi i pocztą.
Tymczasem w Wigilię policjanci z Poznania zatrzymują samochód z Janem Sz. do rutynowej kontroli. I pytają przez radiostację, czy taka osoba nie jest poszukiwana. Odpowiedź: nie. Bo nikt danych Jana Sz. nie wprowadził do bazy. Trafia tam dopiero dwa tygodnie później - 6 stycznia.
Dyscyplinarne postępowania dotyczą wolsztyńskiego komendanta, jego zastępcy, naczelników i szeregowych policjantów. Zarzut: zły obieg dokumentów.
Rozmawiam z jednym z poznańskich policjantów o poszukiwaniach Jana Sz. Mówi tak: - Gdyby nie doszło do tragedii, to nikt nie pytałby o nieudolność tych poszukiwań.
Pomógł: 3 razy Wiek: 41 Dołączył: 12 Lis 2007 Posty: 328 Skąd: Polska
Wysłany: 26-03-2009, 14:13
To przez tą cholerna biurokracje w Policji.Mydlą oczy ludziom statystyką ,jak to jest bezpiecznie,ale głupiego nakazu nie potrafią zarejestrować i wprowadzić do bazy danych."Spychologia".Ale biurokracja jest najważniejsza,szczególnie dla tych z KWP i KGP.
U mnie takie rzeczy załatwia się na bieżąco,od ręki.
Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 26-03-2009, 20:15
Zgadza się, biurokracja i bałagan zwykła u nas rzecz, o czymś się zapomni, coś ktoś nie dopilnuje, co innego zginie, zdarza się po prostu, ludzka rzecz ...
Na przykład:
ZAGINĘŁY PRYWATNE ZDJĘCIA KWAŚNIEWSKICH
czwartek 26 marca 2009 15:51
Prokurator zgubił fotki prezydenckiej pary
Filmy i zdjęcia byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żony zniknęły z prokuratury. Co na nich było? Między innymi fotki z różnych imprez. Wiadomo, że zaginione materiały leżały w gabinecie Zbigniewa Ziobry - podaje RMF.
Były to materiały zabezpieczone podczas przeszukania w fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, a dotyczące sprawy lobbysty Marka Dochnala.
Wątek śledztwa w sprawie Dochnala dotyczący fundacji Jolanty Kwaśniewskiej został już umorzony. Jednak wkrótce potem okazało się, że części materiałów zabranych z fundacji po prostu nie ma. Co mogło w nich być? Według Andrzeja Kratiuka, byłego szefa fundacji Kwaśniewskiej, m.in. zdjęcia z darczyńcami fundacji robione podczas licznych imprez.
Darczyńcy przychodzili natomiast często z innymi osobami, z którymi zdjęcia mogły być niewygodne dla Kwaśniewskich. "Tam mogły być i filmy, i zdjęcia jakieś takie różne, które były łakomym kąskiem, tak jak zdjęcia pani Jolanty w Chicago, gdzie był chyba Edward Mazur" - mówił Kratiuk.
Dokumenty z przeszukania fundacji leżały przez jakiś czas w gabinecie ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - podaje RMF FM. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura. Próbuje ustalić, gdzie podziały się materiały, które mogą kompromitować Kwaśniewskich.
"W chwili obecnej trwają czynności procesowe. Przede wszystkim przesłuchujemy osoby, które miały kontakt z tymi dowodami rzeczowymi" - powiedziała Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Nie chciała jednak zdradzić, kto został przesłuchany w tej sprawie. Według RMF FM prokuratorzy przepytywali już śledczych zabezpieczających materiały z przeszukania, a także kilka osób z otoczenia Zbigniewa Ziobry.
TOKU
RMF FM
Pomógł: 7 razy Wiek: 35 Dołączył: 04 Gru 2007 Posty: 845 Skąd: Polska
Wysłany: 27-03-2009, 12:25
To o czym piszesz to już nie pomyłka czy niedalstwo, a przejaw najgroszego raka toczącego polską prokuraturę, zwłaszcza za rządów PIS: uwikłania w bieżącą politykę. Zdjęcia niewątpliwie ktoś ,,zabezpieczył".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum