Pomógł: 9 razy Wiek: 44 Dołączył: 09 Lip 2005 Posty: 1111 Skąd: Monte Carlo
Wysłany: 18-04-2008, 15:15 ABW Krauzego w Szwajcarii szukała
Jak ABW Krauzego w Szwajcarii szukała
Wojciech Czuchnowski
2008-04-18, ostatnia aktualizacja 2008-04-18 10:18
We wrześniu 2007 r. oficerowie ABW pojechali za granicę, by doręczyć prezesowi Prokomu wezwanie do prokuratury. Akcję przerwano, bo była niezgodna z prawem
O zagranicznej delegacji funkcjonariuszy dowiedzieli się posłowie sejmowej komisji ds. służb specjalnych, której w ubiegłym tygodniu zaprezentowano wyniki kontroli (audytu) przeprowadzonej w ABW przez obecne szefostwo tej służby.
Wyjazd do Szwajcarii został tam wymieniony jako jedna z nieprawidłowości w działaniach ABW w czasach rządów PiS. Doręczenie wezwania jest bowiem tzw. czynnością procesową. Za granicą mogło być wykonane tylko poprzez polską ambasadę albo w porozumieniu z policją kraju, w którym przebywał biznesmen.
Na dodatek funkcjonariusze wyjechali z Polski nieoficjalnie, a ich wyprawa finansowana była z funduszu operacyjnego, z którego nie można opłacać doręczenia wezwania. To pieniądze na opłacanie kosztów tajnych akcji - płace agentury, kupowanie informacji i materiałów, działalność "pod przykryciem".
Ostatecznie funkcjonariusze nie skontaktowali się z biznesmenem, który mieszkał w hotelu Hyatt w Zurychu. Dostali polecenie, by przerwać działania. Za to wiadomość o miejscu pobytu Krauzego została nieformalnie przekazana sprzyjającym PiS mediom.
Krauze, który podejrzewany jest o składanie fałszywych zeznań w związku z dekonspiracją akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, za granicą przebywał od sierpnia do grudnia 2007 r. Potem - już po przegranych przez PiS wyborach - stawił się na wezwanie prokuratury.
Nielegalnych podsłuchów 30, a nie 94
ABW nie chce udzielać żadnych informacji o wynikach kontroli poza komunikatem, że została zakończona 17 marca i w pięciu sprawach skierowano wnioski do prokuratury. Według źródeł "Gazety" związanych ze speckomisją wśród tych wniosków jest sprawa wyjazdu do Krauzego.
Wśród wniosków jest też sprawa nadużywania przez ABW technik operacyjnych, głównie podsłuchów. Kontrola stwierdziła, że Agencja, zwracając się o zgodę na stosowanie podsłuchów, okłamywała sąd.
ABW twierdziła, że chodzi o podsłuchiwanie telefonu nieznanej z nazwiska osoby, której rozmowy mogą być ważne dla prowadzonych śledztw. A naprawdę wiedziano dokładnie, o jakie osoby chodzi. Sądowi mówiono o "osobie nieznanej", bo łatwiej wtedy było uzyskać zgodę na podsłuch.
W ten sposób podsłuchiwano b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.
Podsłuchy telefonów osób określanych jako "nieznane" trwały nawet po 90 dni. Audyt ma wyliczać ok. 30 takich przypadków. Wcześniej komisji mówiono, że było ich znacznie więcej - aż 94. - Nie wiem, skąd zmiana tej liczby. Pytaliśmy, powiedziano nam, że reszta to drobne przekroczenia - twierdzi nasz rozmówca.
Zamach za pomocą pralki
Inny przykład nadużywania funduszu operacyjnego to kuriozalna sprawa pralki należącej do jednej z urzędniczek gabinetu b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
- Urzędniczkę pokopała pralka automatyczna - opowiada nasz informator. - Uznano, że ktoś mógł pralkę celowo uszkodzić, żeby dokonać zamachu na kobietę, i powiadomiono o sprawie ABW. Szef Agencji Bogdan Święczkowski kazał sprawę zbadać ekipie dochodzeniowej. W ABW nie ma specjalisty od sprzętu AGD, więc funkcjonariusze ściągnęli do Falenicy, gdzie mieszkała urzędniczka, normalny serwis pralek, który stwierdził, że uszkodzenie nie jest celowe. Za wizytę serwisu zapłaciła ABW.
Oficer w miesiąc, pułkownik w rok
Duża część wniosków z kontroli ABW dotyczy sytuacji kadrowej w Agencji. W czasach rządów PiS ze stanowisk zwolniono stamtąd około tysiąca osób, przesuwając większość do dyspozycji szefa. Oznaczało to, że zwolnieni nie wykonywali żadnej pracy, ale pobierali pensje.
Najwięcej zwolnień - aż 30 proc. zatrudnionych - było w pionach operacyjnych Agencji zajmujących się bezpośrednimi działaniami: pracą z agenturą, nieformalnym zdobywaniem informacji, inwigilacją osób i instytucji będących obiektem zainteresowania tajnych służb.
ABW nie ominęło też zjawisko szybkich awansów na pierwszy stopień oficerski (czyli podporucznika) przyznawanych zaufanym ludziom kierownictwa sympatyzującego z ówczesną władzą. W służbach wojskowych kierowanych przez Antoniego Macierewicza takie kursy trwały 17 dni. W Biurze Ochrony Rządu - 11.
W Agencji szybkie awanse dotyczą 20 osób, w większości z najbliższego otoczenia Święczkowskiego. Oficerami zostawali po kursach, które formalnie trwały 30 dni, ale biorący w nich udział nie musieli uczestniczyć w zajęciach. Najszybszy awans zaliczył b. wiceszef Agencji, katowicki prokurator Grzegorz Ocieczek. Do ABW w 2006 r. przyszedł jako szeregowiec. Agencję opuścił w 2007 r. w stopniu pułkownika.
Wśród oficerów po szybkich kursach można też znaleźć absolwentkę wydziału prawa kanonicznego oraz magistra AWF, który przed przejściem do ABW pracował jako portier w jednym z krakowskich hoteli.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Sie chopie nie smiej. Jako szatniaz ma na pewno duze kwalifikacje, jst spostrzegwawczy, dyskretny, potrafi udawac, ze spi, ma nieprzejednana mine i w ogole.
Zwlaszcza w ogole, zas szczegolnie w duzej mierze. ;)
_________________ Wszyscy, którzy walczyli fair, zginęli.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum