Czy udział w selekcji do jednostki GROM jest przestępstwem?
Na „Młodego” wpadłem w Bieszczadach, był instruktorem w trakcie selekcji. Zniknął mi z oczu i z poczty internetowej wiele miesięcy temu. Tak to od lat działa, że jak chłopaki zdobywają miejsce w renomowanych jednostkach, zapada cisza. Cisza jest dla mnie pozytywnym sygnałem, że „pacjent” wszedł na swoje i nie potrzebuje wsparcia.
Miałem serce szczególnie do niego, bo był szybki, sprawny, kondycyjnie nie do zamordowania, po góralsku uparty i twardy. Pojawiał się wszędzie, startował w selekcjach, najbardziej ekstremalnych imprezach, odnosił sukcesy, robił wokół siebie pozytywne zamieszanie. A potem wracał do siebie, na wojskowe zadupie, gdzie panowała cisza i stagnacja. „Zawodowcy” w większości liczyli w koszarach jedynie upływające do fajrantu godziny. Typowy garnizon – widmo bez przyszłości, do którego nawet kontrole niechętnie zajeżdżały.
„Młody” tymczasem w kompanii siał twórczy niepokój. Podpadał, bo miał swoje zdanie, ale łapał punkty, bo trzymał krótko żołnierzy: „Musiałem zdobyć posłuch na zmecholskiej, złożonej z poborowych kompanii, a to nie była łatwa sztuka” – mówił. Rzeźbił chłopaków na własną modłę, regulaminowo, wprawnie i metodycznie, bo do tego wszystkiego studiował wychowanie fizyczne. Dowódca był zadowolony, że komuś się chciało utrzymywać wojskowy porządek.
BUNT KAPRALI
Źle się zaczęło dziać, gdy wybuchł bunt kaprali. „Młody” się zgadał z kilkoma kolegami, którzy od niego wcale nie odstawali, że warto byłoby się wyrwać do wielkiego świata. Wkrótce okazało się, że ten świat ma dla nich zupełnie niezłą ofertę, bo oprócz ich przygotowywanej do likwidacji jednostki była jeszcze kawaleria powietrzna, desant spadochronowy, gdzieś tam dalej specjalsi...
Nie robili ze swych zamiarów tajemnicy, więc nagle „Młody”, „Jogi” i „Dodek” stali się nie tylko najgorszymi żołnierzami, lecz także „buntownikami”. To dlatego musiałem nadać im pseudonimy, choć w mojej opowieści są przecież bohaterami pozytywnymi. Podobnie jak majorowi „Kłodzie”. Bo tak o nim mówili, że był kłodą rzuconą im przez los pod nogi. Epitety, które się na ich głowy sypały, uznane byłyby dziś za mobbing. Wówczas były zwykłym dołowaniem, sprowadzaniem do poziomu. Rozmawiałem wówczas o nich między innymi ze starszym podoficerem dowództwa jednostki, zasiedziałym chorążym tuż przed emeryturą. Mówił o młodych ludziach, zbuntowanych kapralach, którzy wszystko od wojska dostali i tak się odwdzięczają. Mieli również sprzymierzeńców, ale nie mogli liczyć na otwarte wsparcie. Zaczęła się ostra jazda bez trzymanki, ekwilibrystyka, by wyrwać się z jednostki, ale nie złapać przy tym dyscyplinarki.
Młodemu spełniły się marzenia. Z Jogim nie rozmawiałem, wiem jedynie, że służy w kawalerii powietrznej, a w tym roku ukończył morderczy kurs Patrol dla dowódców rozpoznania. Dodek podczas spotkania powiedział, że sam o swoich losach książkę napisze, jak przyjdzie na to pora. Służył w elitarnej formacji poza granicami kraju, potem zjechał kawał świata, kilka kontynentów. Dziś ma takie plany, o których wówczas nawet mu się nie śniło.
NIE DOTARŁ
Dziś o majorze Kłodzie, który miał ich za nic, mogą opowiadać jedynie anegdoty. Młody marzy, żeby major Kłoda asystował ludziom w selekcji: „Zrozumiałby może wówczas, że takich jak my nie można zatrzymać”.
W trakcie selekcji instruktorzy przytaczają przykład porucznika Tobka, z którym niejednokrotnie stykali się, jak to mówią – w różnych trudnych okolicznościach. Tobek był w swojej formacji znakomitym i docenianym żołnierzem, ale osiągnął maksa, praktycznie doszedł do ściany. Miał się pojawić na selekcji, ale nie dotarł. Obrał bowiem złą taktykę i jak na oficera przystało, nie bawiąc się w partyzantkę, poszedł do przełożonego na szczerą, męską rozmowę. Teraz jest już złym żołnierzem. I nikt nie wie, co z nim dalej.
Szara strefa
Czy udział w selekcji do jednostki Grom jest przestępstwem? Jeśli nie, to dlaczego znaczna część kandydatów do tej elitarnej formacji działa w konspiracji, skrycie? Dlaczego żeby przyjechać na morderczy sprawdzian, będący dla wielu z nich najważniejszym wydarzeniem w życiu, biorą urlop czy zwolnienie lekarskie? Dlaczego za swoje ambicje są karani?
Pomógł: 12 razy Wiek: 33 Dołączył: 02 Mar 2008 Posty: 1026 Skąd: Prusy Wschodnie
Wysłany: 14-12-2010, 16:39
Bo betonowy przełożony musi potem napisać opinię o podwładnym, który chce od niego uciec, może rugulaminowo robić pod górkę, albo użyć znajomości, żeby dokumenty dotyczące przeniesienia zaległy gdzieś dłużej w czyimś biurku. Proza służby.
[ Dodano: 14-12-2010, 16:45 ]
Jest też druga strona medalu, podwładni o mentalności Kłody i przełożony o zapale Młodego. Młody chce zrobić ze swoich podwładnych dobrych żołnierzy, ci jednak olewają go i liczą tylko godziny do wyjścia i procenty do emerytury. Kiedy zaczyna się konflikt, podwładni za plecami bezposredniego przełożonego, podpierdalają do (pomawiają) szczebel wyżej. Góra przysyła kontrole, psychologa i pełnomocnika do ochrony praw człowieka. Kontrola stwierdza, że wszysko jest OK z dowódcą, ale z pracownikami nie. Są leniwi, nie wykonują swoich obowiązków, szukają haków na starego. I nic się dalej nie dzieje. Klasyczny przykład.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum